Zero Waste

Zero Waste po polsku – #4 Wytrwaj przy swoim wyborze, nawet poza domem

Ciężko jest wytrwać w duchu życia bez śmieci, kiedy jesteś poza domem. Wyjazdy wymagają od nas wiele wytrwałości i wcześniejszego przygotowania. Co jednak zrobić, gdy na przygotowanie nie było czasu, a wyjazd niebezpiecznie się przedłuża?

***

Cykl wpisów „Zero Waste po polsku” ma na celu przeanalizować, jakie odpady są dla nas najbardziej kłopotliwe i dać wyraźne wskazówki, jak zredukować ilość produkowanych przez nas śmieci.

W ramach cyklu możesz przeczytać:

Zero Waste Krok #1 – Postaw Diagnozę

Zero Waste Krok #2 – Unikaj Plastiku

Studium Przypadku – gdzie znajdziesz mlekomat

Zero Waste Krok #3 – Pij wodę z kranu

***

W tym tygodniu musiałam nagle wyjechać. Szybko spakowałam torbę wrzucając tylko niezbędne rzeczy i wyruszyłam w drogę. Mój pobyt miał potrwać 2, maksymalnie 3 dni, a jestem tu już dzień szósty. Muszę zadbać o chorą mamę, która potrzebuje szczególnej opieki. Nie pojechałam do zupełnie obcego miejsca, bo to mój dom rodzinny, pełen znanych mi zakamarków i panujących tu zwyczajów. Przyjechałam tu jednak z zupełnie innym zastawieniem, niż zazwyczaj.

Odkąd zaczęłam myśleć o wszystkim przez pryzmat generowania śmieci, szybciej zauważam sytuacje, które można ulepszyć, by nie zabierać ze sobą zbędnych odpadków. Spróbowałam więc przenieść moje dotychczas utrwalone nawyki na grunt rodzinnego domu. Uważam moją mamę za niezwykle gospodarną osobę, żyjącą oszczędnie i nawet nieco minimalistycznie. Może o tym świadczyć choćby sam fakt, ilu kosmetyków używa na co dzień. Są to: mydło w kostce, pasta do zębów, szampon, krem Nivea i lakier do włosów do utrwalenia fryzury. Tylko tyle. Ja sama używam ich ze dwa lub trzy razy więcej, choć i tak wprowadziłam znaczące ograniczenia.

Problemem, który mi się jednak rzucił w oczy, są foliówki i plastikowe opakowania, które pojawiają się w domu mamy znikąd. Postanowiłam wziąć sprawę w swoje ręce i spróbować to zmienić.

Do sklepu mięsnego poszłam z własnymi pojemnikami. Gdy poprosiłam ekspedientkę o pokrojenie wędliny i sera do moich pudełek, lekko się zawahała, po czym postawiła pojemnik na wadze, starowała i nałożyła to, o co poprosiłam. Uff! Pomyślałam, że to dla niej zapewne nowa sytuacja, więc zapytałam rozluźniając atmosferę:

Dziwak ze mnie, co? Przychodzę z własnymi pudełkami, może to dla pani problem?

Po wyjaśnieniu, że nie chcę brać do domu zbędnych plastików i folii, bo większość z nich nie trafi do ponownego przetworzenia, tylko będzie składowana i powoli zacznie przenikać do ziemi, usłyszałam

Oby takich ludzi jak pani było więcej. Wcale nie uważam tego za dziwactwo, a za przejaw świadomego działania dla naszego wspólnego dobra.

Było mi bardzo miło, szczególnie że dla ekspedientki taka sytuacja to nie codzienność. Powiedziała tylko, żebym następnym razem wzięła coś większego, bo w tym pudełku już się zrobiło ciasno. To prawda, średni pojemnik ledwo pomieścił wędlinę, a ser był krojony z dużego kawałka, więc spore plastry mogły się pokiereszować w transporcie, ale tylko to miałam do dyspozycji.

zero waste, zero śmieci, pakuj wedliny do pudełka, pudełko

Druga sytuacja była na straganie. Tu skutecznie oparłam się pakowaniu warzyw w foliówki, szybko reagując podstawieniem własnej torby. Nie przeszkadza mi, że warzywa wkładam obok siebie do jednego worka. Przed zjedzeniem i tak wszystko umyję.

Trzecia scenka miała miejsce w szpitalu. Niestety mamę musiałam zawieźć na izbę przyjęć, bo ze względu na złe zgojenie się rany doszło do zakażenia. Dla mojej historii istotniejsza jest jednak rozmowa, którą odbyłyśmy z pielęgniarką przyjmującą mamę, w trakcie półgodzinnego (chyba się nie mylę) wypisywania szpitalnych dokumentów. Mama pochwaliła się, że w mięsnym koło nas można przyjść z własnym pojemnikiem i zabrać w nim wędliny i mięso, na co pielęgniarka niemalże przyklasnęła. „Ile ja się nauczę przyjmując nowych pacjentów! Sama bym o tym nie pomyślała, a to przecież ma sens.”

Przez te trzy sytuacje chcę Wam powiedzieć, że nawet w obcym miejscu warto być zero waste. Można wytłumaczyć, dlaczego nie chcemy brać opakowań. Można postarać się, by inni też o tym zaczęli myśleć. I nie warto na siłę nikogo nakłaniać. Własnym przykładem przekażemy więcej niż agresywną argumentacją.

Od mamy usłyszałam:

Czy to ma aby sens? Przecież cały świat używa plastików. Ty sama wszystkich nie zmienisz!

Mamo, nie chcę zmieniać wszystkich. Chcę zmieniać siebie, a własnym przykładem pokazywać, innym, że to nic trudnego, a zacząć może każdy.

Zero waste po polsku

***

Nie cały pobyt był taki różowy. Musiałam zrobić mamie szybkie zakupy w szpitalu i zapakować je w foliówkę. Kupiłam jej trzy małe butelki wody mineralnej, bo z dużej jej niewygodnie pić, a z kranu w szpitalu nie chce. Papier toaletowy musi być biały bielusieńki, czyli ten z makulatury kupowany na sztuki jest nieodpowiedni. Muszę uszanować też wybory innych i – nawet jeśli jest to wbrew moim przekonaniom – nie zmieniać ludzi na siłę. Mogłoby to wywołać odwrotny efekt do zamierzonego, czego szczerze chciałabym uniknąć.

***

Zadanie na ten tydzień: zastanów się, w jaki sposób pokazujesz innym swój sposób na życie bez śmieci. Starasz się wszystkich przekonać za wszelką cenę? A może robisz, co do Ciebie należy w zaciszu własnego domu, a na zewnątrz nie ujawniasz swoich metod? Pomyśl, co możesz zrobić, by dać innym dobry przykład, nie zmuszając nikogo, by wszedł na wybraną przez Ciebie „jedynie słuszną” drogę.

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • Robię sama i czasami krytykuję męża, gdy postępuje inaczej np. nie posegreguje śmieci a ja to przyuważę, albo jak znowu przyniesie foliówki ze sklepu. Ale mówię też głośno o zmianach jakie wprowadzam swoim znajomym i rodzinie, może kogoś też przekonam, nie zmuszam, ale uświadamiam:)

    • Ważne jest, by nikogo nie zmuszać, ale szerzyć wiedzę. Nie wszyscy mają czas i ochotę, by się zastanawiać nad znaczeniem pewnych rzeczy, które traktujemy jako element zastanej przez nas rzeczywistości. Warto rozmawiać 🙂 Super, Bogusia, że u Ciebie to się sprawdza.

  • Kiedyś dostałam maila z pytaniem: „Po co piszesz tego bloga, przecież i tak świata nie zmienisz. Robisz to za darmo? Nienormalna!”. Odpisałam, że zmiana zaczyna się od jednej osoby, a jednostki potrafią zarażać swoim pomysłem masy, historia nieraz już to udowodniła. I dalej tak uważam 🙂 Róbmy swoje, a zmiany prędzej czy później zajdą 🙂

    • Róbmy swoje, o tak! Każdy ma swój sposób na życie, a jeśli komuś się jeszcze spodoba, może dobrowolnie zmienić też coś u siebie. Dzięki, że jesteś 🙂

    • No i kto wie, czy te nawrócone/zainspirowane jednostki nie wychowają kolejnych, które może zaczną zmieniać coś na większa skalę. To co dziecko wyniesie z domu, przekłada na swoje dorosłe życie. Naucz dziecko segregować śmieci, a może jak zostanie właścicielem fabryki, postawi na bardziej ekologiczne rozwiązania? 😉

  • Gosia

    A dzwoniłyście do sanepidu jak to wygląda z przychodzeniem z własnymi pojemnikami? Pracowałam kiedyś naprzeciwko mięsnego, przyszła Pani ze swoim pojemniczkiem,dziewczyny się nie zgodziły, bo to lepiej worek,a wygodniej,a nie przecieknie. Klientka zrezygnowała z zakupów. Obok stanęła kobitka i pokazała legitymację z sanepidu. Pochwaliła dziewczyny,że nie pozwoliły wpakować w pojemnik,bo mógł być brudny,z bateriami i one mogłyby później na rękach przenosić te bakterie. I gdyby to zrobiły dostałyby karę! Nie wiem,czy to tylko w tym wypadku tak jest,czy takie są przepisy sanepidu. Ale jeśli to prawda,to wolałabym nie ryzykować kary i też bym nie zgodziła się wpakować do pojemnika.
    (ja nie mam problemu,nie jem mięsa 🙂 ).

    • Masz rację, z mięsem jest sporo problemów. Słyszałam już kiedyś argumenty z sanepidem, gdy pani ekspedientka pakowała mi do osobnych siatek mięso świeże i wędliny. Z pojemnikami nie miała dylematu, po prostu ich użyła. Zazwyczaj używa się rękawiczek gumowych albo foliowych, jednorazowych, także zarazki mają utrudnione pole manewru. Ale jestem ciekawa, jakie jest oficjalne stanowisko Sanepidu, postaram się dowiedzieć.

      • Gosia

        Owszem,są rękawiczki „jednorazowe” ,ale w większości wygląda to tak,że jedne są do mięsa surowego, a drugie do wędlin. I używane,póki się nie podrą 🙂

  • Konstanty Aniołek

    O tak, dajemy sobą przykład i zmiany najlepiej zaczynać od siebie. Jedna koleżanka z pracy już niektóre produkty nabywa ze mną w sklepie na wagę, nie zabiera foliówki jak bierze np. pieczywo do torebki papierowej (nie wiem po co ten piekarz daje jeszcze woreczek…) itp. Ona widzi co ja robię, widzi że ma to sens i zaczyna świadomiej ograniczać śmieci, aż serce rośnie 🙂

    BTW
    W zeszłym tygodniu byłem na warsztatach ZW i myślałem, że znam już te wszystkie triki, a tu zaskoczenie i olśnienie. Można nawoskować (woskiem pszczelim) kawałek materiału (i zaprasować) i używać go jako folię spożywczą! To może być taki substytut foliowanego papieru, w który są w sklepie zawijane plasterki sera na ten przykład, albo po prostu na kanapki, na zabezpieczenie miski przed włożeniem do lodówki itp. 🙂 Jak się ogarnę. to zrobię sobie taką obustronną folijkę z dziurami jako pułapkę na muszki owocówki (z octem – to działa) 🙂

    • Konstanty, jesteś skarbnicą wiedzy o zero waste. Warsztaty nawet z tego robią? Niesamowite! Świetna sprawa taka ręcznie robiona szmatka na kanapki. A to na muchy to nie do końca rozumiem jak działa…

      • Konstanty Aniołek

        Muszko owocówki lecą do octu jabłecznego. Dotychczas roiłem taka pułapkę, że do miski nalewałem ocet, szczelnie „zamykałem” miskę folią spożywczą i robiłem na środku kilka dziurek. One zwabione octem wlatują tak i albo się topią, albo i tak już nie potrafią się stamtąd wydostać. W Pradze wydarzeń związanych z ZW jest sporo. Byłem już na kilku warsztatach i z kompostowania też na ten przykład. Teraz się czaję na workshop z „gospodarstwa domowego” 🙂 teoretycznie mógłbym się tego sam nauczyć z neta, ale lubię kontakt z doświadczonymi w tej materii ludźmi i ucząc się poprzez działanie 🙂 Kasiu, odwiedź mnie to może i jakieś ciekawe wydarzenie będzie akurat w mieście 🙂

        • Chętnie! Daj znać, jakie warsztaty będą w następnej kolejności 😉 Tylko ciekawe, czy coś zrozumiem 😉

  • Anna M

    wow! jestem pod wrażeniem!
    Ja dopiero w tym roku pozbyłam się wielu nie potrzebnych rzeczy, więc moje „porządki” są na samym początku, ale Ty dajesz sobą wspaniały przykład, oby tak dalej!
    pozdrawiam ciepło
    Kobiecemysli.pl

    • Anna, trzeba działać, nie ma na co czekać 🙂 Im nas więcej tym oczywiście lepiej. Cieszę się, że napisałaś też o swoim doświadczeniu. Dzięki!

  • No właśnie z tymi opakowaniami to nie wiem, czy jest tak prosto. Np. u mnie w biurze nie można przynieść swojego pojemnika do „stołówki”… można zjeść na miejscu albo wziąć na wynos, płacąc chyba 1zł za „styropianowe” opakowanie.

    Myślę, że faktycznie to może być problem z punktu widzenia sanepidu.

    Wspaniały jest ten cykl! <3 Ja mam jeszcze wiele do nadrobienia w tym względzie. Chciałabym, ale się zabrać nie mogę… 🙁 No i Oszczędnicki, który tych chęci nie ma.
    Zgadzam się z Tobą, że należy zmieniać siebie, a nie wszystkich wokół. Ale z drugiej strony, jak patrzysz na to morze foliówek, to się zastanawiasz…. co Ty jedna możesz zmienić (chociaż z drugiej strony, gdyby wszyscy zawsze tak myśleli, to daleko byśmy nie zaszli… :P).
    U nas (w Europie) tyle się mówi o ekologii, recyklingu etc. A np w Azji, czy Ameryce Południowej wszyscy używają foliówek do "wszystkiego", walają się po ulicach tony tego tworzywa
    i chyba zupełnie o tym nie myślą… 🙁

    • Niestety tak jest, jak piszesz. Morze foliówek pływa po tym świecie. Ja jednak się nie chcę poddawać i nawet jeśli jest to moja fanaberia, wolę mieć czyste sumienie i na tyle ograniczyć plastiki, na ile mogę. Nie twierdzę, że zawsze się udaje. Może „jeszcze nie”, a może wcale się nie uda ich zupełnie wyeliminować. Warto jednak choć trochę się postarać.

  • Blog Dobre Zielsko

    Podoba mi się to: „Chcę zmieniać siebie, a własnym przykładem pokazywać, innym, że to nic trudnego, a zacząć może każdy.”