Zero Waste

Zero Waste po polsku #1 – postaw diagnozę

zero waste po polsku, wyzwanie, bez smieci, ile generujemy smieci, ile wyrzucamy

Z nowym miesiącem chciałabym zapoczątkować nowy cykl wpisów o życiu z mniejszą ilością śmieci. Temat jest dla mnie na tyle palący, że postanowiłam dzielić się na bieżąco moimi obserwacjami na temat wdrażania metody zero waste w życie.

Moje początki zero waste

Od jakiegoś czasu poczytuję zagraniczne blogi – głównie amerykańskich kobiet potrafiących spakować cały śmieciowy urobek tylko do jednego słoika, jak i te polskie, równie inspirujące do przeprowadzenia zmiany we własnym domu. Osobiście uważam, że jeden słoik czy nawet jedno wiadro śmieci na rok to wyzwanie na miarę wspięcia się na K2 zimą osiągalnym przez super jednostki. Ewolucyjna zmiana krok po kroku może być za to udziałem już większej części społeczeństwa i raczej w tym kierunku będę zmierzać.

Bezśmieciowe życie potraktuję jako eksperyment na żywym organizmie mojego gospodarstwa domowego. Przyznam, że się trochę denerwuję, czy podołam zasadom, które będę opisywała. Niektóre z nich już praktykuję, inne będę dopiero wprowadzała w życie. Z pierwszą grupą czuję się już pewnie, drugą muszę dobrze poznać, oswoić i przedstawić Wam w zrozumiały i zachęcający sposób.

Jednocześnie zachęcam Was, byście razem ze mną szli tą samą drogą, którą będę Wam pokazywać. Myślę, że małe kroczki, które będziemy ćwiczyć, powinny przynieść znaczące korzyści. Pewnie część z Was ma swoje sprawdzone sposoby na redukowanie ilości generowanych w domu śmieci. Chętnie się o nich dowiem, jeśli zostawicie pod wpisem komentarz lub napiszecie do mnie maila. Jeśli stwierdzicie, że rady, które się tu pojawią, będą warte polecenia innym, nie krępujcie się, tylko dzielcie się wpisami dalej. Mimo że to małe kroczki, warto się nad nimi zastanawiać w szerszym gronie, tak by wiedza o życiu bez odpadków znalazła jak najwięcej zwolenników.

Krok #1 – Postaw diagnozę

Czyli dowiedz się, czego wyrzucasz najwięcej

ZERO WASTE PO POLSKU

Podstawą każdego dobrze zorganizowanego projektu jest przeprowadzenie badań. Dotarłam do danych, z których wynika jasno: Polacy są w czołówce jeśli chodzi o korzystanie z plastikowych torebek. W ciągu roku zużywamy ich 466, podczas gdy unijna średnia to 198. Dla porównania Duńczycy potrzebują ich rocznie 4.

Poza plastikiem marnujemy lwią część jedzenia. Kupujemy pod wpływem emocji albo „na zapas”, podczas gdy praktyka pokazuje, że takie zakupy sprowadzają się do generowania odpadów organicznych. Co tydzień w polskich śmietnikach ląduje ok. 1/3 zakupionej żywności. Marnują jedzenie wszyscy: od szkolnego ucznia – o czym pisałam w tym wpisie -aż po stołówki i restauracje.

Kolejnym grzechem na środowisku naturalnym są ubrania. Tania, masowa produkcja na zlecenie wielkich sieci odzieżowych ułatwia nam dostęp do modnych ciuszków na każdy sezon. Mało kto myśli jednak o tym, co się stanie z ubraniem, gdy przestaniemy go używać, bo będzie niemodny albo szybciej się zniszczy. Ubrania, co zresztą widzę po naszym Giveboxie, są największą zmorą polskich domów. Uważamy, że mamy ich za dużo, a jednocześnie nie wiemy, co z nimi potem zrobić.

O wszystkich kategoriach postaram się więcej napisać w kolejnych krokach wyzwania zero waste. Teraz chcę się zastanowić, co u mnie najczęściej ląduje w śmietniku i dlaczego.

Co tydzień wyrzucam ok. 2 toreb po 20 litrów odpadów plastikowych. Są to głównie butelki po mleku, które piją moje dzieci, a ja używam codziennie rano do płatków. Znajdą się tam również butelki po wodzie mineralnej, w tym również te dziecięce. Kolejne plastiki to butelki po soczkach, najczęściej kupowane pod wpływem impulsu na zakupach z dziećmi. Zdarzają się plastikowe opakowania od zakupionych przedmiotów, np. od szczoteczki do zębów czy pudełka po kosmetykach. Detergenty – nie widziałam jeszcze takich w szklanych butelkach. Niestety, są najczęściej bardzo duże i zajmują sporą część worka. W plastikach znajdę też pudełka po jogurtach i serkach, również najczęściej spożywanych przez moich najmłodszych.

plastiki, zero waste

Co poza plastikami sprawia mi problem?

Zauważyłam, że w moim domu zawsze się znajdzie sporo papierów i kartonów. Powodów jest kilka: zamówienia w sklepach internetowych przychodzą w kartonowych opakowaniach, wypełniacze w kartonach to często papierowe ścinki (i tak lepsze niż styropianowe kulki), a kupowane przez nas papierowe wydania gazet mają krótki, weekendowy żywot. Ergo – papierowe śmieci pojawiają się znikąd. Co tydzień wyrzucamy ok. jednego worka makulatury i jeden karton, czasem wypełniony innymi małymi kartonikami.

Okazuje się, że mimo dużej wrażliwości na wykorzystanie resztek, nadal spora część jedzenia trafia u nas do śmieci. Przykro mi za każdym razem, gdy widzę niezużyte, lecz już zepsute owoce i warzywa. Czasem brak mi czasu na wymyślenie kolejnej potrawy z nacią marchwi czy selera. Nie zawsze gotuję w domu, ale co tydzień robię dość spore zakupy. Może powinnam lepiej planować posiłki? A może mniej zamawiać? Tego się jeszcze dowiem.

Ubrania są kategorią, która nie generuje śmieci w skali tygodnia, za to gdy co kwartał robię przegląd dziecięcej szafy muszę się czegoś pozbyć. Swoją szafę wysprzątałam przez ostatni rok dość mocno. Nie pamiętam dokładnie, ile worków wywiozłam do instytucji pomocowych, ile oddałam do Giveboxa, a ile wylądowało w śmietniku. Wiem jedno na pewno: ubrania to niewdzięczny towar do pozbycia się z własnego domu. Potraktuję je jako osobny temat w temacie ogarniania własnej szafy.

Oto ogólna diagnoza moich worków na śmieci. Wymieniłam tylko te rzeczy, które wyrzucam najczęściej i sprawiają mi najwięcej kłopotów.

Teraz czas na pytania do Ciebie.

Ile wyrzucasz śmieci tygodniowo? Jak uważasz, którymi kategoriami powinnaś/ powinieneś się zająć najpierw? Jakie odpadki to dla Ciebie problem?

ZERO WASTE

Napisz w komentarzu lub podziel się swoimi odpadkowymi doświadczeniami w mailu. Mam nadzieję, że choć na część Waszych problemów uda mi się odpowiedzieć w kolejnych wpisach.

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze