Zero Waste

Proste sposoby na początek życia zero waste

jak zacząć zero waste

Często widzę pytania, czy jest jakiś ultra lekki poradnik, od czego rozpocząć swoje życie bez odpadów.

Dla mnie na początku najważniejsza jest zawsze diagnoza, czyli analiza tego, z czym mamy najwięcej problemów. Każdy ma inny styl życia i dla niego lub dla niej jedne rady będą bardziej trafione, inne mniej. Dajmy na to: osoba ucząca się, dojeżdżająca na studia komunikacją publiczną, jedząca częściej na mieście niż w domu będzie miała inną rutynę dnia niż matka dwójki dzieci jeżdżąca do pracy autem, gotująca codziennie w domu.

Żeby jednak uprościć sprawę i ujednolicić, można sprowadzić nas wszystkich do ludzi, którzy kupują, jedzą, zużywają i wyrzucają do śmieci to, co z konsumpcji pozostanie. Zgniecione papierki, folijki i pudełeczka wędrują do kosza zaraz po użyciu. Co zrobić, by było tego jak najmniej, a nam nadal żyło się łatwo i przyjemnie? Tych kilka rzeczy może usprawnić nam wszystkim dojście do stanu zero waste, a nawet jeśli nie zero, to chociaż less.

Zrezygnuj z foliowych siatek

Zawsze miej przy sobie wielorazową torbę, a najlepiej kilka, do których bez problemu zapakujesz w sklepie zakupy. Na początku była to moja bolączka, gdy wracając z pracy jechałam do sklepu i uświadamiałam sobie, że „O żesz ty, zapomniałam swojej ulubionej siatki!”. Do domu po drodze nie było, a ja wychodziłam z naręczem produktów popakowanych w kieszenie. Czasem nie było rady i kupowałam papierową torbę już w sklepie. Opcja niby bardziej eko, ale nie do końca, bo do produkcji papieru zużywa się więcej wody niż w przypadku plastiku. Z dwojga złego wolę jednak, by żółwie nie zjadały foliówek pływając w oceanie. Także pamiętanie o własnej torbie to pierwszy i przełomowy krok w ograniczaniu śmieci.

Pij kranówkę

Woda z kranu jest pitna i dobra w smaku. Owszem, warto sprawdzić wcześniej, czy rury nie są przestarzałe i nie leje się z nich rudawo-żółta ciecz. W każdym innym przypadku, czyli gdy woda jest przejrzysta i nie ma dziwnego posmaku czy aromatu metalu, można ją pić bez obaw. Pisałam o tym w tym wpisie, ale warto o tym mówić i powtarzać, bo nadal wiele osób boi się swojej kranówki. Za wodę w butelkach nie dość, że przepłacamy, to jeszcze dajemy znak producentom, że plastikowe butelki są okej. Nie róbmy tego, skoro pod nosem mamy całkiem zdrową wodę z kranu.

Noś swój termos

Wiąże się to ściśle również z piciem kranówki i życiem „on the go”, zawsze w ruchu. Jeśli często czujesz pragnienie będąc na uczelni, na zakupach czy w trakcie zwiedzania – bierz ze sobą swój termos z wodą. Jeśli lubisz kupować kawę na mieście, bierz własny kubek termiczny, a w Starbucksie nawet dostaniesz za to zniżkę. Jeśli biegasz, chodzisz na siłownię lub uprawiasz inny sport – zamiast kupowania butelki wody w sklepie, nalej sobie przed wyjściem kranówki albo wody z dzbanka z filtrem. Wielorazowość jest zawsze ponad jednorazowością.

A post shared by Kasia (@kasia_ograniczamsie) on

Doceń słoiki brane od rodziców

W trakcie studiów lubiłam jeździć do domu, bo mama zawsze załadowała mi torbę słoikami pełnymi ogórków, sałatek i obiadów do odgrzania. Ratowały mnie one w dni bez grosza i w chwilach tęsknoty za prawdziwym, domowym posiłkiem. Potem zachłysnęłam się zamawianiem potraw do domu. Co pizza to karton, co makaron to styropian. Teraz widzę, ile to przedmiotów bezużytecznych zaraz po wyjęciu z nich jedzenia (chyba że ktoś chce zrobić fajną miskę na owoce z kartonu po pizzy!). A większości styropianu nawet nie przetwarza się u nas ponownie, bo taniej jest go wyprodukować! Zamiast narzekać na domowe przetwory, przeproś się z mamą/ babcią czy ciocią i przygarniaj słoiki pełne domowych pyszności. Pakuj je do własnej płóciennej siatki, rzecz jasna! 😉

Kupuj bez opakowań

Niedobór celujących w klienta „zero waste” sklepów w Polsce doskwiera wielu osobom, szczególnie na samym początku ograniczania odpadów. Widzimy piękne półki produktów na wagę udostępnione na Instagramie, podczas gdy w naszym mieście nikt o zero waste nawet nie słyszał. Problem? Raczej wyzwanie! Założę się, że w osiedlowym warzywniaku możesz wziąć produkty do własnego woreczka, a być może nakłonisz sprzedawcę do wzbogacenia oferty o mąki czy kasze na wagę. Chleb kupisz w piekarni do własnego worka, wystarczy się miło uśmiechnąć i poprosić. Mięso, ser, ryby dostępne są luzem, o ile kupujesz w sklepach, w których nie wszystko jest wcześniej opakowane w folię. Wręcz sprzedawcy swój pojemnik i przynoś jedzenie do domu bez dodatkowych plastików. W samym Poznaniu jest wiele opcji na zdrowe, bezodpadowe zakupy. A w Twoim mieście?

zakupy zero waste

Kupuj do własnych opakowań

Noś ze sobą własne sztućce i słomkę (jeśli lubisz)

Jeśli często jadasz na mieście, a miejsca, które odwiedzasz oferują plastikowe sztućce i słomki, zaskocz ich i weź swoje wielorazowe sztućce. Mogą to być zwykłe, metalowe, z domowej zastawy stołowej, metalowe sztućce turystyczne albo bambusowe, wyjątkowo lekkie i wygodne. Przy napojach pitych zamawianych poza domem polecam wielorazowe słomki stalowe albo – jak w moim przypadku – dziękowanie za plastikowe rurki i picie prosto ze szklanki.

Nie używaj tylu kosmetyków

Redukcja własnej kosmetyczki tylko do tego, co niezbędne jest pierwszym krokiem do bezodpadowej łazienki. Im mniej masz kosmetyków, tym mniej potem opakowań do zagospodarowania.

Zawsze miej przy sobie chusteczkę

Nie higieniczną, nie jednorazową, ale tradycyjną, staroświecką chustkę do nosa. Pomoże Ci ona w wielu sytuacjach! Oto kilka z nich:

  • czyszczenie nosa
  • wytarcie ust w restauracji – zamiast w jednorazową serwetkę
  • zapakowanie kanapki lub ciastka
  • wytarcie potu z czoła
  • zaoferowanie właśnie płaczącej damie

W każdej z tych sytuacji mówię o czystej i wypranej chusteczce, a możesz ich mieć przy sobie równie dobrze kilka.

Dziel się jedzeniem

Wyrzucasz jedzenie? Nie przejadasz kupowanych ilości? Znajdź osoby, które chętnie po Tobie dojedzą. Może to brzmieć cokolwiek dziwnie, ale jest mnóstwo grup na Facebooku (np. poznańska Jedzenie Ci dam, bo mam), w których można oddać dobre jedzenie za darmo i znajdują się na nie chętni. Sama oddałam tak kiedyś pozostałości po kateringu, widziałam oferty makaronów z kończącą się datą przydatności, herbaty, kawy, słodycze i mnóstwo innych. Zamiast wyrzucać, podziel się.

Oddam krupnik.
Pyszny, gotowany na żeberkach, z mnóstwem warzyw i kaszą pęczak. (wypatrzone w grupie Jedzenie Ci dam, bo mam)

Powstrzymaj zachcianki, ale nie torturuj się

Zero waste jest piękne i nie polega na samoumartwianiu się, że z tylu rzeczy trzeba zrezygnować. Nie kupuję słodyczy zapakowanych w folie, ale obżeram się suszonymi owocami kupionymi na wagę. Czasem zakupię kilka ciastek, ale do własnego pudełka. Słodycz zaliczony.

Naprawiaj

Zamiast wyrzucać, naprawiaj. To co się uda odzyskać zaszyj, zaceruj, posklejaj w całość. Wiem, że dziś łatwiej kupić coś nowego niż naprawić. Kto dziś biegnie ze złamanym obcasem do szewca? Prędzej do sklepu po nowe buty. Dzięki takim zachowaniom cenne rzemiosła giną, śmietniki puchną, a masowy producent tylko zaciera ręce z płynących do niego hajsów. Pochyl się chwilę nad swoją rzeczą i pomyśl, czy i jak możesz jej jeszcze przedłużyć życie.

 

11 sposobów, które mogą być bazą do życia bez odpadów to oczywiście tylko ułamek, pigułka całego procesu. Zasady są w miarę uniwersalne, tak żeby każdy mógł z nich skorzystać. A Ty od której zaczniesz?


Jeśli dopiero zaczynasz, polecam całą serię wpisów w kategorii poświęconej Zero Waste. Powodzenia!

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • Dla mnie właśnie najbardziej rewolucyjne było to „nie używaj kosmetyków”. Bardzo się zdziwiłam, ile z nich jest niepotrzebnymi śmieciami!

    • Jakiś czas temu również doszłam do tego wniosku. Np.najczęściej wymienianym u mnie kosmetykiem kolorowym jest puder. Ten, którego używam jest zapakowany w ładną puderniczkę z lustrem i szkoda mi było wyrzucać opakowanie gdy już zużyłam produkt. Dlatego ucieszyłam się, gdy firma, w której go kupuję wprowadziła do swojej oferty magnetyczne pudełko, w którym wymieniam tylko wkłady. Jest tam miejsce np. na puder, róż i dwa cienie. Bardzo fajny pomysł, ale niestety oferta wymiennych wkładów jest ciągle mocno ograniczona. No i brakuje tu lusterka.

      Testuję również własnie mydła i szampon w kostce z firmy 4 szpaki, która wysyła swoje produkty bez plastikowych opakowań, owinięte tylko w kawałek szarego papieru.

      • Jestem ciekawa, jaki puder ma takie wymienne wkłady. Podzielisz się nazwą?
        Też jestem ciekawa Twojej opinii na temat mycia mydłem. Zrobiłam ostatnio swoje na bazie białej glinki, z zerowym przetłuszczeniem i nadal nie jest idealnie.

        • Marta Kindziuk

          Większość produktów w Inglotcie (prasowanych, jak pudry, cienie, róże, rozświetlacze itp) jest dostępnych w formie wkładów do wielorazowych opakowań z wbudowanym magnesem, nazywa się to Freedom System. Bardziej ekologicznie i jednocześnie to polska marka, więc warto wspierać 🙂

  • Bardzo fajnie i pragmatycznie podeszlas do tematu. Tak istotna jest swiadomosc, ze bez wielu rzeczy da sie przeciez zyc i to nawet calkiem fajnie. Pozdrawiam, Daria x

  • Niestety nie żyję zgodnie z ideą zero waste, ale staram się wprowadzać „less waste”. Zamiast wody w butelkach, kupiłam dzbanek z filtrem i filtruję kranówkę. Kosmetyki ograniczyłam do niezbędnego minimum, kupuję naturalne z szklanych butelkach, które mogę użyć ponownie (do przechowywania domowej roboty kosmetyków). Noszę ze sobą termos albo bidon do pracy, coraz częściej przygotowuję posiłki w domu. Na zakupy noszę torbę płócienną, a ewentualne foliówki wykorzystuję dwa, trzy razy – do mrożenia, zabezpieczania otwartych produktów w lodówce itd.. Może nie jest to zero waste, ale od czegoś warto zacząć 🙂

  • Świetny wpis (no i super, że podlinkowujesz poznańskie grupy – bo często po wizycie rodziców zastanawiam się, co zrobić z nadmiarem jedzenia:D). Naprawdę ciekawe i przydatne patenty. 🙂 Co do plastikowych sztućców to chyba jedyna rzecz, z którą byłoby mi trudno – jakoś tak niezręcznie by mi było z własnymi w restauracji. Z drugiej strony obok mojego biura jest stołówka i tam dodają plastikowe sztućce do potraw na wynos, a przecież w każdym biurze są normalne sztućce w kuchni…

    • nat

      Pewnie w tym bistro wystarczyło powiedzieć „poproszę bez sztućców”, ale niestety mało kto wpada na pomysł, żeby faktycznie tak zrobić 😉

    • Warto więc z takich sztućców zrezygnować i korzystać z tych w pracy 😉

  • Ostatnio uderzył mnie widok jakiś pociętych jabłuszek czy innego owoca sprzedawanego w sklepie – właśnie w dodatkowym plastikowym opakowaniu. I nie mogłam się nadziwić jakie to jest straszne marnotrawstwo.

    • Duże marnotrawstwo i bezsensowne – jak dla mnie – rozwiązanie. Taki owoc w folii się tylko dusi! Zupełnie nie rozumiem takich zabiegów.

  • Muszę się zastosować do rady nie kupowania jedzenia w opakowaniach tylko na wagę. Z tym mam właśnie problem. A propos naprawiania starych rzeczy. Moja mama ma radziecki mikser od 35 lat. Prezent ślubny. Nadal chodzi jak torpeda. I nie chce kupić sobie bardziej nowoczesnego bo uważa, że jak by się zepsuł to i nie naprawiłby się. Radziecki może jej służyć jeszcze długie lata…

  • Po twoim wpisie wnioskuję, że przede mną jest jeszcze dużo do zrobienia 🙂

    • Co planujesz w pierwszym rzucie? 🙂

      • Dopracowuje zakupy bez reklamówek, staram się je planować na tyle, żeby zawsze brać plecak. Plus kilkukrotne wykorzystywanie butelek po wodzie.

  • Nie zrobiłam jeszcze rozpoznania z kupowaniem na wagę, ale staram się być czujna z foliówkami. U nas np. na święta robimy sobie z rodziną małe, symboliczne prezenty. Składane, materiałowe torby to standard, chociaż przecież te syntetyczne z Rossmana nie są całkiem eko. Dodatkowo jestem maniaczką noszenia drugiej torby ze śniadaniem, książką, itp i mam całkiem sporo materiałowych toreb, np. z jeansowego odzysku. Z całą pewnością ograniczyłam przez to foliówki przez ostatnie kilka lat, bo co mogę wkładam do tej mojej drugiej torby. Ale gdy zakupy są większe – wykraczają poza moją torbę, ciągle się zdarza, że materiałowa, składana torba, nie wróciła na miejsce, czyli do mojej torebki. No, ale pracuję nad tym 🙂 Pakowanie w słoiki zapasów, itp. to na szczęście norma:) Podpatruję, podczytuję, uczę się od Ciebie 🙂

    • Ograniczenie foliówek to krok milowy. Czekam na moment, kiedy znów staną się one płatne. Może to bardziej zmotywuje innych do zabierania własnych toreb na zakupy. Wg mnie, nawet jeśli torba jest syntetyczna, ale wielorazowa, można jej spokojnie używać.

  • W kwietniu świetnie u nas było z punktem ostatnim, czyli naprawianiem. Chyba z sześć rzeczy naprawiliśmy. I ja akurat buty naprawiam u szewca, póki jeszcze to może je uratować. Jeśli robisz przemyślane zakupy i kupisz „idealne buty”, wtedy nie chcesz się ich pozbywać, bo na sklepowych półkach widzisz tylko gorsze. Przemyślane zakupy to mniej śmieci później.

    • Świetnie, że naprawiasz. Do tego trzeba się odpowiednio zabrać i nie każdemu się chce poszukać odpowiedni zakład. Tak jak mówisz – jak już się ma idealne buty, lepiej o nie odpowiednio zadbać, niż kupować nowe 🙂 A co jeszcze naprawiliście?

      • Będę o tym pisała u siebie 🙂 Torebkę, wózek i jeszcze parę rzeczy. A dzisiaj właśnie przyszywałam guzik, który urwał się chyba drugiego dnia po kupieniu spodni.

        • Małgorzata Lis

          Zgadzam się w kwestii butów – sama mam kilka takich par, o które będę walczyć do upadłego 🙂 I taka ciekawostka w kwestii naprawiania tego i owego – przeglądając ostatnio listę sklepów pewnego centrum handlowego w poszukiwaniu fotografa natknęłam się na punkt naprawy parasoli 😉

  • Ale super grupa do dzielenia się jedzeniem. Dołączyłam 🙂

  • W moim przypadku całkowite zero waste jest niemożliwe, choć zdecydowanie chcę usprawnić zmniejszanie ilości śmieci które produkuję. Sam osobiście wolę plastikowe torby (bo są trwalsze od papierowych i zdecydowanie bardziej eko, niż się wydaje), których nie zużywam zbyt wiele. Z kolei spodobała mi się ta rada z korzystaniem z własnych sztućców w barach z plastikowymi zestawami wydawanymi do posiłków. Chusteczka „klasyczna” to też pomysł warty rozważenia. Dzięki za bardzo ciekawy i ekologiczny wpis! 🙂

    • Zamiast plastikowych można nosić przy sobie torbę bawełnianą, świetnie się sprawdza, a czasem potrafi też równie świetnie wyglądać. Sztućce – no jasne, co za problem nosić je przy sobie 😉 Podobnie własny termos z wodą czy – no właśnie – chustka do nosa. Mniej jednorazowych przedmiotów to większa jakość naszego życia, tak uważam.

  • nat

    Z tymi własnymi pojemnikami to nie jest tak źle 😉 Ja korzystam z pudełek po lodach – są lekkie i można je składać jedno w drugie, więc w drodze „tam” nie zajmują praktycznie miejsca 🙂 A przecież w drodze powrotnej i tak trzeba coś nosić 😉 Poza tym część rzeczy można nosić w woreczkach, a te nie zajmują już prawie wcale miejsca 🙂

  • Zawsze wpieniało mnie to, że kiedy kupuję produkt, dostaję więcej opakowania niż samego produktu. Jakby nie można ryżu zapakować w pudełko, a nie woreczki, a herbata potrzebowała oddzielnych saszetek na każdą torebkę. Dlatego staram się kupować sypkie produkty na wagę, a herbatę liściastą. Pozdrawiam :).

  • Aga z podróży szczypta

    nawet nie wiedziałam, że istnieje grupa do dzielenia się jedzeniem! Świetna sprawa. Tez nie lubię marnować jedzenia, ale czasem się zdarzy… Jakoś nie mogę przekonać się do picia wody z kranu. Mam w głowie stare opinie na ten temat. Siedzą z korzeniami…

  • narentis

    Z kupowaniem na wagę mam problem. I w sklepach i na targowiskach są produkty na wagę w workach. Mówię teraz o suszonych owocach typu morele, rodzynki i żurawina, które bardzo lubimy. Ja mam wrażenie, że te w otwartym worku są brudne i zakurzone nie mówiąc już o kichających w powietrze klientach… Lekkie obrzydzenie mnie ogarnia gdy pomyślę, że mogłabym takie produkty kupić. Nie myję suszonych owoców bo chyba przestałyby być suszone gdybym je nawodniła 🙂
    Co innego takie grochy i fasole, te zawsze się płucze, gotuje i tak dalej więc nie ma problemu.
    Czy ktoś ma podobny dylemat czy jestem osamotniona?

    • Słyszałam o podobnych dylematach i mam pytanie: skąd masz pewność, że ktoś nie kichał na te produkty zanim je zapakował do małych woreczków w fabryce? Według mnie to kwestia psychologiczna. Wydaje nam się, że to, co szczelnie zapakowane, jest bardziej higieniczne. A ile historii słyszałam choćby od osób pracujących w masarniach o tym, że nigdy nie ruszą parówek czy wędlin, które potem pakują w foliowe opakowania. Nie ze względu na skład, ale sposób, w jaki są traktowane na zakładzie (spadają na podłogę, nikt ich nie myje, tylko z powrotem układa na taśmę, a to tylko jeden aspekt z wielu niehigienicznym). Wiem, to może szokować. Najbezpieczniej mieć własne wyroby, jeśli masz czas sama wszystko wytwarzać 🙂

      • narentis

        Masz absolutną rację, nie mam żadnej pewności, że w fabryce nikt nie nakichał do moreli ale jeżeli leżą w otwartym worku na targu a w odległości 30 cm przechodzi tabun ludzi ? A one tak sobie leżą otwarte np 6 godzin. Wiem, że to jest w głowie…
        Ale takie parówki, o których wspominasz nawet jeżeli były na podłodze ( to straszne swoją drogą) to potem idą do rondla i wrzątek załatwi sprawę…chyba 🙂
        Nie da się niestety wytworzyć wszystkiego samodzielnie i w pojedynkę, a szkoda.

        • Sytuacja, o której mówisz, zakłada otwarte worki na targu jak rozumiem? Też bym miała wątpliwości natury higienicznej. Dużo lepiej znaleźć sklep sprzedający produkty sypkie na wagę. Istnieje mniejsze ryzyko zanieczyszczeń, prawda?

          • narentis

            To prawda, tylko gdzie znaleźć taki sklep? I jeszcze żebym do niego nie musiała jechać przez pół miasta. Ale muszę się rozejrzeć w okolicy, choć z tego co wiem to w mojej najbliższej okolicy nie bardzo…

          • W jakim mieście mieszkasz? Może ktoś z czytelników podpowie 🙂

          • narentis

            Mieszkam w Krakowie i jeżeli ktoś coś wie o różnych tego typu sklepach czy inicjatywach to bardzo proszę o informacje.

          • narentis

            Jesteś nieoceniona!!!! Jak to dobrze, że do Ciebie trafiłam!!!!!

  • Winia Lud

    Jak dobrze, że trafiłam na tego bloga:) Własne torby noszę od dawna by reklamówek nie brać. Ale w warzywniaku i tak pakuję do reklamówek – noszę własne i wykrozystuję aż do momentu gdy się porwą – nie mogę przełamać się by pakowac do bawełnianych. Ale czas zacząć:)

  • W sumie wiele z tego już robię 🙂 Ale mam poczucie, że to kropla w morzu, a nie jakieś wielkie zerowaste. I tylko z tym pakowaniem do własnych pojemników mam opory psychiczne…