Porządki Zero Waste

Zero Waste po polsku – #5 Zredukuj nadmiar

Jedną z podstawowych zasad zero waste jest redukowanie nadmiaru. Żeby dobrze rozpocząć życie bez śmieci, najpierw trzeba nauczyć się, jak efektywnie wysprzątać dom, by pozbyć się tego, co nam może przeszkadzać.

Zero waste ma wiele wspólnego z minimalizmem, a wiele minimalistek adaptuje zasady redukowania śmieci jako jeden z priorytetów prowadzenia swojego domu. Ekologia jest równie ważna co poczucie ładu i harmonii we własnym mieszkaniu. Jak to osiągnąć? Można zastosować się do porad najsłynniejszej polskiej doradczyni do spraw porządków. Zobaczcie, co radzi Niebałaganka, by umiejętnie posprzątać dom.

***

Cykl wpisów „Zero Waste po polsku” ma na celu przeanalizować, jakie odpady są dla nas najbardziej kłopotliwe i dać wyraźne wskazówki, jak zredukować ilość produkowanych przez nas śmieci po to, by żyć pełnym życiem w zgodzie ze środowiskiem.

W ramach cyklu możesz przeczytać:

Zero Waste Krok #1 – Postaw Diagnozę

Zero Waste Krok #2 – Unikaj Plastiku

Studium Przypadku – gdzie znajdziesz mlekomat

Zero Waste Krok #3 – Pij wodę z kranu

Zero Waste Krok #4 – Wytrwaj przy swoim wyborze


Jak posprzątać dom – Niebałaganka radzi

Do przeprowadzenia generalnych porządków w domu, dzięki którym pozbywam się nadmiaru rzeczy, które zagracają przestrzeń podchodzę metodycznie. Według mnie sprzątanie zaczyna się w głowie. Najważniejszy w całym procesie jest ten moment, kiedy zaczynam dostrzegać, że mamy rzeczy za dużo, one nas ograniczają i chcemy coś z tym zrobić.

Zwykle na początku spisuję rzeczy, których chciałabym się pozbyć oraz miejsca, które chcę uporządkować. Robię sobie checklistę po to, bym mogła z czystą głową zabrać się do działania.

niebałaganka, anna legenza, blogerka

Ania Legenza, autorka bloga Niebałaganka

Jak przeprowadzam generalne porządki

Miejsce po miejscu, szafka po szafce, szuflada po szufladzie – ponieważ zwykle nie chcę przeznaczać całego dnia na sprzątanie, rozkładam zadania na małe kroki. Każdego dnia robię jedną małą rzecz, która przybliża mnie do celu. Jedno miejsce, jedna szafka, jedna szuflada, ale codziennie coś.

Pozbywam się:

 – rzeczy, których nie używałam przez ostatnie pół roku lub w danym sezonie – początkowo takim czasem był dla mnie rok, ale teraz już wiem, że jeśli nie używałam regularnie danej rzeczy przez pół roku, to mało prawdopodobne bym do niej wróciła. Podobnie z rzeczami sezonowymi, jeśli w tym roku nie użyłam, to w kolejnym też tego nie zrobię. Ten czas najlepiej określić samemu, a jeśli mamy duże obawy, że jednak nie warto wyrzucać „bo się przyda”, pomocne może okazać się „pudełko mięczaka”.

 – jeśli mam dwie rzeczy o tej samej funkcji, to jedna z nich trafia na listę

 – rzeczy, które już mi się nie podobają i które przestały wzbudzać we mnie pozytywne emocje.

Przedmioty nas określają, sprawiają, że czujemy się lepiej w naszych mieszkaniach, ale nadal pozostają tylko rzeczami, więc nie warto się do nich mocno przywiązywać. Kiedy skończy się w naszym odczuciu ich przydatność, najlepiej się ich pozbyć.

Przeglądając rzeczy dzielę je na trzy rodzaje: zostają, do sprzedania/oddania, do wyrzucenia.

Pozbywając się rzeczy najpierw pytam rodzinę i znajomych czy nie potrzebują czegoś lub czy nie znają kogoś, kto z nich skorzysta. Tak pozbywam się ok. 90% mojego nadmiaru. Pozostałe rzeczy sprzedaję lub oddaję (biblioteki, schroniska, etc.).

Przestrzegam też kilku zasad, dzięki którym nie nabywam bezmyślnie rzeczy i mogę zachować w domu stan równowagi:

– zasada jeden za jeden – nabywając rzecz danego rodzaju, pozbywam się innej tego rodzaju. A w zasadzie to odwrotnie, np. potłukłam ulubioną filiżankę, więc to jest dobry moment by kupić kolejną.

– zasada przemyślenia zakupów przez co najmniej 30 dni – kiedy mam ochotę coś kupić wpisuję na moją zakupową listę. Wracam do niej po 30 dniach i wtedy obiektywnie stwierdzam czy dana rzecz jest mi potrzebna czy też nie.

– przegląd wszystkich rzeczy robię przynajmniej raz do roku, ale zwykle dwa razy, przy okazji wiosennych i jesiennych porządków.


Dzięki radom, które Ania daje na swoim blogu, porządki w moim domu zyskały spójną formę. Wcześniej dostawałam alergii, gdy tylko miałam coś posprzątać, teraz – może nie jest to ulubione zajęcie, które wybieram w wolnym czasie, ale wiem już, jak się za nie zabrać, by wykonać je dobrze.

Muszę się tylko odnieść do zasady nieużywania bądź używania rzeczy przez pół roku lub rok – w zależności od indywidualnych ustaleń. Mam doskonały przykład na wyjątek, który być może potwierdza regułę. W ten weekend mój mąż wyciągnął namiot, którego nie używał przez 11 lat i śpiwory ostatnio użyte 5 lat temu i zabrał J. na jednodniowy biwak nad jezioro. Dzięki temu, że nie pozbyliśmy się sprzętu biwakowego, lecz odłożyliśmy go na „lepsze jutro”, teraz nie musimy inwestować w nowy ekwipunek.

Metody Niebałaganki po części pokrywają się z zasadami, o których pisze Francine Jay w książce „Minimalizm daje radość”. Według Francine, rzeczy dzielimy na: do wyrzucenia, do przekazania (o tym, gdzie można oddać rzeczy, piszę tutaj) i skarby, czyli takie, z którymi jesteśmy emocjonalnie związani i są nam potrzebne. Przedmioty powinniśmy organizować w trzech strefach:

  • bezpośredniej bliskości – te rzeczy, których używamy często powinny być zawsze pod ręką, np. po nóż kuchenny nie warto chodzić na drugą stronę kuchni i sięgać w niewygodne miejsce, powinien być umiejscowiony blisko miejsca pracy,
  • trochę dalej (np. górne szafki, komora pod łóżkiem, wysoka półka w szafie) – przechowujmy rzeczy, które się nam przydają rzadziej, ale co jakiś czas ich używamy (np. w moim przypadku toster lub blachy do pieczenia ciasta)
  • najdalej (w pawlaczu, piwnicy, spiżarni) – chowajmy te rzeczy, których używamy sporadycznie, ale wiemy, że kiedyś mogą się nam przydać, są sprawne i uważamy, że powinniśmy je zatrzymać.

Bardziej radykalnie do domowych porządków podchodzi Marie Kondo w książce „Magia sprzątania„. Według niej do porządków należy podejść raz, a dobrze.

Zacznij od wyrzucania rzeczy. Następnie starannie zaaranżuj swoją przestrzeń. Wszystko to powinno odbyć się za jednym razem.

Sprzątanie domu należy zacząć od przestrzeni najłatwiejszych, czyli od szafy z ubraniami, a skończyć na najtrudniejszych, którymi mogą okazać się pamiątki i zdjęcia. Konmari radzi kierować się emocjami jako głównym kryterium decydowania o tym, czy rzecz zostaje, czy wypada. Jeśli biorąc rzecz do ręki czujesz, że ją lubisz i na twej twarzy pojawia się uśmiech, przedmiot powinien zostać. Jeśli jest to rzecz, której regularnie używasz, również ją zostaw, ponieważ spełnia swoją funkcję. Ważne jest, by w porządkach pełnych emocji nie pozbyć się z rozpędu tego, co naprawdę potrzebne. Gdybym korzystała z jej metod, już dawno pożegnalibyśmy się ze śpiworami i namiotem.

Bea Johnson, autorka bloga Zero Waste Home, w swojej książce o tym samym tytule przyznaje, że zanim doszła do życia bez śmieci, wkroczyła na drogę do prostoty i eliminowania zbędnych „gratów”. Dzięki minimalizmowi i odcięciu się od telewizji znalazła czas na zaangażowanie się w to, co dla niej stało się ważne – zaczęła zgłębiać temat świadomej konsumpcji i ekologii. Dziś jest przykładem godnym naśladowania, generując jeden słoik śmieci rocznie (!) na całą rodzinę.


Was zachęcam, by po uporaniu się z domowymi porządkami pozostać w stanie harmonijnego ładu i nie wpadać w szał zakupów tłumaczony odzyskaną przestrzenią w szafie. Warto pamiętać, że mniej znaczy więcej. Mniej przedmiotów to mniej śmieci, bo to, co kupisz, kiedyś trafi na śmietnik. Minimalizm przeplata się z ekologią, a ekologia z minimalizmem.

Jestem ciekawa, jak Wy sobie radzicie z domowymi porządkami. Korzystacie z poradników i blogów, czy macie własne, skuteczne metody? Ile z niepotrzebnych rzeczy przekazujecie dalej, a ile ląduje na śmietniku?


Chcesz być na bieżąco? Zapisz się na newsletter.

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • U mnie robienie listy tego co do posprzątania to strata energii, każdy dobrze w głowie wie, co mu przeszkadza w danym miejscu w danym pokoju. Zamiast znowu siedzieć i pisać listę po prostu sprzątam, kąt po kącie, szufladę po szufladzie. Bo faktycznie nie ma co wszystkiego na raz wyrzucać na środek pokoju i się zastanawiać co z tym zrobić. I w ogóle w ciągu całego dnia, spojrzeć tu i tam, co jest nam zbędne wyrzucam, oddaję. Najtrudniej jednak ze sprzedażą, niby dla nas wartościowe i szkoda po prostu wyrzucić, a jednak niewiele osób to w ogóle chce. I tak trzymam jeszcze kilka rzeczy, ale dam im może ostatni miesiąc? Bo ile można trzymać w nieskończoność.

    • Każdy ma swój najlepszy sposób na porządki. Ja inspiruję się trochę Kondo, trochę Niebałaganką, a reszta wypływa z możliwości chwili 🙂 Natomiast nie mam takiej możliwości, żeby wyrzucić wszystko na środek pokoju i przeglądać. Zrobiłam tak raz z ubraniami w szafie i mi wystarczy wrażeń. Choć szokujące było to, ile miejsca zajęły.

      • Hehhe terapia szokowa, może to też jakiś sposób. Na pewno z kosmetykami działa na psycho, jak się tak wszystko w jedno miejsce przyniesie.

  • Konstanty Aniołek

    Mi sprzątanie sprawia przyjemność. Nawet raz w miesiącu przeglądam szafkę z ciuchami, czy półkę z książkami. Moim osobistym sukcesem było przeniesienie się do jednej połowy szafy, a miałem półtora – praca w toku 🙂 A czy mam system, nie wiem czy to można nazwać systemem. Jak mnie najdzie ochota to idę i działam 🙂

    • A co robisz z ubraniami, których się pozbywasz?

      • Konstanty Aniołek

        SUBKULTUROWE ubrania sprzedają na allegro
        ŁADNE „NORMALNE” ubrania w super stanie najpierw próbuję sprzedać na grupie Polacy w Pradze, a potem na allegro
        Trochę znoszone ubrania oddaję za darmo na stronie https://www.hearth.net/en/ (dziś jedna pani odebrała strój kąpielowy, a jutro przyjdzie inna po zestaw ubrań)

        KSIĄŻKI/SPRZĘTY KUCHENNE sprzedaję najpierw na grupie PwP, a potem jak się te rzeczy nie sprzedadzą to zanoszę na swapy różne, a potem w ostateczności oddaję na wyżej wymienionej stronie.

        Stare bardzo zużyte materiały tekstylne oddaję do kontenerów w stylu PCK.

  • Raz na jakiś czas (zupełnie nie wiem jak i skąd) wpada mi do głowy komenda opróżnić szafę z ciuchami albo wyjąć wszystko z kuchennych szafek i w tedy nie mam litości. Wszystko czego nie używałam podczas ostatnich paru miesięcy i wiem, że nie użyję ląduje w koszu (chyba, że jest to coś co mogę oddać komuś innemu). Pamiętam, że jako dziecko wszystko chomikowałam. Dopiero na studiach, kiedy na stancji oczywiście ilość miejsca była ograniczona i trzeba było sobie jakoś radzić, żeby żyć komfortowo, nauczyłam się eliminować ze swojej przestrzeni niepotrzebne rzeczy 😉

    • Wiesz, że ja miałam podobnie? Na studiach nabrałam pokory do przestrzeni, w której dane mi było żyć. Sytuacja zmieniła się, gdy kupiłam mieszkanie i poczułam, że to jest moje miejsce, które mogę zaznaczyć przedmiotami – takimi, o których zawsze marzyłam. Zgubne myślenie, oj zgubne.

      • Moje mieszkanko jest bardzo małe, więc kiedy przenosiłam się do niego ze stancji to chciałam dalej zachować umiar, bo inaczej nie miałabym się gdzie w nim poruszać 😀

  • Jestem w trakcie, ale już czuję różnicę- to działa!

  • Kasia, niesamowicie mnie inspirujesz swoją konsekwencją w dążeniu do minimalizmu oraz w tworzeniu tego wspaniałego miejsca w sieci. Dziękuję 🙂