Jest jednym z moich ulubionych warzyw. Jego kolor przez lata był moim kolorem. Zawsze fascynowały mnie dania z nim w roli głównej. Bakłażan – bo o nim mowa – zagościł do mojej kuchni na stałe po epizodzie kelnerowania w jednej z wytworniejszych tureckich restauracji w Londynie.
Od tamtej pory odtwarzam zapamiętane przez siebie smaki, wprowadzając delikatne modyfikacje, od czasu do czasu. Wiem jednak, że tradycyjne tureckie potrawy są najlepsze w swej niezmienionej formie.
Mydło. Niby banalny element każdej łazienki, a jednak tyle historii jest z nim związanych. Ostatnio lubię delektować się dobrym blogiem lub książką o kosmetykach i przeglądać piękne zdjęcia pod przepisami.
Odkąd zrobiłam swoje pierwsze mydło (na które przepis znajdziesz tutaj), złapałam bakcyla i zapragnęłam więcej. A skąd moja inspiracja, by zacząć? To wszystko sprawka Doroty, autorki jednego z moich ulubionych blogów Ekoeksperymenty. Dziś wyjątkowy wpis, w którym moja mydlana idolka dzieli się historią o własnych początkach z recepturami, sukcesach i niepowodzeniach. Bo najważniejsze, to uczyć się wyciągając wnioski.
Zawsze mi miło, gdy znajduję rzecz, która wpisuje się w styl życia zero waste. Czasem jest to stalowy termos na wodę, innym razem eko-myjka do naczyń z drewnianą rączką. Najtrudniej jest jednak z ubraniami i akcesoriami.
O ile nie chcę nabywać odzieży w wielkich centrach handlowych, a moje grudniowe postanowienie jest cały czas aktualne, o tyle w ogóle ciężko mi znaleźć ubrania i dodatki wyprodukowane w sposób sprawiedliwy i przyjazny dla środowiska.
Powoli zaczęłam myśleć, że produkcja tekstyliów ma wpisane marnotrawstwo zasobów naturalnych w swoje DNA.
Zwolnij, uspokój się, nie przeżywaj. Tak, jest już połowa grudnia i niedługo przyjdą święta, ale pamiętaj, że w zakupowym szale nic mądrego nie kupisz. Rozejrzyj się po swoim domu i zobacz, czego tak naprawdę potrzebujesz.
Może się okazać, że nie będą to prezenty dla domu czy ciała, ale dla ducha. Być może masz zbyt mało czasu dla siebie i próbujesz go usilnie odzyskać. Czy wiesz, że kolejny sztampowy prezent tego nie zmieni?
Przez długi czas myślałam, że zrobienie mydła to proces dla zaawansowanych chemików. Podobnie jak z własnym kremem – poczytywałam to zadanie jako kwestię dla eksperta z chemicznym wykształceniem i dostępem do laboratorium. Nic bardziej mylnego. Mydło można z powodzeniem zrobić samemu w domu, wystarczy poznać kilka podstawowych zasad i stosować się do przepisu.
Tydzień temu miałam szczęście uczestniczyć w konferencji „Dom bez odpadów, czyli recepta na oszczędności”, na której gościem specjalnym była Bea Johnson, autorka bloga Zero Waste Home.
Bez zbędnych wstępów przedstawiam Wam zapis mojej rozmowy, którą przeprowadziłam z Beą po spotkaniu. Zobaczcie, jakie ma plany, co jest dla niej teraz najważniejsze i w jaki sposób różni się konsument amerykański od europejskiego.
Grudniowe eksperymenty będą radykalne. W miesiącu zakupowych szaleństw przestaję kupować.
Będę promować takie zachowania, które uwolnią nas od przymusu kupowania w wielkich centrach handlowych. Postanawiam unikać hipermarketów, a wspierać małe sklepy i lokalnych wytwórców. Przełamię schematy i postawię na ręcznie robione prezenty oraz takie, które nie zanieczyszczą naszego środowiska. Szaleństwo zakupowe stanie się świadomym, (anty)konsumenckim wyborem, którego celem jest skupienie się na autentycznym wymiarze tych niezwykłych świąt.
Grudniowe dni już skreślam w kalendarzu, a jeszcze z listopada nie wyciągnęłam wniosków.
Zazwyczaj jesień jawi się jako okres siedzenia w domu pod ciepłym kocykiem i popijania gorącej czekolady. Dla mnie listopad był przeciwieństwem bierności. W trakcie międzyblogowego eksperymentowania podjęłam wyzwanie, by częściej się ruszać w ramach wybranej aktywności fizycznej. Za chwilę podsumuję, jak mi poszło, najpierw jednak chcę podzielić się z Wami tym, co robiłam w międzyczasie.
Są takie osoby, od których można czerpać wiedzę garściami. Są takie, które wysyłają Ci pozytywny sygnał, iskierkę, która inspiruje Cię do działania.
Gdy trafiłam na bloga Kornelii Orwat, nie mogłam przestać czytać. Wiedziałam od razu, że wprowadziła metodę zero odpadów do swojego domu dużo wcześniej ode mnie i ma na tym polu większe doświadczenie. Szybko zrozumiałam, że nasze bolączki są podobne i warto się wspierać, by osiągnąć coś więcej. Dziś Kornelia Orwat opowiada swoją historię, jak zaczęła się jej droga do zero waste, skąd miała motywację, co było najtrudniejsze, a co się najbardziej przyjęło w jej domu.
Już niedługo, już tuż tuż! Kolejne spotkanie grupy Zero Waste Polska coraz bliżej. Tym razem idea ograniczania odpadów opanuje Warszawę, a harmonogram zaplanowany na cały dzień ma konkretny cel: znaleźć sposób, by w naszym kraju skutecznie ograniczyć ilość generowanych odpadów.
Motywacją do rozmów będzie szczególne wydarzenie. 4 grudnia o godzinie 16:30 odbędzie się spotkanie z Beą Johnson – autorką bloga i książki Zero Waste Home, bestsellerowej pozycji wśród osób chcących uprościć swoje życie i ograniczyć ilość generowanych odpadów do minimum.
Prostota to minimalizm, a ten daje nam wolność, więcej czasu, mniej zmartwień, wyrzutów sumienia i wielu innych bolączek współczesnego człowieka.
Ewa Kozioł, autorka bloga Zielony Zagonek, jest skarbnicą wiedzy o naturze i zdrowym minimalizmie. Dzieli się nią nie tylko na swej stronie internetowej, ale też w grupie na facebooku, licznych kursach on-line i w nowo wydanej książce „Wyrzuć chemię z domu”. Był to jeden z pierwszych ebooków, jakie przeczytałam na moim dość niedawno zakupionym czytniku. I przyznam, że wygrał peleton z kilkoma innymi pozycjami, które podówczas czytałam. Czytanie Ewy wciąga, bo jest tak bliskie skórze człowieka!
Średnio miesięcznie zużywam 3 kartony chusteczek higienicznych, a jesienią w trakcie przeziębienia i latem w okresie alergii jeszcze więcej. Postanowiłam sprawdzić, jak będą się u mnie sprawować wielorazowe zamienniki celulozowych chusteczek. Wskrzesiłam batystowe chusteczki znalezione na dnie szuflady i od teraz nosy wycieramy delikatną tkaniną.
Jak wybrać sport dla siebie – śledzić trendy i próbować wszystkiego, co nowe czy postawić na sprawdzone formy aktywności fizycznej? A może nie wystarczy sam sport, by zachować zdrowie i dobrą formę?
Nie wiem jak Wy, ale ciężko mnie zmotywować do regularnej aktywności fizycznej. Mimo iż wiem, że sport sprzyja poprawie kondycji, obniża ciśnienie krwi, poprawia krążenie, spala kalorie i – uprawiany w umiarze – przedłuża życie, ciężko utrzymać mi chęci na wysokim poziomie przez dłuższy okres czasu. Po kilku tygodniach pojawiają się dni, kiedy opuszczam zajęcia, szukam wymówek, by nie ćwiczyć, myślę, że zmęczenie nie pozwala mi na wykonanie kilku ruchów przed snem.
Nie chcę kojarzyć sportu z moją niedoskonałością, ale z przyjemnością, którą mi daje.
Co to znaczy mieć dobrą formę? Dla mnie to nie mieć zadyszki po wejściu na czwarte piętro i być w stanie wykonać 100 brzuszków co drugi dzień. Dla innych to bieg na 10 kilometrów co dzień rano i maraton kilka razy w roku. Czy aby nie stawiam sobie poprzeczki zbyt nisko?
W ramach listopadowego eksperymentowania bierzemy na tapetę temat aktywności fizycznej. Ula będzie pracowała nad prostymi plecami, Mira dzięki aktywności fizycznej popracuje nad uważnością i endorfinami, a Julia pokaże, jak uszyć pokrowiec na matę do jogi ze starej parasolki.















