Ekologia Jedzenie

Jak Twój obiad wpływa na klimat?

Jak twój obiad wpływa na klimat

Ręka, noga, mózg na ścianie, a może wątroba, skóra i nerka na widelcu? Nie ważne, czy żywność produkowana jest lokalnie, czy za oceanem, w konwencjonalnej uprawie dostanie dawkę ochronną chemii, która z założenia powinna się rozłożyć i nie wpłynąć na nasze zdrowie.

Unia Europejska wyznaczyła wysokie standardy i sprawdza skład chemiczny żywności wprowadzanej na rynek, o czym pisałam w poprzednim artykule. Jedzenie, które przebywa do nas długą drogę, wygląda nieskazitelnie i kolorowo, jest smaczne i pożywne. Ale czy na pewno zdrowe? I czy przez mój obiad zmieni się klimat?

Woda

Nie dość, że rolnictwo odpowiada za korzystanie z 70 procent wody globalnie, to w dodatku – jak donosi FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa) w raporcie z 2017 – w znaczący sposób wpływa na jej zanieczyszczenie, większy niż źródła komunalne.

Rynek pestycydów jest ogromny i z roku na rok rośnie. Obecnie jest wart 35 miliardów dolarów rocznie (za FAO), a w krajach takich jak Argentyna, Malezja, RPA i Pakistan użycie nawozów sztucznych wzrosło w ostatnich czasach najbardziej. Jeśli nawóz czy środki ochrony roślin (dalej: śor) stosowane są zgodnie z zaleceniami producenta, nie powinny stanowić zagrożenia dla zdrowia ludzkiego. A co z pozostałymi skutkami?

Nawozy mineralne: azotowe i potasowe, znacznie przyspieszają wzrost roślin, a naturalne nawozy z obornika i gnojówki użyźniają glebę rolną. Przy rosnącej z roku na rok intensyfikacji upraw, rolnictwo staje się dla nas nie tylko szansą na zaspokojenie głodu (co i tak służy tylko uprzywilejowanym), ale też ogromnym zagrożeniem dla środowiska i klimatu.

„Dopływ zanieczyszczeń z obszarów rolniczych jest jedną z przyczyn pogarszania się jakości wód powierzchniowych. Bez wątpienia niewłaściwie prowadzona działalność rolnicza stanowi zagrożenie dla czystości wód. Problem ten obejmuje kwestie związane ze sposobem użytkowania ziemi, nawożeniem, stosowaniem środków ochrony roślin, udziałem rolnictwa w eutrofizacji wód powierzchniowych i podziemnych, oceną wpływu zabiegów melioracyjnych na produkcję rolną i gospodarką dorzeczy. Z tą problematyką wiąże się też kwestia zanieczyszczeń spływających do rzek i jezior z pól uprawnych, gnojówki, gnojowicy i wysypisk odpadów na terenach wiejskich, które często nie odpowiadają standardom bezpieczeństwa ich składowania.” (źródło: Tomasz Pajewski, SGGW, praca „Zanieczyszczenie wody jako negatywny efekt działalności rolniczej”)

Nadmierne stosowanie nawozów potasowych i azotowych prowadzi do eutrofizacji, czyli zamierania zbiorników wodnych, na skutek zaburzonego rozkładu tych środków w wodzie, w tym rozkładu beztlenowego. Prowadzi on do wytwarzania się szkodliwych dla atmosfery gazów, takich jak metan, siarkowodór czy amoniak, a co za tym idzie gorszej jakości powietrza i pogłębiania efektu cieplarnianego.

Światełkiem w tunelu jest dyrektywa azotanowa wprowadzona w UE w 1991, która ma celu ograniczenie rolniczego wykorzystania wszelkich nawozów zawierających azot oraz nałożenie ograniczeń dotyczących stosowania odchodów zwierzęcych pochodzących od zwierząt gospodarskich. Dane statystyczne są jednak szokujące, bo aż 38 procent wód w Unii Europejskiej jest zagrożona zanieczyszczeniem pochodzącym z nawozów azotowych. Globalnie, 415 obszarów wód nadbrzeżnych cierpi z powodu eutrofizacji, czyli zaniku życia, z powodu zanieczyszczenia nawozami (za FAO).

Zdrowie

Unia Europejska nakłada restrykcyjne przepisy dotyczące stosowania śor w rolnictwie. Czy te zasady są przestrzegane poza Unią? Czy prawo unijne chroni nas wystarczająco przed wprowadzaniem skażonych chemią rolną produktów?

„Owoce tropikalne rosną daleko od nas, z reguły w odległości kilku tysięcy kilometrów. Aby mogły do nas do Europy dotrzeć w stanie nadającym się do sprzedaży, są najczęściej traktowane środkami pochodzącymi z syntezy chemicznej.” mówi profesor Ewa Rembiałkowska z Forum Rolnictwa Ekologicznego im. M. Górnego. Według niej, nie mamy żadnej gwarancji, iż dawki nie są przekraczane na plantacjach tropikalnych i że stosuje się tam tylko dopuszczalne w Unii Europejskiej środki. „Jednak nawet jeśli te zasady ostrożności byłyby zachowane, to szkodliwe efekty opisanych środków mogą być bardzo duże, szczególnie w przypadku małych dzieci” ostrzega profesor. „Narażenie kobiet ciężarnych na pestycydy z grupy związków fosforoorganicznych (dichlorfos, dimetoat, chlorpyrifos), pyretroidów (deltametrin, fenpropatrin) czy też karbaminianów (metiokarb, metomyl) zdaniem naukowców powoduje u dzieci i młodzieży zakłócenia układu nerwowego, w tym opóźnienie rozwoju intelektualnego i psychomotorycznego.” 

Owoce uprawiane w odległych krajach trzeba odpowiednio przygotować do dalekiej podróży. Do tego celu bardzo przydają się konserwanty (np. imazalil, tiabendazol) oraz środki grzybobójcze (np. orto-fenylofenolan sodu). Na koniec owoce często są nabłyszczane i woskowane, by wyglądały jeszcze bardziej smakowicie i zachęcały do zakupu. (źródło) Niektórzy radzą, by do mycia takich owoców stosować ocet czy sodę, inni, że woda w zupełności wystarczy, a śor nie powinny znacząco na nas wpłynąć.

W analizie wpływu środków ochrony roślin na zdrowie należy opierać się na wiarygodnych źródłach, w tym opracowaniach EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności). Według najnowszego opracowania europejskiej agencji z 2018 roku „owoce  z produkcji konwencjonalnej, w których najczęściej wykryto pozostałości pestycydów, to: banany (84 % próbek), pomarańcze (83 %), mandarynki (81 %) i winogrona stołowe (80, 4 %). Następnie kolejno: truskawki (78, 4 %), gruszki (76,6 %), brzoskwinie (75 %) i jabłka (68, 1 %). Średnia dla wszystkich przebadanych płodów rolnych to 44,5 % próbek z pozostałościami. Wyniki te są zatrważające. Produkcja ekologiczna zapewnia znacznie niższe poziomy pozostałości pestycydów, średnio jest to 6,5 %.” Różnica jest kolosalna.

Profesor Rembiałkowska zaleca, by świadomie dokonywać wyborów konsumenckich, a produkty importowane spożywać tylko jako uzupełnienie diety, gdy brakuje krajowych odpowiedników. 

Jak twój obiad wpływa na klimat?

A jak twój obiad wpływa na klimat?

Sezonowość

Zakupy na targu czy w kooperatywie spożywczej uczą sezonowości. Dopiero tam widzę, co rzeczywiście dostępne jest u nas na przednówku czy wczesną wiosną. Nie ma sałat, rzodkiewek czy bananów. Są za to buraki, rzepa, topinambur, ziemniaki, domowe kiełki, kiszonki, przetwory. Taka dieta uczy pokory żywnościowej i kreatywności. Gotuję z tego, co mam, a potrawy uzupełniam okazjonalnie kupowanymi dodatkami z innych krajów.

„Spożywanie świeżych, sezonowych  warzyw i owoców pozytywnie wpływa na nasze zdrowie. Sprowadzane produkty są zazwyczaj poddawane obróbce, dzięki której mogą przetrwać transport i długi pobyt w magazynie, co pozbawia je cennych wartości odżywczych.” mówi Katarzyna Salus, z Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie. 

Łukasz Nowak z Poznańskiej Kooperatywy Spożywczej zauważa, że pomysł, aby dany produkt był dostępny w dowolnym czasie i miejscu, nie do poznania zmienił rzeczywistość upraw. „Warzywa i owoce przestały być traktowane jako organizmy żywe, potrzebujące odpowiedniej jakości wody, gleby i słońca do tego, aby być zdrowe. Podobnie stało się ze zwierzętami” reasumuje. 

Ciężko wyobrazić sobie poranek bez kawy i herbaty, które przyjeżdżają do nas z daleka, ale może warto do nich się ograniczyć i kupować te z certyfikatem FairTrade, a pozostałe produkty spożywać zgodnie z naturalnym rytmem odpowiadającym naszym sezonom.

„Jest wiele cennych, a zapomnianych krajowych warzyw, jak np. pasternak, brukiew, salsefia, rzepa czy skorzonera. Podobnie z krajowymi owocami – agrest, czerwona i biała porzeczka, pigwowiec japoński czy aronia powinny być propagowane i dostępne w wielu sklepach.” przypomina prof. Ewa Rembiałkowska.

Ślad CO2

Większość z nas lubi podróżować. Sama pokonuję duże urlopowe dystanse raz-dwa razy do roku i mam wybór, jakim środkiem transportu będę się przemieszczać. Nasza żywność za to przyjeżdża do nas z egzotycznych krajów każdego dnia!

Ze względu na korzystniejsze ceny importowane są towary, które wcześniej dostępne były wyłącznie lokalnie. Dziś żywność pokonuje tysiące kilometrów, podróżując między krajami i kontynentami. Odległość, jaką pokonuje jedzenie zanim trafi od rolnika na nasz talerz określa się terminem „food miles” („żywnościokilometry”).

Porównując truskawki z Meksyku, Hiszpanii i Polski, porównujemy całkiem spore różnice dystansów i śladu węglowego zostawionego w atmosferze. Truskawki, które przyjechały do nas z Hiszpanii, pokonały około 2290 km (odległość między Madrytem a Warszawą) i wygenerowały 512 kgCO2 lecąc samolotem lub 413 kgCO2, jeśli podróżowały TIRem. Jeśli pochodzą z Meksyku, musiały pokonać 10180 km i wygenerować 2278 kgCO2 lecąc samolotem (najbardziej prawdopodobne).

Podobnych obliczeń możecie dokonać sami na stronie Food Miles.

Gdybym chciała zredukować ślad węglowy mojego obiadu, musiałabym przejść na dietę opartą na lokalnej żywności, małej odległości od mojego miejsca zamieszkania lub być może praktykować własną, balkonową uprawę.


Moje wybory żywieniowe mogą mieć ogromny wpływ na klimat, a ja – działając świadomie – mogę to realnie zmieniać. Żywiąc się sezonowo, u lokalnych dostawców, wspieram gospodarkę lokalną i producentów, którym mogę zaufać. Uczestnicząc w kooperatywie spożywczej czy RWS (Rolnictwo Wspierane Społecznie) mam szansę poznać wytwórców tego, co później znajdę na talerzu. Kupując produkty importowane, ale odpowiednio oznaczone certyfikatem FairTrade, wspieram sprawiedliwy handel i zrównoważone rolnictwo. Efektem przemyślanych zakupów i diety opartej na sezonowości jest też czystsze powietrze i woda, od których zależy stan naszego klimatu. Moje żywieniowe wybory może nie są jeszcze idealne, ale na pewno staram się myśleć o tych wszystkich czynnikach, które bezpośrednio i pośrednio mają na nas wpływ.

A Ty myślisz, od kogo kupujesz warzywa?


Wpis powstał w ramach wyzwania #MyGreenAction organizowanego przez EU Green Week. Zielony Tydzień ma miejsce między 13 – 17 maja, a już teraz możesz opublikować swoje działanie, którego się podejmiesz w ramach bycia bardziej eko. Ja będę zwracała uwagę, skąd pochodzi moje jedzenie i na ile wpływa na zmiany klimatyczne, a Ty?

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze