Jedzenie

Jak nie jeść parówek, czyli moje początki diety wegetariańskiej

Jakieś dziesięć dni temu powiedziałam sobie, że nie będę jeść więcej mięsa. Myślałam o diecie wegańskiej, ale ostatecznie postanowiłam zmieniać nawyki krok po kroku, bez zbędnego spinania się, jeśli coś mięsnego przekąszę. Jak mi idzie?

Na początku jesteś pełna zapału, bo wiesz, że zmiany, na które się decydujesz, są mega ważne – nie tylko dla Ciebie, ale też dla środowiska i całej planety. Obejrzałaś już kilka filmów o produkcji mięsa, być może czytasz na ten temat książki, rozmawiasz ze znajomymi. Determinacja sięga zenitu, motywacja 10/10.

Potem zaczynasz planować posiłki. Zmiana z diety mięsnej na bezmięsną wymaga nie lada ekwilibrystyki żywieniowej. Jadłaś na obiad schabowe, teraz wymyślasz warzywny gulasz. Wstawiałaś udka do piekarnika, teraz ich miejsce zajmują… również warzywa. Parówki na śniadanie powinny zniknąć z jadłospisu, a w zamian za nie pojawi się …zestaw warzyw. Aaa! Od warzyw można oszaleć! Kocham jeść bulwy i zieleninę, ale dlaczego na każdy posiłek!

Tak zupełnie serio, dieta bezmięsna również może być zróżnicowana, wystarczy odpowiednio ją zbilansować i wybadać, które smaki nam odpowiadają. Nauczyłam się, że kolorowe jedzenie z odpowiednim zestawem przypraw może wywołać nieznane dotąd kulinarne doznania.

Na śniadania można jeść…

  • kaszę z bakaliami i mlekiem roślinnym
  • tosty z hummusem
  • pastę z pieczonej dyni i papryki z chlebem
  • szakszukę
  • naleśniki z owocami
  • parówki sojowe (tych na razie  się nie odważyłam kupić, nie znalazłam wersji bez folii)
  • do tego gorąca kawa z korzennymi przyprawami na rozgrzanie.

Na obiady pojawia się…

  • zupa brukselkowa na wywarze z warzyw, z zaskakującym dodatkiem jabłka
  • warzywne curry z ciecierzycą i brukselką (tak jest, kocham brukselkę, a przepis na curry znajdziesz tutaj)
  • krem z buraka na mleku kokosowym (tylko czemu w puszce!)
  • pieczone warzywa z sałatką z awokado
  • wegetariańska pizza

Desery zdominowane są przez…

  • koktajle owocowe na mleku roślinnym (z opakowania tetra pak, o zgrozo!)
  • świeżo wyciskane soki owocowo-warzywne
  • granola z jogurtem
  • desery z nasionami chia
  • kisiele i budynie domowej roboty
  • ciasta (wegetariańskie to pikuś, z niczego nie trzeba rezygnować, z wegańskimi to wyższy stopień wtajemniczenia, na który również mam nadzieję wkroczyć).

Rzadko jemy kolacje, bo obiady pojawiają się na naszym stole zazwyczaj o 18:00. Za to w środku dnia jest treściwa zupa, która skutecznie napełnia żołądki na kilka godzin.

Gdy idę na miasto, specjalnie szukam knajp wegetariańskich, których na szczęście w dużych miastach jest coraz więcej, a ich formuła wykracza poza schemat szybkiego baru ze smażonym falafelem.

Wyjątki od pięknej reguły

Wszystko wygląda pięknie na zdjęciach. Moja opowieść jest na razie bez skazy. A jednak nie każdy posiłek był w trakcie tego czasu bezmięsny. Miałam dwie słabości, z którymi nie poradziłam sobie tak, jakbym chciała:

  1. na proszonej kolacji w Warszawie skusiłam się na stojące tuż obok mnie pyszne krewetki z sosie czosnkowym (czy kiedykolwiek będę w stanie zrezygnować z owoców morza?)
  2. na sobotnie śniadania zwyczajowo zajadamy się parówkami, jeszcze z nich nie zrezygnowałam (wiem, że nie są najzdrowsze, ale jak tak je lubię!)

Te dwa przypadki dają mi do myślenia, czy dieta z całkowitą eliminacją mięsa jest na pewno dla mnie. Na razie nie poddaję się i szukam alternatyw do tych pyszności, na które nadal mam ochotę. Na sobotnie śniadania muszę poszukać godnego zastępstwa. Może naleśniki, a może dobrze przyprawione warzywne pasty? Jestem zdeterminowana, by spróbować wszystkiego, byle znów nie wpadać w parówkową pułapkę.

Sukcesy?

Gdy idę na burgery ze znajomymi, wybieram wersję wege, z kotletem z buraka.

Gdy nie ma w domu nic bezmięsnego do chleba, szybko przyrządzam hummus – będzie na kilka dni.

Gdy idę na targ, kupuję zdecydowanie więcej różnorodnych warzyw, niż gdy byłam na diecie mięsnej.

Gdy sięgam po książkę kucharską, we wszystkich przypadkach jest to Jadłonomia, z której czerpię ogromną wiedzę i inspirację. Przynajmniej na razie.

Gdy oferuję rodzinie jedzenie bez mięsa, (prawie) wszyscy zajadają, aż się uszy trzęsą. Prawie, bo moja Mała Principesa sceptycznie podchodzi do brukselki i hummusu, jest mocno mięsożerna.

Odkąd nie jem mięsa (nie licząc wspomnianych wpadek), odkrywam nowe, nieznane mi dotąd smaki. Badam przepisy, kierujące mnie na trop ciekawego wege-jedzenia. I zaskakuję sama siebie, że to, co jem, jest sycące i nie muszę dojadać! Jedzenie bez mięsa to prawdziwe żarcie, nie jakieś tam przekąski. Czy jest to całkowicie w duchu zero waste? O tym jeszcze napiszę.

Uważasz, że ten wpis jest ciekawy? Podziel się nim z innymi!


Chcesz być na bieżąco? Zapisz się!

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze