Podróże Zero Waste

Wakacje all inclusive a zero waste

Wakacje all inclusive a zero waste

Jest tak ciemno i szaro, że nawet nasza kicia zlewa się z kolorem Polski zimą. Jedźmy gdzieś, gdzie jest ciepło i kolorowo, bo inaczej zrobię sobie krzywdę tępą szczoteczką bambusową! Zagroziłam w lutym mężowi. Nie wiem, czy to wizja żony konającej z bambusem w sercu, czy poplamionego dywanu w salonie sprawiła, że moja sugestia zadziałała. Zrobiliśmy coś, czego nigdy nie robimy. Kupiliśmy wycieczkę all inclusive na Lanzarote. Czy było warto?

Mieliśmy pewną zasadę: nie jeździmy na zorganizowane wakacje z biurem podróży. Wolimy organizować wyjazdy sami, kręci nas wyszukiwanie tanich lotów, niebanalnych noclegów, a nawet jechanie w ciemno do zupełnie nowego kraju i szukanie dachu nad głową już na miejscu. Takie wycieczki wspominamy najlepiej. Zazwyczaj poznajemy mnóstwo ludzi, przeżywamy ciekawe przygody, a plan wyjazdu dostosowujemy na bieżąco do naszego samopoczucia i tego, co nam się na miejscu spodoba. Pośrednio wyrażamy też sprzeciw wobec krótkowzrocznego traktowania środowiska naturalnego przez przemysł turystyczny, co trafnie opisuje książka Witajcie w raju.

Doświadczenie uczy, by nigdy nie mówić nigdy. Odkąd mamy dzieci, nasza sytuacja dość znacznie się zmieniła. Najpierw baliśmy się latać z niemowlakiem zagranicę, więc decydowaliśmy się na nadbałtyckie plaże. Potem twierdziliśmy, że dzieci są za małe, by zrozumieć cokolwiek z takiego wyjazdu i lądowaliśmy na nadbałtyckich plażach. Wreszcie było dla nas za drogo, by płacić pełną cenę biletów za cztery osoby, więc jechaliśmy na… (wait for it!) nadbałtyckie plaże.

Podróżnicza ciekawość jednak w nas nie umarła i w tym roku poszliśmy na kompromis sami ze sobą: w korzystnej cenie kupiliśmy wycieczkę w biurze podróży i postanowiliśmy sprawdzić, czy to się u nas sprawdzi.

Okazało się, że wyjazdy z biurem dla ciekawych świata par są nudą, podczas gdy dla par z dziećmi są wybawieniem. Jednym tchem mogę wymienić zalety takiej wycieczki dla rodzin:

  • cena korzystniejsza niż w organizowaniu na własną rękę – noclegi i loty wyszły nas 2-3 razy taniej niż gdy sprawdzaliśmy wyjazd na własną rękę
  • zorganizowane jedzenie i picie – nie muszę sama gotować i (co lepsze!) zmywać naczyń
  • różne opcje posiłków dla wymagających dzieci, również o szczególnych dietach
  • rozrywki dla dzieci dopasowane do ich wieku (animacje, plac zabaw, basen, zajęcia wieczorne)
  • odciążenie dorosłych, podczas gdy dzieci w bezpieczny sposób się bawią.

Najważniejsze dla nas było przetestowanie, jak dzieci zniosą lot i zmianę klimatu, jak odnajdą się w innym kraju i czy z wakacji wrócimy bardziej zmęczeni (bywa często!), czy wypoczęci.

Szybko się okazało, że dzieciaki świetnie dostosowały się do nowej sytuacji, lot był dla nich jak dłuższa przejażdżka autem, a sam pobyt na Lanzarote jedną z lepszych życiowych przygód, jakie do tej pory przeżyły.

Zero waste a all inclusive

Przy wyjeździe na zorganizowane wakacje wiedziałam, żeby przygotować się jak w każdą inną podróż [o zero waste w podróży przeczytasz też tutaj]. Co się sprawdziło, co było zbędne, a czego zabrakło?

  1. Bidon na wodę to podstawowy element wyjazdu na wakacje. Taki bidon powinien mieć każdy urlopowicz, także ten najmłodszy. Woda to podstawowy napój, szczególnie w trakcie wyjazdu w ciepłe kraje. Bidony mieliśmy cztery. Uzupełnialiśmy je: na lotnisku (jest źródełko z pitną wodą), na miejscu w restauracji, a także zwykłą wodą z kranu.
  2. Termos na ciepłe napoje to must-have dla kawoszy i miłośników herbaty. Do termosu można wziąć gorące trunki już na pokładzie samolotu. Jadąc na wycieczkę, można uzupełnić zapasy w restauracji hotelowej.
  3. Kubek wielorazowy – najlepsze kubki na podróż samolotem to te składane silikonowe. Zajmują mało miejsca w bagażu podręcznym, a dobrze mieć po jednym dla każdego. Ja miałam tylko jeden i był problem, gdy każde z nas chciało wypić inny napój z baru nad basenem. Przez to powstało kilka odpadów plastikowych, których wolałabym uniknąć.
  4. Wielorazowe sztućce turystyczne – na 4-osobową rodzinę polecam mieć przynajmniej 2 komplety. Przydają się w samolocie, gdzie podaje się tylko sztućce jednorazowe. Przydadzą się w barze przy basenie, gdzie – akurat w naszym hotelu – potrawy były podawane na papierowych talerzykach z plastikowymi sztućcami. Gdy człowiek głodny, zje i tak, choć lepiej się przygotować.
  5. Stalowy lub silikonowy lunchbox – nie posiadam, ale wolałabym mieć, bo na wyjazdach posiłki bywają serwowane na jednorazowych talerzykach. Ja wzięłam pojemnik plastikowy, który mógł służyć za turystyczny talerz.
  6. Stalowe rurki – wzięłam dwie, choć lepiej mieć 4, bo ostatecznie każdy chciał pić przez słomkę. Wakacje są specyficzne, a napoje z rurką nad wodą wchodzą najlepiej!
  7. Worki z tkaniny (na pieczywo, owoce) – przydają się na przekąski zabierane na plażę, choć zakupów do nich raczej nie robiliśmy, bo nie było takiej potrzeby.
  8. Suche przekąski na podróż – bakalie są idealnym jedzeniem, które możesz zapakować w małe pudełeczko i wnieść na pokład. Przy większym zapasie starczą jeszcze na powrót, jeśli będą przechowywane w suchym i zacienionym miejscu. Ja miałam jeszcze zestaw zdrowych batoników i ciastek od Tomka z kooperatywy spożywczej. Były idealne w trakcie dojazdu do Warszawy i jako smaczne urozmaicenie diety w podróży.
Wakacje all inclusive a zero waste

Podróżny zestaw do samolotu, a w zasadzie jego widoczna część: bidon, kubek keep cup, owijki na kanapki, batoniki mocy, żelki i bakalie eko, bidon dziecięcy

Nie było idealnie bezśmieciowo, bo…

Ciężko o serwowanie przy basenie napojów w szkle, gdy proszą o nie małe dzieci. Mogliśmy się lepiej przygotować i mieć wielorazowe, nietłukące kubki na taką okazję. Zwykły gruby plastikowy kubek z Ikei zda egzamin lub wyżej wspomniany silikonowy.

Podobnie było z rurkami – chwila nieuwagi i w jednorazowym kubku malucha ląduje kolorowa słomka. Uczyłam dzieci, by nie prosiły za każdym razem o nowy kubeczek czy słomkę i z jednego korzystały przez cały dzień.

Dzieci dostawały też od animatorów przekąski w jednorazowych opakowaniach. Z ciężkim sercem musiały ich odmawiać, choć czasem woleliśmy nie wychodzić na bezdusznych rodziców, które dzieciom odbierają od ust. Za którymś razem mój 5-letni Janek wytłumaczył łamaną angielszczyzną: Plastic no, thank you, za co przemiła pani pochwaliła. Co nie zmienia faktu, że pozostałe dzieci nadal dostawały łakocie w folii.

Skusiliśmy się na naklejane tatuaże dla dzieci – taką sobie wybrały pamiątkę z wakacji. Dla nas to może śmieszne i bezużyteczne, ale pamiętam swoje dziecięce lata, pierwsze kolonie nad morzem i – z obecnej perspektywy – bezsensowne zakupy w sklepikach przy promenadzie. Moim dzieciom nie chcę odbierać frajdy z życia, dlatego czasem zgodzę się na coś, co dla mnie wydaje się odpadem. Pozostałe pamiątki to kamienie i muszelki, więc śmieciowego dramatu nie było.

Nie wszystkie kosmetyki miałam też w szklanych opakowaniach. Liczył się dla nas lekki bagaż i bezpieczeństwo użycia. Krem do opalania umiem zrobić sama, lecz tym razem wybraliśmy drogeryjne specyfiki o wyższej ochronie, których butelki mieliśmy na wykończeniu. Teraz zdecydowałabym się na nowy krem, który nie niszczy życia w wodzie po zmyciu, np. Anthyllis z SPF 50, także jeśli jeszcze nie macie kremu na wakacje, polecam właśnie ten. Jest ekologiczny, ze składników bezpiecznych dla skóry z alergiami, w tym dla skóry dziecka.

Można się przygotować, ale niektórych odpadów ciężko uniknąć.

Coś nowego i …wygodnego

Wyjazd na Lanzarote nauczył nas, że wakacje z dziećmi mogą być udane, jeśli zostaniesz choć trochę odciążony z codziennych obowiązków. O ile nie jedziesz z dziadkami, warto mieć taki hotel, w którym są animacje dla dzieci. Dobrze, gdy baseny są na tyle płytkie, że nie będziesz się zamartwiać, czy twoje dziecko się nagle nie zachłyśnie. Wiem, że hotel z placem zabaw jest dla dzieci atrakcyjniejszy niż taki bez niego, choć nie wybrałabym miejscówki z wielkim parkiem wodnym, bo sama nie potrafiłabym się tam wyciszyć. Nasze bungalowy na Lanzarote okazały się fajnie wypośrodkowaną opcją.

Wakacje all inclusive nie oznaczały dla nas tylko leżenia przy basenie i smażenia ciałek, choć takie dni też miewaliśmy. Jesteśmy rodziną ciekawą świata, dlatego urządzaliśmy sobie wypady w różne części wyspy. I wiecie co? Dawno nie byłam w tak zachwycającym zakątku!

Przed wieloma z Was letnie urlopy. Ja chciałam podzielić się swoimi lekcjami z wyjazdu do hotelu, w którym jest wszystko niemal podane na tacy, ale to, co dostajemy, nie zawsze jest zero waste. Można się przygotować, ale niektórych odpadów ciężko uniknąć. Mam do Was prośbę: nie stresujcie się tym nadmiernie. Zróbcie tyle, ile możecie! Reszta to dobra zabawa i odpoczynek.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tej wyspie, dajcie znać. Może stworzę jeszcze wpis z najciekawszymi miejscami Lanzarote?

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze