Zakupowy szał ogarnia powoli każdą rodzinę. Nie tylko w Polsce, ale i na świecie! Żeby nie oszaleć z oczopląsu w trakcie wędrówek między pstrokatymi alejkami galerii handlowych, przygotowałam dla Was krótki poradnik na temat prezentów w stylu zero waste dla najbliższych. A może znajdziecie tu coś dla siebie, co znajdzie się w liście do Świętego Mikołaja? Nie namawiam do szaleńczego kupowania, jeśli czegoś nie potrzebujecie, nie o to zresztą w prezentach chodzi. Bardziej postaram się pokazać kilka przedmiotów, które pomagają mi bardzo na co dzień w unikaniu śmieci, a u innych mogą być iskierką do rozpoczęcia działań na tym polu.
Budzę się rano. Przez zachmurzone niebo ledwo widać światło. Z trudnością wstaję z łóżka, biorę prysznic, ubieram się i schodzę na śniadanie.
Hotelowy bufet ugina się pod ciężarem podgrzewaczy parówek i jajecznicy. Kosze z pachnącym pieczywem wiodą mnie do siebie, szybko wgryzam się w chrupiącą bułkę z makiem, zaspokajając pierwszy głód. Biorę talerz i nakładam jedną parówkę, trochę fasolki, łyżkę jajecznicy, a oczy jadłyby jeszcze pieczarki, omlet, sałatki, hummusy, nie wspominając o drożdżówkach, ciastach i owocach. Chcę wszystko, choć wiem, że mogę nie przejeść. Trudno, najwyżej wezmę w chusteczce na wynos, żeby się nie zmarnowało.
Jedną tonę elektroodpadów i 170 starych telefonów komórkowych zebrano podczas pierwszej edycji Targów Zero Waste. 25 listopada odbyło się oficjalne spotkanie specjalistów i firm dążących do redukcji odpadów, skupiających się wokół wspólnej idei życia bez marnotrawstwa. Było profesjonalnie, w przyjaznej, niemal rodzinnej atmosferze.
Zjadam w całości albo obieram ze skórki i kroję na kawałki. Lubię ich jesienny aromat, który kryje się tuż pod skórką. Jabłka. Owoc pełen witamin i wartości odżywczych, jeden z najpopularniejszych w Polsce, jeśli nie na świecie.
Zdarza się, że jabłko ma zbyt twardą skórkę dla moich dzieci. Wówczas obieram je, a skórki odkładam na bok do ponownego wykorzystania. Szkoda zmarnować potencjał, który się w nich znajduje! Tyle aromatu, błonnika i witamin w jednym. Jest kilka rzeczy, które mam w zwyczaju robić z jabłkowych skórek. Jestem ciekawa, który okaże się Waszym ulubionym 🙂
Kilkanaście bawełnianych toreb wisi na wieszakach w mojej kuchni. Rodzina bidonów na wodę nagle rozrosła się do pięciu, a może siedmiu, ośmiu czy dziewięciu – nawet nie wiem, ilu dokładnie, bo niektóre tkwią w schowku w aucie, a inne poukrywane są w plecakach. Woreczki na zakupy, słoiki, pojemniki, składniki do robienia kremów… Dostaję zawrotu głowy, gdy zaczynam liczyć.
Co się stało, że mimo aspiracji do bycia minimalistką zaczęłam obrastać w przedmioty?
W jednym słoiczku prawie wyżłobiłam dziurę. Pompka w drugim popsuła się i nie chce podawać mi resztek z samego dna. Poszukiwania ostatnich słoiczków domowego kremu po całym domu spaliły na panewce. Oprócz gęstego jak masło kremu do opalania w lodówce nie zostało mi nic. Najwyższy czas ukręcić nową partię! Czyli zrobić to, co tygryski lubią najbardziej.
Kolejny miesiąc 2017 roku się skończył. I co z tego? – mogłabym pomyśleć, bo nawet nie zauważyłam, że już po. Czas leci jak oszalały, a ja nawet nie mam kiedy przysiąść, by częściej napisać tekst na bloga. Prawda jest taka, że październik (i wrzesień zresztą też) był u mnie zaprzeczeniem slow life, bo ledwie pamiętam, jak się nazywam. Ale od początku.
Cieszyn – tło i przedmiot burzliwej polsko-czeskiej historii, miasto pięknych widoków, starej architektury i świetnego piwa. Gościłam tu kilka razy, głównie dzięki festiwalom filmowym, które upodobały sobie to nader urokliwe miasteczko jako dobre miejsce do spotkań i dyskusji. I tak rzeczywiście jest. Wydaje się, że mniejsze miasta przyciągają publikę, do której lepiej można dotrzeć ze swoimi treściami. W mniejszym mieście łatwiej się wzajemnie odnaleźć i spotkać w optymalnym dla nas punkcie, choćby ze względów geograficznych, ale nie tylko.
-Poproszę dwadzieścia dekagramów sera. Acha, tylko do mojego pojemni… ka! No niech mnie kule biją, do mojego pojemnika mówiłam! Czy Pani mnie nie słyszy? Niewyraźnie słowa cedzę? Nigdy więcej tu nie przyjdę. Moje ciężko zarobione pieniądze zostawię w innym sklepie, a figa!
Tak mógłby wyglądać mój monolog w sklepie, w którym nie do końca porozumiałam się z ekspedientką. Ściślej rzecz ujmując: nie zrozumiałyśmy się w ogóle. Ja z bliżej nieuzasadnionym pomysłem ładowania wszystkiego do moich pudełek. Ona z określonymi przyzwyczajeniami, dobrą wolą wynikającą z lat praktyki i regulaminami wiszącymi nad głową.
Nocleg, transport, walizka, wyżywienie i dziesiątki innych na liście rzeczy przewijają się, gdy wybieram się w podróż. Czasem organizuję wszystko sama, innym razem ktoś mi w tym pomaga. Zawsze jednak staram się zachować kilka podstawowych zasad w organizowaniu swojego wyjazdu, tak by nie tylko o niczym nie zapomnieć i by był przyjemnym przeżyciem, ale też by nie odciskać zbyt dużego śladu na środowisku. Nasz environmental footprint i tak wszystkim daje już w kość.
Niniejsze stronice, a raczej przeważającą ich część, pisałem mieszkając samotnie w lesie, o milę od najbliższego sąsiada, w domu, który zbudowałem sam nad stawem Walden nieopodal miasteczka Concord w stanie Massachusetts; byt zapewniałem sobie wyłącznie pracą własnych rąk. Spędziłem w lesie dwa lata i dwa miesiące, po czym znów powróciłem do życia w cywilizacji.
Tymi słowami Henry David Thoreau zaczyna swą opowieść o tytule „Walden”. Jest to jedna z naczęściej cytowanych książek przez autorów z nurtu minimalizmu i mindfulness. Sama trafiłam na cytaty z Waldena już kilka razy, postanowiłam więc sięgnąć do źródła. Jak żył Thoreau, być stać się amerykańskim wzorem odcięcia się od systemu? Co sprawia, że stawia się go niemal na równi z greckimi stoikami, jeśli mowa o docenianiu codzienności?
Ponad tydzień temu ogłosiłam w moim newsletterze konkurs, w którym można było wygrać trzy egzemplarze książki „Życie zero waste. Żyj bez śmieci i żyj lepiej”.
Pytaniem konkursowym było: Komu najbardziej polecił(a)byś lekturę książki i dlaczego?
Tak naprawdę bardzo chciałam się dowiedzieć, jakie jest Wasze zdanie na ten temat – czy powinni ją przeczytać młodzi, czy może starsi. Czy osoby sceptycznie nastawione do życia, które nie znają tematu zero waste w ogóle, czy raczej ci, którzy są już z niemarnowanie za pan brat.
Nadeszło do mnie 21 odpowiedzi, w których przedstawiliście bardzo ciekawe spojrzenie na to, kto – według Was – byłby najlepszym odbiorcą. Spośród nich wybrałam trzy, którym przedpremierowo sprezentuję moją książkę! Oto one.
W poniedziałek zaczyna się rok szkolny. Trochę myślałam o tym, jak to będzie, gdy moje dzieci za rok, a może dwa będą objęte obowiązkiem edukacyjnym. Z jednej strony będziemy podekscytowani nowym, poważniejszym etapem w życiu, z drugiej cały czas mam z tyłu głowy, w jaki sposób przygotować kompletną wyprawkę szkolną dla dziecka, żeby nie popaść w plastikowe i pstrokate szaleństwo.
Przez ostatnich kilka dni celowo chodziłam po sklepach sprzedających artykuły papiernicze i szkolne, żeby zaktualizować swoją wiedzę na temat tego, co jest w ofercie. Zaobserwowałam kilka faktów:
– większość asortymentu szkolnego zapakowana jest w folię
– plastikowe akcesoria często owinięte są powtórnie w plastik
– nawet plecaki, piórniki, bidony i fartuszki mają na sobie foliowe worki, jakby miało im się coś niespodzianego stać.
W tym roku nie miałam zbyt wielu okazji do opalania. Pogoda w Polsce nas nie rozpieszcza, a wyjazdy zagraniczne mi jeszcze nie w głowie. Przed sierpniowym urlopem postanowiłam jednak zrobić prosty krem do opalania, tak by zamiast kupować kolejny środek w plastikowym opakowaniu, mieć coś swojego, naturalnego, w słoiczku z odzysku.
Ja: Dzień dobry, poproszę ser żółty do mojego pudełka.
Ekspedientka: Niestety, nie możemy pakować. Kierownictwo sklepu zabrania.
J: Dlaczego? Jaki jest powód?
E: Ludzie kradną. A poza tym możemy w sam papier. Także niestety, nie mogę.
Z takimi odpowiedziami ostatnio spotykamy się z mężem robiąc zakupy w sklepie sieci Piotr i Paweł w Poznaniu. Typy reakcji opisywałam niedawno w tym wpisie. Zainteresowały nas zasady, którymi sklep się kieruje, gdy instruuje personel do odmawiania nam pakowania do własnych pudełek.















