Zero Waste

Tych rzeczy nie kupuję, bo nie muszę

Połowa rzeczy, które kupujesz, jest ci absolutnie niepotrzebna.

Nie zjesz całego jedzenia, które zapakujesz w sklepie do koszyka, bo ci się prawdopodobnie zepsuje albo stracisz na nie apetyt. Nie będziesz nosić wszystkich ubrań z szafy, bo okaże się, że już nie pasują, nie komponują się ze sobą lub jest ich tak dużo, że nie starczy ci dni, by je nosić. Nie zużyjesz wszystkich kremów, balsamów, mydełek i cieni do powiek, bo zanim się zorientujesz przyniesiesz do domu nowe, bardziej kolorowe, pachnące, zachęcające, coś nowego tak „dla odmiany”.

Hejże, nie chcę z ciebie robić osoby, która kupuje wszystko bezmyślnie. Bynajmniej. Sama miewam podobnie, nawet teraz, gdy kontroluję moje zakupy i staram się nie brać do koszyka tego, co mi nie jest potrzebne. Tak po prostu jest! Części rzeczy nie używamy i zajmują nam miejsce, a innej części się pozbywamy, bo już jest nam niepotrzebna, zepsuta i stara.

Można zastosować reguły życia zero waste, by poradzić sobie z resztkami. Można zaprzyjaźnić się z przepisami wykorzystującymi nawet najdrobniejsze żywnościowe odpadki, co zresztą sama staram się czynić. Można zadbać o odpowiednie przechowywanie żywności w lodówce, by jak najdłużej zachować jej świeżość. A można też robić zakupy z listą i tylko wtedy, gdy naprawdę brakuje nam w domu konkretnych produktów.


Dziś chciałam podzielić się z wami tym, czego kupowanie w przeciągu ostatnich miesięcy stało się dla mnie zupełnie zbędne i wcale nie jest mi tego szkoda.

Oto rzeczy, których już nie kupuję, bo … nie muszę. I jest mi z tym dobrze!

Płatki kosmetyczne

Bawełniane płatki do demakijażu były stałym elementem mojej łazienki. Maluję się codziennie, więc wydawało mi się zawsze, że ich potrzebuję. Nie zwracałam uwagi na ich sposób pakowania (w folię) i na to, że służą raz, a potem je wyrzucam. Taka ich rola – gdy zdejmą brud, kończą swój żywot.

Dziękuję światu, że wymyślił wielorazowe płatki do demakijażu z włókna bambusowego, które zakupiłam kilka miesięcy temu i od tej pory nieustannie używam przy wieczornej higienie. Wystarczy, że lekko zwilżę twarz, natrę delikatnie olejem (migdałowy – mój ulubiony), rozmasuję na oczach, by tusz do rzęs się dobrze rozpuścił, a następnie wilgotnym płatkiem zetrę cały makijaż. Potem jeszcze raz zwilżam i wyciskam płatek i przecieram twarz ponownie, by usunąć resztki oleju. Uwielbiam takie mycie twarzy! I przyznam, że odkąd używam oleju, wody i wielorazowych płatków (lub zwykłej szmatki) twarz mam dobrze nawilżoną, nieprzesuszoną, bez wyprysków.

Po użyciu płatki nacieram mydłem marsylskim i zacieram rękami, spłukując w ciepłej wodzie. Wszystko dobrze się spiera. Po tygodniu używania kilku płatków wrzucam je do pralki i piorę z innymi ubraniami.

Podpaski higieniczne

Nie kupuję, bo nie muszę. Używam kubeczka menstruacyjnego, który wraz z wielorazowymi podpaskami załatwia całą sprawę. O moich początkach z Lady Cup pisałam w tym wpisie. Warto przeczytać, jeśli jeszcze nie miałyście, Drogie Panie, okazji poznać sposobu używania kubeczka.

Dzięki jednorazowemu zakupowi nie muszę się martwić, że zabraknie mi podpasek czy tamponów, bo kubeczek spełnia doskonale swoją rolę czekając w szufladzie na te dni w miesiącu.

Mydło

Dawno nie kupowałam sklepowego mydła, a to z racji tego, że robię swoje własne. Być może kupno gotowego jest mniej odpadowe, bo domowa produkcja wymaga zakupu półproduktów, w tym wodorotlenku sodu, który występuje tylko w plastikowych pojemnikach. Przy własnym mydle mam jednak pewność dobrego składu skomponowanego według mojej własnej receptury. Unikam SLS-ów, parabenów, konserwantów i sztucznych barwników, co przy moich skórnych alergiach jest niezmiernie ważne. Wiem, że moje dzieci mogą bezpiecznie się myć i jednocześnie podziwiać, jakie mama zrobiła śmieszne, bo – na przykład – brązowe jak błoto mydlane kostki. To trochę jak z własnymi wypiekami, tylko mydło starcza na dłużej.

A post shared by Kasia (@kasia_ograniczamsie) on

Jogurty w plastikowych kubeczkach

Nie kupuję, bo po pierwsze wolę zrobić własny jogurt z niepasteryzowanego mleka z kooperatywy lub mlekomatu. Po drugie – unikam plastików. Po trzecie – znaleźć dobry skład jest naprawdę ciężko. A po czwarte, odstawiłam mleko ze względu na alergię pokarmową, którą niedawno wykryły u mnie testy.

Jeśli już mam ochotę kupić dzieciom dobry jogurt, wybieram ten w szklanym słoiku, bez syropu glukozowo-fruktozowego, najchętniej naturalny, a w domu dodaję babcine konfitury.

Woda mineralna w butelce

No dobra, tydzień temu kupiłam jedną małą butelczynę, gdy wracając z Krakowa do Poznania – trasa ponad 5-godzinna pociągiem – jechałam bez mojego termosu na wodę. Strata ogromna, bo termos albo wypadł mi w Uberze przy gwałtownym hamowaniu, albo na targu podczas zakupów z Olą. Skutkiem być może mojej nieuwagi zostałam bez pojemnika na wodę, jedynie z ceramicznym kubkiem pełnym …suszonych moreli.

Przyłapana na zakupach do własnego pudełka. Ola Niewczas, w sklepie z bakaliami. Nowa Huta, Kraków.

Wiem, to zagmatwana historia, ale dla tych, którzy śledzą mój profil na Instagramie jest ona już chyba znana. Najważniejsze jest to, że jako rodzina zupełnie wyeliminowaliśmy butelkowaną wodę z naszych zakupów i zadowalamy się poznańską kranówą. Przepuszczamy ją przez filtr, który jednak tak rzadko zmieniamy, że zastanawiam się, czy on w ogóle działa. Dzbanek służy nam bardziej do tego, by wlać do niego wodę, a tej pozwalamy sobie troszkę odstać. I tyle. Butelek plastikowych u nas nie uświadczysz.

Paczkowane sałaty z marketu

Szkoda mi, że sałata musi się dusić w plastikowej torebce. Kiedyś myślałam, że to takie wygodne kupić pociętą mieszankę sałat, wrzucić ją do miski, zalać vinegretem i dodatek do obiadu gotowy. Dziś świadomie z niej rezygnuję, głównie z powodu opakowania, ale też niepewności, czy listki nie zostały zanurzone w chemii, po to by przetrwać w worku co najmniej dwa tygodnie. Jaka normalna sałata by to zniosła?

Herbaty

Kupuję tylko herbatę na wagę. Mam jeszcze jedną, earl grey, w torebkach, nie pamiętam, skąd. Z zasady ograniczyłam się jednak do jednego rodzaju czarnej herbaty ze sklepu Twoja Przyprawa, czasem dokupuję jeszcze słoiczek zielonej, a poza tym zaopatruję się w ziołowe mieszanki od Łukasza z poznańskiej kooperatywy. Nie kupuję liptonów, tetlejów, sag czy innych herbat kartonikowych w torebkach, bo mają więcej opakowań niż samej herbaty.

Herbata ziołowa na wagę

Gazety i magazyny

Przestałam kupować gazety. Nawet odpuściłam weekendowe wydanie Gazety Wyborczej, które nabywałam głównie ze względu na dodatek w postaci Wysokich Obcasów. Kończyło się na tym, że nie miałam kiedy ich czytać, a gazety zostawione na bliżej nieokreślone później gromadziły się niebezpiecznie na stoliku kawowym w salonie. I na szafce nocnej w sypialni. I na parapecie. I na półce z książkami. Z lekkim żalem zaprzestałam więc kupowania gazet. Mam mniej makulatury do wynoszenia i więcej czasu na książki.

Jak wyrzucać gazety? Jest na to kilka sposobów.

Ubrania z sieciówek

Chciałabym rzec, że w ogóle nie kupuję ubrań w sieciówkach, ale to nie jest w stu procentach prawda. Zdarza nam się kupić kilka tanich rzeczy dla dzieci, bo strasznie szybko niszczą im się ubrania. Sporą część dostajemy po kuzynostwie, ale jak i z tamtych worków nic już nie ma, kupujemy w sieciówce.

Własnych ubrań nie kupuję już prawie wcale w galeriach handlowych. Najchętniej kilka razy do roku odkładam konkretną sumkę i nabywam dobrej jakości ubrania polskich marek butikowych. A gdy mnie nie stać, idę na zwiady do Giveboxa.

Ściereczki do mycia naczyń

Gąbek unikam, odkąd Dorota sprezentowała mi ręcznie robione myjki ze sznurka konopnego. A ściereczki piorę w pralce, razem w ręcznikami. Nie potrzebowałam nowych od jakiegoś pół roku. I na razie nie planuję zakupu kolejnych.

Myjka ze sznurka konopnego – piękny prezent od Doroty, autorki bloga EkoEksperymenty


Jest tego więcej, ale tych dziesięć rzeczy nie kupuję już od dłuższego czasu i czuję się od nich uwolniona. To ulga wiedzieć, że nie muszę ich mieć, używać bądź regularnie wymieniać, wbrew powszechnie przyjętym normom. Wolność do niekupowania stała się jednym z moich ulubionych praw. A czego Ty nie musisz już kupować?

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • domi

    Lista w dużej mierze jest wspólna.Waciki,ubrania z sieciówek,plastikowe butelki,podpaski.Dodam chemię domową,bo nie kupuję już absolutnie nic oprócz orzechów piorących i octu,ale z orzechami to się zmieni niedługo bo chce wypróbować przepis z kasztanami.W dużej mierze przestałam kupować też słodycze,głównie z powodu zmiany w żywieniu ale pieniędzy też (jak raz zobaczyłam budżet domowy i rubryka słodycze i tam 100 złotych wydane to prawie się obaliłam).Miłego dnia!

    • Chemia domowa po mojej stronie ma się podobnie, ale już nie pisałam totalnie o wszystkim. Możemy sobie przybić wirtualną piątkę 🙂 Używałam orzechów, ale teraz częściej mieszam własny proszek z boraksu, sody kalcynowanej i mydła. Ocet do mycia łazienki i płukania prania. Słodycze – to prawda! Też nie kupuję, chyba że zdarzy mi się wyjście do kawiarni od wielkiego dzwonu 🙂

  • Konstanty Aniołek

    Jaka pozytywna Ola 🙂

  • Ania Andrew

    Ale fajnie. Niby takie proste małe rzeczy, a jaka różnica. Ja mam wielki problem z opakowaniami plastikowymi. Zapiszę sobie ten post, żeby powoli wprowadzać zmiany w swoim życiu. Pozdrawiam 🙂

    • Wspaniale! Cieszę się, że mogłam pomóc. Mam nadzieję, że stopniowo odkopiesz się z plastikowych opakowań. To też była moja zmora.

  • Moja lista jest podobna, ale trochę dłuższa: nie kupuję jeszcze chemii gospodarczej, niczego w kartonach (mleka,soków) i puszkach, niczego w podwójnym opakowaniu (np. pasta do zębów lub krem), niczego, co jest zapakowane, a można kupić luzem np. warzywa, owoce, mięso, ryby, suche produkty kupowane na wagę

    • Bardzo dobrze! Też już nie kupuję chemii gospodarczej (chyba muszę dodać, bo jesteś kolejną osobą, która o tym pisze), pastę robię swoją, ale nadal kupuję pastę dla dzieci i …mąż też nie chce zrezygnować z pasty drogeryjnej. Nie mam pojęcia, dlaczego. Dziękuję, Aniu!

  • Hehehe chyba powinnam stworzyć swoją listę, może nie jestem taka dobra w te klocki jak Ty, ale się staram.
    – Mydło kupuję gotowe, ale wybieram to w papierze:) Nie kupuję żeli pod prysznic i tego typu produktów myjących, peelingów co ciała chociaż fajnie pachną i cieszą oko. Zamiast peelingu szorstka rękawica.
    – wodę pijemy z kranu, czasami tylko kupuję wodę dla gości, bo oni mają większe opory, a ja nie używam filtra, woda w Gdyni jest czysta 🙂
    – mleko roślinne kupuję, ale ostatnio zrobiłam swoje i będę robić dalej
    – kupuję czasami w sieciówkach bo nie zawsze stać mnie na wszystko „od projektanta”, lub nie mają rzeczy które odpowiadają moim wymogą estetycznym, składowym materiału i ceną. Niestety sukienka dzienna za 500 zł a nawet ta wieczorowa to dla mnie za dużo i nie mogę sobie na to pozwolić.
    – używam kubeczek menstruacyjny, wielorazowe wkładki i wielorazowe płatki kosmetyczne:)
    – chemię domową prawie całą wyeliminowałam używam sody, boraksu, octu i olejków eterycznych o czym u siebie niedawno pisałam, ściereczki ze sznurka też mam
    – gazety kupuję bardzo rzadko 2-3 na rok vege czy coś 😉 książki w formie ebooków, papierowe odsprzedaję/oddaję
    – co do paczkowanego jedzenia nie zawsze mam wybór, ale się staram, dodam od siebie, że chodzę na zakupy spożywcze w jakiś 95% na pieszo zamiast jeździć samochodem, więc wspieram lokalne mniejsze sklepy zamiast kolosów
    – pamiątki z wyjazdów kupuję takie do zużycia; regionalne przysmaki, kosmetyki 🙂

    • Witaj w klubie! Jak miło mi to czytać 🙂 Jadalne lub zużywalne pamiątki z podróży są najlepsze!

  • Dziecku kupuje praktycznie wszystko second hand. Zabawki i ksiazeczki również. Sobie ubrania tez. Nie kupuje srodkow czystości, robie sama jak Ty mydło. Woda kranowa, z tym że u mas idzie przez filtr odwróconej osmozy, nie ufam wodzie wodociągowej. Skarpety ceruje. Ktos to jeszcze robi?;)

    • Cerowanie skarpet <3 Leży u mnie kilka par i czeka na wolne chwile z igłą i nitką 🙂 Cerujesz ręcznie jak rozumiem?
      Z second handem mam o tyle problem, że muszę do najbliższego dość daleko jechać. W mojej okolicy same nowe i błyszczące sklepy.

      • Tak ceruje ręcznie. Zazwyczaj czekam na kilka skarpet zeby bylo za jednym zamachem 😌 moze Cie wiec moj komentarz zainspiruje? 😉 ja tez nie mam w okolicy sh, dlatrgo jestem w takich miejscach raz na jakis czas(co sprzyja jednak mojemu portfelowi i szafie).

  • Tak czytam i czytam i dwie sprzeczne myśli obijają mi się po głowie… No bo część z tych rzeczy to superpomysł – na oszczędność i tak po prostu, dla zdrowia. Ale skąd Ty masz czas na robienie tych mydełek, jogurtów,…? :)))

    • Sama nie wiem! Mam pracę 8h dziennie, po pracy zajmuję się dziećmi lub ogarniam inne rzeczy, a mydełka i kremy robię w wolnych chwilach, np. w weekend. To się dzieje raz na jakiś czas. Jogurty również, nie zawsze, tylko okazjonalnie. Poza tym z jogurtem nie ma dużo roboty, kiedyś podzielę się moim prostym sposobem 🙂

      • Super – bo to znaczy, że robisz to z pasji 🙂

        • Tak właśnie jest! Odczuwam wielki „fun” podczas kręcenia mydeł i kremów 🙂 Mówiłam już, że kiedyś tak miałam z gotowaniem? A teraz z kosmetykami? 😛

          • Wow, czyli przyjemne z pożytecznym, najlepsza możliwa opcja 🙂

  • Kawał drogi przeszłaś 🙂 Ale co z sałatą? 😀 Zrezygnowałaś z niej czy kupujesz tylko np. na targu niezapakowaną?

    • Kupuję niezapakowaną, ale bardzo, bardzo rzadko. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, kiedy ostatnio. Załamujące jest to, że nawet niepocięta sałata bywa w plastiku. Wówczas kusi mnie, żeby zostawić folię w sklepie i się nie przejmować. Ale zawsze mam z tyłu głowy myśl, że to hipokryzja, bo plastik został już użyty, tylko ja go do siebie nie biorę.

      • Ja w takich przypadkach jestem za zostawianiem folii (jeśli masz odwagę). Jeśli zauważalny procent klientów by tak robił, sklepy musiałyby się zacząć zastanawiać i zmieniać.

  • Ruda

    Podobają mi się myjki – muszę sobie takie zrobić.
    Powoli zbieram się do zrezygnowania z podpasek i wkładek, ale jakoś się ociągam. Natomiast zamiast płatków – używam ściereczkę z mikrowłókna. Rzadko też kupuję chemię domową – mam ocet i sodę oczyszczoną. Zrezygnowałam z większości kosmetyków do mycia różnych części ciała (właśnie kończę kilka opakowań) – i zostawiłam sobie szare mydło.
    Myślę, że przy ograniczaniu wydatków i szukaniu uniwersalnych zamienników można kupować (prawie) tylko te rzeczy, których potrzebujemy. A tak naprawdę, to 80% śmieci to 20% zakupów (u mnie np. mleko i nabiał) – wystarczy je zlokalizować i zająć się tylko tymi 20% rzeczy, które robią dużą różnicę.

  • Pingback: SHARE WEEK 2017 – jakie blogi warto znać - CeciliaLind()

  • Anna Klim-Jaworska

    WOW! Powiem tyle, jestem pełna podziwu. Inspirujący tekst-:)

    • Serio? Bardzo dziękuję, Aniu 🙂

      • Anna Klim-Jaworska

        Tak, sama też uczę się ograniczać, patrzeć na własne potrzeby.

  • Agata Szczygieł

    Hej, świetny i bardzo ciekawy post! Ja wacików też właśnie się pozbywam na rzecz gazików niejałowych – co prawda jednorazowe, ale dobrze mi robią na twarz i są mniej szkodliwe dla środowiska. Co do podpasek – bariera psychologiczna jednak, ale pozostałe rzeczy do wypróbowania jak najbardziej. Dzięki za inspirację 🙂

    • Na początku też miałam barierę, ale spróbowałam i się do nich przekonałam. To ma swój …urok 😉

  • Wow! Myślałam, że tylko ja jestem taka ‚nienormalna’ że by robić bulion z resztek 😀 kubeczek menstruacyjny próbowałam, ale chyba ze względu na tyłozgięcie macicy w ogóle nie chce spełniać swojej roli. Do listy dodałabym koperty – nie kupuję, bo wywracam na lewą stronę te, w których coś do mnie przyszło, albo zawijam rzeczy w torby foliowe i naklejam kartkę z adresem 😉

    • Istnieją wielorazowe podpaski (u mnie kubeczek też się nie sprawdził). Są znacznie milsze w użyciu niż te plastikowe ze sklepu :).

  • Urszula

    ograniczanie, to bardzo ważne słowo!

  • Świetny pomysł z tymi ściereczkami z włókien! Wiele poprzednich punktów jest u mnie stałe od dłuższego czasu, ale ten jest dla mnie nowością 🙂

  • Celina

    Ale super pomysły! Proste i skuteczne! Muszę przemyśleć ten temat. Pozdrawiam!:)

  • Celina

    Jeśli chodzi o mnie – książki z biblioteki, wymianka, pożyczanie. Ubrania też przekazuję i dostaję dalej. w kwestii jedzenia – robienie sałatki z tego, co jest (ryż/kasza, warzywa, co jjest pod ręką) – nazywam to homeless salad;)

  • Temat bliski mojemu sercu. Chciałabym zapamiętać wszystkie pomysły z wpisu i z komentarzy. 🙂 Od siebie dodam, że mamy w ogrodzie kompostownik i dzięki temu produkujemy dużo mniej śmieci. Niestety, marnujemy sporo jedzenia, mimo, że z tym walczę. Część wynoszę i zostawiam na zewnątrz dla zwierząt a to, co się nie nadaje, wynoszę na kompost.

  • Dopiero niedawno ze zgrozą zauważyłam z jaką prędkością zapełnia się kosz. Chociaż i tak przynajmniej połowa to zazwyczaj odpadki organiczne to od tamtej pory szukam każdego możliwego sposobu na ograniczenie produkcji śmieci. Na dzbanek filtrujący przerzuciliśmy się praktycznie od razu i wiele rzeczy zaczęliśmy kupować od lokalnych producentów. Nie jest łatwo, bo teraz wszystko jest sprzedawane w plastikach. Największy problem mamy z serami i kasjerkami w sklepie, które krzywo się patrzą na materiałowe woreczki na warzywa. Zdarzyło mi się nawet, że musiałam się wrócić po reklamówkę… Podpatrzyłam u Ciebie myjki i pewnie sobie zrobię prezent przy najbliższej okazji. 😉

    • Barbara Ciosek

      Qrna, a ja kładę jej te pięć marchewek na wagę przy kasie i jeszcze nigdy nie było kłopotu.

    • Jestem ciekawa, jakiego argumentu użyto, żebyś przepakowała do reklamówki. Mi się jeszcze nie zdarzyło (oprócz przypadków związanych z mięsem), żeby ponaglono mnie o siateczkę. Choć nawet chętnie bym się skonfrontowała z taką sytuacją 🙂

  • Pingback: Oszczędnickie inspiracje & finansowe linkowe party vol.13 - Oszczednicka.pl - Zarządzanie finansami domowymi w praktyce()

  • O kurcze, Kasiu, fajne, dałaś mi do myślenia. Wydawałoi się, że ograniczam się, ale w porównaniu z Tobą wypadam słabo. Muszę poszukać tych wielorazowych płatków do demakijażu. Nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Istnieje i sprawdza się całkiem dobrze. Mogę z czystym sumieniem polecić! Cieszę się, że mogłam pomóc.

    • Kasia Sobala

      a jeśli znasz kogoś szyjącego, to możesz poprosić o uszycie płatków ze starego tshirtu 😉

  • Ja też przerzuciłam się na olejek i ściereczkę bambusową. Dużo lepsza metoda demakijażu niż pocieranie szczególnie oczu wacikami. Gazety jednak nadal kupuję, ale ograniczam się do dwóch w miesiącu, dzięki temu nie zalegają w domu miesiącami. Wszystkimi gazetami dzielimy się z teściami i moimi rodzicami – wszyscy są zadowoleni z tego systemu :)) Chciałabym też przejść na Twój system kupowania ubrań (dla dzieci faktycznie trudno osiągalne). No i najbardziej zaintrygowały mnie te ściereczki do mycia naczyń!!!

  • Adrian Tync

    Gdzie to bywają sałatki z terminem „co najmniej dwa tygodnie”? To, co do nas przychodzi ma termin dosłownie kilku dni.

    • Mówisz o sałacie ciętej i paczkowanej w folię? Czy o sałatkach wieloskładnikowych?

      • Adrian Tync

        Mam na myśli sałatki wieloskładnikowe typu salsa, toscana, smart itp. De facto są to sałaty cięte i paczkowane w folię. Bez majonezów i innych cudów.
        Sałaty w całości zazwyczaj nie mają terminów ważności.

        • Ja widziałam takie sałatki z długim terminem przydatności. Dawno ich nie kupowałam, być może coś się zmieniło. Z ciekawości zerknę na daty z tyłu opakowania przy następnej wizycie w sklepie 🙂