Zero Waste

Zero Waste – Studium przypadku. Czyli gdzie znajdziesz mlekomat?

W ramach cyklu wpisów „Zero Waste po polsku” postanowiłam pójść za ciosem i publikować również Wasze wypowiedzi, które do mnie przychodzą, niezwykle dla mnie inspirujące.

Piszecie w mailach lub w komentarzach, jakie są Wasze bolączki w kwestii generowania odpadów albo jakie macie własne sposoby na życie bez śmieci. Jest to studium przypadku na przykładach wziętych z życia, dlatego mam nadzieję, że przydadzą się one wielu osobom, które chcą żyć bez śmieci i przeżywają swoje bolączki. Przykład innych może wielu osobom pomóc i wyjaśnić problematyczne dla nas sprawy.

***

Cykl wpisów „Zero Waste po polsku” ma na celu przeanalizować, jakie odpady są dla nas najbardziej kłopotliwe i dać wyraźne wskazówki, jak zredukować ilość produkowanych przez nas śmieci.

W ramach cyklu możesz przeczytać:

Zero Waste Krok #1 – Postaw Diagnozę

Zero Waste Krok #2 – Unikaj Plastiku

***

Dziś pierwszy wpis w tej formie od B., która brała aktywny udział w poprzednim wyzwaniu „Mój Świadomy Wybór” i – notabene – zdobyła pierwszą nagrodę. Przeczytajcie, jaką drogę przeszła, by żyć bez śmieci.

Od kilku miesięcy staram się jak najbardziej ograniczyć produkcję śmieci. Jak się okazało, to całkiem wymagające zadanie, więc podeszłam do niego metodą małych kroczków. Wprawdzie do zerośmieciowca mi daleko, ale chętnie podzielę się radami i spostrzeżeniami, które może kogoś zainspirują do podobnych działań.

1. Na początku przestałam kupować butelkowaną wodę. Używam wody z kranu, mam też termos-butelkę, w którym zabieram wodę albo herbatę ze sobą, kiedy wychodzę z domu.

2. Zakupy spożywcze robię na pobliskim targu i chodzę tam z własnymi torebkami i wytłoczką na jajka. Z pakowaniem warzyw i owoców w moje torby nie ma problemu, gorzej bywa z pieczywem albo wędlinami: sprzedawcy nie zawsze chcą się zgodzić. Za to zaprzyjaźniona pani na stoisku z rybami bez problemu pakuje śledzie do mojego pudełka – chyba po prostu trzeba nawiązywać znajomości ze sprzedawcami.

3. Ostatnio znalazłam też sklep, w którym przyprawy mogę kupować na wagę do własnych słoiczków i teraz tylko tam się zaopatruję. Papierowo-foliowe torebki po przyprawach nie nadają się nawet do recyklingu!

4. Świadomie wybieram takie produkty, które nie są zapakowane albo są zapakowane w „lepszy” surowiec (na przykład mydło w papierku zamiast mydła w folii), nawet jeśli wiąże się to z nieco wyższą ceną. Myślę, że nasze konsumenckie wybory to jedyny sposób, by przekonać producentów do zmian.

5. Częściej kupuję w sklepach stacjonarnych, a jeśli zamawiam coś przez internet, to szukam możliwości odbioru osobistego w moim mieście – dzięki temu zakupów nie trzeba dodatkowo pakować.

6. Co tylko mogę, staram się robić sama w domu: na przykład zamiast puszki fasoli czy ciecierzycy kupuję suche nasiona na wagę i potem je gotuję. To naprawdę mały wysiłek, a przy okazji wiem, że jem tylko to, co sama wrzuciłam do garnka. Od kilku lat sama suszę pomidory, w zeszłym roku przygotowałam też coś w rodzaju pomidorów z puszki, ale w słoikach. Tego lata chciałabym zawekować jeszcze kukurydzę i tym sposobem właściwie wyeliminować puszki ze swojego życia 😉

Ubolewam nad tym, że nigdzie w pobliżu nie mam mlekomatu i muszę kupować mleko w plastikowych butelkach. Nie wiem też, jak ograniczyć opakowania po kosmetykach, gdzie kupić na wagę olej czy oliwę…, ale może kiedyś coś wymyślę. W każdym razie wierzę, że te małe kroczki, które już zrobiłam, wniosą coś dobrego dla naszej planety.

mlekomat, zero waste, ekologia, mleko, poznan

Źródło: http://poznan.naszemiasto.pl/artykul/mlekomaty-w-poznaniu-kolejny-stanal-na-osiedlu-kopernika,1959066,artgal,t,id,tm.html

Mam też pewien wakacyjny plan: w tym roku zamiast zagranicznych wojaży zamierzam wybrać Polskę. Po części dlatego, że chciałabym ją lepiej poznać (nigdy nie byłam na przykład w Bieszczadach ani na Podlasiu), a po części też w kontrze do pędzącego współczesnego świata, w którym trzeba jechać jak najdalej, jak najszybciej, zobaczyć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Ja właśnie uświadomiłam sobie, że wcale nie muszę odwiedzać każdego jednego zakątka świata; zamiast w przelocie zaliczać kolejne miasta na innych kontynentach, wolę zwyczajnie posiedzieć nad jakimś polskim jeziorem. Trochę pobyć. Posłuchać, popatrzeć, powdychać.

***

PS od autorki bloga

Dla tych z Was, którzy są ciekawi, gdzie w Polsce znajdują się mlekomaty, zapraszam na ich stronę internetową. Można szybko i łatwo zlokalizować mlekomat znajdujący się najbliżej Waszego domu.

Ja osobiście dokładnie wczoraj wybrałam się na poszukiwania mlekomatu na os. Kopernika w Poznaniu. Niestety poległam. Nie znalazłam go i niemal zgubiłam się między blokami. Jednak nie zamierzam się poddać i kolejnym razem lepiej przyłożę się do poszukiwań. Po prostu włączę w telefonie nawigację i dam się kierować aplikacji. A nuż znajdę obok automatu z mlekiem rzadkiego Pokemona?

Aktualizacja: mlekomat znalazłam i regularnie z niego korzystam!

Jestem ciekawa, czy ktoś z Was korzystał kiedyś z mlekomatu. Czy są takie w Waszej okolicy? A może macie inne sposoby na ograniczenie opakowań po mleku?

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • Czy te mlekomaty jeszcze działają? Na ich stronie facebookowej jest cisza od 2014 roku. Wiem też, że kiedyś była firma konkurencyjna, Mleczna Budka i ona na 100 procent padła. Może właśnie dlatego nie mogłaś trafić na mlekomat w swojej okolicy?

  • Miałam mlekomat niedaleko domu kilka lat temu. Chyba tylko ja kupowałam, bo szybko „padł” 🙁

    • Ja wczoraj znalazłam mój najbliższy – ten ze zdjęcia we wpisie. Stoi i działa, co mnie bardzo cieszy :))

  • Marta Łapińska

    Na początku trochę się krepowałam, gdy kupiłam sobie lniane worki na warzywa i owoce i miałam ruszyć z nimi do sklepu. Zaczęłam od warzywniaka w moim bloku tam panie mnie znają x lat, więc wytłumaczyłam, że ograniczam folie i mam swoje woreczki. Poszło gładko 😀 potem była piekarnia i jak ostatnio poszłam tam bez worka, bo akurat nie miałam, to pani się zapytała czemu dziś bez woreczka 😀 więc sobie mnie zapamiętała, a jest to piekarnia w centrum handlowym, więc przemiał klientów tam jest. Trochę z nią porozmawialam i powiedziała, że mało ludzi tak że swoimi workami przychodzi. Teraz już mam to gdzieś i się nie krępuje. Ostatnio w jakimś sklepie zapakowalam sobie pieczarki, a pani przy kasie do mnie : ale worek też waży 😀 powiedziałam, że trudno przeżyję to że zapłacę za pieczarki może z 5 gr więcej 🙂

    • Rzeczywiście początki mogą być trudne, bo dla wielu sprzedających osoba z własnym „sprzętem” to nowość. Nie warto się jednak zniechęcać, bo jakimś czasie wszystkim to wchodzi w nawyk. Cieszę się, że napisałaś, jak sytuacja wygląda u Ciebie, bo jest to dowód, że jednak można 🙂

  • Jeśli ma się dzieci lub nastolatki, które nie lubią wody można też samemu robić napoje. Ja np. robię masowo herbatę nest-tea z zielonej herbaty i czarnej. Na targu kupuję piękne jabłka za 1zł/kg więc sok jabłkowy gotowy. Poza tym robię swoje przetwory i jak pisałam w poprzednim wpisie – pasty. Ogólnie po mieszkaniu przez wiele lat w szkolnych bursach i internatach nauczyliśmy się wykorzystywać niemal wszystko. Jesli zostaje mi sporo jedzenia z obiadów, na które nikt po 2 dniach nie może patrzeć, a się nie zepsuły – zagotowuję w słoiki (jeśli to możliwe). Tyle razy nie ma człowiek czasu, by coś na szybko ugotować, albo zabrać do pracy – a to świetne rozwiązanie. 🙂

    • Zainteresowałaś mnie swoim sposobem na nest-tea. Jak robisz? Co dodajesz? Co do soków, też wyciskamy. Dzieciaki to uwielbiają!

      • Zrobienie jest bardzo proste:
        1. Wybierz herbatę, którą lubisz; czarną, zieloną, czerwoną, czy owocową w torebkach, ekspresową lub w granulacie (taką rozpuszczalną dla dzieci, choć ją polecam najmniej, bo jest najmniej zdrowa).
        2. Policz ile herbaty oraz łyżeczek cukru musisz dodać na wybraną przez siebie ilość wody – według uznania. np. Jeśli normalnie piję herbatę w 250ml kubku z jednej płaskiej łyżeczki herbaty i 2 płaskich łyżeczek cukru, to by uzyskać 2l napoju potrzebuję około 7-8 łyżeczek herbaty i 16 płaskich łyżeczek cukru.
        3. Parzę herbatę, czekam aż wystygnie, dodaję cytrynę (trochę pokrojonych plasterków, a trochę wyciśniętego soku) w ilości, którą lubię oraz liście mięty i wstawiam do lodówki.

        Oczywiście wcale nie trzeba dodawać aż tyle cukru, albo wcale go nie dodawać. Może wolisz słabszą herbatę, albo mocniejszą? Ja na 5l. garnek używam zaledwie 3-4 torebek ekspresowej herbaty zielonej, zero cukru, ale za to dużo cytryny i mięty. Lubię też, gdy napój jest dobrze schłodzony.

        Osobiście nie robię nest-tea z jakiejś dobrej drogiej herbaty. Wybieram zazwyczaj tę tanią, by koszty takiego napoju mnie nie zjadły, a i tak jest dużo wartościowszy od kupnego, bo zawiera raptem 2-4 składników. Herbata, cukier, cytryna i mięta. 🙂

        • Ślinka mi pociekła 🙂 Dziś zrobiłam zwykły kompot jabłkowy, do wypicia przy obiedzie. Może następnym razem wypróbuję Twój przepis na mrożoną herbatę!

  • Lalo.mama

    Mogę się pochwalić, że w Krakowie są mlekomaty i korzystamy z nich 🙂

  • To prawda. U mnie to samo się działo i robię jedynie jogurt naturalny w termomixie z niego.

  • Ania

    A czy są jeszcze mlekomaty w okolicach Warszawy?. Najlepiej Mokotów albo Ursynów.

  • ode mnie najbliżej jest 100 km w Warszawie… ale jeszcze przez pół roku mamy mleko ze wsi od rodziców, potem nie wiem 🙁 Kiedyś był u nas w mieście jeden mlekomat ale chyba nie było zbyt dużego zainteresowania bo szybko został zlikwidowany:(