Minimalizm Styl życia

4 rzeczy, które warto robić wolniej

Są dni, w których nabieram wysokie tempo i gnam naprzód bez chwili wytchnienia. Potem przychodzą takie, kiedy organizm sam daje mi sygnał, żebym zwolniła, przestała działać. Teraz weszłam w tryb slow i koncentruję się na sobie.

Jestem typem człowieka, który lubi, jak się dużo dzieje. Od rana pobudzam moje niskie ciśnienie kawą albo dwiema. Czasem rozpoczynam dzień ruchem, ćwicząc jogę albo rozciągając się w formie stretchingu. Potem dzień się rozkręca już sam, z aktywnym udziałem moich dzieci, z krótkimi chwilami na zajęcie się sobą. A potem już praca w biurze, spotkanie za spotkaniem, ciągle otwarty komputer, który jest podstawą w moim zawodzie. Gonię.

Codzienna uważność

W ciągu dnia staram się jednak dbać o momenty, w których mogę zwolnić i świadomie w nich uczestniczyć. Można to nazwać codzienną uważnością, ale są to zwykłe sytuacje, w których skupiam się na jakości poświęcanego im czasu. Ty również możesz spróbować w nieco inny sposób podejść do rzeczy, które zwykle nie dostają dużej dawki Twojej uwagi. Choćby do tych, które zmieniają mój zwykły dzień w wartościowe przeżycie.

wolniej, slow, ograniczam się

4 rzeczy, które warto robić wolniej

1. Uczesz włosy zwalniając tempo

Długie włosy wymagają uwagi. A długie włosy po częstym farbowaniu ze zniszczonymi końcówkami wymagają jej dwa razy więcej. W trakcie moich szybkich poranków denerwowałam się, że zbyt wiele im muszę poświęcać czasu.Często obwiniałam szampon albo odżywkę, gdy splątane włosy wyrywałam grzebieniem zaraz po umyciu. Tłumaczyłam sobie, że suplementy diety na pewno pomogą.
Moje nastawienie zmieniło się diametralnie, gdy zaczęłam się czesać powoli. To dziwne, bo moje włosy jakby rozumiejąc mój spokojny stan i uważny dotyk same się rozplątują. Bardzo rzadko zdarza mi się, żebym zebrała z grzebienia wypadnięte kłębki.

Efekt: nie szarpię, więc nie czuję już bólu przy rozczesywaniu. Mam więcej włosów na głowie i już od rana jestem spokojniejsza.

2. Szczotkuj zęby bez naciskania na dziąsła

Jakiś czas temu stomatolog ocenił stan mojego uzębienia, wygłaszając przedziwną diagnozę: nerwowe szczotkowanie zębów. Okazuje się, że to nie jakość pasty czy twardość włosia w szczoteczce jest winna odkrywającym się szyjkom zębów. Może być to skutek nacisku, jaki wywierasz szczoteczką podczas ich mycia. W wyniku nerwowego, szybkiego mycia szyjki zębów będą się odkrywać, a dziąsła krwawić. Dlatego zastosowałam delikatne szczotkowanie.

Efekt: myję świadomie ćwicząc uważność w tej jakże banalnej czynności, nie wywieram nacisku, wobec czego zęby są w lepszej kondycji, równie czyste i lśniące.

3. Zwolnij tempo jadąc autem

Kolejny raz stwierdzam, że szybka jazda po mieście nie przekłada się na krótszy czas przejazdu. Za kółkiem często czuję wolność i lubię przyspieszyć, nawet gdy nie jest to konieczne. Zauważyłam jednak negatywne skutki takiej jazdy. I nie chodzi tylko o zwiększone spalanie benzyny, czyli zły wpływ na środowisko i własny portfel. Jestem bardziej nerwowa, gdy trafiam na wolnego kierowcę. Wkurza mnie zawalidroga jadący …(no własnie, chwila refleksji) zgodnie z przepisami. Co za paradoks, że dodając tempa łamię ogólnie panujące zasady, mam złe myśli o innych, a wcale nie docieram szybciej do celu. Zatem teraz regularnie zwalniam. Zdejmuję nogę z pedału gazu ćwicząc cierpliwość i zrozumienie.

Efekt: jestem spokojniejsza na drodze, a nawet zaczynam się uśmiechać do innych (wiem, wiem, ingeruję w tę specyficzną prywatną sferę panującą podczas jazdy na czterech kółkach, ale a niech to, będę się uśmiechać). Jadąc wolniej doceniam to, co mnie otacza, nawet jeśli jest to okolica, którą mijam codziennie. Uważna jazda wpływa na dostrzeganie szczegółów, których nie widzisz na co dzień. Spróbuj!

4. Nic nie rób wieczorem

Jako mama dwójki dzieci mam specyficzną manierę. Po pracy poświęcam się rodzinie, nadrabiając cały dzień nieobecności. Mój czas wolny zaczyna się w momencie, kiedy dzieci zasypiają. Jest to chwila, w której ciało jest już zmęczone, ale myśli krążą wokół rzeczy, które jeszcze mogłabym zrobić. Wśród nich często pojawia się szeroko pojęty internet. Czas sprawdzić, co słychać w sieciach społecznościowych, jakie nowe artykuły napisali moi ulubieni blogerzy i blogerki, może wzbogacić moją wiedzę i świadomość o to, co się wydarzyło na świecie. Niestety, zgubne me myśli i dążenia, gdyż po całym dniu pracy przed komputerem ostatnią rzeczą, którą powinnam zrobić to kolejne uruchomienie sprzętu. Nie dość, że moja wiedza i zmysły nie karmią się w stopniu wystarczającym, to jeszcze wylogowując się mam poczucie straty – zarówno mojego wolnego czasu, którego mam w końcu tak niewiele, jak i życiowej energii. To drugie wiążę z poczuciem frustracji, które często jest skutkiem aktywności w sieciach społecznościowych, porównywania się z innymi i oczekiwania na chwilowo podbudowujące lajki. Wieczorami postanowiłam nic nie robić i być offline.

Efekt: chwile z nicnierobieniem pomagają mi skoncentrować się na sobie. Przeanalizować cały dzień, uspokoić myśli, zwolnić tempo przed snem. Po takiej chwili czasem się decyduję na wyciszającą jogę, a potem na książkę albo pielęgnującą kąpiel. I wiecie co, jestem szczęśliwsza.


Nie zawsze musisz być slow. Są sytuacje, w których działanie na wysokich obrotach jest przyjemne i pożądane. Z własnego doświadczenia jednak wiem, że chwile, w których zwalniam tempo i koncentruję się na sobie dają mi +100 do samopoczucia. Proste czynności i świadome ich przeżywanie jest całkowicie za darmo. Może spróbujesz i Ty?

 

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze