- jedzenie karmione rolniczą chemią wywołuje alergie pokarmowe,
- sztuczne składniki prowadzą do wielu niespodziewanych chorób,
- jedzenie wysoko przetworzone wpędza nas w przypadłości cywilizacyjne.
- Zmieniajmy zwyczaje zakupowe na zdrowsze.
- Szanujmy środowisko.
- Kupujmy produkty fair trade.
- Dbajmy o relacje z innymi.
- Dzielmy się tym, co już mamy, z ludźmi potrzebującymi.
98 kurtek i płaszczy, 255 kardiganów i swetrów, 400 koszulek, 272 sukienki i 194 pary spodni. Jest w czym wybierać! A to tylko modele ubrań dostępne w ramach jednej marki na obecny sezon. Nic tylko wsiąknąć na kilka dni w centrum handlowe i buszować po wieszakach jak mysz w spiżarni. Czy aby coś dla siebie znajdziesz? Czy szybka moda ma dla Ciebie ofertę? Marek Rabij, autor książki „Życie na miarę” pokazuje, jaka jest prawdziwa twarz szybkiej mody.
Szybka, szybsza, katastrofa
Jaka jest cena t-shirtu?
Po pierwsze, znane marki dbają o to, żeby mieć na miejscu swojego reprezentanta trzymającego rękę na pulsie jeśli chodzi o status wykonania zamówienia. Są to najczęściej pracownicy pośredników zwanych ‘buying houses’, czyli domów kupieckich, które zatrudniają osoby dbające o terminowość, kontrolę jakości, odpowiedni transport i rozliczenie się z wykonawcami. To dodatkowy koszt przy produkcji odzieży, ale pewność dla wielkich koncernów, że nic nie stanie na drodze przy wprowadzeniu nowej kolekcji na czas.
Drugim i najważniejszym ogniwem łańcucha produkcji są szwalnie. Często błędnie rozumiemy je jako parterowe zakłady z kilkudziesięcioma lub kilkuset pracownikami przy maszynach. Otóż bangladeskie szwalnie to budynki przypominające połączenie biurowców z fabrykami. Mają po kilka, często 6-7 pięter, a na każdym z nich pracuje ok. 200-500 osób. A potem jest jeszcze szereg podwykonawców, którym wielkie szwalnie zlecają wykańczanie całych partii ubrań. Wszywanie guzików, obrabianie dziurek czy sandblasting spodni to zadania dla klepiących biedę małych zakładów na prowincjach Bangladeszu.
Życie na miarę
Czym jest dobra cena
Dla nas Rana Plaza mogłaby płonąć co tydzień, gdybyśmy mogli za ubrania płacić 10 razy mniej.
Kto jest ofiarą szybkiej mody?
Szybka moda to jest nasz problem, z którym powinniśmy nauczyć się radzić.
![]() |
| Kampania Clean Clothes: Bangladeskie szwalnie w niebezpieczeństwie |
Co możesz zrobić?
Dieta fleksitariańska skłania mnie do kreatywności w kuchni. Lubię gotować niebanalnie, wymyślać ciekawe połączenia. Gdy ograniczam mięso, poprzeczka zostaje umieszczona wyżej niż zazwyczaj. Mięsne dania mam w małym paluszku i potrafię żonglować ich formą. Kuchnia wyłącznie roślinna jest dla mnie novum, dlatego uczę się zaczynając od tych warzyw, które mają mi dostarczyć białka.
Soczewica, fasola, ciecierzyca – te kilka rodzajów roślin strączkowych może zmienić Twoje myślenie. Dzięki nim przeszłam na fleksitarianizm, jeśli tak mogę nazwać dietę, która panuje teraz w moim domu.
Fleksi-co? Po co nazywać dietę, która nie jest niczym konkretnym. Przecież to tylko ograniczenie ilości mięsa spożywanego w trakcie tygodnia w stosunku do posiłków składających się z roślin. Dlaczego powstała ta jakże dziwna dieta? I co więcej, dlaczego się na nią zdecydowałam? Postaram się pokrótce z tego wytłumaczyć.
Soczewica, fasola, ciecierzyca – te kilka rodzajów roślin strączkowych może zmienić Twoje myślenie. Dzięki nim przeszłam na fleksitarianizm, jeśli tak mogę nazwać dietę, która panuje teraz w moim domu.
Fleksi-co? Po co nazywać dietę, która nie jest niczym konkretnym. Przecież to tylko ograniczenie ilości mięsa spożywanego w trakcie tygodnia w stosunku do posiłków składających się z roślin. Dlaczego powstała ta jakże dziwna dieta? I co więcej, dlaczego się na nią zdecydowałam? Postaram się pokrótce z tego wytłumaczyć.
Książki, blogi i kosmetyki – to są rzeczy, które lubimy najbardziej. Postanowiłam stworzyć krótki ranking tych zasługujących na wyróżnienie z okazji Dnia Kobiet. Kierowałam się kryterium świadomej konsumpcji stworzonej pod kobiece gusta, ze szczególnym uwzględnieniem atrakcyjnej formy i wysokiej jakości. Mam nadzieję, że moje trójki przypadną Wam do gustu!
Trzy książki, które warto przeczytać w Dzień Kobiet
Kobieto, jutro Twoje święto! Nie czekaj, aż ktoś się pierwszy zorientuje, zrób to sama i weź szczęście w swoje ręce.
Po co? Po co to sobie robimy? Po co męczymy się psychicznie i jednocześnie nękamy innych? Po co nam kolejny prezent, skoro przecież… ograniczamy się?
Mam dla Ciebie szereg propozycji, które możesz zrobić własnym sumptem, by uczcić płeć daną Ci przez los/ matkę naturę/ rodziców/ Boga/ geny (niepotrzebne skreślić). W ten dzień możesz być egoistką i skupić się tylko na swoich przyjemnościach – oczywiście na tyle, na ile pozwoli Ci regularny tryb zwykłego jak każdy inny dnia.
15 sposobów na uczczenie Dnia Kobiet
1. Obudź się rano z uśmiechem na ustach – daj sobie chwilę na powolne rozbudzenie, rozkoszuj się nowo zaczynającym się dniem o poranku. Jeśli nie mieszkasz w Polsce, pewnie dotkną twej twarzy nawet promienie słońca.
2. Pomyśl o trzech rzeczach, które w sobie lubisz – ćwiczenie wdzięczności warto w ogóle uczynić codziennym nawykiem. W tym wydaniu robimy to poprzez autoafirmację, przyznając przed samą sobą, że są rzeczy, w których jesteśmy super i nikt nas nie przebije. Możesz zapisać te rzeczy na kartce i wrócić do niej wieczorową porą.
3. Przygotuj królewskie śniadanie – najlepiej kreatywnie wykorzystując to, co masz już w swojej lodówce, a może zainspirujesz się do użycia tylko 5 składników, by zjeść coś minimalistycznego? Ważne jednak, żeby Ci smakowało, było ciepłe, pożywne, a wygląd i zapach karmił zmysły.
4. Zrób sobie szybką, ale przemiłą pielęgnację. Jeśli już masz krem idealny, delektuj się rozsmarowywaniem go po każdym elemencie swojej twarzy, odczuwając ją jako spójną i rozpieszczaną własnie całość. Możesz do tego użyć ulubionego schnącego oleju – z pestek moreli spełni to zadanie. Weź balsam do ciała, olej migdałowy lub inną maź i rozetrzyj od stóp do głów. Potrzyj nadgarstki i zgięcia w łokciach ulubionym olejkiem eterycznym, by wąchać przez cały dzień.
5. Wyluzuj, nie spiesz się! Skup się na chwili obecnej, nie trwa i niech będzie taka, jaka jest. Nie spiesz się, by od niej uciec. Zrób kilka rzeczy wolniej niż zwykle, może odnajdziesz w nich nieznaną wcześniej przyjemność.
6. Włącz ulubioną o poranku muzykę, nawet jeśli gnasz na autobus albo walczysz z ubraniem swojego przedszkolaka, zrób to z klasą, wybierz płytę i z uśmiechem na ustach zmierz się z codzienną poranną rutyną.
7. Doceń kobiecość odpowiednim ubiorem. Nie musisz wyciągać wyjściowej sukni z tafty, w której obskakujesz każde wesele. Wystarczy mały dodatek, by poczuć się wyjątkowo. Może apaszka z kwiecistym wzorem, zabawny t-shirt czy ulubiony, lecz rzadko zakładany łańcuszek. Detale tworzą całość i mogą zmienić Twoje samopoczucie na cały ciężki dzień.
8. Nie oczekuj komplementów, komplementuj sama. Zauważ piękno otaczających Cię osób, spraw, by poczuły się przez Ciebie docenione. Miłe słowo, o ile wypowiedziane zupełnie szczerze i bezinteresownie, może odmienić kompletnie cały czyjś dzień. Nie sil się na sztucznie brzmiące pochwały, postaraj się dojrzeć prawdziwą wartość Twoich: współpracowników, przyjaciół, a nawet sąsiadów czy osób na ulicy. Zwykły uśmiech, którym obdzielisz przechodniów, może wnieść wiele do ich życia.
![]() |
9. W wolnej chwili zajrzyj na profil Marty Frej, na pewno narysowała coś, co wypływa również z Twojego wnętrza. Tym bardziej w Dzień Kobiet warto odnieść się do jej wersji kobiecości, by z przymrużeniem oka potraktować siebie.
10. Po pracy (lub innych obowiązkach) znajdź czas na wyciszenie się przy kilku minutach jogi. Jeśli wolisz, możesz to zrobić bezpośrednio przed snem, by oderwać się od szumu myśli krążących po głowie, rozluźnić mięśnie i rozciagnąć stawy.
11. Bądź dla siebie romantyczna. Przygotuj ulubioną przez Ciebie słodkość, zapal świece i zrób sobie wieczorną, acz skromną ucztę. Może to być zwykła owsianka z syropem klonowym serwowana jak pudding, możesz ugotować sobie gorącą czekoladę z kakao i mlekiem (wymiata!). Może to być szereg rzeczy, o których akurat myślisz. Wiem, że kieliszek wina również wprowadza magiczny nastrój. Celebrowanie chwili do niezwykle kobieca sprawa.
12. Znajdź chwilę na ulubioną książkę. Gdybym radziła sama sobie, napisałabym: przeczytaj coś dla przyjemności, niezobowiązującego, najlepiej literacką fikcję lub pozycję typowo babską. Na co dzień „zadręczam się” reportażami przyprawiającymi o narastający Weltschmerz. Tym razem warto więc wybrać coś, co przypomni, że jest też świat wyobraźni i wymyślonych postaci, u których wszystko jest w najlepszym porządku. Macie coś godnego polecenia?
13. Jeśli wolisz, możesz spędzić ten czas oglądając jeden z wymienionych filmów: „Sufrażystka”, „Mamma mia”, „Godziny”, „To skomplikowane”, „Dwoje do poprawki”, „Drive”, „Była sobie dziewczyna”, „Jej wysokość Afrodyta” czy jakikolwiek film z Meryl Streep, Carrie Mulligan czy Heleną Bohnam Carter. Polecam.
14. Zrób kąpiel pełną rozkoszy. Możesz celebrować kobiecość w wannie. Użyj soli i olejków eterycznych, albo wybierz płatki owsiane, odżywczy olej i płatki róży czy skruszoną lawendę. Rozejrzyj się wokół i zauważ te niepozorne rzeczy, z których możesz zrobić wyjątkową relaksującą kąpiel. Małe, domowe spa relaksuje i pozwala skupić się na rozpieszczaniu samej siebie, nawet jeśli masz tylko godzinę po położeniu dzieci spać.
15. Wieczorem zadbaj o właściwą atmosferę dla relaksu i zmysłów: włącz ulubione płyty jazzowe, z muzyką klasyczną czy czymkolwiem, co wprawia Cię w rozkoszny nastrój. Dla mnie to zawsze Miles Davis „Kind of Blue”, do której znam wszystkie solówki trąbki i saksofonu, i Erykah Badu – „Baduizm Live”. Rozpływam się już przy jej pierwszych dźwiękach! A dla Ciebie?
Widzisz sama, jak wiele możesz zrobić dla siebie. Nie oczekuj od innych, że będą Ci nadskakiwać. Weź sprawy w swoje ręce i zaplanuj dzień idealny już teraz. Bez zbędnych kosztów, bez robienia sobie nadziei. Jesteś silna, piękna i masz „to coś”, a przynajmniej może się o tym dowiesz już jutro. Od samej siebie. Do dzieła!
Najlepsza książka, jaką ostatnio czytałam. Bez wątpienia motywacyjny kopniak, żeby zmienić swoje życie o 180 stopni. Szokuje, miesza z błotem Twoje dotychczasowe przekonania, wbija w fotel. Bo jak ma adrenalina nie podskoczyć, kiedy chodzi o Twoje własne, ukochane życie?
To już 3 lata, odkąd książka ta edukuje Polaków w zakresie zdrowego odżywiania. Mowa o „Zamień chemię na jedzenie” autorstwa Julity Bator. To z niej dowiedziałam się, dlaczego właściwie nawozy sztuczne są szkodliwe. To ona uświadomiła mi negatywny wpływ pszenicy na kondycję mojego zdrowia. To dzięki niej znów pokochałam kiszonki i własne przetwory. To ona pokazała mi, jak ekologia może zagościć w moim życiu. Ta książka wprowadziła w moim domu rewolucję ostrą jak mój kuchenny tasak i nie zawaham się jej użyć.
Jakieś 6 lat temu Julita Bator zaczęła szczegółowo analizować, dlaczego jej dzieci tak często chorują, skąd się biorą ich alergie i jak leczyć inaczej niż farmaceutycznie. Doznała szoku, gdy podczas wakacji na Krecie popuściła dzieciom cugli w sprawach żywieniowych i ku swemu zdziwieniu nie stwierdziła u nich żadnych uczuleń. Dzieci jadły to, na co zazwyczaj reagowały wysypką czy kaszlem. Analiza przypadku skłoniła ją do następujących wniosków:
Czytając to od razu miałam przed oczami mojego J., który po pryskanych pomidorach sam wygląda jak po oprysku. Przypomniał mi się jego suchotniczy kaszel, gdy żywiliśmy się „zwykłym” sklepowym jedzeniem („Przedszkolak, musi swoje przejść”). I odpukując w niemalowane muszę stwierdzić wyraźną poprawę naszego stanu zdrowia odkąd zaczęliśmy kupować w kooperatywie spożywczej i bezpośrednio od rolników.
| „Zamień chemię na jedzenie” |
10 rzeczy, które uświadomiła mi książka „Zamień chemię na jedzenie”
1. Nie choruję na ortokresję, czyli obsesję na punkcie spożywanego pokarmu, ale jego jakość jest dla mnie niezmiernie ważna.
2. Zdrowe, proste jedzenie jest w dzisiejszych czasach towarem luksusowym. Jest to paradoks naszego pokolenia, gdyż te zwykłe – by się mogło wydawać – składniki zastępowane są przez tańsze, gorsze, bo sztuczne zamienniki. Teraz drożdżówka z cukrem stoi na wyżynach piramidy zdrowego żywienia, dziękując za brak dodatku syropu glukozowo-fruktozowego czy bezkalorycznego aspartamu.
Nowe pokolenie dzieci jako pierwsze we współczesnych dziejach jest w gorszej kondycji zdrowotnej niż pokolenie rodziców.
3. Sztuczne składniki są dozwolone w określonych dawkach w produktach spożywczych. Gdyby nie to, producenci najzwyczajniej w świecie by ich nie stosowali (bo są mądrzy i odpowiedzialni?). Szkodliwym dla zdrowia nie jest sam fakt zjedzenia chipsów z metryczką E w składzie. Chodzi o regularne spożywanie jedzenia zawierającego sztuczne dodatki, składniki modyfikowane genetycznie, karmione chemią i podsypane konserwantami. To ilość ma bowiem decydujący wpływ na stan naszego układu hormonalnego.
Aby gatunek ludzki mógł się dalej rozmnażać i rozwijać, potrzebuje zdrowego i sprawnego układu hormonalnego.
Krótko: zaburzenia hormonalne mogą prowadzić do przedwczesnych porodów, ADHD, schorzeń tarczycy, astmy, autyzmu, białaczki, raka mózgu (żeby wymienić kilka).
4. Są dobre, złe i neutralne sztuczne dodatki do żywności. Warto czytać etykiety, sprawdzać skład kupowanych przez siebie produktów i potraw względem szkodliwości substancji w nich zawartych. W „Zamień chemię na jedzenie” znajdziemy mnóstwo analiz poszczególnych produktów pod kątem składu, z wyróżnieniem elementów szkodliwych względem tych w porządku.
Najgorsze z nich to: benzoesan sodu (E211), glutaminian sodu (E 621), siarczyny i pochodne (E 221, E 226), azotyny (E 249 i E 250), tartrazyna (E 102), dwutlenek siarki (E 220) i kwas sorbowy (E 200).
Większość z nich jest odpowiedzialna za astmę, choroby oskrzeli, wysypki, migreny czy nawet depresję.
5. Pszenica jest gorsza niż cukier. 100 g przetworzonej pszenicy (np. mąki pszennej) podwyższa indeks glikemiczny bardziej niż 100 g cukru! Co oznacza, że bardziej niż słodzenia wystrzegajmy się białego pieczywa, w dodatku pieczonego nie na zakwasie, lecz na drożdżach. Zastąpienie białej mąki pszennej razową nie daje wiele, bo współczesne ziarno pszenicy jest tak zmodyfikowane genetycznie, że wywołuje wiele alergii i chorób.
Jakie zboża warto jeść? Kaszę jaglaną, orkisz, kaszę gryczaną, czyli to, co jadało się dawniej.
6. W młynku do kawy można mielić zboże. W życiu bym nie pomyślała, żeby w domu uruchomić własny młyn. Julita Bator jednak śmiało do tego zachęca. Na własny, niewielki (zaznaczam) użytek można zmielić wspomnianą jaglankę czy brązowy ryż, by z niego zrobić domowe wypieki. Oczywiście jeśli pieczemy dużo i często, warto mieć sprawdzone źródło zdrowej, grubo mielonej mąki z niepryskanych upraw. W młynku można też zmielić migdały, zestawy przypraw czy zrobić cukier waniliowy!
7. Mleko najlepsze prosto od krowy. To jasne, ale kto z nas ma w dzisiejszych czasach do takiego mleka dostęp (oprócz tego, że ja, w kooperatywie)? Jeśli nie mamy okazji pić nieprzetworzonego mleka, wybierajmy to pasteryzowane w niższej temperaturze. Dobrze na mleko działa również mikrofiltracja. Unikajmy mleka UHT, które może jedynie służyć do …wywabiania uporczywych plam.
8. Pijmy wodę z kranu. Zimna woda z kranu w większości polskich miast nadaje się do picia bez przegotowania, ponieważ jest kontrolowana pod kątem zanieczyszczeń i bakterii więcej niż raz dziennie.
Autorka chwali szczególnie krakowską wodę, bo z nią ma na co dzień do czynienia. Muszę więc zbadać temat w Poznaniu. Ciekawe, czy macie jakieś dane na temat wody w innych miastach Polski?
9. Leki i suplementy mogą szkodzić. Nie tylko antybiotyki są na cenzurowanym. Skład syropów czy kolorowych tabletek ma w sobie barwniki, słodziki i konserwanty, które używane często mogą wywoływać reakcje alergiczne. To tak jak z kaszlem mojego synka – nie wiem, czy to jeszcze gardło, czy już wysuszone błony śluzowe od sztucznego dodatku.
10. Jedz kiszonki i nie marudź. Zamiast stosować leki, wzmacniaj odporność naturalnymi metodami, jak kiszenie warzyw, robienie przetworów na zimę, w tym soków w malin czy aronii. Postaw na naturalne składniki i jakość, a ciało Ci to wynagrodzi.
Obniżenie wartości odżywczej produktów jest wprost proporcjonalne do wzrostu ich toksyczności. Wygrywa ten, który wyprodukuje taniej, szybciej, więcej. (…) Wpadliśmy w pułapkę stylu 50 % gratis. Gratis dostajemy nowotwór, rozchwiany układ hormonalny i ciągle chore dzieci.
„Zamień chemię…” jest dla mnie ostatnio skarbnicą wiedzy, ale też inspiracją do wymyślania prostych, zdrowych przepisów. Wystarczy zastąpić tradycyjnie używane mniej zdrowe składniki na te, które przyniosą nam większą wartość. Kształtowanie zdrowych nawyków żywieniowych może się okazać prostsze, niż Ci się wydaje.
Książkę możesz kupić w tym miejscu lub w dobrych księgarniach stacjonarnych.
***
Jestem ciekawa, jakie proste metody stosujesz w swojej kuchni dla zdrowia siebie i swoich bliskich. A może nie wiesz, jak z czegoś zrezygnować?
Już 2 miesiące sprawdzam różne smarowidła na swojej twarzy poszukując tego najlepszego, wymarzonego.
Jaki jest dla mnie krem idealny?
1. Nie może podrażniać mojej wrażliwej skóry
2. Musi nawilżać i odżywiać w odpowiednio zrównoważony sposób
3. Powinien mieć krótki i naturalny skład z kontrolowanych upraw, najlepiej ekologicznych
4. Nie powinien być testowany na zwierzętach
5. Musi być w przystępnej cenie, bym nie zbankrutowała kupując go co miesiąc lub dwa.
Skąd mam czas?
![]() |
| Źródło |
Jeśli nie telewizja to co?
Nie, nie zastępuję czasu przed telewizorem otwieraniem 100 zakładek, żeby dowiedzieć się, co nowego na świecie. I nie, nie kupuję codziennie gazet, żeby się tego dowiedzieć. I wiecie co, zupełnie mi z tym dobrze! Kiedyś czułabym się winna, że jestem człowiekiem nieodpowiedzialnym, bo żeby wiedzieć trzeba się nieustannie dowiadywać. Pudelek donosi codziennie, a skoro donosi, widocznie coś się dzieje, a ja muszę wiedzieć. Onet, WP czy Gazeta nadal żyją i mają się świetnie, nie wyobrażam sobie dnia, w którym informacje miałyby się dla nich skończyć. Po prostu bez informacji, które są dla mnie zbędne, jest mi zupełnie dobrze!
Bycie na bieżąco to powszechny nawyk, czasem wręcz uzależnienie. Uważamy, że jeśli przez jeden dzień nie przejrzymy internetów, świat się zawali, nasz kraj stanie w rebelii i z pewnością zesłane zostaną na nas wszystkie możliwe plagi, w tym spadające z nieba żaby (a my w dodatku się o tym nie dowiemy, bo nie czytamy internetu). Dzieje się jednak coś zupełnie odwrotnego. Życie toczy się własnym, dotychczasowym rytmem. Po dniu nastaje noc, a po nocy dzień. Dzieci nadal płaczą, gdy są głodne. Nożyce się odzywają, gdy uderzysz w stół. Może tylko ptaki wracają trochę wcześniej z ciepłych krajów, bo pory roku się jakby rozjechały. Ale żeby to wiedzieć, nie musisz sprawdzać w appce, wystarczy wyjrzeć za okno.
![]() |
| Źródło |
1,77
![]() |
| Global Web Index 2015 |
Na zdrowie
![]() |
| Nie lubimy facebooka, bo są tam już nasi rodzice. |
Łączność bez kabla to zmniejszone ryzyko zachorowań na raka, lepsza kondycja psychofizyczna, wyższy poziom endorfin we krwi, a co za tym wszystkim idzie – wyższy poziom zadowolenia z życia. Szczęście jest mierzalne tym, ile dobrego jakościowo czasu spędzasz z innymi, w szczególności z najbliższymi. Ponoć codziennie spożywanie posiłku z rodziną znacznie redukuje ryzyko zawału serca i innych ciężkich chorób, bardziej niż zdrowe odżywianie się i regularne uprawianie sportu (!).
Na dzisiaj kończę
![]() |
| Źródło |
Dokładnie rok temu pojawił się na blogu pierwszy wpis. Rok temu rozpoczęłam moją przygodę z tworzeniem własnej przestrzeni w internecie. Rok temu zaczęłam też proces wewnętrznej zmiany, która odcisnęła się we mnie w dość znaczący sposób. Rok temu były łatwe trudnego początki.
Na początku miał to być blog, który pomoże mi wytrwać we własnych postanowieniach, w dokonaniu zaplanowanej przemiany. Temat ograniczania się utkwił we mnie na dobre i nie chciał mi dać spokoju, nawet jak już mogłam odpuścić, bo byłam zadowolona z tego, co sobie wypracowałam. Ograniczanie się uzależnia. Każdy dzień, każda przeczytana książka, każda rozmowa mogła wywołać iskrę twórczą, by potem ją przekuć na nowy wpis.
Ten, kto bloguje lub uprawia zawód dziennikarza, zna to doskonale. Nie możesz się obrócić, a już masz 5 kolejnych pomysłów do wykorzystania na blogu lub w artykule. Gdyby jednak nie Wy, kochani Czytelnicy, pewnie nie miałabym tyle siły i samozaparcia, żeby nadal pisać. Dlatego też Wam przede wszystkim dziękuję – za to, że zaglądacie regularnie, pozostawiacie po sobie ślad w postaci komentarza, nawiązujecie kontakt, chcecie się bliżej poznać. Wam również zawdzięczam fakt, że wiem, w którym kierunku iść, co Wam się u mnie podoba, a gdzie zaglądacie rzadziej.
![]() |
| Częstujcie się! |
Największa część z Was czyta mojego bloga kilka razy w tygodniu (46 proc.), czyli domyślam się, że wtedy, kiedy pojawiają się nowe wpisy. 3 procent z Was szuka tu treści codziennie, natomiast ja nie nadążam z tak częstym publikowaniem ze względu na moje życie rodzinne i zawodowe. Mam nadzieję, że mi to wybaczacie.
Jeśli chodzi o motywację do czytania bloga, większość z Was trafia tu ze względu na zainteresowanie tematyką (77 proc.), opis stylu życia, który podziela (40 proc.) lub przez polecenie na innym blogu (31 proc.).
Poprosiłam Was o dość szczegółową ocenę poszczególnych elementów bloga i ich jakości. W skali 1-5 większość z Was oceniała je na 4-4,5, co mnie również cieszy. Uważacie, że blog jest pisany spójnie, zgodnie z przesłaniem, podany w atrakcyjnej formie dla odbiorcy.
Wśród kategorii najwyżej plasuje się minimalizm (4,69), najrzadziej czytacie o wymieniankach (3,83).
Podaliście mi kilka ciekawych uwag odnośnie niektórych z nich.
W minimalizmie chętnie poczytacie o inspiracjach do tego stylu życia, o minimalizmie innym niż odzieżowy, o wartościowych relacjach międzyludzkich. Chcecie też więcej praktycznej wiedzy, know-how, przykładów odgruzowywania mieszkania, porad dotyczących „szarej rzeczywistości”.
W kategorii odżywiam się szukacie większej ilości praktycznych, zdrowych przepisów, chcecie tematu dotyczącego generowania jak najmniejszej ilości odpadów, diety bez mleka i jajek. Dostałam też negatywny komentarz, że spożywam mięso, a piszę o tematyce 'zero waste’. Nie ukrywam, że nie jestem wegetarianką, staram się kupować zdrowe, niefaszerowane chemią mięso od zwierząt, które chodziły po trawie i ją spożywały. Wiem, że dla wielu jest to i tak niedopuszczalne zachowanie. To prawda, że skłaniam się bardziej ku fleksitarianizmowi (czyli ograniczaniu mięsa w diecie do minimum), ale nie chcę też, byście mnie negatywnie oceniali ze względu na dietę, która mi odpowiada. Nie będę zakłamywać rzeczywistości.
O czytaniu chcecie dużo i nawet niekoniecznie w temacie bloga. Padła propozycja, bym polecała wszystko, co czytam. W to mi graj! Choć ostatnio brak mi lektur typowo rozrywkowych (od zawsze lubiłam stąpać mocno po ziemi pochłaniając reportaże z Czarnego i nie tylko), jak tylko jednak dorwę coś wartego polecenia, nie zawaham się o tym napisać. Proponujecie też współpracę z biblioteką – chętnie się dowiem więcej o tym pomyśle, żebym go właściwie zrozumiała. Gwoli wyjaśnienia, co miesiąc pojawiam się w mojej filii i wypożyczam. Książki, które kupuję, chętnie potem odsprzedaję albo mogę się wymienić na inne. Gdybyście byli zainteresowani piszcie na ograniczamsie@gmail.com (niektórzy wolą w wiadomości na facebooku).
Rzadziej czytacie kategorię bywam offline, ale okazuje się, że taki styl życia jest dla niektórych nieosiągalny lub niepraktyczny. Z jednej strony lubicie być online. Z drugiej mam kilka sygnałów, że część z Was żyje bez telewizji od kilku lub kilkunastu lat. Nie mniej jednak, nadal zamierzam praktykować odłączania kabla lub sieci wi-fi, przynajmniej raz na jakiś czas.
W temacie wymienianek chętnie dowiecie się, jak rozszerzyć akcję na inne dzielnice lub miasta, chcecie być na bieżąco o tego typu akcjach w całej Polsce. Daje mi to do myślenia, może uda mi się kompilować tego typu wydarzenia i je Wam co jakiś czas przekazywać. Liczę na Wasz wkład!
Są jeszcze inne tematy, które według Was powinnam poruszać – między innymi freeganizm, tematy związane z dziećmi czy recyclingiem tkanin. Dziękuję za ten jakże cenny wkład! Są to rzeczy mi bliskie, więc prędzej czy później myślę, że też pojawią się na blogu, jeśli już nie są obecne w okrojonej formie.
Zapytałam Was też o to, jak oceniacie newsletter, który wysyłam do osób zapisanych na listę odbiorców. Ci z Was, którzy go otrzymują, twierdzą, że newsletter to „jedna z najlepszych części bloga, jest spersonalizowany, sympatyczny i zachęca do lektury wpisów„. Cieszy mnie to niezmiernie, bo do tego właśnie ma służyć newsletter – wywoływać uśmiech, zmuszać do myślenia, a jednocześnie przypominać o lekturze tego, co ostatnio napisałam.
Fanpage na facebooku również oceniliście bardzo wysoko (jakość wpisów 4,59!), więc cieszę się, że akurat na tym portalu jest mnie najwięcej (choć działa to pewnie w obie strony – im mnie więcej na facebooku, tym lepszy fanpage). Niemniej jednak są dni, kiedy jestem offline i wtedy do Was nie piszę. Ale chyba to zrozumiałe, prawda?
Elementy stałe na stronie bloga, czyli zapisy na newslettera, udostępnianie w mediach społecznościowych, archiwum bloga, popularne wpisy oraz tagi oceniacie jakie przydatne, każdy ma mocno powyżej czwórki (w skali 1-5). Musiałam o nie zapytać, bo myślę o lekkiej zmianie wizualnej bloga, może nawet całej platformy i chcę wiedzieć, co powinnam zostawić, a z czego mogłabym zrezygnować, by mieć minimum niezbędnych rzeczy, które są Wam (i mi) potrzebne.
Na koniec kilka luźnych wypowiedzi, które się pojawiły:
Bardzo ciekawy, dobrze osadzony w polskiej rzeczywistości blog. Chętnie przeczytam więcej wpisów dot. finansów. A dzięki newsletterowi mogę zawsze udaje mi się przeczytać najnowsze wpisy.
Pozostań wierna sobie. Jest dobrze.
Blog jest odzwierciedleniem Twoich przekonań, przemyśleń, zachowań. To najpewniej cała Ty, więc nic nie musisz zmieniać 🙂
Jestem zachwycona Twoim blogiem. (…) Ja dopiero dojrzewam do minimalizmu i Twój bardzo mi pomaga w drodze do minimalizmu 🙂
Jeszcze raz dziękuję Wam za udział w ankiecie. Dzięki Wam wiem, na czym powinnam się skupić, co odpuścić i że warto pozostać wierną sobie i własnym przekonaniom. Jesteście wielcy!
![]() |
Ile potrzebujesz pieniędzy, żeby przeżyć? A ile potrzebujesz, żeby być szczęśliwym?
![]() |
| O czym marzą? |
![]() |
| Źródło |
Pożywienie
radości, doceniać zwykłe rzeczy, które ich spotykają na co dzień. Jednocześnie podpatrują, jak z trudną sytuacją radzą sobie mieszkańcy Peña Blanca. Uczą się od nich współpracy, wzajemnej pomocy w potrzebie. Widzą, że wielu z nich ma swoje marzenia, myśli o wyrwaniu się z błędnego koła ubóstwa, ale nie ma na to bezpieczeństwa finansowego, żeby móc podjąć ryzyko rozpoczęcia nowego zawodu czy edukacji w wybranym kierunku.
Mikrofinanse
Własne podwórko
Co więc możemy zrobić, żeby na świecie żyło się lepiej?
Życie to proces, ciąg przyczynowo – skutkowy. Niektórzy przyrównują je do drogi, którą kroczysz każdego dnia i nigdy nie wiesz, co Cię zaskoczy. Inni wizualizują sobie życie niczym górę. Przez pierwsze lata na nią wchodzisz, po to by ją poznać. A potem schodząc możesz opowiedzieć innym, jaki z tej góry jest widok i dać wskazówki, jak najlepiej ją zdobyć. Już wiesz, co to za góra.
Minimalistka polska
Prosty blog jest jedną z moich ulubionych pozycji cotygodniowej lektury blogów. Zaczynając moją przygodę z ograniczaniem się, sięgnęłam odruchowo po „Minimalizm po polsku” i się nie zawiodłam. Spokój i rozwaga, z jaką Anna Mularczyk-Meyer opisuje nasz – bo polski – sposób na ugryzienie prostego stylu życia jest na tyle przekonujący, że samemu aż chce się wskoczyć w te same buty co autorka i zacząć kroczyć tą drogą. Niedawno ukazała się jej najnowsza książka, która według mnie robi jeszcze większe wrażenie.
W poprzednim wpisie pokazałam Wam, na czym warto się skupić przy wyborze kosmetyków pielęgnacyjnych o dobrym składzie. Zwracałam uwagę na czytanie ulotek i sprawdzanie składów. Wyjaśniłam, na czym polegają certyfikaty bezpiecznych kosmetyków i czym ja się kieruję przy moich wyborach.
Dziś chcę Wam pokazać kilka przykładów, od których sama zaczynałam. Będą to kosmetyki niemieckiej marki Eco Cosmetics oraz oleje i hydrolaty z EcoSpa.
Szampon pielęgnujący z liściem oliwnym i malwą Eco Cosmetics
Świetnie myje, pieni się, jest wpisany na listę Vegan Society, 100 % składników jest pochodzenia naturalnego, 12,1 % jest z eko-upraw.
Przeznaczenie (wg producenta): włosy suche i zniszczone.
Opinia: Moje włosy są dość wymagające, po farbowaniu, więc szampon mógłby być bardziej odżywczy. Włosy dość trudno się rozczesują i bez użycia odżywki dość mocno się plączą, ale po wysuszeniu są niespotykanie puszyste i miękkie. Ogólnie polecam osobom z włosami niezbyt wymagającymi.
Można go kupić za ok. 22 zł w internecie lub w dobrych sklepach drogeryjnych.
Odżywka do włosów z zieloną herbatą i jojobą Eco Cosmetics
Używam więcej niż zwykłej odżywki, a opakowanie jest mniejsze, więc niestety wypada nieekonomicznie w porównaniu z dotychczasowymi odżywkami. 100 % składników jest pochodzenia naturalnego, 10,95% pochodzenia ekologicznego.
Przeznaczenie: wszystkie rodzaje włosów
Opinia: co prawda zużywam jej więcej, ale po zastosowaniu włosy są miękkie, dobrze odżywione i nawilżone, a jednoczenie nie są nadmiernie obciążone, jak mi się zdarzało przy kosmetykach do włosów przeznaczonych po farbowaniu. Rozczesują się dobrze, nie plączą się. Polecam!
Odżywka jest dostępna w internecie, kupisz ją za ok. 18 zł za 125 ml.
HIT! Pasta do zębów bez fluoru z czarnuszką Eco Cosmetics
Czarnuszka posiada właściwości odkażające i przeciwzapalne, szałwia, echinacea i zielona herbata nadają odpowiednią świeżość, a krzemionka działa delikatnie ścierająco na kamień nazębny. 100% składników naturalnych, 10,32% wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych.
Przeznaczenie: codzienne mycie zębów bez użycia chemii
Opinia: Początkowo miałam sceptyczne nastawienie do pasty bez fluoru i mięty (!), ale już po pierwszym zastosowaniu byłam zachwycona. Naturalne składniki równie dobrze myją zęby, a ja jestem bardziej spokojna i o moje zdrowie, i o środowisko. Polecam! Cenowo również przedstawia się korzystnie. Za 75 ml zapłaciłam ok. 16 zł. Co prawda jest to dwa razy drożej niż zwykła pasta, ale tylko 3 złote drożej niż ta, której używałam dotychczas do wrażliwych dziąseł, więc wybieram pastę z czarnuszką.
Można ją kupić już za ok. 13 zł.
Oleje i hydrolaty
To długa lista surowców, których można używać samodzielnie albo w specjalnie przygotowanych miksturach. Sama korzystam tych marki Eco Spa, ale widziałam też innych producentów, m.in. mazidla.com.
Olej ze słodkich migdałów
Jest świetnym emolientem i dobrze reaguje ze skórą. Zawiera szereg witamin, w tym A, B1, B2, B6, D i E. Już w trakcie pierwszej ciąży używałam go jako środka zapobiegającego rozstępom i szczerze polecam. Teraz jest on składnikiem mojej codziennej pielęgnacji twarzy stanowiąc część dwufazowego demakijażu oczu.
Hydrolat bławatkowy
Działa odkażająco, delikatnie pielęgnuje skórę twarzy i oczu. Wraz z olejkiem migdałowym używam go do demakijażu. Najpierw nasączam wacik hydrolatem, potem małą ilością olejku i voila! Makijaż znika lepiej niż po standardowym płynie, a skóra wokół oczu jest przyjemnie nawilżona olejkiem.
Olejek rycynowy
Według zaleceń kosmetyczki stosuję go na rzęsy i paznokcie. Zakładam go delikatnie na noc, by z rana zadziwiać się jego zbawiennym działaniem. Rzęsy są naprawdę bardziej gęste i grube, a paznokcie mocniejsze i mniej łamliwe. Olejek rycynowy ma wysoką zgodność biologiczną ze skórą, dzięki czemu bardzo trudno o jakąkolwiek reakcję alergiczną przy jego użyciu.
To pierwszy etap na wdrożenie minimalizmu w codziennej pielęgnacji. Przyznaję to zupełnie szczerze – nikt mnie nie nakłaniał do kupowania takich, a nie innych marek. Znalazłam je w sieci, rozpytałam wśród znajomych i postanowiłam je sama przetestować. I muszę przyznać, że nie tylko moje ciało (włosy, zęby, paznokcie i rzęsy) są w lepszej kondycji, ale też jestem zadowolona, że moje konsumenckie wybory nikomu przy tym nie szkodzą.
Ty też możesz próbować, poszukiwać tego, co odpowie na potrzeby Twoich włosów i cery. Podziel się ze mną swoimi ulubionymi, prostymi może sposobami na zdrową pielęgnację. Jaki jest Twój łazienkowy minimalizm?
***
Kolejnym razem napiszę, w jaki sposób i z czego można przygotować swój własny szampon do włosów i czy warto stosować polskie kremy ekologiczne.

































