Łazienka

Jak zrobić prosty domowy krem do opalania

W tym roku nie miałam zbyt wielu okazji do opalania. Pogoda w Polsce nas nie rozpieszcza, a wyjazdy zagraniczne mi jeszcze nie w głowie. Przed sierpniowym urlopem postanowiłam jednak zrobić prosty krem do opalania, tak by zamiast kupować kolejny środek w plastikowym opakowaniu, mieć coś swojego, naturalnego, w słoiczku z odzysku.

Dlaczego warto zrobić swój krem do opalania

Krem jest dla mnie bezpieczny, ponieważ zawiera same naturalne składniki, które mnie nie uczulają i nie wywołują żadnych podrażnień. Nie ma dodatku sztucznych konserwantów, tylko witaminę E zabezpieczającą tłuszcze, z których jest zrobiony. Mój krem nie ma tym razem fazy wodnej, która po połączeniu z olejami i emulgatorem daje nam konsystencję emulsji (więcej o tym, jak powstaje krem pisałam tutaj). Jest to w zasadzie bardziej zbite masełko, które po kontakcie ze skórą ładnie się zmiękcza, dobrze rozsmarowuje i nie zostawia białego filmu.

Małym minusem mojego kremu jest to, że jest jednak tłusty, to znaczy zostawia delikatną tłustą powłokę na skórze. ALE nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: dzięki wysokiej zawartości naturalnych olejów roślinnych bogatych w witaminy i przeciwutleniacze, krem odżywia skórę i zapobiega jej wysuszeniu, co zazwyczaj się dzieje w trakcie opalania.

Większość sklepowych kosmetyków na lato ma substancje, których wolę uniknąć:

  • chemiczne filtry UV – pochłaniają promieniowanie UV, ale po przeniknięciu pod skórę mogą mieć na nas szkodliwy wpływ*
  • sztuczne substancje zapachowe – alergizują, wysuszają
  • parabeny – wywołują alergię
  • oleje mineralne – zapychają pory skóry
  • konserwanty – najczęściej uczulające substancje występujące w kosmetykach.

Dlatego własny krem postanowiłam zrobić tylko z naturalnych składników, a zamiast filtrów chemicznych zastosować filtr mineralny w postaci tlenku cynku.

Ostatnio co prawda przeczytałam, że tlenek cynku nie powinien być stosowany samodzielnie jako filtr przeciwsłoneczny, tylko potrzebuje wspomagania ze strony innych substancji chroniących skórę. Dlatego dodałam jeszcze olej z pestek malin, który w naturalny sposób tworzy na skórze powłokę rozpraszającą szkodliwe promienie.

Inna teoria jest taka, że to nie promienie słoneczne wywołują czerniaka, lecz właśnie sztuczne substancje ze stosowanych przez nas kremów do opalania. Brzmi dość nieprawdopodobnie, ale z dwojga złego wolę na siebie nałożyć więcej naturalnych olejów i filtrów mineralnych niż wklepywać chemikalia, które nie wiadomo, w jaki sposób wpłyną na nasze zdrowie.

Jak zrobić prosty krem do opalania

Wśród składników są oleje i masła roślinne oraz substancje mineralne pomagające rozproszyć szkodliwe promieniowanie.

Składniki:

  • 65 g masła shea karite (nierafinowanego)
  • 50 g oleju kokosowego
  • 50 g oleju makadamia
  • 25 g oleju ze słodkich migdałów
  • 20 g masła kakaowego
  • 4 łyżeczki oleju z pestek malin
  • 3 łyżki tlenku cynku
  • 2 łyżki wosku pszczelego
  • 10 kropli witaminy E
  • 10 kropli olejku eterycznego (np. neroli)
  • 10 liści mięty pieprzowej

Oleje, masła i wosk wkładam do miski, którą nakładam na garnek z kąpielą wodną. Czekam, aż całość się roztopi, ale pilnuję, by nie przekroczyła temperatury 70 stopni Celsjusza, tak by tłuszcze zachowały swoje naturalne właściwości. Po roztopieniu olejów i maseł wszystko dokładnie mieszam trzepaczką. Zestawiam z kąpieli wodnej do ostygnięcia. Wtedy dorzucam umyte i osuszone liście świeżej mięty. Dzięki nim krem wyciągnie naturalny aromat ziół i nabierze lekko chłodzącego, orzeźwiającego charakteru.

Po ok. 30 minutach wyjmuję miętę. Gdy temperatura osiągnie 40 stopni Celsjusza, dolewam olejki eteryczne i witaminę E. Mieszam trzepaczką. Na końcu, ale przed całkowitym ostygnięciem substancji, dodaję 3 łyżki tlenku cynku. Wszystko dokładnie mieszam łyżką.

Tak sporządzony krem przelewam do słoika i zostawiam do ostygnięcia. Gdy osiągnie temperaturę pokojową, wstawiam na ok. 30 minut do lodówki, by całkowicie stężał. Po tym czasie wyjmuję krem i ubijam blenderem lub mikserem, by nabrał puszystej konsystencji.

Masełko w postaci musu przekładam do umytych, zdezynfekowanych (np. wyparzonych), suchych słoiczków.

Moje pojemniki są po kremach, olejach i sklepowych masłach do ciała, których kiedyś używałam. W ten sposób nadaję opakowaniom drugie życie!

Bazowałam na przepisie Pepsi Eliot oraz wskazówkach z książki Ziołowy Zakątek autorstwa Klaudyny Hebdy.

Według Pepsi Eliot, oleje użyte w kremie mają swoje naturalne filtry SPF, w tym:

  • olej ze słodkich migdałów – 8 SPF
  • olej kokosowy – 4 SPF
  • olej z pestek malin – ok. 25 SPF**
  • masło shea – 4 SPF

Według niej, 2 łyżki tlenku cynku powinny wystarczyć, ja bym jednak dodała więcej, stąd w moim przepisie podaję 3. Początkowo zrobiłam krem z mniejszą ilością ZnO, ale uważam, że za słabo chronił.

Szacuję, że mój krem ma ok. 15-20 SPF, nie więcej. Będąc nad morzem, opaliłam się, ale nie spaliłam skóry. Nie odniosłam poparzeń, a skóra była gładka i odżywiona.

Dzięki zawartości wosku pszczelego krem jest wodoodporny, choć warto powtórzyć smarowanie po kąpieli.

 

Wskazówka #zerowaste

Jeśli brak Ci w domu odpowiedniej ilości pojemników, zrób akcję zbierania opakowań po kosmetykach w pracy, wśród znajomych czy w lokalnej grupie na facebooku. Ja dzięki takiej akcji w moim biurze dostałam kilka naprawdę fajnych pudełek, z których regularnie teraz korzystam.

Co prawda wakacje się właśnie kończą, ale na słońce wystawiamy się przez cały rok. Warto wypróbować ten przepis jadąc na urlop w cieplejsze kraje, pamiętając jednocześnie o dodatkowej ochronie przed słońcem, czyli kapeluszu lub chustce na głowę, długim rękawie z przewiewnego materiału w trakcie zwiedzania i unikaniu słońca między 10-16:00. Krem z mojego przepisu chroni, ale w tropikach nie gwarantuję skuteczności. Tam słońce szalenie pali i nawet mocna drogeryjna 50-tka może okazać się zbyt słaba, o czym się kiedyś przekonałam 😉

Poza tym trzeba pamiętać, że nie warto się całkiem chować przed słońcem. W końcu to dzięki niemu wytwarza się w organizmie witamina D, niezbędna do prawidłowej budowy kości i mięśni.

A Wy macie swoje sprawdzone sposoby na oswajanie słońca?

*Są filtry chemiczne stabilne (czyli bezpieczne, nie przenikające) i niestabilne (też raczej bezpieczne, ale przenikające – w tym do mleka matek).

Niestabilne filtry chemiczne, których lepiej unikać w trakcie ciąży i karmienia piersią, to:
Ethylhexyl Methoxycinnamate
Octocrylene
Homosalate
Octyl Methoxycinnamate
Butyl Methoxydibenzoylmethane (Avobenzone)
Benzophenone-3
Benzophenone-4
4- Methylbenzylidene Camphor
Octyl Dimethyl PABA

Stabilne filtry chemiczne, nie przenikające:

Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine lub Tinosorb S
Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol lub Tinosorb M
Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate lub Uvinul A Plus
Ethylhexyl Salicylate
Ethylhexyl Triazone
Diethylhexyl Butamido Triazone lub Uvasorb HEB
Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid lub Mexoryl SX
Disodium Phenyl Dibenzimidazole Tetrasulfonate lub Neo Heliopan AP

** Jeszcze jedna uwaga odnośnie oleju z pestek malin, którego lepiej nie stosować samodzielnie jako środka chroniącego przed szkodliwym promieniowaniem:

Szeroko cytowana, jedna z ostatnich publikacji naukowych (Oomah i inni 2000) potwierdza, że olej ten posiada właściwości absorbowania promieniowania UV (na poziomie SPF 28 – 50 – tak jak czysty tlenek tytanu). Należy jednak pamiętać, że zastosowanie czystego olejku z pestek malin nie jest równoznaczne z zastosowaniem kremu o zbadanym SPF na poziomie 50, ochrona skóry przed promieniowaniem UV zależy od bardzo wielu czynników – np. od współczynnika absorpcji czy lepkości kosmetyku.

(źródło)

Inne strony wskazują na to, że co prawda olej z pestek malin ma bardzo wysokie działanie antyoksydacyjne, wygładzające i ujędrniające skórę, działa przeciwzapalnie i łagodząco, jednakże nie jest skutecznym środkiem chroniącym przed promieniowaniem UV. A zatem oleju z pestek malin można dodawać do kremów bardziej jako wspomagaczy w chronieniu przed słońcem, lecz nie stosować zastępczo do samego kremu.

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • Joanna Baranowska

    Z tym olejek z pestek malin to niestety obalony mit, żadna roślina nie daje większej ochrony nić 10 SPF. Nie ufałabym Pepsi Eliot w tych sprawach 🙂

    • Masz rację, dodałam informacje z innych źródeł, które wskazują, że sam olej z pestek malin ma bardziej działanie antyoksydacyjne niż chroniące przed promieniowaniem UV. Jednak w kompozycji z pozostałymi olejami i tlenkiem cynku z powodzeniem tworzy skuteczny krem do opalania.

  • Małgo Jo

    Kasia, poczytaj sobie (świetne!): https://ervish.blogspot.co.uk/2016/06/bezpieczne-opalanie-krem-z-filtrem.html. SPF chroni tylko przed UVB. UVA odpowiada za starzenie się skóry.

    • Dzięki, Gosiu!
      Pocieszające jest to, że tlenek cynku daje lepszą ochronę przed UVA niż np. dwutlenek tytanu, na który się nie zdecydowałam. Poza tym potwierdza się moja teza o filtrach mineralnych – są o wiele bezpieczniejsze od chemicznych, nie przenikają w tak dużym stopniu do tkanek i nie wchodzą z naszymi komórkami w reakcje w takim stopniu, jak filtry chemiczne.