Święta już niedługo! Każdy z nas chce dać coś swoim najbliższym pod choinkę i nie zawsze myślimy o przedmiotach. Dlatego chcę pokazać Wam, co sama wybrałabym na prezenty dla bliskich mi osób, zarówno dorosłych, jak i dzieci. Mam nadzieję, że zainspiruję Was do czegoś niesztampowego!
Literatura dziecięca coraz częściej zwraca się w kierunku przyrody, ekologii i obrony klimatu. Nie są to sztywniackie lektury z formułkami do wyuczenia. Nie mówi się już tylko i wyłącznie o zbieraniu śmieci w lasach (choć to nadal mocno zakorzeniony motyw). O wiele więcej pojawia się w książkach obrazków pokazujących wpływ człowieka na otaczającą go przyrodę i tego, że mamy wybór, czy będziemy postępować z szacunkiem dla innych istot, czy też nie.
Redukuj, używaj ponownie, poddawaj recyklingowi – te trzy zasady są trzonem ekonomii cyrkularnej i życia zero waste, czyli dążącego do jak najmniejszej ilości odpadów. Im mniej używam opakowań, tym lepiej dla środowiska, mniejsze dla niego obciążenie. Jeśli kupuję produkt w opakowaniu, staram się, by było wielokrotnego użytku. A gdy nie mogę go użyć ponownie, dbam o to, by nadawało się do recyklingu.
Tylko jak działa recykling? Czy wszystkie odpady jesteśmy w stanie poddać odzyskowi surowca? Które są lepsze i można je efektywnie wykorzystać, a które …gorsze, bo trudne w dalszej obróbce? Na te i inne pytania zapytałam Martę Krawczyk, Specjalistę od ecodesignu opakowań i przydatności do recyklingu, od 7 lat związaną z firmą Rekopol. Marta jest trenerką i edukatorką w zakresie segregacji i gospodarki odpadami opakowaniowymi. Mam nadzieję, że nasza rozmowa rozwieje choć część Waszych wątpliwości. Zapraszam!
„Śmieci pojawiły się na Ziemi razem z człowiekiem. Sposoby ich utylizacji znane są od kilku tysięcy lat. Dlaczego więc współcześnie mówi się, że śmieci to wielki problem?” Tak zaczyna się „Śmieciogród”, książka dla dzieci o zero waste autorstwa Oli Wołdańskiej-Płocińskiej, która swoją premierę miała 18 września. Jak rozmawiać z dziećmi o śmieciach? I czy „Śmieciogród” to miejsce, w którym mieszkamy?
Targi Zero Waste to impreza łącząca osoby zainteresowane tematem redukcji odpadów z różnych dziedzin. 11 i 12 października odbędzie się po raz pierwszy edycja poznańska. Z tej okazji przeprowadziłam wywiad z Virginie Little, współorganizatorką Targów. Od czego zaczęło się zero waste w Polsce, jak tworzyć skuteczny dialog między biznesem a strefą non-profit, jaka będzie przyszłość Polski w zakresie zarządzania odpadami – o tym i wielu innych rzeczach dowiecie się z naszej rozmowy. Zapraszam!
Polskie festiwale muzyczne coraz chętniej wprowadzają elementy stylu zero waste. Rok 2019 był wyjątkowo obfity w masowe wydarzenia ocierające się o nurt eko. Wydaje się, że trend rozprzestrzenił się w wiele miejsc, w tym wydarzenia masowe. Tym lepiej, bo na masówkach generowanych jest wiele ton śmieci. Dzięki wprowadzeniu choćby kilku zero waste-owych zasad może być o wiele czyściej. Które działania zasługują na uwagę?
Czy jak wakacje, to tylko kryminał lub romansidło? Nie u mnie! Ja lato traktuję jak każdą inną porę roku: chcę przeczytać to, co mnie interesuje i sprawi, że dowiem się czegoś więcej o sobie i otaczającym mnie świecie. A jeśli rzecz jest o klimacie, kobietach i zero waste – tym lepiej. Moje zwoje mózgowe już skaczą z radości!
Przedstawiam Wam listę książek, które uważam za wartościowe dla każdego, niezależnie od wieku, pory roku, płci czy stanu zamożności. Warto po nie sięgnąć, by poszerzyć wiedzę i …miło spędzić przy ich lekturze czas. Bo przyjemność z czytania jest najważniejsza.
Gdy pierwszy raz zobaczyłam zapowiedź w sklepie Betterland, nie mogłam uwierzyć. Musiałam sprawdzić dwa razy, czy mnie oczy nie mylą. Włoska firma Pierpaoli słynąca z linii Anthyllis – dobrej jakości ekologicznych kosmetyków – zrobiła serię hipoalergiczną dla dzieci …w szkle! To niech teraz inne firmy kosmetyczne patrzą i się uczą.
Wyjeżdżam w podróż, ruszam na festiwal, albo zwyczajnie wychodzę z domu na cały dzień i w tym momencie wiem, że ciężko będzie mi znaleźć ogólnodostępną łazienkę z mydłem, wodą i przyzwoicie czystymi, nieoblepionymi niczym klamkami. Na samą myśl o publicznych toaletach dostaję gęsiej skórki. Wolę mieć przy sobie bezpieczny środek, który umyje i zdezynfekuje moje ręce, tylko co wybrać? Dziś pokażę Wam, jak zrobić chusteczki odświeżające i dezynfekujące w stylu zero waste i się przy tym nie namęczyć.
Wybieram się w podróż z całym rynsztunkiem, który ma mi pomóc uniknąć śmieci. Plecak mam wypakowany bidonami, kubkami na kawę, bambusowymi sztućcami, a moja biznesowa wyprawa zaczyna wyglądać jak wyjazd na biwak. Chusteczka z materiału, kanapkowijka, metalowa rurka, silikonowy składany kubek wylatują z bagażu przy każdej chęci wyszukania zwykłej książki. Czy moje pomoce skutecznie ochronią mnie przed naśmieceniem? Czy będę musiała postawić kreskę na moim celu zero?
Rozjazdowa wiosna i lato, a nawet zima to u mnie w tym roku standard. Nie lubię dźwigać ze sobą ciężkiej torby z milionem butelek i buteleczek z żelową zawartością. Wolę też nie mieć problemów na bramkach przy przeprawie na lotnisku, gdy ktoś nagle zobaczy, ile kosmetyków ze sobą wiozę. Przerabiałam to i zawsze kończyło się wyrzuceniem któregoś z nich, bo „za duży” albo „źle zafoliowany”. Dość! Dziś jeżdżę z mniejszą, bardziej ekologiczną kosmetyczką, wpisującą się w nurt zero waste.
Plastik jest chodliwym tematem, który odmienia się przez wszystkie przypadki. Jedzenie w sklepach zapakowane jest w plastik. Plastikowe sztućce polecają się na grilla. W plastiku przechowujemy warzywa w lodówce. Plastikowa butelka pełna wody jest wychylana przez nas po ćwiczeniach na siłowni. Z plastiku robimy ubrania, zabawki, opakowania na leki, protezy bioder i klawiatury naszych komputerów. Całkiem fajny i przydatny ten plastik! Dlaczego mamy z nim walczyć?
Wchodzę do marketu, by rozejrzeć się, czy są rzodkiewki. Na dziale warzywnym obserwuję, jak kobieta w moim wieku przebiera kiście bananów, a do koszyka wrzuca te dwie, najładniejsze. Mężczyzna obok przygląda się marchwi, a dylemat ma nie lada. Wybrać marchew sprzedawaną luzem czy paczkowaną po pół kilograma, na styropianowej tacce owiniętej folią. Wybiera tackę. Za nim krzyczy na oko sześcioletni chłopiec, że „tata wybrał obite jabłko”, a młody takiego nie tknie. Jabłko trafia więc z powrotem do skrzynki, a w koszyku ląduje owoc bez skazy.
Przedzierając się przez ten mały tłumek po moje rzodkiewki, które też starannie przebieram, nachodzi mnie taka refleksja: co stanie się z jedzeniem, którego żeśmy nie wybrali? Czy ktoś inny zlituje się i wybierze warzywa i owoce gorszego sortu? A może będą tak leżały, dopóki obsługa zauważy ich pogarszający się stan i zdecyduje o ich wyrzuceniu?
Ręka, noga, mózg na ścianie, a może wątroba, skóra i nerka na widelcu? Nie ważne, czy żywność produkowana jest lokalnie, czy za oceanem, w konwencjonalnej uprawie dostanie dawkę ochronną chemii, która z założenia powinna się rozłożyć i nie wpłynąć na nasze zdrowie.
Unia Europejska wyznaczyła wysokie standardy i sprawdza skład chemiczny żywności wprowadzanej na rynek, o czym pisałam w poprzednim artykule. Jedzenie, które przebywa do nas długą drogę, wygląda nieskazitelnie i kolorowo, jest smaczne i pożywne. Ale czy na pewno zdrowe? I czy przez mój obiad zmieni się klimat?
Idąc do sklepu po zakupy spożywcze często miewam dylemat. Awokado przyjechało z Izraela, truskawki z Hiszpanii, a szparagi z Peru. Obok leżą poczciwe polskie buraki, ruda marchew i wielkopolskie pyry. Rozsądek podpowiada: weź to, co lokalne! Znudzone zimą kubki smakowe chcą sięgnąć po egzotykę. Czy powinnam bać się tego, co przyjechało z daleka? Jakie zagrożenia dla mojego zdrowia mogą czyhać pod skórką pomarańczy? I czy, do diaska, kupować w kwietniu szparagi z Peru, mimo że nasz sezon zaczyna się w maju?
Zapraszam na rozmowę z Joanną Gałązką, autorką bloga Offgrodniczka, na temat szeroko rozumianej chemii używanej w rolnictwie konwencjonalnym i nie tylko.















