Sprawdź teraz

Zapisz się do Klubu

    Blog

    Ankieta – powiedz mi, co myślisz o blogu

    Niedługo blogowi Ograniczam Się stukną pierwsze urodziny. Zakończył już etap raczkowania i teraz powoli uczy się chodzić. Niedawno przeszedł zmianę domeny na własną, przez co mam nadzieję jest lepiej widoczny i łatwiej go znaleźć w sieci. Od 100 czytelników dziennie przeszedł przez fazę zdobywania popularności i teraz są dni, kiedy ma nawet 3000 odsłon! 

    Wszystkim Wam jestem niezmiernie wdzięczna za odwiedzanie tego miejsca, a jednocześnie chciałabym Was zapytać bardziej szczegółowo, co o nim myślicie: podoba się czy nie podoba? Co lubicie czytać, a czego nawet nie zaczynacie? Jak Wam się podoba wizualna strona bloga? Jakie zmiany byście tu chętnie widzieli?

    ankieta, blog, ograniczam się

    Liczę na Waszą szczerość i otwartość. Zapraszam do wypełnienia ankiety na temat poziomu satysfakcji z bloga. W końcu jesteście moimi czytelnikami i chciałabym, żeby Wasz pobyt na tej stronie był jak najprzyjemniejszy. Jest to zarówno test dla mnie, czy wywiązuję się ze swoich zadań jako autorka, ale i wskazówka na przyszłość, w jakim kierunku strona może się rozwijać.

    Ankieta jest stworzona w przyjaznym narzędziu Typeform. Składa się z 13 pytań i jest całkowicie anonimowa. Możesz wypełnić ją już teraz, zapraszam! Wyniki pojawią się na pierwsze urodziny, czyli za ok 10 dni. Do biegu, gotowi, start!

    KLIKNIJ TU PO ANKIETĘ

    Książki Ubrania

    Magia sprzątania – Marie Kondo

    Coraz częściej łapię się na tym, że hamuję część z Was przed czytaniem książki „Magia sprzątania” Marie Kondo. Nie chciałabym jednak stawiać się w roli wszystko wiedzącego arbitra – części z Was może ta bestsellerowa lektura zawrócić w głowie.

    Wydawca na pewno miał na celu wywołanie rewolucji w sprzątaniu w wielu polskich domach, mimo że Marie ani słowem nie wspomina o tym, jak ważne są porządki w stylu eko. Nie mówi też, jak wyrzucić połowę dobytku w obliczu posiadania rodziny z kilkorgiem dzieci (mówią za to rodzice-minimaliści).

    Postanowiłam więc dać Wam 19 bitych powodów, dla których WARTO przeczytać dzieło życia japońskiej pisarki, konsultantki od porządków. Continue Reading

    Jedzenie Minimalizm

    Minimalizm kulinarny, czyli rzecz o fast slow food

    Nie masz czasu, a doskwiera Ci głód? Zjadasz fast food. Nie masz czasu, energii, ale trochę warzyw w domu? Przygotowujesz fast slow food.

    minimalizm, fotografia, kuchnia, ograniczam się
    Peechaya Burroughs Photography

    To zaskakujące, jak potrawy z małą ilością składników mogą dobrze smakować. Wie o tym dobrze Jules, autorka bloga The Stonesoup, która uprawia – jak można to chyba określić – minimalizm kulinarny. Na swojej stronie publikuje tylko przepisy zawierającej 5 składników. Nie dość, że brzmią i wyglądają fantastycznie, to jeszcze zawierają dodatkową opcję stosowania zamienników do niektórych dodatków – według diety wegetariańskiej, paleo czy bezglutenowej. Jules twierdzi, że taka kuchnia jest smaczniejsza od skomplikowanych przepisów, z których kiedyś korzystała. Jest też bardziej relaksująca, bo nie musisz denerwować się brakiem zbyt wyszukanych składników. Potęga gotowania tkwi w prostocie.

    minimalizm, fotografia, ograniczam się, warzywa
    #1

    Kulinarny maksymalizm 

    Nie tylko na zachodzie, ale też w naszym kraju prym wiodą coraz bardziej popularne programy pokroju Master Chef czy Top Chef, gdzie wygrywa ten, który najbardziej zaskoczy jurorów. Nie zaskakuje niestety zwykła jajecznica na maśle, lecz coś wysublimowanego z zestawem przypraw z 4 końców świata, składników wygrzebywanych z nieznanych ziemskich czeluści.

    Poza święcącą sukcesy telewizją kulinarną, renesans przeżywają też książki. Jedne skłaniają do prostego i zdrowego gotowania,  inne promują skomplikowane przepisy z dużą ilością składników, najczęściej trudnych do znalezienia w zwykłym spożywczaku. Zamiast zastępować udziwnione ingrediencje tym, co mamy w domu, czyli gotowaniem z tego, co już mamy, gonimy do kilku marketów po to, by skompletować wszystko co niezbędne dla jednej jedynej potrawy. Tak boimy się, że zepsujemy ją brakiem złotego gralla wśród składników i nie odtworzymy wiernie zamierzonego przez autora smaku.

    Kulinarny minimalizm

    W kontrze do udziwnionych potraw przychodzi nam szereg kulinarnych kół ratunkowych, z których możemy skorzystać. Po pierwsze – i najważniejsze – musimy się przekonać, że gotowanie wcale nie musi być skomplikowane, a mała ilość składników tylko uwypukli ich oryginalny smak. Minimalizm wielu kojarzy się z ograniczającymi założeniami, które prowadzą do ascezy. Nie chodzi jednak o to, by się umartwiać czy unieszczęśliwiać, ale by uświadomić sobie, jak wartościowe posiłki można skomponować z wysokiej jakości mało przetworzonych produktów.

    Ten styl gotowania nie jest niczym nowym. Prawidłowo kojarzony jest z tradycyjną kuchnią włoską, w której mówi się, żeby nigdy nie dawać więcej niż pięciu składników. Włosi lubią klasyczne, autentyczne smaki, nie cierpią przesady w gotowaniu. Ilekroć oglądałam pogramy Jamiego Olivera relacjonujące jego podróż przez Włochy, tylekroć słyszałam zdegustowane stwierdzenie wobec sposobu gotowania angielskiego szefa kuchni. Że za dużo, że nie potrzebnie tyle, że tylko popsuje smak. Włoska carbonara to kwintesencja minimalistycznego stylu: 5 składników i sos do makaronu gotowy. A ulubiona pizza Włochów? To oczywiście margherita, pokryta jedynie sosem pomidorowym i serem. Proste jedzenie to osiągnięcie wieków tradycji i mądrości kucharzy tego kraju.

    minimalizm, fotografia, ograniczam się
    #2



    Jak jeszcze ograniczać się w kuchni?

    Mam nadzieję, że spróbujesz ugotować coś z pięciu albo mniej składników i zasmakujesz w esencji prawdziwego jedzenia. Zanim jednak udasz się do garnków, zajrzyj, jakie inne zasady warto oswoić, jeśli chcesz prowadzić rozsądną kuchnię bez żadnej przesady.

    Miej umiar w zakupach spożywczych – kupuj tyle, ile zjesz przez najbliższe 2-3 dni, a nie na cały tydzień czy dwa. Inaczej duża część jedzenia może niechybnie wylądować w śmietniku.

    2-minutowa lista na zakupy – lista to coś, co każdy zna, ale wejdziesz na poziom wyżej, jeśli listę sporządzisz w ciągu tylko 2 minut. Tak krótki czas pozwoli Ci na stworzenie listy złożonej tylko z tego, co niezbędne. Z doświadczenia wiem, że im dłużej nad nią siedzę, tym więcej dziwnych i niepotrzebnych rzeczy przychodzi mi do głowy. 2-minutowa lista ma to coś, spróbuj.

    Wykorzystuj resztki, które się tworzą przy gospodarowaniu jedzeniem. Ze starego chleba możesz zrobić bułkę tartą, użyć do zagęszczenia sosu czy ugotowania puddingu (tu nadaje się bardziej bułka). Wystarczy trochę pomyśleć, zanim wyrzucisz to, co zbędne.

    Jedz mniej – na początek można zmniejszyć wielkość zjadanych porcji, by z czasem spróbować dłuższego postu. Wielu, w tym Anna Mularczyk-Meyer, twierdzi, że głodówka wpływa zbawiennie na kondycję organizmu, a nawet uwalnia gen długowieczności. Sam Mario Vargas Llosa raz do roku przeprowadza 21-dniową głodówkę w specjalnym ośrodku w Marbelli w hiszpańskiej Andaluzji. Czyżby to był przepis na noblistę?

    Prowadź spójną kuchnię dla całego domu – jeśli gotujesz, postaraj się, by w miarę możliwości wszyscy byli na tej samej diecie. Oszczędza to zarówno czas, jak i produkty spożywcze zużywane do ugotowania posiłku.

    Gotuj z wyprzedzeniem – dzień wcześniej możesz ugotować garnek fasoli, soczewicy czy innego warzywa strączkowego lub kaszy po to, by następnego dnia wykorzystać je na śniadanie czy do zrobienia pożywnej sałatki.

    Rób przetwory i kiszonki – samodzielnie przygotowane słoiki wnoszą nie tylko cudny smak lata na talerze, ale też satysfakcję z pracy włożoną w dobrej jakości jedzenie. Poza tym zawierają mnóstwo cennych witamin, tak ważnych podczas zimy i na przednówku.

    Jedz produkty lokalne uprawiane bez chemii – z pomocą przychodzi tu ruch kooperatywiany w Polsce oraz gospodarstwa w stylu RWS (Rolnictwo Wspierane Społecznie). Może znasz kogoś, kto ma niedaleko Ciebie gospodarstwo, które możesz sprawdzić i kupować od niego zdrowe płody ziemi. Każdy sposób na ograniczenie szkodliwych substancji w jedzeniu jest wart zachodu.

    Stosuj mrożenie – jeśli powyższe punkty były Ci obce, na pewno znasz i wykorzystujesz choćby ten. Jeżeli kupujesz większą ilość jedzenia, włóż część, której nie zjesz przez najbliższe 2 dni do zamrażalnika. Możesz popakować je w mniejsze torebki, tak by wystarczyły na małe porcje rozmrażane codziennie.

    Ponadto Kasia Kronenberger trafnie to ujęła, pisząc:

    Z jedzeniem jest trochę jak z szafą. Staram się wybierać produkty, z których można przyrządzić wiele potraw, a nie tylko jedną konkretną. To samo z ciuchami: nie kupuję butów, które pasowałyby tylko do jednej kiecki.

    minimalizm, fotografia, ograniczam się
    #3

    Wszystko inne, o czym tylko pomyślisz, a przybliży Cię do prostoty w gotowaniu, możesz poczytać za dobry znak i korzystać z niego na stałe. Może odkryjesz w sobie kulinarny talent w żonglowaniu pięcioma składnikami?


    Jestem ciekawa, czy któryś z tych sposobów już wykorzystujecie w kuchni. A może jest coś jeszcze, o czym powinnam wiedzieć?

    ***
    Zdjęcia, które znajdują się w tym tekście pochodzą od australijskiej fotografki Peechaya Burroughs, która w prosty i zabawny sposób przedstawia rzeczy codziennego użytku, w tym jedzenie. Jest królową Instagramu, koniecznie sprawdź jej profil po codzienną dawkę uśmiechu.

    Porządki

    Sobotnie porządki

    Sobota. Międzynarodowy dzień czyszczenia kuchenek, szorowania wanien i wyrzucania śmieci. Zanim rozpoczniemy weekendowy odpoczynek, uprawiamy sobotnie porządki. W pocie czoła odkurzamy dywany i polerujemy srebra. W najlepszym razie wyczyścimy umywalkę i spryskamy lustra.

    Do tej pory w ogóle się nie zastanawiałam, czym sprzątać mieszkanie. To znaczy tak, szukałam idealnej ścierki do podłóg i tak, testowałam gąbeczki, które najlepiej rozprowadzają płyn po powierzchni. Ale środki chemiczne pozostawały w standardowym formacie: mleczko do łazienki, płyn do naczyń najlepiej z balsamem, żel do toalet jak najsilniejszy z ostrym zapachem lasu. To przecież normalne, że chcę zapewnić mojemu domowi najlepszy i najczystszy standard, a rodzinie i samej sobie pewność, że nie zjedzą nas zarazki. Byłam jednak daleko od natury.

    Dopiero niedawno dotarło do mnie, że mogę to robić prościej i bardziej przyjaźnie dla środowiska. W poszukiwaniach środków zawierających naturalne składniki udałam się do zwykłej drogerii. Obok produktów, które wybierałam zawsze, wyszukałam te, które chwalą się dobrym składem przyjaznym dla środowiska.

    Górują tu dwie niemieckie marki: Frosch i lidlowe W5 (linia ekologiczna). Zdecydowałam się na tą pierwszą i nie jestem zawiedziona. Nowym gościem w mojej łazience jest też ekologiczne mleczko do szorowania Sonett dostępne w sklepach internetowych.

    ograniczam się, ekologia, chemia, czyszczenie, porządki, sprzątanie, dom
    Mój zestaw do eko-czyszczenia

    Ekologiczne środki czyszczące

    Marka Frosch

    Płyn do naczyń Frosch (ok. 5-6 zł w drogerii Rossmann) cytrynowy myje naczynia co najmniej tak dobrze jak używany dotychczas przeze mnie inny płyn dobrej marki.

    Środek do kabin prysznicowych (7-8 zł) w składzie zawiera sok winogronowy, który czyści łazienkę bez zbędnej chemii. Mówię: łazienkę bo nadaje się dosłownie do każdej powierzchni, nie tylko kabin. Spryskana umywalka czy kran po odczekaniu kilku(nastu) minut i przemyciu ściereczką nabierają blasku, a niewielki kamień schodzi bez problemu. Do bardziej zakamienionych powierzchni polecam inny, domowy środek, o którym będzie niżej.
    Z linii Frosch używam jeszcze płynu do mycia akcesoriów dziecięcych (14,50 zł) i również się sprawdza. Nie zawiera sztucznych składników i dobrze się wypłukuje, dzięki czemu bez obaw można nim czyścić dziecięce butelki. Wystarczy rozrobić niewielką ilość płynu w misce z wodą i przepłukać w nim dziecięce naczynia.

    Zaletą produktów Frosch – jak się chwalą na swojej stronie – jest to, że ich składniki aktywne ulegają biodegradacji, a zatem nie wpływają negatywnie na środowisko. Większość składników jest pochodzenia roślinnego. Produkty nie są testowane na zwierzętach, zatem są idealne również dla wegan i dla wszystkich, którym los czworonogów jest bliski. Poza tym brak fosforanów, boranów, formaldehydu, PCW zapewnia nam pewniejszy przyszły los polskich wód.

    Mleczko do czyszczenia Sonett

    Przetestowałam również ekologicznego mleczko do czyszczenia Sonett – jego cena za 500 ml to ok. 16-17 zł, zatem jest trochę droższy od konwencjonalnych środków czyszczących. Co dostajemy w zamian:

    • naturalne składniki czyszczące – ok. 50 proc. to drobno zmielony wapień, następnie środki czyszczące na bazie oleju kokosowego i wielocukrów
    • przyjemny zapach, nie do porównania z moimi dotychczasowymi środkami łazienkowymi dzięki naturalnym olejkom: lawendowym i z trawy cytrynowej, które dodatkowo działają odkażająco
    • poziom czyszczenia jest bardzo wysoki, porównywalny lub lepszy od standardowych środków nieekologicznych
    • produkt nie jest testowany na zwierzętach, wpisany na listę Vegan Society.Nic tylko relaksować się w sobotę z  gąbką w ręku nad lawendowo-cytrynową umywalką!
    eko czyszczenie domu
    Mleczko do szorowania Sonett

    Domowe środki czyszczące

    Gdybyście chcieli zrobić coś swojego, równie naturalnego i przyjaznego środowisku polecam dwie rzeczy:

    Octowy płyn do czyszczenia

    • miarka octu spirytusowego
    • miarka wody

    Rozrobiony płyn świetnie czyści wszelkie powierzchnie, na których osadza się kamień, w tym wspomniane kabiny prysznicowe. Jeśli masz wątpliwości, czy nie wpłynie negatywnie, najpierw spróbuj na małej powierzchni. Dla polepszenia zapachu dodaj ulubiony olejek eteryczny.

    Sodowy środek do czyszczenia piekarnika

    • 1 miarka sody oczyszczonej (kubek, szklanka)
    • 2 łyżeczki soli
    • gorąca woda

    Ze składników zrób pastę, nanieś ją na zabrudzoną powierzchnię i zostaw na jakiś czas, by się uaktywniła. Potem zmyj gąbką z wodą.

    Więcej domowych środków czyszczących znajdziesz TUTAJ.


    Miłego i czystego weekendu w zgodzie z naturą!

    A Ty jakie masz ulubione eko-sposoby czyszczenia domu?

    eko czyszczenie domu, ograniczam się

     

    Minimalizm Styl życia

    4 rzeczy, które warto robić wolniej

    Są dni, w których nabieram wysokie tempo i gnam naprzód bez chwili wytchnienia. Potem przychodzą takie, kiedy organizm sam daje mi sygnał, żebym zwolniła, przestała działać. Teraz weszłam w tryb slow i koncentruję się na sobie.

    Jestem typem człowieka, który lubi, jak się dużo dzieje. Od rana pobudzam moje niskie ciśnienie kawą albo dwiema. Czasem rozpoczynam dzień ruchem, ćwicząc jogę albo rozciągając się w formie stretchingu. Potem dzień się rozkręca już sam, z aktywnym udziałem moich dzieci, z krótkimi chwilami na zajęcie się sobą. A potem już praca w biurze, spotkanie za spotkaniem, ciągle otwarty komputer, który jest podstawą w moim zawodzie. Gonię.

    Codzienna uważność

    W ciągu dnia staram się jednak dbać o momenty, w których mogę zwolnić i świadomie w nich uczestniczyć. Można to nazwać codzienną uważnością, ale są to zwykłe sytuacje, w których skupiam się na jakości poświęcanego im czasu. Ty również możesz spróbować w nieco inny sposób podejść do rzeczy, które zwykle nie dostają dużej dawki Twojej uwagi. Choćby do tych, które zmieniają mój zwykły dzień w wartościowe przeżycie.

    wolniej, slow, ograniczam się

    4 rzeczy, które warto robić wolniej

    1. Uczesz włosy zwalniając tempo

    Długie włosy wymagają uwagi. A długie włosy po częstym farbowaniu ze zniszczonymi końcówkami wymagają jej dwa razy więcej. W trakcie moich szybkich poranków denerwowałam się, że zbyt wiele im muszę poświęcać czasu.Często obwiniałam szampon albo odżywkę, gdy splątane włosy wyrywałam grzebieniem zaraz po umyciu. Tłumaczyłam sobie, że suplementy diety na pewno pomogą.
    Moje nastawienie zmieniło się diametralnie, gdy zaczęłam się czesać powoli. To dziwne, bo moje włosy jakby rozumiejąc mój spokojny stan i uważny dotyk same się rozplątują. Bardzo rzadko zdarza mi się, żebym zebrała z grzebienia wypadnięte kłębki.

    Efekt: nie szarpię, więc nie czuję już bólu przy rozczesywaniu. Mam więcej włosów na głowie i już od rana jestem spokojniejsza.

    2. Szczotkuj zęby bez naciskania na dziąsła

    Jakiś czas temu stomatolog ocenił stan mojego uzębienia, wygłaszając przedziwną diagnozę: nerwowe szczotkowanie zębów. Okazuje się, że to nie jakość pasty czy twardość włosia w szczoteczce jest winna odkrywającym się szyjkom zębów. Może być to skutek nacisku, jaki wywierasz szczoteczką podczas ich mycia. W wyniku nerwowego, szybkiego mycia szyjki zębów będą się odkrywać, a dziąsła krwawić. Dlatego zastosowałam delikatne szczotkowanie.

    Efekt: myję świadomie ćwicząc uważność w tej jakże banalnej czynności, nie wywieram nacisku, wobec czego zęby są w lepszej kondycji, równie czyste i lśniące.

    3. Zwolnij tempo jadąc autem

    Kolejny raz stwierdzam, że szybka jazda po mieście nie przekłada się na krótszy czas przejazdu. Za kółkiem często czuję wolność i lubię przyspieszyć, nawet gdy nie jest to konieczne. Zauważyłam jednak negatywne skutki takiej jazdy. I nie chodzi tylko o zwiększone spalanie benzyny, czyli zły wpływ na środowisko i własny portfel. Jestem bardziej nerwowa, gdy trafiam na wolnego kierowcę. Wkurza mnie zawalidroga jadący …(no własnie, chwila refleksji) zgodnie z przepisami. Co za paradoks, że dodając tempa łamię ogólnie panujące zasady, mam złe myśli o innych, a wcale nie docieram szybciej do celu. Zatem teraz regularnie zwalniam. Zdejmuję nogę z pedału gazu ćwicząc cierpliwość i zrozumienie.

    Efekt: jestem spokojniejsza na drodze, a nawet zaczynam się uśmiechać do innych (wiem, wiem, ingeruję w tę specyficzną prywatną sferę panującą podczas jazdy na czterech kółkach, ale a niech to, będę się uśmiechać). Jadąc wolniej doceniam to, co mnie otacza, nawet jeśli jest to okolica, którą mijam codziennie. Uważna jazda wpływa na dostrzeganie szczegółów, których nie widzisz na co dzień. Spróbuj!

    4. Nic nie rób wieczorem

    Jako mama dwójki dzieci mam specyficzną manierę. Po pracy poświęcam się rodzinie, nadrabiając cały dzień nieobecności. Mój czas wolny zaczyna się w momencie, kiedy dzieci zasypiają. Jest to chwila, w której ciało jest już zmęczone, ale myśli krążą wokół rzeczy, które jeszcze mogłabym zrobić. Wśród nich często pojawia się szeroko pojęty internet. Czas sprawdzić, co słychać w sieciach społecznościowych, jakie nowe artykuły napisali moi ulubieni blogerzy i blogerki, może wzbogacić moją wiedzę i świadomość o to, co się wydarzyło na świecie. Niestety, zgubne me myśli i dążenia, gdyż po całym dniu pracy przed komputerem ostatnią rzeczą, którą powinnam zrobić to kolejne uruchomienie sprzętu. Nie dość, że moja wiedza i zmysły nie karmią się w stopniu wystarczającym, to jeszcze wylogowując się mam poczucie straty – zarówno mojego wolnego czasu, którego mam w końcu tak niewiele, jak i życiowej energii. To drugie wiążę z poczuciem frustracji, które często jest skutkiem aktywności w sieciach społecznościowych, porównywania się z innymi i oczekiwania na chwilowo podbudowujące lajki. Wieczorami postanowiłam nic nie robić i być offline.

    Efekt: chwile z nicnierobieniem pomagają mi skoncentrować się na sobie. Przeanalizować cały dzień, uspokoić myśli, zwolnić tempo przed snem. Po takiej chwili czasem się decyduję na wyciszającą jogę, a potem na książkę albo pielęgnującą kąpiel. I wiecie co, jestem szczęśliwsza.


    Nie zawsze musisz być slow. Są sytuacje, w których działanie na wysokich obrotach jest przyjemne i pożądane. Z własnego doświadczenia jednak wiem, że chwile, w których zwalniam tempo i koncentruję się na sobie dają mi +100 do samopoczucia. Proste czynności i świadome ich przeżywanie jest całkowicie za darmo. Może spróbujesz i Ty?

     

    Minimalizm

    Zapłać sobie, czyli jak zacząć oszczędzać pieniądze

    W nowym roku czujemy się szczególnie zmotywowani, żeby zacząć oszczędzać. Spisujemy to jako jedno z naszych ważniejszych postanowień, a po jakimś czasie czar pryska i zapominamy o naszym silnym niegdyś zamiarze. Co zrobić, by wytrwać w tym postanowieniu i nabrać dobrych nawyków finansowych? 


    Postanowiłam zapytać specjalistki. Ania, autorka bloga Tajemnice Portmonetki odpowie na kilka moich pytań, by pomóc mi – i mam nadzieję Wam wszystkim – wprowadzić dobre nawyki do naszego domowego budżetu.

    ograniczam się, pieniądze, oszczędności, jak oszczędzać
    Jak zacząć oszczędzać w nowym roku?



    ***


    Nowy rok motywuje nas do spisywania postanowień i pracy nad nowymi nawykami. Czy to dobry czas, by zacząć oszczędzanie? 


    Ania – Tajemnice Portmonetki: Przyznam, że niekoniecznie jestem miłośniczką noworocznych postanowień. Bliżej mi do teorii, że do zmiany trzeba dojrzeć i znaleźć na nią swój własny, odpowiedni czas. A przede wszystkim, że trzeba zapytać siebie, po co właściwie chcemy tej pracy nad sobą. Ale jeśli wiemy, jakie są nasze motywacje do oszczędzania, to czemu by nie zacząć od Nowego Roku? W zasadzie, każdy czas jest dobry na to, żeby rozpocząć pracę nad swoimi nawykami finansowymi.
    Styczeń to często taki specyficzny czas, jeśli chodzi o budżet domowy. Bo bywa, że po świątecznym szaleństwie okazuje się, że portfel jest zadziwiająco pusty. I myślę, że wiele osób ten brak pieniędzy motywuje do tego, by w końcu przestać żyć od pierwszego do pierwszego. Ważne, by dobrze określić sobie postanowienia finansowe i przede wszystkim, by dążyć do naprawy budżetu małymi krokami. Bo radykalne zmiany, z powodu frustracji, kończą się nieraz jeszcze przed upływem stycznia. Dlatego warto mierzyć siły na zamiary.

    Jak się najlepiej do tego zabrać? 

     Myślę, że to, co po pierwsze trzeba zrobić, to określić swoją obecną sytuację finansową. Z jednej strony spisać swoje miesięczne dochody i zobowiązania. A z drugiej, przeprowadzić małe śledztwo w sprawie pieniędzy uciekających z portfela. W tym pomoże nam spisywanie wydatków. Miesiąc zbierania paragonów i sumowania wydanych pieniędzy, pozwoli zorientować się, gdzie tak naprawdę podziewa się pensja. A jeśli będziemy już wiedzieć, jakim życiem żyje nasz budżet domowy, będziemy w stanie wyznaczyć sobie bardziej konkretne cele i dzięki temu, odzyskać kontrolę nad finansami.


    Co powinno się zadziać w moim życiu, gdy zwyczaje zakupowe mam cały czas te same, a pieniędzy na koncie coraz mnie? Jak rozpoznać elementy, które zjadają mój budżet? 

    Rozpoznać te elementy pomoże właśnie wspomniane wcześniej spisywanie wydatków. Ograniczanie wydatków to na początek bardzo dobry pomysł, ale wymagający dużo samozaparcia. Oszczędzanie możemy przyspieszyć dzięki drobnym sztuczkom. Przykładowo, zamiast łudzić się, że na koniec miesiąca odłożymy środki, które nam zostaną,

    warto ustawić automatyczny przelew 10% pensji na konto oszczędnościowe na początek miesiąca.

    Takie odwrócenie kolejności wydatków i zastosowanie zasady „Najpierw zapłać sobie” pomoże zobaczyć, jaki jest nasz prawdziwy oszczędnościowy potencjał. Ciekawym rozwiązaniem jest też zaokrąglanie płatności kartą i przesyłanie reszty z zakupów na konto oszczędnościowe. Taką opcję oferuje kilka banków. W ten sposób pieniądze oszczędzają się same.

    Moja rodzina składa się z czterech osób, w ciągu 3 lat znacznie wzrosły nam wydatki ze względu na pojawienie się dzieci. Jakie rady dałabyś rodzicom, którzy oczekują na dziecko albo boją się na nie zdecydować, obawiając się rosnących wydatków? 

    Sama jeszcze dzieci nie mam, więc nie posiadam wiedzy eksperckiej w tym temacie. Ale myślę, że przede wszystkim ważne jest, by poznać koszty życia rodziny. Tutaj znów wracamy do spisywania wydatków i prowadzenia budżetu. Warto też podpytać znajomych rodziców o ich wydatki na dzieci. To na pewno da nam pewne szacunki, jakiego wzrostu kosztów możemy się spodziewać. Z drugiej strony, myślę, że

    duży spokój przyniesie systematyczne budowanie poduszki finansowej, czyli odkładanie pieniędzy na czarną godzinę.

    Jeśli mamy taką możliwość, warto też pomyśleć o tzw. dochodzie pasywnym, żeby mieć stały dochód, nie wymagający dużych nakładów pracy. Myślę, że przede wszystkim warto zainwestować w stworzenie spokoju finansowego. To wymaga trochę wyrzeczeń, ale w dłuższej perspektywy daje poczucie bezpieczeństwa.

    Dziękuję, Aniu, za podzielenie się ze mną i moimi czytelnikami tymi jakże cennymi radami. Mam nadzieję, że teraz wszyscy będziemy zainspirowani do monitorowania naszych wydatków i mądrego oszczędzania.


    Ja sama zaczęłam od zlikwidowania karty kredytowej, która zjadała zbyt dużą część moich środków na koncie. Przy tej samej wizycie w banku zrezygnowałam też ze zbędnych ubezpieczeń, które musiałam wziąć zaciągając kredyt hipoteczny. Sprawdź, czy i Ty możesz w podobny sposób zaoszczędzić.


    ***


    Jeśli podobał się Tobie ten tekst, będzie mi niezmiernie miło, gdy się nim podzielisz z innymi albo zostawisz komentarz.

    Ekologia Jedzenie

    Bądź jak dziecko, zaufaj innym

    Tak, jestem idealistką, która chce zmieniać świat na lepsze. Nie, nie uważam, że trzeba zacząć od innych. Wręcz przeciwnie – zaczynam od samej siebie.

    Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w innych – ile razy to słyszałeś? A ile razy naprawdę wdrożyłeś to w życie? Czas na realizację życiowych założeń.

    Dziecięca otwartość

    Odkąd wróciłam do pracy, znów weszłam w dorosły świat poważnych spraw. Nie liczą się już u mnie kaszki i papki, teraz do głosu dochodzą problemy innego wymiaru. Niestety mniej w tym świecie uśmiechu, bezinteresowności i ufności wobec drugiego człowieka. Dorośli są sceptycznie nastawieni do innych i boją się, żeby czegoś nie stracić. Czego? Nie zawsze jest dobrze sprecyzowane. Robią to, co dla nich wygodne i się opłaca. Jeśli wymaga zbyt wiele wysiłku i nie widać wyraźnego zysku, nie widzą w tym sensu i nie kontynuują.

    Skąd my to mamy, skoro od samego początku naszego życia byliśmy przepełnieni  otwartością na to, co nowe? Dzieci nie boją się innych ludzi, lecz z uśmiechem podchodzą nawet do obcych. Dorosły pomyśli, że to głupota jeszcze, a życie go lub ją nauczy. Lecz czy nie lepiej, gdybyśmy czasem zdjęli poważną maskę, a w zamian zaczęli myśleć jak dziecko? Czy zdajesz sobie sprawę, że to, co tłumaczysz bezpieczeństwem i przezornością może Cię ograniczać w wielu innych sferach?

    Ludzie nie chcą źle

    Z natury człowiek walczy o swoje przetrwanie. Tak jest skonstruowany, że będzie dążył do tego, co pozwoli mu na jak najdłuższe i najlepsze życie. Przez tysiąclecia istnienia homo sapiens nauczyliśmy się, że samotność, życie w izolacji nie daje nam siły. To, co pomaga i zawsze pomagało nam przetrwać to łączenie się w grupy, w systemy społeczne, które pełniły zarówno funkcję ochronną dla jej członków, zapewniały jej godziwy byt, budowały jedność, gdy była potrzeba zdobycia pożywienia oraz obrony przed niebezpieczeństwem. Członkowie grupy musieli sobie ufać i się ze sobą dogadywać. Nieporozumienia mogły powodować rozpad, a co za tym idzie większe prawdopodobieństwo, że członkom rodziny stanie się coś złego.

    Ufność, współpraca, otwartość budowały siłę i potencjał grupy. Dlaczego więc dziś tak trudno nam zrozumieć, jak ważna jest jedność?

    Pierwsze formy współpracy

    Już w starożytności ludzie troszczyli się o siebie nawzajem i organizowali się w nieformalne stowarzyszenia samopomocowe. Można by tu upatrywać pierwszych form kooperatyw. W XVIII i XIX wieku ruch spółdzielczy zaczął się rozwijać jako protest przeciwko wyzyskowi robotników przez kapitalistów, którzy nakładali na produkty spożywcze zbyt wysokie marże. Zaczęły się rodzić kooperatywy spożywcze, które ze zbiórek pieniędzy od swoich członków zakładały sklepy. Dzięki współpracy z rolnikami, sprzedawali w nich żywność po preferowanych cenach, tak by stać było na nią każdego, kto do nich należał. Tak też rodziły się polskie spółdzielnie spożywcze, które w początkach XX wieku przeżywały swój renesans.

    kooperatywa, zdrowie, ograniczam się, blog
    Odżywiaj się świadomie


    Jakie jedzenie

    Wydawało by się, że nigdy do tej pory nie mieliśmy tak dużej możliwości wyboru spośród produktów spożywczych, jakie istnieją na rynku. Z tej obfitości wyłania się jednak przykra rzeczywistość niesprawiedliwości, jakimi rządzą się producenci i dystrybutorzy żywności. Masowa produkcja i chęć większego zysku dużych producentów sprzyja zwiększonemu zużyciu sztucznych nawozów przy produkcji roślin. Wielkie hodowle zwierząt aż ociekają od antybiotyków i sztucznie podawanych hormonów wzrostu, tak by jak najszybciej wyhodować jak największe (czyli: drogo sprzedawane do rzeźni) bydło czy trzodę chlewną. Człowiek od zarania dziejów żywił się mięsem, ale nigdy na taką skalę nie pożerał kawałków napakowanych chemią ze zwierząt, które nigdy nie widziały na oczy światła dziennego czy zielonej trawy.

    Kooperatywa

    W tym złym świecie „dorosłych”, chcących większego zarobku najniższym kosztem, możesz się zachować jak ufne, lecz mądre dziecko. Wystarczy umówić się z innymi, którym bliska jest idea zdrowego odżywiania się i sprawiedliwości społecznej, i założyć swoją kooperatywę. O ile nie masz jakiejś w pobliżu,

    1. znajdź dostęp do świadomego, lokalnego wytwórcy rolnego,
    2. umów się z innymi, na jakiej zasadzie będziecie działać
    3. ustal sprawiedliwe ceny z rolnikiem, które będą pasowały obu stronom
    4. zamawiajcie od niego tak często, jak tego potrzebujecie (np. raz w tygodniu)
    5. bawcie się przy tym dobrze, bo macie wpływ na kreowanie dobrej, sprawiedliwej rzeczywistości!

    kooperatywa, ograniczam się, zdrowe odżywianie
    Dlaczego warto kupować w kooperatywie

    Co warto pamiętać

    Kooperatywa to nie tylko zdrowe zakupy. Dla mnie to również nauka odpowiedzialności za świat, w którym żyjemy. To uczenie się współpracy i otwartości na innych. To alternatywa dla anonimowego systemu zakupów w wielkich sklepach należących do globalnych korporacji. To sprawiedliwe zasady gry dla obu stron – zarówno dostawcy, jak i kupującego. Wreszcie, to dawanie dobrego przykładu innym, również tym najmłodszym, nadzieja na lepsze jutro z udziałem nas wszystkich.

    Gdy bawię się z moim synkiem, jedziemy traktorem z pola na dywanie w jego pokoju do zbudowanego z klocków sklepu. I to jest rolnik, który wiezie warzywa do kooperatywy.

    Jeśli jeszcze masz wątpliwości, dlaczego i co warto kupować w kooperatywie, obejrzyj TEN FILM stworzony przez Polską Zieloną Sieć.

    ***
    Ten tekst nie powstałby (albo powstawałby dłużej), gdyby nie webinar zorganizowany przez Dla Klimatu, w którym miałam szczęście wczoraj uczestniczyć. Dziękuję Ninie z warszawskiej kooperatywy Dobrze za przydatną wiedzę i podzielenie się doświadczeniem. Mam nadzieję, że uda nam się w przyszłości współpracować.

     

    Styl życia

    Joga na dobranoc

    Zdrowe odżywianie jest jednym z kluczowych elementów zapewniających nam dłuższe życie. „Jednym z…”, ponieważ nie samym jedzeniem człowiek żyje. Produkty bez pestycydów, które kupuję w kooperatywie spożywczej, są niezawodnie smaczne. Jednak ostatnio w ramach jednego z moich jeszcze przednoworocznych postanowień zdecydowałam się regularnie ćwiczyć.

    Przyjemny ból

    Moje ciało dostaje ode mnie za mało. Przez ostatni rok, jeśli nie więcej, zapomniałam o tym, jak ważny jest dla ciała ruch. Może to być spacer w lesie lub poranne bieganie. Mnie doładowują ćwiczenia taneczne, np. w formie niezwykle pozytywnej brazylijskiej zumby.

    Po każdych zajęciach z trenerką wykonujemy sekwencję ćwiczeń w ramach rozciągania. Po dłuższej przerwie, jaką można mieć w wyniku ciąży i czasu po porodzie, ciało zachowuje się, jakby zapomniało, jak to jest spleść za plecami ręce i wykonać kilka wymachów. Nie wie, jak to jest wyciągnąć nogi i położyć na nich głowę. Przy rozciąganiu szyi dziwi się, jak przyjemny może być lekki ból, który czuć przy delikatnych skłonach na bok lub po skosie. Jednym z moich ulubionych ćwiczeń jest ułożenie ciała w klęczkach – jak do kociego grzbietu, skierowanie dłoni w prawą stronę i odwrócenie lewej dłoni wierzchem do podłogi, a następnie oparcie się na niej ciężarem lewej części ciała. Ćwiczenie trzeba powtórzyć też na prawą dłoń. Ból przeszywający rękę oznacza brak rozciągnięcia stawów, który najczęściej jest skutkiem częstego korzystania z komputera. Regularne rozciąganie może nas uchronić przed zwyrodnieniem stawów w przyszłości i długotrwałą rehabilitacją, także warto poświęcić kilka razy w tygodniu trochę czasu na te proste ćwiczenia.

    Nowe przeżycia w nowym roku

    Zachęcona pozytywnym przekazem ze strony Kasi, autorki Drogi do Minimalizmu i Natalii z Simplife, postanowiłam zrobić coś nowego i delikatnie, bez zobowiązań spróbować moich sił, by zacząć ćwiczyć jogę. Nie jest to mój pierwszy kontakt z wykonywaniem asan. Kilka lat temu miałam zwyczaj ćwiczenia prostego układu na rozpoczęcie dnia, w którym witałam słońce i napełniałam się nową energią na cały rozpoczynający się dzień. Tym razem poczułam potrzebę znalezienia czegoś na wieczorne wyciszenie.

    Nie trzeba długo szukać, by przepastny Youtube zaproponował nam 189 000 filmów pod hasłem „Good night yoga”. Spośród nich wybrałam ten, który zapewniał, że już w 5 minut będę uspokojona i gotowa do snu. Byłam zaskoczona, jak wiele ćwiczeń już znałam ze stretchingu z moją trenerką. Jeśli zamierzacie spróbować tej propozycji od Popsugar Fitness, zwrócę Wam tylko uwagę, żebyście zwolnili tempo i trzymali pozycje dwa (lub trzy) razy dłużej. Warto się rzeczywiście uspokoić i wyciszyć podczas wieczornego rozciągania. A relaks spokojnie może trwać nie 5, a 15 minut.

    Może dlatego lepiej spróbować 16-minutowej jogi przed spaniem (Bedtime Yoga) prowadzonej przez Steffi z Useful Yoga. Steffi rozpieszcza nas do cna możliwości proponując przygotowanie poduszek, by podkładać je sobie pod nogi czy głowę w trakcie wykonywania ćwiczeń. Wyobrażam sobie, że nie jest to standardowa sekwencja asan dla doświadczonego jogina, osobie początkującej jednak ona w zupełności wystarcza. Co ważne, to zrelaksować się i nie spinać mięśni, lecz je rozciągać, świadomie przy tym prowadząc swój oddech.

    Ciało się relaksuje, myśli przez nas przechodzą wraz z wdychanym i wydychanym powietrzem, a my uważnie tkwimy w tej chwili, na podłodze lub łóżku, w tym jakże ważnym tu i teraz.

    Życzę Wam cudownych wieczorów i nocy w rytmie świadomie przeżywanego oddechu na koniec ciężkiego dnia

     
    joga, ograniczam się, 12 niecodziennych, minimalizm, relaks
    Ten wpis powstał w ramach akcji 12 niecodziennych rzeczy, zapoczątkowanej przez wspomnianą wyżej Kasię. Jeśli masz ochotę dołączyć, zajrzyj na stronę z opisem wyzwania i szukaj nowych, wzbogacających Cię przeżyć.

    Continue Reading

    Blog

    15 sposobów na realizowanie postanowień – podsumowanie ankiety

    Po prostu je realizuję. Po prostu planuję. Po prostu spróbuję…

    Jakie macie podejście do postanowień noworocznych? Spisujecie je czy dajecie sobie z tym spokój? Jak sobie radzicie z ich spełnianiem? 

    Tydzień temu zadałam Wam kilka pytań w naprawdę krótkiej ankiecie. Bardzo dziękuję za Wasze odpowiedzi i szczere komentarze. Jestem pod wrażeniem, że w dość krótkim czasie wypełniło ją ponad 50 osób. Czas zatem na podsumowanie i wyciągnięcie wniosków.

    postanowienia noworoczne, cele, ograniczam się, minimalizm
    Dziękuję wszystkim za udział!

     

    Mam, ale często rezygnuję

    Wygląda na to, że – podobnie jak ja – dość sceptycznie podchodzicie do postanowień noworocznych. Lekko ponad połowa z Was spisuje je, wliczając w to 11 proc., które w trakcie roku z nich rezygnuje. Aż 45 proc. nie zapisuje postanowień, co jednak – jak się okaże w odpowiedziach na kolejne pytania – nie oznacza, że ich w ogóle nie robi.
    ankieta, postanowienia, nowy rok, ograniczam się

    Papier czy aplikacja

    W kwestii spisywania jesteście tradycjonalist(k)ami. Spora większość z Was stawia na papier jako nośnik swoich postanowień. Ponad 56 proc. spisuje je na kartce, w kalendarzu lub w notatniku. Tylko ok. 15 proc. stawia na nowe media, wliczając komputer czy aplikacje na telefonie. Sporo z Was nigdzie ich nie notuje, lecz liczy na własną pamięć.

    ankieta, ograniczam się, postanowienia nowy rok, minimalizm

    Zadałam Wam też pytanie na facebooku, jakie narzędzia skutecznie wspierają Wasze planowanie. Pojawiło się kilka nazw, w tym aplikacje Todoist, WunderlistEvernote i mobilne kalendarze. Poza tym optowałyście za zeszytami i kalendarzami tradycyjnymi, takimi, w których można rozrysować sobie mapę myśli związanych z danym postanowieniem czy celem.

    Osobiście swoje zawodowe cele spisuję elektronicznie w dedykowanych do tego narzędziach biurowych, z którymi czuję się najlepiej. Prywatne cele zapisuję w kalendarzu lub ulubionym notatniku. W tym roku żadnego nie zakupiłam, choćby z racji tego, że powrót do pracy wiązał się u mnie z większą ilością zadań do wykonania i mentalnym przygotowaniem się do nowej-starej roli. Moje myśli również krążyły bardziej wokół życia zawodowego niż prywatnego. Rok 2016 się jeszcze nie skończył, także mam sporo czasu na spisanie i moich postanowień, jeśli się w końcu wykrystalizują.


    Rozciągnąć się tak, by dotknąć głową kolan

    Przechodząc do sedna zagadnienia, jakie tak naprawdę są Wasze postanowienia? Okazuje się, że macie ich całkiem sporo! Z odpowiedzi, które zasugerowałam w ankiecie, na szczycie plasuje się zdrowe odżywianie się (34 proc.) i – uwaga – przeżywanie nowych doświadczeń. Zrobić coś nowego – tego chce aż 32 proc. z Was. Potem kolejno: regularne uprawianie sportu (26 proc.) i schudnięcie (22 proc.), a pomiędzy nimi – czyli dość wysoko – plasuje się wyczyszczenie mieszkania z nadmiaru przedmiotów – aż 24 proc. widzi kwestę pozbywania się niepotrzebnych rzeczy jako istotną w nadchodzącym roku.  Chcemy też więcej czytać (22 proc.), zacząć oszczędzać (20 proc.) i – co również ważne i cieszy – nie narzekać! Aż do piąta osoba deklaruje, że nie chce więcej oglądać świata w czarnych barwach.

    postanowienia, marzenia, cele, 2016, nowy rok, ograniczam się
     Spora część z Was ma też swoje fantastyczne pomysły na noworoczne cele:

    schudnąć, mniej śmiecić, mniej wyrzucać jedzenia, jeść zdrowo i ćwiczyć regularnie, więcej czytać i uczyć się angielskiego 🙂

    kontynuować to, co postanowiłam wcześniej i powoli dokładać nowych zobowiązań 🙂

    czy choćby…

    rozciągnąć się tak by dotknąć głową kolan, co kwartał wstawać wcześniej o 15 min tak by dojść do godziny, iść w stronę naturalnych kosmetyków i naturalnej pielęgnacji ciała

    Analiza Waszych postanowień jest niezwykle motywująca – mam nadzieję, że i Wy macie podobne odczucia. Cieszę się, że podchodzicie do wyznaczania sobie celów w sposób konkretny i profesjonalny. Świadczą o tym choćby odpowiedzi na ostatnie pytanie.


    Trzeba być systematycznym

    Jak sobie radzicie z realizacją postanowień, celów czy marzeń? Po prostu. Realizujecie je. W tych odpowiedziach tkwi esencja samoświadomości i życiowej zaradności. Zestawiłam je w formie najważniejszych punktów, które mogą stanowić drogowskaz dla nas wszystkich na cały 2016 rok.

     Co jest ważne w realizacji postanowień?

    #1 Rozbij duże cele na małe kroczki
    #2 Realizuj je systematycznie
    #3 Zadbaj o odpowiednią motywację
    #4 Wizualizuj sobie zrealizowane postanowienia
    #5 Myśl o nich intensywnie
    #6 Nie zrażaj się porażkami
    #7 Przekształć cele w nawyki
    #8 Zapisz, by sobie przypominać
    #9 Dobrze wszystko zaplanuj
    #10 Kontroluj siebie
    #11 Miej umiar w ilości postanowień
    #12 Określaj cele, które są SMART 
    #13 Pomyśl, że nie musisz, lecz chcesz
    #14 Stwórz narzędzia do weryfikacji realizowania celów
    #15 Celebruj sukcesy


    Coś nowego

    Co również wybiło się wśród Waszych odpowiedzi to nowe, ciekawe formy planowania (lub też nie) postanowień.

    Jednym z nich jest projekt One Little Word, o którym więcej pisze Kasia, autorka bloga Worqshop.pl, wspomina o nim również Freelancerka. Mówiąc w skrócie, zamiast spisywania całej listy skup się na jednym słowie, które będzie określać cały Twój rozpoczynający się rok. Kuszące? Z pewnością. Czy łatwe? Niekoniecznie. Ja nadal myślę nad swoim. I choć skłaniam się ku WOLNIEJ, będę nadal myśleć, co ma być ważne przez cały ten rok.
    Na koniec chciałam się jeszcze odnieść do Waszej potrzeby przeżycia czegoś nowego. Polecam Wam udział w wyzwaniu na blogu Moja Droga Do Minimalizmu, na którym Kasia proponuje wspólną akcję o nazwie 12 niecodziennych rzeczy. Wystarczy, że raz w miesiącu zrobisz coś, czego dawno lub nigdy nie robiłaś. Proste? A jakże ekscytujące! Sama postaram się wynaleźć po jednej rzeczy na każdy miesiąc i dzielić się z Wami moimi nowymi doświadczeniami.

    Wyzwań jest naprawdę wiele, każdy dzień może być jednym z nich. Jeśli nie masz żadnych postanowień, pewnie masz ku temu powód. Może tak jak ja nie wierzysz w hurra optymizm nowo rozpoczynającego się roku i masz cele, które wykraczają poza zamknięte ramy 366 dni kalendarza. Nie mniej jednak, będę Was mocno wspierać i kibicować, by wszystkie Wasze marzenia krok po kroczku przechodziły ze stanu: zaplanowane do: zrealizowane. 

    ***
    Podobał się Tobie mój artykuł? Jeśli tak, podziel się nim z innymi. Będzie mi niezmiernie miło.
    Książki Ubrania

    Slow fashion, czyli jak umiejętnie kupować ubrania

    Do tego, że nie chcę już tak często chodzić na zakupy doszłam mniej więcej rok temu.

    To właśnie wtedy wstrząśnięta lekturą „Mniej” Marty Sapały zrobiłam szybki rachunek sumienia i zdecydowałam o wycofaniu się rakiem z moich niezdrowych zakupowych zwyczajów. Jak każdy Polak (lub Polka) lubiłam kupować ubrania, w szczególności na przecenach. I mimo że oszczędzałam na wszystkim dookoła wspomagana samodzielnie stworzoną tabelką na wydatki, cały miesiąc grudzień obracał wszelkie moje wysiłki wniwecz. Zaraz po andrzejkach wpadałam w planowanie i wykonywanie zakupów na prezenty, po to, by tuż po Bożym Narodzeniu odejść od rodzinnego stołu niemal wprost do sklepu, gdzie zaczynały się wyczekiwane przez cały sezon wyprzedaże. I mimo że na przecenach – podobnie jak Bono w Las Vegas – nie znajdywałam nigdy tego, czego szukałam, wychodziłam ze sklepu z naręczem toreb wypełnionych ubraniami, które potem zalegały w mojej szafie czekając na może lepsze światło, opaloną karnację albo cudowną zmianę sylwetki. Te zmiany nigdy nie nadchodziły.

    Podobną historię przeżyła Joanna Glogaza, autorka bloga styledigger.com oraz bestsellerowej książki Slow fashion.

    slow fashion, joanna glogaza, ograniczam się

    Jako znana fashionistka kupowała dużo, by pisać o najnowszych trendach i stylizacjach, wypełniając szczelnie swoją szafę coraz to nowszymi modelami ubrań. Z czasem stwierdziła, że spora część z nich nie ma nawet szansy zobaczyć światła dziennego, a ona sama nie czerpie już przyjemności z posiadania takiego bezmiaru w garderobie. Nie trzeba być blogerką modową, by otwierając swoją szafę myśleć podobnie. Każdy z nas ma jakieś nietrafione zakupy czy ubrania, które kiedyś mogą się przydać.

    Zmiana nastąpiła, gdy Joanna trafiła na minimalizm. Okazało się, że nie tylko ona ma problem z rozprawieniem się z nadmiarem w swojej szafie. Po wdrożeniu go w życie mogła spokojnie stwierdzić, że dobrowolne ograniczanie i prostota dają poczucie wolności i ułatwiają codzienne życie

    Slow fashion według Glogazy jest odejściem od kompulsywnych zakupów na rzecz tworzenia dobrze przemyślanej szafy.

    slow fashion, joanna glogaza, jak robić zakupy
    Lekturę zdobią przyjemne kadry z idealnej, minimalistycznej szafy

    Dobrowolne ograniczanie i prostota dają poczucie wolności i ułatwiają codzienne życie

    W jej ramach powinny się znaleźć ubrania z materiałów dobrej jakości, odpowiadające naszemu wypracowanemu przez lata stylowi. Ta ostatnia rzecz mnie szczerze, acz pozytywnie zdziwiła, bo myślałabym, że fashionistka będzie nas uczyła, jak to jest być modnym właśnie. Nic z tych rzeczy. Według Glogazy każda z nas powinna odnaleźć to, co lubi nosić, w czym się czuje i wygląda najlepiej. Oczywiście uniwersalne i ponadczasowe kroje stawia wyżej niż sezonowe mody z sieciówek, ale głównie z tego powodu, by nie robić zbyt częstych zakupów z powodów humanitarnych (wykorzystywanie taniej siły roboczej, często nieletnich, w krajach dalekiego wschodu) i ekologicznych (ogromne zużycie wody, chemikaliów i włókien sztucznych, które nigdy się nie rozłożą w ziemi).

    Podoba mi się, że powyższe kwestie zostały w książce uwypuklone, gdyż są mi one bardzo bliskie i sama zastanawiam się, co jeszcze można zrobić, by więcej zakładów szyło ubrania lokalnie, według zasad fair trade, z tkanin naturalnych i dobrej jakości.

    Glogaza daje szereg przydatnych wskazówek, praktycznych dla każdego posiadacza szafy pełnej ubrań:
    – jak kupować to, co nam się naprawdę podoba
    – jakie tkaniny wybierać
    – jak kupować w second handach
    – jak dbać o ubrania, czy choćby
    jak walczyć z modowym chaosem.

    slow fashion, joanna glogaza, ograniczam się, zakupy, ubrania
    Jak wyjść z błędnego koła szybkiej mody?

    Wszyscy czytelnicy powinni się czuć zachęceni do zrobienia czystek w szafie, ponieważ

    im większy wybór, tym większy niepokój i napięcie

    Przy starannie wyselekcjonowanej ilości ubrań łatwiej będzie wybrać rzeczy, które chcemy zatrzymać i zacząć nosić.

    Dla słabeuszy Glogaza proponuje wyjście awaryjne – pudełko mięczaka – do którego można wrzucić to, czego nie jesteśmy pewni, ale z jakiegoś powodu trudno nam się z tym rozstać.
    W porównaniu do bezwzględnej Marie Kondo, której „Magia sprzątania” zrobiła furorę na całym świecie, Joanna traktuje nas po ludzku i normalnie, przymykając oko na nasze małe słabostki.

    W trakcie lektury „Slow fashion” możemy nauczyć się, jak stworzyć moodboard dla swojego stylu – na papierze lub używając internetowych aplikacji, np. Pinterest. Zastanawiamy się, jak w przemyślany sposób wykonywać zakupy, tak by nie skończyć z kolejną niechcianą rzeczą w szafie. Uczymy się rozróżniać dobre jakościowo tkaniny i wybierać te marki, które dostarczają nam naprawdę wysoką jakość za odpowiednią dla nas cenę. Docenimy wartość tego, co na siebie wkładamy i tego, że nosimy to z uśmiechem na twarzy.

    Bo ostatecznie

    Przedmioty są po to, żeby ich używać, a używanie rzeczy pięknych i starannie wykonanych sprawia szczególnie dużo przyjemności.

    Mimo że zajęło mi to trochę czasu i energii, cieszę się, że erę kompulsywnych zakupów i przepełnionej szafy mam już za sobą. Jeśli Ty jeszcze nie wiesz, jak wyrwać się z tego błędnego koła, zakupowy detoks i lektura „Slow fashion” mogą być dla Ciebie ratunkiem.

    Jestem ciekawa, czy też macie takie historie napisane przez własne życie?

    Jak sobie radzicie ze swoją szafą i jej wnętrzem?

    Blog

    Jakie masz postanowienia noworoczne?

    Cały czas się zastanawiam, jak to jest z naszymi postanowieniami noworocznymi.

    Warto nad nimi myśleć czy nie warto?
    Dotrzymujemy naszych postanowień czy zrywamy je w trakcie trwania roku?
    Czy postanowienia nas ograniczają czy nadają niezbędny nam plan lub strukturę działania na najbliższe miesiące?

    Jeśli masz ochotę wziąć udział w krótkim badaniu, wypełnij ankietę klikając TU, a sprawdzimy, co o tym myślicie. Pod tym kątem napiszę podsumowanie, próbując dokonać głębszej analizy tego tematu. Spróbuję Wam również pomóc w konsekwentnym wypełnianiu postawionych sobie celów.

    Jesteście gotowi? 3… 2… 1… Klik!

     Ankieta
    Minimalizm Ubrania

    Co można kupić na przecenach

    Pamiętacie, jak przed okresem świątecznym pisałam, że ograniczę się i nie pójdę kupować na przecenach?

    Otóż ciekawość zwyciężyła. Musiałam, po prostu nie było mocnych, by mnie powstrzymać przed sklepowym szaleństwem. Szperałam po półkach, przekładałam wieszaki, oglądałam wystawy pełne okrzyków „Sale!”, „Saldi!” z gdzieś głęboko ukrytą polską długą „Wyprzedażą”. Wycieczka do centrum handlowego wyglądała jednak zgoła inaczej od moich poprzednich posezonówek.

    Nie biegałam gorączkowo wyszukując czegokolwiek, co by mi się choć ledwo podobało.

    Nie wstępowałam do wszystkich sklepów, by stać w kilkunastoosobowych kolejkach do przymierzalni.

    I wreszcie nie kupowałam – bezmyślnie nieprzemyślanych pozycji spoza mojej listy.

    Tak naprawdę sobie kupiłam tylko eleganckie buty zimowe do pracy, którą zaczynam ponownie od stycznia (trzymajcie kciuki za powrót!) i beret. Tak, beret, wełniany, tani, w Stradivariusie. Nawet polecam.

    A poza tym spokojnym krokiem przespacerowałam się przez wypełnione po Świętach centrum, by stwierdzić, jak ja niewiele dla siebie potrzebuję. I jak mało dobrej jakości ubrań można znaleźć.

    Przy tej okazji poczyniłam kilka ciekawych obserwacji, co i gdzie warto kupować na przecenach, a gdzie nie warto wyruszać.

    1. Wiele sklepów ma na wieszakach nadal dość ograniczoną ilość ubrań na przecenie, czekając, aż za pieniądze spod choinki wykupimy jak najwięcej z ich zimowych kolekcji. Może poczekaj do połowy stycznia, aż sprzedawcy odważą się powiesić ją pod czerwonym szyldem „Sale”

    2. Zatrważająca ilość marek wystawia modele sprzed kilku sezonów – może nie jest to niczym zaskakującym, w końcu sklepy chcą pozbyć się zalegających w magazynach staroci, ale w niektórych miejscach spotkałam tylko kilka modeli jesień/zima, a cała reszta to były rozciągnięte od przymierzania i niemodne fasony. Było tak z jedną marką butów na „B”. Nie chcę im robić antyreklamy, ale sprawdźcie sami i upewnijcie się lepiej, czy kupujecie to, co rzeczywiście 2 miesiące temu stało na półkach. W Reserved Kids, gdzie zdarzyło mi się sprawdzić modele dziecięce, dopytałam, jakie ubrania wywiesili na sprzedaż i uzyskałam szczerą odpowiedź, że jest to zarówno kolekcja letnia, jak i zimowa. Nie bój się i pytaj.

    3. Sieciówki o największym obrocie, czyli H&M oraz marki z koncernu Inditex (Zara, Stradivarius, Bershka) przeceniają dużo i sowicie. -50% można zapłacić na koszule, t-shirty, spodnie i dodatki, a później będzie jeszcze taniej. Pamiętam, jak w dawnych czasach wychodziłam z tych sklepów obładowana torbami nieprzemyślanych, spontanicznych – bo tanich – zakupów. W tym roku pozbyłam się z szafy prawie wszystkich ubrań tych marek. Z przykrością stwierdzałam, że były to jednosezonowe mody, które nie przetrwały próby czasu. Niektóre z nich nosiłam niechętnie, bo były źle odszyte, przez co czułam się w nich niekomfortowo.

    Zanim cokolwiek tam kupisz, koniecznie sprawdź skład – pamiętaj, by kupować ubrania z następujących tkanin:
    wełna – o ile dobrej jakości, jest przyjemna, naturalna, oddycha latem i grzeje zimą; nawet zmieszana z akrylem uszlachetnia tkaninę, choć warto wybrać to, co w 100% jest z niej złożone,
    bawełna – nie każda jest taka sama, wybieraj tę miękką,  trwałą, która się nie gniecie leżąc na półce, sprawdź, czy jest też ze zrównoważonych upraw i sprawiedliwego handlu,
    jedwab – szlachetny, naturalny materiał, idealny na eleganckie bluzki i zwiewne sukienki,
    wiskoza – jest to ta sztuczna tkanina, która przewyższa poliester, gdyż jest produkowana z celulozy, a zatem może pochodzić z recyclingu. Jeśli szukasz dobrej bluzki albo koszuli, a nie stać Cię na jedwab, wybierz wiskozę.

    4. Sklepy RTV/AGD – mają tendencję to podwyższania cen tuż przed Świętami, bo (cytuję) „Klient i tak to kupi”, gdyż nie ma wyboru – sklepy internetowe uczestniczą w podobnym procederze. Dlatego wykrzykiwane z radia poświąteczne obniżki są tylko powrotem do przedświątecznej ceny. Jeśli planujesz zakup z tej kategorii, wstrzymaj się jeszcze kilka tygodni – możesz zaoszczędzić nawet kilkaset złotych.

    5. Książki – przeceniane tytuły to najczęściej sezonowe wydania, które po Świętach nie interesują czytelników. O ile planujesz zakupy z rocznym wyprzedzeniem, możesz już teraz kupić prezent na kolejną gwiazdkę.

    Jeszcze jedno: jeśli nie masz pewności, nie kupuj wcale. Przemyśl to w domu, prześpij się z tym pomysłem, zajrzyj do szafy i sprawdź, czy kolejny zakup będzie zgodny z Twoim stylem i wypracowanym wizerunkiem. Nie warto zaśmiecać mieszkania niechcianymi na drugi dzień ubraniami.

    A Wy macie swój sposób na zakupy w trakcie przecen? A może osiągnęliście ten stan, że jesteście na nie całkowicie odporni?

    Styl życia

    Zrób miejsce na to, co ważne

    Zbliżają się, nadchodzą, są tuż tuż. Święta Bożego Narodzenia. Gwiazdki spadają z nieba i lądują pod choinką. Krowy i koty przemawiają ludzkim głosem. W żłóbku jest sianko, w którym ląduje bobas. Pastuszkowie przybywają i wraz z mędrcami spędzają czas w stajence, wąchając kadzidło.

    Mniej więcej taką historię wszyscy znamy, kojarzymy symbole i sklecamy je w jako taką całość. Ale co dla nas tak naprawdę oznaczają Święta?

    Chciałabym pielęgnować ich wymiar duchowy, skromny, refleksyjny. Oczekuję wewnętrznej przemiany, odrodzenia, zwrócenia w kierunku dobra. Nie jestem jednak pustelnikiem, ba! uwielbiam rodzinne spotkania i nasiadówy ze znajomymi, których dawno nie widziałam. Jak więc przełożyć bożonarodzeniowego ducha w nasze współczesne świętowanie?

    Mam kilka pomysłów, jak spędzę ten czas. I mimo że niektóre są pisane na wyrost, mam nadzieję, że uda mi się wytyczyć sobie pewnego rodzaju szlak, którym będę podążać.

    1. Ograniczę się w obżarstwie – pomimo iż uwielbiam uszka z barszczem, pierogi z grzybami, makiełki i naszą wschodnią sałatkę ze śledziem i burakami, postaram się zachować umiar i nie wpychać w siebie tych przysmaków po kres wytrzymałości i pojemności żołądka. Nie chcę ratować się tabletkami na nadkwasotę ani odpinać guzika u spodni i w takim stanie zostać za stołem. Wystarczy, że skosztuję kilku ulubionych potraw i zrobię miejsce na inną aktywność niż jedzenie. Muszę mieć w końcu energię na realizację świątecznych kuponów!

    2. Ograniczę się w piciu alkoholu. Nie zamierzam moralizować – alkohol jest dla ludzi i kto lubi dobre wino, niech go odświętnie skosztuje. Sprzeciwiam się natomiast nadmiernemu piciu pod pretekstem świąt. Dawno nie widziana rodzina zachęca, by przepić toast „pod ten śledzik”. Wieczorne nicnierobienie połączone z uprzednim obżarstwem daje powód, by „łyknąć małego” na lepsze trawienie. W tym wszystkim brak miejsca na refleksję, świadome przeżywanie, odrodzenie się na nowo. Zamiast alkoholu łyknij napar z mięty i ciesz się tym czasem spędzonym z rodziną. Pamiętaj o dzieciach, które widzą więcej, niż nam się wydaje. Nie daj im powodu do wstydu za swoich rodziców.

    3. Ograniczę się w narzekaniu. Postaram się zauważać pozytywy nawet w sytuacjach pełnych wyzwań. Gdy będę goniła z jednej wigilii na drugą spocona od przebierania butów i płaszcza, gdy podczas kolacji ktoś wspomni o polityce, gdy rodzicielskie uwagi będą dokładnie takie same jak 20 lat temu – uśmiechnę się i dam wyraz mojego wewnętrznego spokoju. Będę wdzięczna za to, że jestem tu i teraz z ludźmi, których kocham. Czasem to naprawdę trudne, by unieść się ponad wszystko i odpuścić, ale w święta chyba warto spróbować.

    4. Ograniczę moją obecność w internecie. Nie czekajcie na nowe wpisy. Może być tak, że komputer będzie leżał zakurzony gdzieś w kącie pokoju, a telefon posłuży do dzwonienia z życzeniami zamiast cykania fotek i umieszczania na instagramie. Poświęcę się dzieciom, rodzinie i znajomym, zawalczę z moim (chyba już) uzależnieniem od bycia online. Mam nadzieję, że zaprocentuje to większym spokojem i możliwością skoncentrowania się na tym, co ważne.

    5. Będę śpiewała kolędy bez wstydu, że zafałszuję. Zachęcam Was również do kolędowania, nawet jeśli sami dorośli siedzą przy stole, nawet jeśli nie macie głosu Steczkowskiej czy Szcześniaka. Porzućcie kompleksy i uprzedzenia, bo nie ma drugiego czasu w roku, kiedy wspólnie możemy to zrobić.

    6. Będę żyła wolniej, ale bez presji. Stan zen jest osiągalny w trakcie urlopu z dala od cywilizacji, a Boże Narodzenie rządzi się swoimi prawami i tradycjami. Ważne, żeby mieć czas i możliwość wychylić nos z nad garów pełnych zupy rybnej i być obecnym prawdziwie i w pełni. Nie myśl, że partia pierogów czeka na wyjęcie z wody. Pozwól sobie poprzeszkadzać. Pozwól sobie pomóc. Zrób miejsce na coś więcej niż tylko organizację przyjęcia. Przemyśl, co możesz zmienić w tym kierunku i razem ze mną zwolnij.

    7. A jak już będzie po? Postaram się znaleźć czas na dokończenie kilku lektur, może lenistwo przy telewizyjnych klasykach, a gdy pogoda pozwoli odpoczynek na świeżym powietrzu.
    I na razie odpuszczę poświąteczne przeceny, bo nie potrzebuję niczego nowego do mojej szafy.

    Taki mam plan, tak chcę przeżyć nadchodzące dni. Bez złości, bezsensownego pędu i niepokoju.

    I oby Wam również udało się spędzić te Święta w ulubiony dla Was sposób, nawet jeśli będzie się to wiązało ze złamaniem wcześniejszych schematów. 

    Czy zdecydujesz się zawalczyć o to, co dla Ciebie ważne?

    ograniczam się
    Ekologia Jedzenie

    Jak jeść zdrowo? Kooperatywa spożywcza i jej zalety

    jadalnia, warzywa, kooperatywa

    Jak jeść zdrowo? Czemu jabłka są takie ważne? I co można ulepszyć w kooperatywie? O tym opowie dziś Magda z Poznańskiej Kooperatywy Spożywczej, z którą przeprowadziłam dłuższą rozmowę po jednym z naszych spotkań.

    Kasia W (autorka): Dlaczego wstąpiłaś do kooperatywy? Jaka była Twoja motywacja?

    Magda: Przez tyle lat w ogóle nie interesowałam się zdrowym odżywianiem, ale w pewnym momencie się obudziłam i postanowiłam to zmienić. Chciałam schudnąć. Pojechałam na wczasy ze zdrową żywnością, w trakcie których przeczytałam pewną książkę o wegetarianizmie i postanowiłam zmienić mój styl życia. Książka była pisana w latach 80. Choć dała mi sporo do myślenia, teraz nie miałaby racji bytu. Dziś nawet nabiał i inne produkty odzwierzęce uzyskiwane są niehumanitarnie. Cielaka odbierają od mamy po dwóch tygodniach, a mleko od krowy przeznaczają już na konsumpcję dla ludzi.

    Jak już przeszłam na weganizm, zaczęłam więcej o tym czytać, głównie na blogach. Na jednym z nich przeczytałam o kooperatywach, pisali, że istnieją w każdym dużym mieście. Więc wpisałam w wyszukiwarkę 'kooperatywa Poznań’ i znalazłam naszą. Wcześniej o kooperatywach w ogóle nie słyszałam.

    To ciekawe, że o kooperatywach ludzie tak mało wiedzą, że to jest tak mało medialny temat.

    Rzeczywiście tak jest. Ja bez żadnego kontaktu z żywym człowiekiem dowiedziałam się o kooperatywach.
    A motywacja? To ekologia. Czytałam na blogach o warzywach i owocach, które są najbardziej podatne na wchłanianie pestycydów.* Jabłka są na pierwszym miejscu! Jeśli to masz nieekologiczne, to jesteś narażona na szkodliwe działanie sztucznych nawozów. Ale na przykład taka dynia z racji tego, że ma grubą skórę, nie musi być z ekologicznej hodowli, nie nasiąka chemią w niebezpieczny dla nas sposób.

    Co Ci się najbardziej podoba w kooperatywie?

    Mi się wszystko podoba, jakby mi się nie podobało, to by mnie tu nie było. (śmiech) Nie przeszkadza mi forma dostarczania zakupów. Może jest kilka kwestii, które można by usprawnić, ale poza tym nie mam zastrzeżeń.

    Dlaczego kooperatywa a nie sklep z ekologiczną żywnością?

    W sklepie z ekologiczną żywnością produkty jednak nie są tak świeże, dostawy zazwyczaj są raz na tydzień i to potem w sklepie leży. W kooperatywie wszystko jest świeże. Zamówienia kompletowane są dzień wcześniej albo tego samego dnia. Rano we wtorek pani Kasia otwiera tabelkę i pakuje wszystko w torebki. Pomagają im też dzieci oraz inne osoby, które tam mieszkają, więc mają czas i ręce, które mogą w ten sam dzień to przygotować.

    Czy widzisz obszary do poprawy w kooperatywie?

    Jak sama widzisz, poziom zaangażowania członków jest bardzo niski. Raz-dwa razy zamówią, a potem zdarza się, że znikają. Poza tym nie chcą się zbyt często zapisywać na koordynację, pomimo że jest to wyraźnie zapisane w regułach kooperatywy, że każdy powinien w tym uczestniczyć.

    A jednym zdaniem jak byś określiła korzyści płynące z bycia w kooperatywie?

    Poza możliwością kupowania ekologicznego jedzenia jest to sposób na poznanie ludzi, którzy są do mnie w jakiś sposób podobni, wyznajemy wspólne wartości i dzięki temu się rozumiemy.

    jak jesc zdrowo kooperatywa weganizm zywnosc ekologiczna

    Dziękuję Magdzie za podzielenie się ze mną swoją historią związaną w członkostwem w kooperatywie. Może Was też przekonała do przystąpienia? A może macie swój sposób na zdrowe odżywianie się, które możecie polecić?

    * http://dziecisawazne.pl/lista-najbardziej-skazonych-pestycydami-warzyw-i-owocow-raport/

    Minimalizm Rodzina

    Czego nie lubię w Świętach

    Święta tuż, tuż, trzeba mieć gest. Czas wybrać prezenty, Mikołaj już jest…

    Z radia brzmi prosta(cka) piosenka w świątecznej stylistyce, namawiająca do wzięcia taniej pożyczki na zakup prezentów. Czy na pewno „trzeba mieć gest” i zadłużyć się, by godnie przeżyć świąteczny czas? Czy kosztowne prezenty to bożonarodzeniowy must-have, bez którego nie ma frajdy?

    Napędzani przez marketingowe szaleństwo, a jednocześnie wytworzoną mikołajową tradycję w ogóle przestałam się skupiać na duchowym wymiarze Świąt. Zauważyłam u siebie pęd na szybkie zorganizowanie listy, wymyślanie gadżetów dla starszych i zabawek dla najmłodszych, podliczanie budżetu, czy na pewno nas stać i czy ta pożyczka to może jednak dobry pomysł.

    Od jakiegoś czasu, czyli odkąd mam dzieci i sama tworzę dla nich świąteczny klimat, zaczęłam się przeciw takim świętom buntować. Nie chcę, by od najmłodszych lat ważniejsze od duchowego i rodzinnego wymiaru było dla nich to, co leży pod choinką.

    Bo co taki mały człowiek wie teraz o Świętach? Że jest choinka (ale dlaczego?), że są prezenty (ale od kogo i po co?) i że się je duuużo ciasta (bo pierogi z grzybami i śledź to nie dla nich).

    Czy takie świętowanie ma sens? Jak wyjść z tej pętli, którą sami nakładamy sobie na szyję?

    Zadaję sobie to pytanie od jakiegoś czasu, ale nie do końca znajduję dobrą odpowiedź.

    ograniczam się, prezenty, święta, darmowe
    Jak zapakować przeżycia?

    Żeby opowiedzieć historię Świąt, zaczęłam synkowi wiele tłumaczyć, choć wymiar religijny na razie średnio do niego trafia. Poza tym część naszej rodziny wyłamuje się z katolickiej tradycji, wobec czego musimy wypracować sobie uniwersalny model dobrego przeżywania tego czasu.

    Wydaje się, że naturalną formułą, na której warto się skupić, jest rodzina i wspólne, wartościowe spędzenie czasu. Od tego zaczęłam już teraz, w trakcie adwentu, gdy razem piekliśmy pierniczki i przygotowywaliśmy niektóre prezenty.

    No właśnie, żeby historia Gwiazdora czy Mikołaja (kolejne zamieszanie) była spójna, musiałam nas nazwać elfami, które dołożą do paczek własnoręcznie wykonane dodatki. Przykro mi jednak, gdy dziecko myśli, że to ktoś inny, bliżej nieokreślony, przygotowuje skrzętnie prezenty gdzieś daleko pod kołem podbiegunowym, a rodzice tylko straszą, że „jak nie będzie grzeczny, to jeszcze przyniesie rózgę”. Prezenty z nieba nie spadają, ani tym bardziej przez komin, a rodzicielski wysiłek pozostaje niezauważony.

    Gdybym zrezygnowała nawet z legendy o św. Mikołaju, cały przemysł filmów świątecznych, książek i bajek i tak się na tym opiera. Jest to nieodzowną częścią naszej (pop)kultury, w której aktywnie lub nie, ale uczestniczymy. Jedni mówią, żeby nie pozbawiać dziecka tej ważnej części dzieciństwa – ale ważnej DLACZEGO. Co takiego kryje się za magią dostawania drogich prezentów?

    Sto razy bardziej wolałabym praktykować dobre uczynki i nawyk pomagania innym. Już udało nam się razem ofiarować 10 worków ubrań Miejskiemu Centrum Interwencji Kryzysowej, miejscu schronienia dla kobiet dotkniętych przemocą. Szlachetna paczka też mogła być dobrą opcją, może skompletujemy jedną w przyszłym roku. Wczoraj natomiast trafiliśmy na ulotkę SOS Wioski Dziecięce. Napisana na niej historia 4-letniego Stasia, który jest smutny z powodu Świąt tak poruszyła moim synkiem, że postanowiliśmy przekazać im część budżetu przeznaczonego na tegoroczne prezenty.

    Kasia Pihan z Plus Me Project podeszła do tematu odważnie – postanowiła w ogóle nic nie kupować w tym roku, a całość pieniędzy, które miała na święta przeznaczone, przekazać w formie darowizny na pomoc innym. Jestem dumna, że znam taką osobę, która świadomie i dobrowolnie działa na rzecz potrzebujących. To pewnego rodzaju wyrzeczenie i rezygnacja z tradycji otwierania paczek spod choinki, ale znów – czemu te paczki mają służyć? Jeśli dzięki Tobie pojawi się uśmiech na twarzy tych zazwyczaj smutnych, jest to znak, że w te Święta zrobiłaś coś naprawdę dobrego.

    Podobnie myśli Ulica Ekologiczna, która podkreśla:

    To, jak przeżywają święta nasze dzieci, zależy przecież od nas. Sami decydujemy o tym, na ile w ich życiu obecny jest konsumpcjonizm.

    Natalia z Jest Rudo stworzyła wymowną sesję zdjęciową, w której buntuje się przeciw świątecznym zakupom, a zarazem zmusza nas to samodzielnego zastanowienia się nad tym tematem.

    Spłaszczyliśmy święta. My, ludzie dwudziestego pierwszego wieku. Na barwne pudełko, którego każda strona została pięknie przyozdobiona, nadepnęliśmy buciorami z rozmiarze 42, gniotąc je do postaci kawałka kartonu. Bileciku na prezentach.

    – pisze Natalia.

    Sprowadzając to do płaszczyzny zwykłego, szarego człowieka, którym jestem, nie pozbawię moich dzieci prezentów zupełnie. Nie chcę, żeby na ich zazwyczaj radosnych twarzach w ten dzień zagościł smutek. Podaruję im natomiast prezent przemyślany, coś zrobionego przeze mnie, coś od serca z wielką pozamaterialną wartością. Jeśli też masz ochotę podarować bliskim coś podobnego, zerknij na moją propozycję poniżej. Są to przeżycia i wspólnie spędzany czas z najbliższymi, dający im największą wartość. Jeśli chcesz otrzymać kupony w niewypełnionej wersji, zapisz się na mój newsletter, a prześlę Ci ten formularz w wersji do wydruku. Jest on zachowany w duchu minimalizmu, a jednocześnie jestem pewna, że wywoła na wielu twarzach uśmiech.
    Wersja wysyłana przeze mnie jest bez hologramu z nazwą bloga, także nie musisz się obawiać obrandowanego prezentu.

    kupon
    Kupon świąteczny

    A jaki jest Twój stosunek do prezentów pod choinką? Wymyślasz coś swojego, kupujesz, a może rezygnujesz z nich całkowicie?