Minimalizm Styl życia

Czy życie slow jest dla każdego?

Czy życie w stylu slow jest dla wszystkich? Jak dobrze wykorzystać naszą energię, by pogodzić pracę i życie rodzinne? Kiedy się wyciszać, a kiedy z tego rezygnować?

Sabina Sadecka* z Centrum Psychologicznego Inspeerio odpowiada na pytania, które mnie od dawna męczą. Może i Tobie pomogą żyć lepiej i pełniej.

ograniczam się, inspeerio, slow life
Sabina Sadecka – psycholożka w Inspeerio

 

Czy potrafimy odpoczywać? 

Wzorem odpoczywania są raczej dla mnie koty. Kot, gdy nie musi biec – idzie, gdy nie musi nigdzie iść – siedzi, gdy nie musi siedzieć – leży, a gdy nie musi być przy tym leżeniu czujny – zasypia. I z tego snu potrafi w każdym momencie wybudzić się zwarty i gotowy do działania, jeśli oczywiście jest mu to potrzebne. Wiele osób, które znam działa zupełnie na odwrót. Gdy tylko pojawia im się trochę luzu w ich grafiku, szukają sobie dodatkowych zajęć. U wielu osób doszło też do tego, co Jacek Santorski nazywa „zacięciem się zwrotnicy”. Nie potrafią już jej przełożyć z trybu „mobilizacja” na tryb „regeneracja” i nawet wtedy, gdy mają czas wolny czują przymus pracowania. Do odblokowania tej zwrotnicy może przydać się osoba z zewnątrz – psycholog, psychoterapeuta, coach.

Co poradziłaby Pani osobom, które są cały czas w biegu, ich lista zadań pęka w szwach, a godzina pójścia spać przesuwa się na coraz późniejszą? Jak mają znaleźć czas dla siebie? 

Jeśli stale pracujemy – pomimo że nasz umysł i ciało domaga się przerwy – to najpewniej to zapracowywanie się ma jakąś ważną funkcję do spełnienia. Możliwe, że praca jest naszym sposobem radzenia sobie z napięciem. I tak jak ktoś w stresie sięga po papierosa, czekoladę lub gry komputerowe, tak pracoholik rzuca się w wir pracy. Warto zatem zastanowić się, co uruchamia w nas chęć dodania sobie kolejnego obowiązku do listy, zapisania się na kolejne studia, poprawiania w nieskończoność skończonego już raportu.
Bywa, że nasi rodzice i opiekunowie też nie potrafili wypoczywać i przykaz bycia stale zajętym „odziedziczyliśmy” po nich. To zatem drugie pytanie, jakie postawiłabym sobie w takiej sytuacji – od kogo wziąłem sobie taki scenariusz na życie? Jak mógłbym go zmienić?
I po trzecie – nawyki. Jeśli przez lata kształtowałam w sobie nawyk ciągłej pracy, to taki schemat działania zapisał się bardzo mocno w mojej psychice, ba! on zapisany jest mocno w moim mózgu. By ten nawyk zmieniać muszę zapewnić mojemu mózgowi alternatywę. Jeśli zatem nie zacznę eksperymentować ze spacerami, przerwami na lunch, czytaniem dobrej książki popołudniami, mój mózg będzie reagował na okoliczność pracy – tak jak dotychczas, czyli pracą ponad miarę. Jeśli jednak zainwestuję swój czas i energię, by w mózgu przetarły się szlaki odpowiedzialne za wypoczynek i ten stanie się niebawem moim nawykiem.

Jak życie w stylu slow wpływa na naszą psychikę? Czy nie ma obawy, że przegapimy w nim zbyt wiele? Zostało ukute nawet pojęcie ‚fear of missing out’, czyli strach przed przegapieniem tego, co się dzieje. 

Każdy z nas ma tzw. „sweet spot” czyli optymalny poziom pobudzenia, w którym działa najbardziej efektywnie i z najwyższym poziomem satysfakcji. Na pewno znacie osoby, które, gdy piszą pracę magisterską muszą mieć włączony telewizor, stale odbierać telefony i jeszcze podjadać w trakcie pisania. Dopiero wtedy są w stanie są skoncentrować się i sklecić kilka zdań, bo cisza i brak zewnętrznych bodźców je – paradoksalnie – rozprasza. Ich „sweet spot” jest zupełnie w innym miejscu niż u osób, które – aby pracować efektywnie – muszą się zupełnie wyłączyć, ściszyć telefon, uprzedzić rodzinę, by im nie przeszkadzała. Życie w stylu slow nie jest zatem dla każdego. A może bardziej właściwe byłoby stwierdzenie, że „slow” co innego oznacza dla osób o dużej potrzebie stymulacji i dla tych, u których potrzeba stymulacji jest niewielka, a ich „sweet spot” szybko osiąga poziom kulminacyjny. Bezsprzeczne jest jednak to, że każdy z nas potrzebuje wypoczynku, snu, czasu na kontakty społeczne z osobami najbliższymi i tymi ciut dalej.

Rafał Brzoska, twórca paczkomatów, mawia: Jeśli masz wszystko pod kontrolą, to idziesz za wolno. Z jednej strony chcemy odnieść sukces i dać z siebie wszystko, z drugiej strony cierpi na tym nasze ciało, dusza, niekiedy rodzina. Jakie tempo wybrać, by żyć dobrze? 

Nie ma jednego tempa dla wszystkich. Za to każdy z nas ma wbudowane sygnalizatory, które wysyłają mu informację o przeciążeniu – informacjami, pracą, wysiłkiem fizycznym. Te sygnały świadczące o przemęczeniu to m.in. – stałe uczucie zmęczenia, problemy ze snem, irytacja, podjadanie lub odwrotnie – doprowadzanie się niejedzeniem do wilczego głodu, trudności ze skoncentrowaniem się, prokrastynacja czyli odwlekanie realizacji ważnych zadań w nieskończoność. Wystarczy zatem wsłuchać się w siebie i już mamy odpowiedź. Dobrym barometrem są też ludzie bliscy wokół, jeśli sami mamy wątpliwości, możemy zdać się na ich opinię. Z zewnątrz widać lepiej nasze zapracowanie.

Jak żyć slow, jeśli jest się matką/ojcem dwójki rozbrykanych dzieci? Czy to jest w ogóle możliwe, by dzieci też zwolniły na chwilę? 

Jeśli jest się z dziećmi naprawdę, a nie z nimi i swoimi telefonem, tabletem i problemami w głowie, to od razu rzuci się w oczy mądry rytm, w jakim funkcjonują. Dzieci mają okresy szaleńczej zabawy, które ustępują z czasem miejsca chwilą odsapnięcia i regeneracji. I potem znów szaleństwo i chwila spokoju. Napięcia rodzinne pojawiają się, gdy okresy regeneracji rodziców nakładają się z mobilizacją dzieci i odwrotnie. Zaakceptujmy naturalny rytm dzieci, a bardziej prawdopodobne, że i one z czasem nauczą się szanować nasz własny rytm.
Dzieci to też świetny papierek lakmusowy naszego zmęczenia. Od razu wyczuwają nasze zniechęcenie, a przede wszystkim psychiczną nieobecność, wtedy właśnie gdy one potrzebują naszej uwagi. Zamiast walczyć z energią dziecka, możemy wykorzystać ich wrażliwość do tego, by zająć się naszym przepracowaniem.

Czy używanie mediów społecznościowych wpływa na nasze zdrowie psychiczne? Jak używać ich mądrze? 

Jest takie powiedzenie w toksykologii, które mówi, że wszystko może być toksyną i nic nie jest toksyną. Nawet woda spożyta w nadmiarze może wywołać negatywny efekt w organizmie. Podobnie jest – według mnie – z mediami społecznościowymi. Mogą być dla nas źródłem inspiracji i momentem zregenerowanie – emocjonalnych, społecznych i intelektualnych – akumulatorów. Ale mogą też, jeśli nadużyte, wpłynąć negatywnie na nasze życie. Można się też od nich uzależnić. A uwięzienie w nałogu – jaki, by nie był – może stanąć na drodze do mądrego, pełnego życia.

*Sabina Sadecka – psycholożka i psychoterapeutka. Współzałożycielka Inspeerio – centrum i portalu psychologicznego w jednym. Mieszka w Poznaniu. Jak sama twierdzi – uwielbia swoją pracę!

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze