Minimalizm Rodzina

Czego nie lubię w Świętach

Święta tuż, tuż, trzeba mieć gest. Czas wybrać prezenty, Mikołaj już jest…

Z radia brzmi prosta(cka) piosenka w świątecznej stylistyce, namawiająca do wzięcia taniej pożyczki na zakup prezentów. Czy na pewno „trzeba mieć gest” i zadłużyć się, by godnie przeżyć świąteczny czas? Czy kosztowne prezenty to bożonarodzeniowy must-have, bez którego nie ma frajdy?

Napędzani przez marketingowe szaleństwo, a jednocześnie wytworzoną mikołajową tradycję w ogóle przestałam się skupiać na duchowym wymiarze Świąt. Zauważyłam u siebie pęd na szybkie zorganizowanie listy, wymyślanie gadżetów dla starszych i zabawek dla najmłodszych, podliczanie budżetu, czy na pewno nas stać i czy ta pożyczka to może jednak dobry pomysł.

Od jakiegoś czasu, czyli odkąd mam dzieci i sama tworzę dla nich świąteczny klimat, zaczęłam się przeciw takim świętom buntować. Nie chcę, by od najmłodszych lat ważniejsze od duchowego i rodzinnego wymiaru było dla nich to, co leży pod choinką.

Bo co taki mały człowiek wie teraz o Świętach? Że jest choinka (ale dlaczego?), że są prezenty (ale od kogo i po co?) i że się je duuużo ciasta (bo pierogi z grzybami i śledź to nie dla nich).

Czy takie świętowanie ma sens? Jak wyjść z tej pętli, którą sami nakładamy sobie na szyję?

Zadaję sobie to pytanie od jakiegoś czasu, ale nie do końca znajduję dobrą odpowiedź.

ograniczam się, prezenty, święta, darmowe
Jak zapakować przeżycia?

Żeby opowiedzieć historię Świąt, zaczęłam synkowi wiele tłumaczyć, choć wymiar religijny na razie średnio do niego trafia. Poza tym część naszej rodziny wyłamuje się z katolickiej tradycji, wobec czego musimy wypracować sobie uniwersalny model dobrego przeżywania tego czasu.

Wydaje się, że naturalną formułą, na której warto się skupić, jest rodzina i wspólne, wartościowe spędzenie czasu. Od tego zaczęłam już teraz, w trakcie adwentu, gdy razem piekliśmy pierniczki i przygotowywaliśmy niektóre prezenty.

No właśnie, żeby historia Gwiazdora czy Mikołaja (kolejne zamieszanie) była spójna, musiałam nas nazwać elfami, które dołożą do paczek własnoręcznie wykonane dodatki. Przykro mi jednak, gdy dziecko myśli, że to ktoś inny, bliżej nieokreślony, przygotowuje skrzętnie prezenty gdzieś daleko pod kołem podbiegunowym, a rodzice tylko straszą, że „jak nie będzie grzeczny, to jeszcze przyniesie rózgę”. Prezenty z nieba nie spadają, ani tym bardziej przez komin, a rodzicielski wysiłek pozostaje niezauważony.

Gdybym zrezygnowała nawet z legendy o św. Mikołaju, cały przemysł filmów świątecznych, książek i bajek i tak się na tym opiera. Jest to nieodzowną częścią naszej (pop)kultury, w której aktywnie lub nie, ale uczestniczymy. Jedni mówią, żeby nie pozbawiać dziecka tej ważnej części dzieciństwa – ale ważnej DLACZEGO. Co takiego kryje się za magią dostawania drogich prezentów?

Sto razy bardziej wolałabym praktykować dobre uczynki i nawyk pomagania innym. Już udało nam się razem ofiarować 10 worków ubrań Miejskiemu Centrum Interwencji Kryzysowej, miejscu schronienia dla kobiet dotkniętych przemocą. Szlachetna paczka też mogła być dobrą opcją, może skompletujemy jedną w przyszłym roku. Wczoraj natomiast trafiliśmy na ulotkę SOS Wioski Dziecięce. Napisana na niej historia 4-letniego Stasia, który jest smutny z powodu Świąt tak poruszyła moim synkiem, że postanowiliśmy przekazać im część budżetu przeznaczonego na tegoroczne prezenty.

Kasia Pihan z Plus Me Project podeszła do tematu odważnie – postanowiła w ogóle nic nie kupować w tym roku, a całość pieniędzy, które miała na święta przeznaczone, przekazać w formie darowizny na pomoc innym. Jestem dumna, że znam taką osobę, która świadomie i dobrowolnie działa na rzecz potrzebujących. To pewnego rodzaju wyrzeczenie i rezygnacja z tradycji otwierania paczek spod choinki, ale znów – czemu te paczki mają służyć? Jeśli dzięki Tobie pojawi się uśmiech na twarzy tych zazwyczaj smutnych, jest to znak, że w te Święta zrobiłaś coś naprawdę dobrego.

Podobnie myśli Ulica Ekologiczna, która podkreśla:

To, jak przeżywają święta nasze dzieci, zależy przecież od nas. Sami decydujemy o tym, na ile w ich życiu obecny jest konsumpcjonizm.

Natalia z Jest Rudo stworzyła wymowną sesję zdjęciową, w której buntuje się przeciw świątecznym zakupom, a zarazem zmusza nas to samodzielnego zastanowienia się nad tym tematem.

Spłaszczyliśmy święta. My, ludzie dwudziestego pierwszego wieku. Na barwne pudełko, którego każda strona została pięknie przyozdobiona, nadepnęliśmy buciorami z rozmiarze 42, gniotąc je do postaci kawałka kartonu. Bileciku na prezentach.

– pisze Natalia.

Sprowadzając to do płaszczyzny zwykłego, szarego człowieka, którym jestem, nie pozbawię moich dzieci prezentów zupełnie. Nie chcę, żeby na ich zazwyczaj radosnych twarzach w ten dzień zagościł smutek. Podaruję im natomiast prezent przemyślany, coś zrobionego przeze mnie, coś od serca z wielką pozamaterialną wartością. Jeśli też masz ochotę podarować bliskim coś podobnego, zerknij na moją propozycję poniżej. Są to przeżycia i wspólnie spędzany czas z najbliższymi, dający im największą wartość. Jeśli chcesz otrzymać kupony w niewypełnionej wersji, zapisz się na mój newsletter, a prześlę Ci ten formularz w wersji do wydruku. Jest on zachowany w duchu minimalizmu, a jednocześnie jestem pewna, że wywoła na wielu twarzach uśmiech.
Wersja wysyłana przeze mnie jest bez hologramu z nazwą bloga, także nie musisz się obawiać obrandowanego prezentu.

kupon
Kupon świąteczny

A jaki jest Twój stosunek do prezentów pod choinką? Wymyślasz coś swojego, kupujesz, a może rezygnujesz z nich całkowicie?

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze