fbpx

Sprawdź teraz

Naklejki na Instagram

    Książki

    Biblioteka

    biblioteka ksiazka kobieta czytam
    Zapędziliśmy się w kupowaniu książek. Kupujemy więcej niż czytamy. Choć każdy Polak kupuje statystycznie 1,5 książki rocznie, a tylko 11% z nas czyta 6 książek rocznie,  nadal jest to wymarzony prezent pod choinkę wg badań Deloitte z 2014 roku (u mnie na liście zaraz obok brylantów i luksusowych perfum, oczywiście, choć nie wiem czemu częściej dostaję jednak książki).
    Co zrobić, gdy podaż czytelniczego materiału w domu przewyższa popyt?

    Continue Reading

    Minimalizm

    Weekendowe wizyty

    Wydawałoby się, że lodówka pełna, spiżarnia uzupełniona w nasiona i kasze, a owoce i warzywa grzeją się na parapecie w lutowym słońcu, czyli sytuacja konsumencka jest opanowana i na weekend mamy wszystko. Ale nie jest tak łatwo, kiedy wpada 2-dniowa wizyta rodziców i nagle chleba za mało, mięsa nie wystarczy, bo obiad dla pięciorga to nie to samo co dla trojga. Na śniadanie trzeba też dokupić – jajek, kiełbasek, pomidorów, czego tam jeszcze, żeby biednie nie było (poznańskie pyry nie takie poznańskie!). I tak lodówka zamiast się stopniowo opróżniać, zapełnia się jeszcze bardziej, po to, by po dwóch dniach znów odsapnąć. Zmywarka też ledwo daje radę, bo od śniadania do drugiego śniadania już brakuje talerzy, a trzeba je jeszcze przeprać, by przygotować się na obiad. Gdzie te czasy, kiedy trzy zastawy stołowe czekały od ślubu na takie okazje w specjalnej szafce. Choć gdybym je miała, zapewne w zapędzie minimalistycznych czystek wystawiłabym je na sprzedaż, a błędne koło chronicznego braku naczyń by się zamknęło.

    Oszczędność weekendu? Sałatka jarzynowa z odzyskanych z rosołu warzyw. (Brawo, gospodarna pani domu!)
    Konsumencki niewypał? ‚Newsweek’, na który się skusiłam jeszcze w tygodniu, a przy niedzieli mam tylko 3 przeczytane artykuły. A już weekendowe wydanie Gazety pachnie na nocnej szafce i szturcha Wysokimi Obcasami.
    Styl życia

    Mieć mniej w poście – pestka?

    Wydawałoby się, że skończyłam czytać „Mniej” Marty Sapały w idealnym momencie na rozpoczęcie konsumpcyjnego ograniczania się. Ledwo zabiły dzwony w Środę Popielcową, już przemykały mi przed oczyma ostatnie zdania książki. Żałowałam wręcz, że ją kończę, bo wiedziałam, że przeczytanie jej będzie dopiero powiedzeniem A, za którym powinny nastąpić kolejne litery alfabetu.

    Continue Reading

    Minimalizm

    Łatwe trudnego początki- ta cała konsumpcja

    konsumpcja, konsumpcjonizm, zakupy

    Każdy z nas jest człowiekiem. Może jesteś rodzicem, pracownikiem korporacji, administracji publicznej, prowadzisz swój biznes, może nie masz pracy. Pewnie masz swoje hobby, musisz jeść, odpoczywać, oddychać. Niezaprzeczalne jest to, że jesteśmy od siebie różni, mamy swoje poglądy i zainteresowania. 

    Co nas łączy to KONSUMPCJA. Każdy z nas kupuje, żeby żyć. Kupuje, żeby przeżyć. Kupuje, bo – no właśnie, co? Bo lubi? Bo to jest jego hobby? Bo lubi w ten sposób spędzać czas? A może kupuje nałogowo i nie jest w stanie wyjść z długów? Obciążenie na karcie kredytowej rośnie, a Ty je sprawdzasz tylko na koniec miesiąca i z przerażeniem łapiesz się za wirtualną kieszeń swojego konta i odkrywasz, że jest pusta. Skąd tyle tym razem? – myślisz.

    Zaczęłam się zastanawiać nad tym, ile i na co wydaję już jakiś czas temu. Zapisywałam wydatki, porównywałam między miesiącami, dzieliłam na kategorie, wyciągałam wnioski: „No tak, tym razem pohulaliśmy z jedzeniem” albo „Grudzień? Wiadomo, prezenty nas zżarły”. Ale teoretyczne wnioski z trudem przekładały się na praktykę, nie potrafiłam nauczyć się ograniczać. I ten blog będzie właśnie o tym.

    Dlaczego ograniczanie się w konsumpcji jest dla nas takie trudne? Dlaczego ograniczanie się w jakiejkolwiek dziedzinie przychodzi nam z takim wysiłkiem, jakbyśmy przeczuwali, że będzie bolało? No właśnie, boli. Tylko co konkretnie?

    Zainspirowana książką Mniej Marty Sapały zaczęłam podchodzić do własnej konsumpcji bardziej świadomie. Nie mogę powiedzieć, że już potrafię się ograniczać, że wyrzuciłam pół szafy i jem tylko ziółka znalezione na trawniku. Mam za to nadzieję, że od ‚tu-i-teraz’, analizując swoje wybory zakupowe będę w stanie żyć lepiej, jednocześnie nie dając zbyt dużej satysfakcji marketowym koncernom oplatającym nas swoimi mackami i szepczącym do ucha „Promocja, nie przegap! Musisz to mieć do pełni milisekundy trwającego szczęścia”.

    Z Waszą pomocą, na którą liczę, będę analizować, jakie mamy możliwości, by wydostać się z oblepiających macek bezmyślnej konsumpcji. Będę się zastanawiać, czy i co warto kupić i dlaczego z pewnym rzeczy tak ciężko nam zrezygnować.
    To co, zaczynamy?