Stało się! Wczoraj słuchałam posiedzenia plenarnego Parlamentu Europejskiego, który zaraz potem przegłosował restrykcje związane z redukcją jednorazowego plastiku w Unii Europejskiej!
Malta jest najdalej wysuniętym na południe państwem Europy. Na 365 dni w roku, aż 300 jest słonecznych. Zima jest krótka i lekka, lato gorące i suche. W lutym temperatura w ciągu dnia to 14 – 16 stopni. I jak tu nie wybrać się na Maltę na podładowanie baterii?
Powierzchnia Malty to 316 km2 – to prawie tyle co powierzchnia… Krakowa! Jest to jedno z najmniejszych państw na świecie, ale pełne tylu atrakcji, o których inne kraje mogą tylko pomarzyć. Znajdziemy tu jedne z najstarszych na świecie megalitycznych świątyń z ok. 3600 roku p.n.e. – starsze niż egipskie piramidy. Niemal każde miasto jest położone na wzgórzu i już z daleka widać dominujące nad nimi kościoły z charakterystycznymi na Malcie kopułami. Kościołów jest tu ponoć 365, więc gdyby ktoś się uparł, mógłby codziennie chodzić do innego.
Stoję na Dworcu Zachodnim i obserwuję, kiedy przyjedzie mój tramwaj. Mam jeszcze całe osiem minut, a na Starym Rynku chcę być jak najszybciej. Siąpi deszcz, nieprzyjemnie się czeka tyle czasu. Zaraz obok, na chodniku, stoi elektryczna hulajnoga. Sprawdzam, jak jej użyć, instaluję aplikację Lime, robię w niej prostą konfigurację i już mogę jechać tam, gdzie chcę. Jakie są moje wrażenia?
Jest to wpis gościnny, który powstał dzięki polskiej mistrzyni oszczędzania. Szczegóły na końcu!
Czy Ty też wyrzucasz pieniądze do kosza?
Czy gdybym dała Ci dzisiaj 2 tysiące złotych, wyrzuciłabyś te pieniądze do śmieci? Nie sądzę.
A wiesz, że przeciętna czteroosobowa rodzina w Polsce pozbywa się lekką ręką ok. 2- 2,5 tysiąca złotych rocznie?
Według Federacji Polskich Banków Żywności tyle jedzenia ląduje co roku w śmietniku. Jednak nie są to pełne koszty zmarnowanej żywności. W tej statystyce bierze się pod uwagę tylko cenę zapłaconą (czy raczej zupełnie bez sensu straconą) przez ostatecznego konsumenta. Żeby wyliczenia były prawdziwe, trzeba by do tej kwoty dodać jeszcze koszty wytworzenia danych produktów (nie tylko finansowe, ale też wody i energii) oraz ich transportu.
Zakupy na wagę, do własnych opakowań, są jedną z praktyk zero waste, którą często polecam. Kupując w ten sposób unikam jednorazowych woreczków foliowych, często grubszego plastiku, w który normalnie produkty spożywcze byłyby fabrycznie zapakowane. Czy jednak te produkty przyjeżdżają luzem do sklepu, w którym je nabywam? W jaki sposób są pakowane te rzeczy, które z wielkich słoików czy pojemników pakujemy do własnych worków?
Nie jest odkryciem, że kasza czy makaron, nawet jeśli sprzedawane na wagę, w czymś muszą zostać przetransportowane do sklepów. Niektórzy chcieliby myśleć, że z fabryki wyjeżdża wielki dostawczak, a na pace załadowaną ma tonę orzechów, które potem kilogram po kilogramie rozładowuje w sklepowych magazynach. Niestety, jest to dość idealistyczna i abstrakcyjna wizja, bo praktyka wygląda zupełnie inaczej.
Święta zbliżają się wielkimi krokami. Moje życie jest tak dynamiczne, że mało mam czasu, żeby przysiąść, pomyśleć o nich, zastanowić się, jak je zorganizuję. Teraz znalazłam na to moment i chcę podzielić się z Wami moimi pomysłami na prezenty. Nie wszystkie są za pieniądze. Nie wszystkie są przedmiotami. Nie wszystkie można kupić przez internet. Motywem przewodnim jest zero waste i świadome, ale przyjemne życie. A na część z nich są nawet zniżki. Zapraszam na mój prezentownik!
Staram się nie przywiązywać do rzeczy zanadto i raczej radzić sobie z tym, co mam. Jednak są takie przedmioty, o których istnieniu wcześniej nie słyszałam, a zmieniły moje życie na duży plus. Mowa o owijkach na kanapki (kanapkowijkach!), które – odkąd je mam – towarzyszą mi każdego dnia. Zbytek zero wastera a może niezbędny gadżet? Zobaczcie, co o nich myślę.
Kupując ubranie mam na celu kilka rzeczy: chcę, by mnie grzało, pasowało na mnie i pokazywało styl, który wyznaję. Jednak czy tylko te czynniki określają, co na siebie włożę? Czy zastanawiam się, z czego ubranie jest zrobione, jaki był koszt jego wykonania i kto je uszył? Od razu zdradzę: tak, i aż za często dostaję przy tym palpitacji serca. A chciałabym, żeby było inaczej.
Wypożyczanie, współposiadanie, dzielenie się z innymi – to pojęcia zapewne Wam wszystkim znane, ale czy z nich korzystacie?
Jak byłam mała, Mama zawsze mi powtarzała: nie pożyczaj ubrań od innych, masz przecież swoje. A jak chcesz coś innego, to Ci kupię. Jak na tym wyszłam? Na pewno sprawiło to, że sama wolałam potem wydawać pieniądze na rzeczy, a nie – chociażby – przeżycia. Wolałam mieć swoje własne, niż pożyczać. Nawet z bibliotek przestałam korzystać, bo nowe książki można MIEĆ, postawić na półce, wąchać świeżą farbę drukarską, a potem bać się dotknąć, bo takie nowe i nieskalane dotykiem rąk ludzkich.
Co jakiś czas robię przegląd szafy i mam ochotę wymienić stare ubrania na nowe. Jednocześnie od początku tego roku (2018) nie zrobiłam dla siebie zakupów odzieżowych w sieciówkach. Postanowiłam wspierać polskie marki i ubrania szyte Fair Trade, czyli w sposób sprawiedliwy, za godne wynagrodzenie dla szyjących je pracowników. Ubrania, które są z wysokiej jakości materiałów i dbale wykonanych krojów.
Moje wybory odzieżowe opisywałam jakiś czas temu w tym wpisie, a w tym podzieliłam się ulubionymi przeze mnie markami. Wśród nich nieprzypadkowo na pierwszym miejscu uplasowało się KOKOworld – marka odzieżowa z Krakowa, założona przez Agatę Kurek. Ubrania szyte są u lokalnych wytwórców z wysokiej jakości tkanin i starannych splotów. Pani Agata zafascynowana afrykańskim wzornictwem często przemyca je do swoich projektów, co czyni ich ubrania czymś czasem na miarę dzieł sztuki.
Każdy z nas ma swoją rolę do odegrania, nasze osobiste wybory mają znaczenie, ale zmienić świat możemy tylko wtedy, gdy zjednoczymy nasze wysiłki zachęca William McCallum w książce „Jak zerwać z plastikiem”, której polskie tłumaczenie właśnie ukazało się nakładem wydawnictwa Insignis. Blog Ograniczam Się objął nad nią patronat medialny, dlatego tym chętniej podzielę się z Wami moją recenzją i wrażeniami!
Targi Zero Waste miały właśnie swoją drugą edycję. Tym razem zagościły w Trójmieście, a dokładnie w Gdyni – mieście, w mojej opinii – ostatnio prężnie rozwijającym się i otwartym na nowe ekologiczne nurty. Mieście pełnym zieleni, pięknej nowoczesnej architektury, jak i perełek dwudziestolecia międzywojennego. Chcę się z Wami podzielić moimi wrażeniami z targów oraz tym, czym jeszcze zajmowałam się nad morzem. Ciekawi?
Wyschnięta, poparzona skóra, podrażnienia i zaczerwienienia – słoneczne lato daje naszym komórkom nieźle w kość. Nawet jeśli nie wystawiam się na słońce codziennie, czuję, że po urlopie moja skóra potrzebuje wyjątkowego odżywienia i nawilżenia. Jak to zrobić, by przy okazji nie nakarmić się sztucznymi składnikami?















