Minimalizm

Kupować mniej

kupowac mniej grudzien swieta

Grudniowe eksperymenty będą radykalne. W miesiącu zakupowych szaleństw przestaję kupować.

Będę promować takie zachowania, które uwolnią nas od przymusu kupowania w wielkich centrach handlowych. Postanawiam unikać hipermarketów, a wspierać małe sklepy i lokalnych wytwórców. Przełamię schematy i postawię na ręcznie robione prezenty oraz takie, które nie zanieczyszczą naszego środowiska. Szaleństwo zakupowe stanie się świadomym, (anty)konsumenckim wyborem, którego celem jest skupienie się na autentycznym wymiarze tych niezwykłych świąt.

Nie musisz kupować. Wiesz o tym? Nie musisz kupować przed świętami tony prezentów opakowanych w plastikowe pudełka, które potem sprawiają kłopot. Nie musisz spędzać godzin na wędrówkach po wielokilometrowych alejach galerii handlowych. Nawet nie musisz nerwowo przeglądać ofert sklepów internetowych w poszukiwaniu „czegoś idealnego”. Uwolnij się od tej myśli.

Zastanawiałaś się kiedyś, co sprawia, że święta są cudowne? Jakie zachowania i postawy kojarzą się z dobrze przeżytym okresem bożonarodzeniowym? Co by było, gdyby nie było prezentów? Czym podzieliłabyś się z bliskimi?

Kilka lat temu w rodzinnym gronie postanowiliśmy, że nie dajemy sobie prezentów. Postanowienie to było sprzeczne z moim własnym odczuciem świątecznego nastroju. Przez lata wpajano mi, że pod choinką każdy musi coś dla siebie znaleźć. Gdy byłam mała wyczekiwałam prezentów już od wigilijnego poranka, mimo że Mikołaj przychodzi dopiero po wieczerzy. Potrafiłam być mocno zawiedziona, gdy nie znalazłam wyczekiwanej zabawki, albo przeszczęśliwa, gdy prezent spełniał oczekiwania.

Wiedziałam, że każdej potrawy muszę skosztować, żeby zasłużyć sobie na prezent. Ba! Przez cały rok pilnowałam się, by nie znaleźć pod choinką rózgi. To by była potwarz! Układałam w głowie, jakie kolędy zaśpiewam pod świątecznym drzewkiem, zaraz przed rozpakowywaniem kolorowych pudełek. Nie wiedziałam, że prezenty kupują najbliżsi, bo cały czas mówiono mi bajki o Mikołaju, Gwiazdorze czy innych czarodziejskich elfach. Co najsmutniejsze, nie wiedziałam, że sama mogę przygotować też coś dla innych, bo prezent pod choinką należy się wszystkim tak samo, jak psu buda. Mikołaj przywiezie je na latających saniach. Prawda?

kupować mniej, kupuj mniej, święta, grudzień, prezenty

Przedświąteczny przymus kupowania zniewala logiczne myślenie i nasz naturalny zmysł dzielenia się tym, co mamy

Nieprawda. Mówi się, że dzieci potrzebują magii. Że wszystkie historie, które dla nich wymyślamy, nadają kolorytu dzieciństwu, a dzięki nim będą miały niesamowite wspomnienia. Nieprawda. Najlepsze wspomnienia mam z lat, kiedy wiedziałam już o tym, że żadnego Mikołaja nie ma. Kiedy sama mogłam wyszukać komuś idealny prezent dopasowany do charaktery i potrzeb. Gdy wyobrażałam sobie entuzjastyczne reakcje po rozpakowaniu, a potem je rzeczywiście widziałam. Nie otrzymywanie prezentów, ale sam akt dzielenia się z innymi sprawiał mi największą radość.

Cztery lata temu złamaliśmy naszą zasadę braku prezentów. Cztery lata temu urodził się J. i legenda Świętego Mikołaja została wskrzeszona. Rodzina miała kogoś, komu mogła coś kupić, a mały J. (dwa lata później również mała A. ) mógł robić wielkie oczy  na bogactwo zabawek znajdowanych pod choinką – i zresztą bardzo szybko się nimi znudzić. To, co wypracowaliśmy przez lata, obróciło się wniwecz za sprawą małej, bezbronnej istoty. I bynajmniej nie był to Jezus.

Marzy mi się, by moje dzieci miały świadomość, że prezenty nie biorą się z próżni. Że każdy z nich pochodzi od kochającej ich osoby, a nie od anonimowego pana w czerwonej czapce i z białą brodą, który jakimś cudem obskakuje cała planetę z workami zabawek. Chciałabym nauczyć moje dzieci dzielenia się z innymi. By wiedziały, że same mogą wywołać na czyjejś twarzy uśmiech. Marzy mi się, by ich wyobrażenie świąt nie zamykało się w ich materialnym wymiarze. By trafionym prezentem stał się dobry uczynek, wspólna zabawa czy pomaganie innym.

Nie chcę romantyzować o tym, jak dzięki temu naprawię świat, a moje dzieci doznają nagłego objawienia na temat prawdy i dobra. Chcę za to myśleć, że choć trochę uświadomię im, że sami mogą sprawiać innym radość. Czy zdementuję legendę o Świętym Mikołaju? Niekoniecznie. Za to na pewno zaktualizuję ją o rzeczywiste fakty z życia Mikołaja z Miry, który wsławił się pomocą biednym i potrzebującym.


Świadoma konsumpcja jest tematem przewodnim grudnia w międzyblogowym wyzwaniu Eksperymentujesz?

Jak możesz się przyłączyć do akcji:

1. Przemyśl, w jaki sposób ograniczysz w grudniu konsumpcję
2. Przejdź do akcji!
3. Podziel się swoim pomysłem lub jego realizacją z innymi – poprzez komentarz, notkę na swoim blogu, post na Facebooku lub fotkę na Instagramie, koniecznie dodaj hashtag #eksperymentujesz
4. Podlinkuj swoje poczynania w poście dedykowanym eksperymentowaniu – tu lub na blogach pozostałych dziewczyn. Zobacz, co one mają do powiedzenia na ten temat: u Miry o niekupowaniu olafasola.pl, u Julki o świętach w rytmie slow nanowosmieci.pl, u Uli o antykonsumpcjonizmie panistrzelec.pl
wszystkiedziewczeta
5. Pod koniec miesiąca podsumuj eksperyment: Jak Ci poszło? Czy chcesz wprowadzone zmiany zatrzymać w swoim życiu na stałe? A może zupełnie Ci to niepotrzebne? Co się zmieniło? Z czym były największe trudności? Gdzie można coś jeszcze poprawić?
6. Rozpocznij kolejny miesiąc biorąc udział w następnym eksperymencie.
7. Ciesz się z faktu, że zmieniasz świat i swoje życie na lepsze!
Eksperymentujesz?
Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • gosia

    Bardzo irytują mnie aktualne reklamy Tesco. Dzieci dziękujące mamie za magię świąt. Bo dostały lalkę albo skarbiec ze słodyczami…. serio,na tym polega magia świąt…?g

    • Według mnie wcale nie na tym. Mam nadzieję, że inni też to zrozumieją i nie ulegną zakupowym pokusom.

    • Ja za to widziałam gdzieś reklamę, ale nie pamiętam czego, dzieci dziękujących rodzicom, za to , że przygotowują kolację, za to, że przystrajają dom, sprzątają itd. pomimo, że są zmęczeni. Ale nie wiem czego to była reklama, a może ja ją wypaczyłam i widziałam tylko to co chciałam w niej widzieć.

  • Świetna akcja 🙂 Ja mam dużą rodzinę (odkąd wyszłam za mąż, bo wcześniej była mała;), w każdym razie nie dajemy sobie prezentów bo wszyscy by poszli z torbami. Jest tylko zasada, że prezenty dostają dzieci (nie ma ich akurat dużo). Ale my rok temu podziękowaliśmy a pieniądze zebrane w ramach prezentu przekazaliśmy na Szlachetną Paczkę. O ile lepiej czułam się z tym, że ktoś kogo stać na bardzo niewiele a wręcz na nic specjalnego, dostał coś o czym marzył. Moje dziecko miało wtedy niecały rok, w ogóle by nie pamiętało prezentu a zapewne po miesiącu wylądowałby zakurzony w kącie..

    Jak słyszę ile przeciętnie wydaje Polak na Świąteczne zakupy to jestem przerażona. Fury prezentów, tony jedzenia… ja zupełnie się w tym nie odnajduję. Nie mam pierdyliona ozdób i ozdóbek, kilka naklejek w oknie żeby dziecko miało frajdę, mała choinka zrobiona ze świeżych gałązek, małe lampki przymocowane do półek żeby było nastrojowo. I tyle 🙂 Tacy pędzący, stojący w kolejkach i zestresowani że nie kupiliśmy jeszcze wszystkich prezentów, na pewno łatwiej gubimy sens Świąt niż skupiając się na nich, nie przejmując się całą tą sztucznie napędzaną otoczką.

    • Podoba mi się pomysł ze zbieraniem pieniędzy na szlachetny cel. Muszę to wykorzystać! Macie już wybraną organizację na ten rok?

  • Temat prezentów jest chyba najtrudniejszy do poruszania. Za dzieciaka wspominam, że święta mimo wszystko były skromnie w podarunki, po jednym prezencie dla każdego, również dla rodziców. Im byliśmy starsi, tym bardziej odkrywaliśmy to, że Gwiazdora nie ma (u mnie Gwiazdor przynosił prezenty na BN), w mikołaja 6 grudnia otrzymywaliśmy wyłącznie słodycze. I odkąd możemy kupujemy też jeden prezent dla rodziców. Najczęściej jednak teraz to są prezenty typu wyjście do teatru czy na zabawę sylwestrową/karnawałową, zamiast przedmiotów. Rodzice robią prezenty każdemu i kiedy zaproponowałam byśmy tego nie robili, by oszczędzić im wydatków to moja Mama była blisko obrażenia się na mnie, że tak zaproponowałam. Ona chce obdarzyć nas prezentami i to zrobi. Oczywiście teraz, gdy jesteśmy dorośli każdy mówi co by dostać chciał. A my staramy się tym świątecznym prezentem odwzajemnić im to co od nich dostaliśmy przez całe życie. Więc wybieranie prezentu dla rodziców nie jest dla mnie zmorą, ani nie ubolewam, że tyle to kosztuje, bo sprawia mi to przyjemność.

    Sprawa też się komplikuje, gdy wychodzi się za mąż. W rodzinie męża każdy każdemu robi prezent, u mnie nie, bo była nas 4 + rodzice i gdyby doliczyć teraz jeszcze partnerów/partnerki rodzeństwa, to faktycznie byłoby szaleństwo zakupowe. I po części jestem zmuszona robić im wszystkim prezenty oraz je otrzymywać, czego właściwie nie koniecznie potrzebuję. Ale nie da się z tego jakoś wymiksować. Trudno. Rozmowy w niektórych sytuacjach nie skutkują i o ile mogę sobie z mężem nie robić prezentu, tak całej reszcie muszę.

    • To zaiste trudny temat, szczególnie w sytuacji, w której – tak jak piszesz – rodzina się powiększa o część małżonki/małżonka. Każdy ma inny styl świętowania w zwyczaju. Ja ostatnio postawiłabym tylko na podarki DIY, ale chyba tylko ja mam ochotę je robić. Każdy twierdzi, że nie ma czasu ich kupić, a co dopiero robić.
      Po co więc w ogóle szukać prezentów, skoro jest to związane z przykrością, a nie przyjemnością? Nie widzę sensu. Dziękuję, Bogusiu, za trafny komentarz.

      • Dorota Czopyk

        U nas była tradycja 16/18-osobowych Wigilii. Zajęło to dwa lata – rozmów, fochów, rozważań za i przeciw – zanim rodzina zgodziła się by prezenty były symboliczne, niezobowiązujące i by każdy nie dawała każdemu… Ale w końcu się udało! Myślę, że ważne by rozmawiać, przedstawiać swój punkt widzenia i wysłuchać tego drugiego. Szukać kompromisów dobrych w danym miejscu, czasie i sytuacji.

        • Dorota, u nas stanęło na tych drobiazgach do 50 zł jeżeli chodzi o brata mojego męża i bratową, ale widzę, że albo podarunek ostatecznie dla mnie za nich wybiera mąż, a oni sami sobie wybierają co by chcieli od nas. Czyli idea obdarowywania, gdzieś znowu się gubi. Dla mnie to taka wymiana pieniędzy, zamiast rzeczywistej niespodzianki. Albo umawiamy się na drobne prezenty, ja robię dla nich, a my ostatecznie nie dostajemy nic, bo nie mieli kasy, albo coś zupełnie nie potrzebnego, jakąś właśnie durno stójkę. Ciężko na takie tematy się rozmawia. Ja nie mam pretensji, ja tak jak mówiłam nie potrzebuję prezentów, tylko nie rozumiem tego uporu z ich strony…

          • Dorota Czopyk

            🙁 Szkoda!

      • Ja również wkładam wiele czasu i wysiłku by kupić każdemu trafiony prezent, mi to sprawia przyjemność, ale jak widzę, że jego rodzina robi to na ostatni moment np. 23 lub 24 grudnia, to nie wiem czy to ma sens w ogóle…

        • To prawda, to jest zupełnie inna kwestia: czy prezent ma być od serca, czy ma być dla samego „bycia”.

  • Małgosia Lepa

    Świetna akcja, choć ja uwielbiam robić i dostawać prezenty. Myślę, że mądrze dawane i kupowane, naprawdę dają jakąś radość i namacalny dowód tego że jesteśmy jednak ważni dla innych. Może to płytkie ale namacalne. U mnie od niepamiętnych czasów pisało się kto zamówił prezent u Mikołaja i tak zostało do dziś. Dlatego wiem komu zawdzięczam które cudo. Kto tak cudownie wstrzelił się w moje potrzeby. Drugi warunek to prezent musiał być przemyślany i potrzebny. W nadmiarze rzeczy trzeba wczuć się w potrzeby innych. Dlatego wsłuchujemy się w rozmowy już od sierpnia. Kolekcjonuję co komuś się popsuło, czego akurat zabrakło. No i ostatnia rzecz. Kupuję wcześniej i głownie przez Internet. Przed tym całym szaleństwem. W tej chwili już mam wszystko kupione i w 80% zapakowane. Teraz jest czas na duchowe przygotowanie do Świąt. Dlatego chętnie włączę się w akcję. Zostały mi jedynie zakupy spożywcze. Już postanowiłam, że nie potrzebuję nowej sukienki czy sweterka na ten czas. Stary sprawdzi się w zupełności. Ograniczam się 🙂

    • „Stary się sprawdzi” – piękne! Cieszy mnie, że masz takie podejście do kupowania i robienia prezentów, z którym mi również po drodze. Swojej świątecznej kreacji też nie będę poprawiać. Wszystko mam, a nawet jeszcze coś oddam 🙂

  • Mira Jurecka

    Łza mi się w oku kręci jak wspominasz, że to nie Mikołaj a kochające osoby… ja bardzo czesto robie recznie prezenty albo kupuję hendmejdy, bo wiem że osoba je robiąca włożyła w nie serducho… Mimo, że ogólnie się zgadzam to jakoś całkowite zawieszenie tej tradycji jakoś mi nie pasuje, chyba właśnie ze względu na córę! Oby ten eksperyment był dla nas dobry! Życzę Ci ja, nie Mikołaj! 🙂

    • Dziękuję, Mira 🙂 Łezka się kręci, bo nas „wkręcili” w mikołajowe szaleństwo 🙂 No ale nic to, jakoś sobie z tym poradzimy, tak by nikt nie stracił.

  • Konstanty Aniołek

    Dziś odebrałem naprawiony zegarek partnera. Więcej niż pół roku leżał i czekał na wizytę u zegarowego doktora. Pomyślałem, że to będzie fajny mikołajkowy „gest”. Sam podczas jednej z imprez zgubiłem kolczyk i został mi jeden. Wspomniałem, że miło by było dorobić ten kolczyk, by była para. I może to dostanę. Moim mottem w tym roku jest reperowanie i przeżycia. Partnerowi chcę zafundować wizytę u golibrody, bo wiem, ze to by było dla niego fajne przeżycie + zrobię Voucher na 5 obiadów, które dla niego przygotuję. Tzn. nie jem zwierząt i w tym momencie wege terroryści mogą mnie znienawidzić, ale wiem, że dla partnera będzie to wielka radość zjeść ten ciepły obiad po pracy, więc się te 5 razy poświęcę 🙂 (partner za wege jedzeniem nie przepada, a samemu mu się nie chce gotować). Nie są to idealne rozwiązania, ale jak codzienne życie ze znacznym ograniczeniem śmieci mi się udaje, tak z tymi prezentami to trochę problem jest 😀

    • Dorota Czopyk

      Świetne pomysły!

    • Super! Ja w zeszłym roku postawiłam na kupony na przeżycia. W tym roku zrobię jeszcze kolejną edycję. Będzie się działo! Tylko teraz mam level up, żeby kupony były zero waste 😉

    • Wiktoria Pawlak

      vouchery na obiady??

      • Wiktoria Pawlak

        To prawie jak dawać vouchery za poświęcanie komuś bliskiemu swojego czasu. nie podoba mi się ten pomysł.

        • Konstanty Aniołek

          Partner je zwierzeta, ja nie. Nie chce ich przygotowywac, ale zrobie wyjatek. A na marginesie poswiecam mu czas w rozne inne sposoby, ale wiem, ze te zwierzeta na talerzu niestety go uciesza.

    • Też chcę naprawić a właściwie dorobić drugi kolczyk 😉 Golibroda to i mój mąż się ucieszy. A vouchery dobry pomysł! mój mąż najbardziej cieszył się z tych na: „godzinę drapania”, „zimną colę na kaca”, ” śniadanie do łóżka”, „przerwanie damskiego focha”, „wyjście na pokera bez marudzenia żony” 🙂 bo ja nie znoszę pokera ! 😛

      • Konstanty Aniołek

        Cola na kaca – rewelka! Chyba rozszerze „oferte” 🙂

  • Konstanty Aniołek

    Ja tak, robię sobie do pracy wege obiady, partner nie gotuje, bo mu się nie chce i praktycznie nie je obiadów w pracy (jest kurierem), bo nie ma kiedy i jak 🙁

  • najfajniejsze są prezenty wykonane ręcznie, wspólnie spędzony czas. Kupić tak łatwo, za łatwo…
    Już mało kto wysyła prawdziwą kartkę na święta… Świąteczna atmosfera zatraca się coraz bardziej. Cieszę się, że jest tak dużo osób, które myślą i czują inaczej. Pozdrawiam serdecznie.

  • Nam się cudownie udało. Nie mamy telewizji, słuchamy jednej wybranej stacji radiowej, nie z tych mainstreamowych, do centrów handlowych raczej nie chodzimy. Efekt – syn dopiero kilka dni temu zauważył choinki i bombki, a we mnie pojawia się nastrój wyczekiwania.
    Nie mam też parcia na prezenty, dekoracje, ubiór. Ma być naturalnie, po prostu.