fbpx
Minimalizm Rodzina

Minimalista – rodzic szczęśliwy?

Zanim zostałam mamą, miałam w głowie swój wizerunek minimalisty. Singiel, wynajmujący mieszkanie i na pewno nie posiadający dzieci. Moje pojęcie na ten temat zmieniło się dopiero niedawno, z biegiem czasu i wraz z głębszą eksploracją sieci. Nagle się okazało, że minimalizm nie tylko dotyczy tych, którzy mają fiksację na punkcie równo poukładanych kilku prywatnych przedmiotów na półce i zmieszczenia się w jednej walizce, ale również tych, którzy wprowadzając w życie zdrowe konsumenckie nawyki posiadają MNIEJ, po to, by mieć przestrzeń na WIĘCEJ.

Trzy lata temu, po urodzenia synka, wpadłam w zakupowy wir związany z tak zwanym wiciem gniazda. Pierwsze dziecko to pierwsze ubranka, dziecięce gadżety bardziej lub mniej potrzebne, mebelki, które te gadżety mają pomieścić, zabawki i książeczki. Będąc zagubioną w bezmiarze panującym na rynku dziecięcych akcesoriów, zdarzało mi się kupować impulsywnie i irracjonalnie. Nie pomagały portale parentingowe, które w sponsorowanych artykułach promują jeszcze nowsze i jeszcze lepsze sposoby na uszczęśliwianie swojego dziecka kolejnymi przedmiotami. Chyba tylko dzięki rozsądkowi mojego męża nie zginęliśmy pod górami zabawek walających się po mieszkaniu, a konto zachowało bilans in plus. Bo przecież urlop macierzyński jest idealny do łatwego wydawania pieniędzy! Nie dość, że internetowe zakupy dają nam kontakt z zewnętrznym, dorosłym światem, to jeszcze pojawia się nowa potrzeba, którą chcemy zaspokoić. Tym gorzej, jeśli nas stać – wówczas każda sugestia od znajomych czy rodziny wydaje się być uzasadniona, a każde jej kwestionowanie grozi osądzeniem w stylu „Dziecku chyba nie odmówisz”.

Jak to dobrze, że przed narodzinami córki zaczęłam sobie uświadamiać konsekwencje życia ponad stan. To prawda, że drugie dziecko dziedziczy po pierwszym większość ubrań, zabawek i książek. Tak jest, że te akcesoria, które się sprawdziły, przechodzą w użycie przy młodszym potomku. Nie obywa się jednak bez instynktownej chęci ponownego wicia gniazda, wobec której rzadko kto przechodzi obojętnie. Nowy zestaw ciuszków, nowa zabawka czy choćby pościel witają w progach domu noworodka. Do tego dochodzą znajomi i rodzina, którzy również dorzucają swoje drobiazgi, by najmłodszemu żyło się jeszcze lepiej.

Czy aby na pewno? Czy nowe gadżety uszczęśliwiają? Czy dziecko potrzebuje tylu zabawek, książeczek i ubrań?

ograniczam się, dziecko
#1*

Jak być mądrym rodzicem i nie zginąć wobec rozkręconego marketingu celującego w rodziców?


Jak wygląda minimalizm, gdy w domu są dzieci? Co mówią minimaliści?

Marta, autorka bloga Pani Poczytalna, radzi:

 Moje sposoby są najprostsze: staram się nie zarzucać dziecka zabawkami oraz pilnować, by nie dostawało zabawek przy każdej okazji. Jest taki sposób mojej teściowej, skuteczny, bo sama testuję – sprzątam dziecięcy pokój bez udziału dziecka i odkładam rzeczy, którymi się nie bawi na później. Po jakimś czasie ponawiam działanie i znowu zabieram rzeczy, którymi się nie bawi, oddając jej przy okazji poprzednią partię. Radość z nowych-starych zabawek jest bardzo duża.

Redukowanie ilości zabawek, którymi otaczane jest dziecko wydaje się być naturalną formą kontroli zarówno nad porządkiem w dziecięcym pokoju, jak  i nad ilością bodźców, które dziecko otrzymuje. Marta wspomina też o stawianiu granic:

Uczę też córki, że nie można mieć wszystkiego. Najzwyczajniej w świecie stawiam granice. Mówię jej w sklepie (i mam tu na myśli sklep spożywczy, nie zabawkowy), że dziś mogę kupić jej jedną rzecz lub nie mogę kupić nic. Uprzedzona, rozumie i podporządkowuje się, wybiera jedną rzecz i nie robi mi scen. Wprowadziłam też dni słodyczowe, słodycze je tylko w weekendy i jest już do tego tak przyzwyczajona, że nawet jak dostanie słodycze poza swoim słodyczowym dniem, odkłada je na później.

Jasne, że uwzględniam jej zabawkowe zachcianki i potrzeby, ale staram się nie robić tego bez okazji. Regularnie robię przeglądy książeczek i oddaję do przedszkola, biblioteki, te, których nie czyta.

Konrad, jeden z autorów bloga Wystarczy Mniej – Droga do Prostego Życia, odnosząc się w jednym ze swoich wpisów do zabawek, twierdzi, żeby

Nie przesadzać z ich ilością! Percepcja dziecka jest ograniczona, nie potrzebuje uginających się od pluszaków półek. Wystarczy 1 lalka, 1 miś, jakieś ubranka, 1 wózek. Wtedy dziecko ma szansę nawiązać „relację” z zabawką. (…) Nadmiar przynosi tylko szkodę. Można stosować zasadę 1:1 – jedna nowa zabawka to jedna zabawka oddana lub wyrzucona. Unikniemy wtedy gromadzenia się sterty nieużywanych przedmiotów. Małe dziecko nie radzi sobie ze sprzątaniem zbyt wielu zabawek. W końcu to my będziemy musieli mu pomóc.

dziecko, ograniczam się
#2

Podobnego zdania jest Courtney z Be More With Less, która dała mi następującą radę:

With little kids, there will always be messes, so instead of always cleaning up after the little ones, join in. Make the mess with them, but with less. They don’t need endless toys and distractions to be happy. Mostly they just need you. When you start to pare down, you’ll notice that you have more space to place, more time for messes, and less stress in trying to keep everything organized.

Tłumacząc z angielskiego: mając małe dzieci, zawsze zdarzy się bałagan, więc zamiast tylko po nich sprzątać, dołącz do nich. Bałagańcie razem, ale z mniejszą ilością rzeczy. One nie potrzebują do szczęścia zabawek i innych rozpraszaczy. Najbardziej potrzebują właśnie Ciebie. Kiedy zaczniesz odchudzać (swoje mieszkanie – przyp.aut.), zauważysz, że masz więcej miejsca, więcej czasu na robienie bałaganu i mniej stresu nieustannie próbując wszystko zorganizować.

#3

Podoba mi się też myślenie Kasi z Mojej Drogi do Minimalizmu:

Kiedy parę lat temu rozpoczęłam wraz z mężem proces upraszczania otoczenia, jednym z powodów podjęcia takiej decyzji była chęć powiększenia rodziny. W naszym trzydziestometrowym mieszkanku zawalonym meblami nie było miejsca na łóżeczko, a w szafkach ani centymetra przestrzeni na ubranka dziecięce. Po tym, jak na świecie pojawiła się Maja nasze myślenie o konsumpcji i nadmiarze już zdążyło się zmienić w kierunku pragnienia prostoty i minimalizmu, więc i nasze podejście do wychowania dziecka różni się od tego lansowanego w mediach i kampaniach reklamowych. Dzięki temu, że sama ogarnęłam szafę i wiem, że im mniej ubrań, tym więcej możliwości, wprowadzam te same zasady w garderobie Mai – chodzi na okrągło w tych samych zestawach, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Od początku bardzo nam zależało, by wspólne mieszkanie nie zamieniło się w mieszkanie tylko dla dziecka, więc prawie wcale nie kupujemy córce zabawek.

No własnie, co zamiast zabawek dzieci lubią najbardziej?

Po obserwacjach jej zainteresowań wiemy, że najlepsza do zabawy jest łyżeczka, którą można karmić lalkę i misiaczka, gryzaczek-grzechotka, którą ma od roku czy różnej wielkości kubeczko-klocki do układania. Hitem ostatnich miesięcy są książeczki, Maja może godzinami przeglądać swoje „encyklopedie” o zwierzakach czy samolotach, dlatego mamy ich sporo, ale też nie szalejemy z ilością , nie mamy tego w zwyczaju.
Zamiast kolejnego pluszaka podarowujemy Mai nasz wolny czas, który spędzamy na odkrywaniu świata. Nie twierdzę, że nasze podejście jest jedynym słusznym, po prostu staramy się przekładać nasz „minimalistyczny” tryb życia na wychowanie córki. Jesteśmy świadomi, że nigdy nie uda się uciec od konsumpcjonizmu, ale nie zależy nam na tym – we wszystkim należy zachować umiar i znaleźć złoty środek.

Wygląda na to, że im wcześniej przejdziemy na jasną stronę mocy, tym bardziej wartościowe będzie nasze rodzinne życie.

kreatywne zabawki, ograniczam się
#4

Ja sama mam i swoje sposoby na wychowanie małego człowieka świadomego chwytów marketingowych. Już teraz mój trzylatek oglądając bajki czy słuchając radia wykrzykuje: „Mamo, przecież my tego nie kupujemy! Po co te reklamy?”, a ja dodaję: „Tak, Jasiu, my kupujemy to, czego potrzebujemy”. Razem wybieramy zabawki, których już nie chce, po to, by oddać je dla dzieci w potrzebie. Robimy selekcję ubranek, które już mu się nie przydadzą. Cały czas uczestniczy w naszych rozmowach na temat wymienianek i dzielenia się z innymi i jest to teraz dla niego czymś naturalnym.
Książki od jakiegoś czasu wypożyczamy w bibliotece, kupując sporadycznie tylko to, co nam się wyjątkowo spodobało i przedstawia wysoką wartość. A młodsza córeczka korzysta z dobrodziejstw bratowych pudeł z samochodami i misiami – nie potrzebuje niczego więcej, bo świetnie się nimi bawi.

Co warto zapamiętać?

1. Ogranicz ilość zabawek w pokoju dziecka

Unikniesz tworzenia nadmiernego bałaganu oraz wpływania na zachowanie dziecka nadmiarem bodźców. Może to również skutkować nadaktywnością.

2. Stosuj zabawkowy płodozmian

Chowaj te, których nie używa, wyciągaj je, gdy zacznie potrzebować zmiany

3. Im prostsza zabawka, tym większa kreatywność

Czasem brak zabawek lub prosty przedmiot może znaczyć dla dziecka więcej niż misternie wykonana lalka czy samochód. Dzięki prostocie dziecko rozwija kreatywność, uczy się nadawania znaczenia zwykłym rzeczom, wynajduje dla nich rozmaite funkcje, o których sami byśmy nie pomyśleli.

4. Ważniejsza od zabawek jest Twoja obecność

Podaruj dziecku swój czas, bo żadna zabawka go nie zastąpi

5. Uczestnicz zarówno w zabawach, jak i w sprzątaniu

Dzięki wspólnej zabawie na zasadach razem opracowanych stworzycie niepowtarzalną więź na lata.

6. Umiejętnie stawiaj granice

Ucz mądrego konsumpcjonizmu, ale też…

7. Daj dziecku dobry przykład

Ogranicz swoją garderobę, redukuj nadmiar rzeczy, którymi się otaczasz, kupuj z głową, pomagaj innym, gdyż modelowanie właściwych zachowań zaczyna się od najmłodszych lat!

A jaki jest Twój sposób na mądre rodzicielstwo bez nadmiaru przedmiotów?

*Zamiast kupować, zrób dziecku zabawkę:

#1 – Tablica sensoryczna
#2 – Pudełko do wyciągania
#3 – Kartonowy aparat fotograficzny
#4 – Kartonowy garaż dla resoraków

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze