Styl życia

Kobiece rzeczy, czyli o czym nie warto wstydzić się mówić

-Kochanie, przy kolejnym dziecku na pewno podzielimy się urlopem rodzicielskim. To jasne, że chcę Cię odciążyć i budować własną, bliską relację z naszym dzieckiem. Teraz jednak nie dam rady, szef mnie nie puści, daj spokój, sam jestem wkurzony. Ale chciałbym, uwierz.

Dziś Międzynarodowy Dzień Kobiet. Przez ostatnie sto lat rewolucja obyczajowa zmieniła dramatycznie postrzeganie nas, kobiet, przez pryzmat ról społecznych, prawa do pracy, prawa do głosu w polityce, nauce, gospodarce, a nawet literaturze i sztuce. Niegdyś powieści publikowane pod męskimi pseudonimami, dziś mogą ukazywać się bez wstydu pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem autorki. A jednak nadal jest tyle do zrobienia w świadomości społeczeństwa i naszych, babskich głowach, żeby bez żenady mówić o tym, o czym chcemy i w jaki sposób tego chcemy.

Mówi się, że w dzisiejszych czasach kobieta może wszystko to samo co mężczyzna, a nawet na odwrót: mężczyzna może doświadczać tego, co do tej pory zarezerwowane było dla kobiet. Dlaczego zatem – jak podaje Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej – w styczniu z urlopów rodzicielskich skorzystało 176,2 tys. osób, w tym tylko 1,3 tys. mężczyzn? Z urlopów ojcowskich (2 tygodnie urlopu przysługujące do pierwszych urodzin dziecka) skorzystało w styczniu 14,9 tys. mężczyzn. W tym samym czasie na urlopach jest 274,8 tys. kobiet. Co robią pozostali panowie?

Nadal mamy nierozwiązany problem przemocy wobec kobiet. 1/3 z nich doświadcza przemocy fizycznej i seksualnej, a połowa przemocy psychicznej (za Amnesty International). Nie pomaga stanowisko polskiego rządu, którego szef, premier Morawiecki, zaprzecza istnieniu zjawiska przemocy w rodzinie.

Do przemocy nie dochodzi tam, gdzie występuje dbałość o więzy rodzinne, o normalny dom, gdzie panuje miłość – mówi Morawiecki

I dalej:

Przemoc pojawia się częściej w związkach nieformalnych, a nie tych usankcjonowanych prawnie. (…) Dlatego nie chciałbym, aby ta szkodliwa ideologia, jaką jest gender, przykryła realny problem przemocy domowej wobec dzieci i kobiet.

(źródła: oko press, pap)

„Ideologia gender” nie jest ideologią nakłaniającą do złego, tylko do umiejscowienia płci społeczno-kulturowej w głównym nurcie prowadzenia polityki, gospodarki i działań kulturalnych. W dużym uproszczeniu: gender mainstreaming, o którym niektórzy pogardliwie mówią gender, jest kierunkiem w polityce europejskiej i lokalnej, mającym sprawić, żeby zarówno kobietom, jak i mężczyznom żyło się dobrze, nie zaniedbując interesów, ale też problemów żadnej z płci. Jeśli więc palące kwestie dotyczące którejś z płci są zamiatane pod dywan, nigdy ich odpowiednio nie przeanalizujemy i się z nimi nie rozprawimy, i tym samym będziemy pogłębiali niepokojące zjawiska, takie jak m.in. przemoc, molestowanie, dyskryminacja na stanowisku pracy i w opiece nad dziećmi.

O czym warto mówić

Otwarta komunikacja bez uprzedzeń jest kluczem do zrozumienia siebie, zarówno indywidualnie, ale też w grupie, jaką jest społeczeństwo. Gdy widzę, jak matki zatykają swoim dzieciom i – co gorsza – sobie uszy przy rozmowach o płci, seksualności i bliskości, boli mnie, bo wiem, że niedopowiedzenia wprowadzają najwięcej zamieszania, które przekłada się potem na grunt polityczny i prawny (np. niezrozumienie dla zmian potrzebnych w ustawie aborcyjnej).

O tym, czego potrzebujemy

W dzieciństwie nie miałam problemu z wyrażaniem swoich potrzeb. Płacz, a potem pierwsze słowa nakierowywały odbiorców na to, czego chcę. Nie wiedzieć czemu, wkraczając w dorosłość uczymy się, że o niektórych potrzebach głupio mówić. Chcę być przytulana? Jak to brzmi! Chcę więcej wolności? No proszę ciebie, żyjemy w wolnym kraju! A jednak, gdy zdamy sobie sprawę, ilu rzeczy nam brakuje, brak nam odwagi do otwartej komunikacji.

Ja nauczyłam się o tym mówić. Jeśli coś mi doskwiera, walę prosto z mostu. Jeśli czegoś potrzebuję, mówię o tym głośno i wyraźnie. I cały czas uczę się zaglądać wgłąb siebie, by lepiej zrozumieć, co we mnie tkwi.

O seksualności, bez żenady i uprzedzeń

Molestowanie i przemoc na tle seksualnym nie pojawia się znikąd. Wbrew pozorom, to brak mówienia o seksualności prowadzi do patologicznych zachowań, a spłycanie seksu do małżeńskiego obowiązku – do długofalowego niezadowolenia ze swojego życia i szukania skoków w bok.

Seksualność towarzyszy nam od najmłodszych lat, bo każdy z nas jest nacechowany seksualnie. Każdy ma inne potrzeby, bywają różne formy seksualnego wyrażania siebie i o ile nikomu nie sprawiają krzywdy, nie mamy prawa nikogo oceniać.

Mam duży problem z postrzeganiem seksualności w Polsce. Myślę, że zajmie nam sporo czasu, by wydostać się z otchłani pełnej uprzedzeń nakładanych na nas (w tym na mnie) przez religię katolicką. Przez myślenie o seksie w kategorii grzechu wstydzimy się realizować swoje najbardziej podstawowe, bo biologiczne potrzeby.

Rozmawiajmy z dziećmi o „tych sprawach” bez zawstydzenia. Odpowiadajmy otwarcie na pytania. Sami rozmawiajmy na tematy, które mogą nas nurtować przez całe życie! Są światełka w tunelu, które dają nadzieję na dobrą zmianę. Dzięki akcji #sexedpl mówimy i myślimy o tym coraz więcej, odczarowując skrywane w sypialni tabu, a regularne działania organizacji i osób promujących mądrą seksualność, jak Grupa Ponton czy Natalii – Pink Candy zasługują na owacje na stojąco.

O kobiecości w otwarty sposób

Dopiero od niedawna postrzegam swoją kobiecość w pełni, choć nigdy nie sądziłam, że czegoś mi brak. Kontakt ze swoim ciałem i umysłem w trakcie ciąży i po porodzie zmienia postrzeganie siebie jako kobiety dramatycznie i drastycznie. Sama nie miałam świadomości, jak wygląda połóg, dlaczego mam blokadę na zbliżenia kilka miesięcy po porodzie, jak bliskość dziecka zmienia postrzeganie swojej seksualności i jak zmienia się ciało w tym czasie.

Po drugim porodzie odważyłam się, by zabrać się bardziej za siebie. Zaczęłam używać kubeczka menstruacyjnego, który w zauważalny sposób zbliżył mnie do mojej kobiecości. Uczę się siebie i swojej anatomii. Widzę, jak bardzo okres jest naturalną częścią mnie, której nie muszę się wstydzić, a raczej zaakceptować, obserwować i może nawet polubić.

Kupiłam kulki Plum Bum wzmacniające mięśnie Kegla, bo poród w znaczny sposób te mięśnie nadwerężył. Rozmowa o nietrzymaniu moczu jest chyba na najwyższym poziomie wstydliwości, bo odczuwałam to jako wadliwość mojego ciała, z którą nie wiadomo w sumie, co zrobić. A opcje są różne, z czego kulki są jedną z nich, i to całkiem sensowną. Dzięki nim wiem, gdzie są moje wewnętrzne mięśnie, cały czas uczę się, jak działają i jak je wzmocnić.

Nauczyłam się akceptować swoje ciało takim, jakie jest, mimo że zawsze myślałam o wykonaniu kilku operacji plastycznych. Samoakceptacja, pewność siebie, że jest się wartościowym człowiekiem bardzo pomaga. Bez miłości własnej zależałabym zawsze od opinii innych, a na tym nie można budować silnej siebie.

#3kobiecerzeczy

Z okazji Dnia Kobiet życzę Wam wszystkim, żebyście miały odwagę pokochania siebie takimi, jakimi jesteście, zadawania pytań, nawet z pozoru kłopotliwych i nie martwienia się o to, co powiedzą inni, bo „jesteście inne”. Nie ma dwóch takich samych osób na świecie, a przyjęte przez ogół normy są tylko umowne.

Jeśli macie ochotę, zajrzyjcie na moje Instagram Stories, w których opowiadam o wyzwaniu #3kobiecerzeczy. Zachęcam do celebrowania swojej kobiecości dłużej niż tylko dzisiaj, i do chwalenia się tym, co dla Was osobiście jest ważne. Zobaczycie, jak różne jesteśmy, a może jak w tym jesteśmy do siebie jednak podobne?

Niech nasze działania doprowadzą do rzeczywistego wyrównywania szans! Bez tego będziemy tylko narzekać znad nowych arkuszy danych MPiPS, że znów się nic nie zmieniło.


O czym nadal się wstydzisz mówić, a chciał(a)byś, żeby wybrzmiało głośno i wyraźnie?


 

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze