fbpx
Zero Waste

Minimalistka szyje

„Don’t just stand there, do something!”

Jak często zdarza Ci się siedzieć na kanapie i zastanawiać, czego byś nie zrobił/zrobiła, gdyby Ci się chciało? 

Ile razy w tygodniu pojawia się u Ciebie myśl: nie teraz, może później? 

Czy robisz w życiu to, czego tak naprawdę chcesz? Jeśli nie, co powstrzymuje Cię przed zmianą?

Każdy z nas ulega od czasu do czasu słodkiemu lenistwu. Niektórzy z nas spędzają w ten sposób godziny, dni, tygodnie, miesiące, a zanim się obejrzą przelatuje im przez palce całe życie.

Chciałabym uciec od moralizatorskiego tonu, bo nie chodzi mi o to, żeby Wam wypominać błędy Waszego życia. Każdy ma swój na nie sposób i wie najlepiej, co dla niego dobre. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i potrafimy wziąć odpowiedzialność za nasze życie i czyny.

minimalistka szyje
Zacznij od właściwego przygotowania

Ja od jakiegoś już czasu chciałam spróbować czegoś nowego, zrobić coś sama, przejść do konkretnych akcji. Zmęczyło mnie samo siedzenie i myślenie, teraz jest czas, by działać!

„Jak nie my, to kto?Jak nie teraz, to kiedy?” Dorota Warakomska, WO nr 33 (842)

Dawno, dawno temu…

Nigdy nie miałam zbytniego talentu do robótek ręcznych. W szkole podstawowej zmuszała mnie do nich praca technika, na której zszywaliśmy kawałki materiału w taki sposób, by wyszło z nich coś, co przypomina worek. Pamiętam też projekt pudełka z pocztówek ze szczeniaczkami zszywanych nićmi na krawędziach, który moja mama dostała w prezencie i – z tego co widzę – nadal go trzyma w szafce. Kochana.

W domu z konieczności sama wycinałam materiał i szyłam ciuszki dla lalek, bo Pewex, choć tuż za rogiem, straszył cenami o czterech zerach. Uczyłam się robić na drutach, żeby miśkom nie doskwierała surowa zima. Gimnastykowałam ręce drutami i igłą na tyle, na ile miałam zapału i cierpliwości.

minimalistka szyje
Zrób to! Zacznij rozwijać swoją pasję

Z czasem zabawki zostały rzucone w kąt i przyszły dorosłe sprawy. Nie miałam już chęci ani motywacji do szycia, bo sklepy zostały zalane zylionami ubrań z dalekiego wschodu. Tanio i szybko można było kupić bluzkę na imprezę, po co więc trudzić się w domu z wykrojem, gdy znajomi czekają, a młodość ucieka.

Co się zmieniło?

Przeszłam przez wiele etapów nabywania odzieży. Od znoszonych sukienek po kuzynkach, przez tanie lajkry na ryneczku, drogie najki w sklepie z markowymi butami, tanie i modne ubrania z sieciówek, ekskluzywną odzież drogich marek z portali modowych. Każde z nich nosiłam z taką samą przyjemnością, ale też tak samo krytycznie oglądałam przez pryzmat: nosić czy nie nosić? Każde z nich podobnie kończyło swój los, niezależnie od ceny czy pochodzenia.

„Na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki.” (B. Franklin)

Te ubrania spotykała ostatecznie pewna śmierć upakowana w czarne worki.

Z jednym wyjątkiem. Ubranka, które sama uszyłam dla lalek zostały. Swetry wydziergane przez znajomych mamy nadal się trzymają. Maskotki zrobione ręcznie mają się świetnie. Tęsknota za własnoręcznie wykonaną robótką wykiełkowała karmiona dodatkowo przykładem kilku osób, które sobie świetnie z tym radzą. Choćby moja przyjaciółka Dobromira sama sobie uszyła suknię ślubną i wydziergała na szydełku bolerko. Kosztowało ją to wiele pracy, ale niewiele pieniędzy. A satysfakcja i wspomnienia będą bezcenne.

Maszyna po tacie

W mojej rodzinie mama zawsze szyła ręcznie i robiła na drutach. Tata natomiast był specem od maszyn. Ważne pisma pisał na maszynie do pisania, a ulubione spodnie naprawiał na maszynie do szycia. Gdy patrzyłam, jak wyciąga maszynę na biurko, uruchamia do pracy, nawleka nitkę na igłę swoimi spracowanymi dłońmi, bierze w ręce dziurawe jeansy i naszywa cierpliwie łatę wypełniał mnie hipnotyzujący spokój. Może było to spowodowane miarowym stukotem silniczka Łucznika, a może praca ręczna mojego taty dawała mi poczucie, że zna się na tym dobrze i chętnie mnie tego nauczy, jeśli tylko będę chciała. Tak czy siak, lubiłam, gdy argumentował mojej mamie, że te spodnie jeszcze nie są do wyrzucenia, bo można je łatwo naprawić na maszynie, co za chwilę czynił.

Taty już nie ma, a ja postanowiłam wskrzesić stary sprzęt. Łucznik 466, producent Predom. Ma dwa rodzaje ściegów, silniczek i pedał, dwa bolce na nici, igłę i bębenek. Czego więcej chcieć?

minimalistka szyje
Łucznik 466 mojego Taty i moje pierwsze dzieło

Dlaczego nie nowa maszyna?

Chęć szycia własnych ubrań pojawiła się u mnie kilka miesięcy temu. W międzyczasie korciło mnie wielokrotnie, by kupić maszynę nową, pachnącą jeszcze fabryką i świeżym plastikiem. No właśnie – zasięgnęłam rady i okazuje się, że stare maszyny nie są takie złe przez to, z jakim materiałów były wykonane. Singer czy Łucznik mają metalową obudowę i dobrej jakości wnętrze. Mój model co prawda już ma elementy ze stopów lekkich, ale ciężar ma nadal niemały. Mechanizm, jeśli dobrze konserwowany, może spokojnie posłużyć kilkadziesiąt lat.

„Firma ASPA, która parę dobrych lat temu kupiła Łucznika, bazując na tradycji i jakości starszych (polskich) wyrobów tej firmy i po drodze, niepostrzeżenie, przenosząc produkcję do Chin, robi niezły biznes na sprzedaży maszyn do szycia i „overlocków”. Mam troszkę doświadczeń z tą marką (już Chińską) i raczej nigdy nie pokuszę się o zakup tego sprzętu. Myślę, że prędzej kupię Łucznika wyprodukowanego 20 lat temu.” – pisze autorka z Zapomnianej Pracowni

Poza tym, jeśli jeszcze nie wiem, czy szycie mi się spodoba i czy będę miała do niego cierpliwość, nie będę się decydowała na kupno nowego sprzętu. Stary całkowicie mi wystarczy. Warto wykorzystywać to, co działa, dawać mu drugie życie, nawet jeśli to jego emerytura.

Zabieram się do szycia

Przygotowałam się do pracy zbierając najpierw niezbędne akcesoria.

minimalistka szyje
Magazyny i podręczniki ratują bezradnych

1. Nożyczki krawieckie musiałam kupić nowe, te z Ikei są nawet całkiem niezłe, choć mam wrażenie, że ~20 zł to nie jest najtańsza opcja.

2. Zestaw nici i igieł kupiłam w Lidlu w trakcie tygodnia z szyciem. 19,99 zł za cały zestaw to nie najgorzej, biorąc pod uwagę jego rozmiar i jakoś zawartości.

3. Kolejny zestaw z papierem do wykrojów, mydełkiem i gąbką na szpilki – też 19,99 zł i tu myślę, że wydane niepotrzebnie. Do tej pory korzystam tylko z mydełka, a papier leży i zajmuje miejsce w szufladzie. Kto wie, może przy bardziej zaawansowanych projektach się przyda?

4. Guziki, szpilki, tasiemki kupione w osiedlowej pasmanterii – tak tak, teraz odkrywam te sklepy, do których wcześniej nie zaglądałam. To niesamowite, jak czas się w nich zatrzymał. I ilu rzeczy się można dowiedzieć o szyciu. Pani ekspedientka pomoże, doradzi, podpyta, jaka maszyna, zagada, ale nie wciska niczego na siłę, nie proponuje słowami „mamy jeszcze w promocji”. Ma czas i chęci na budowanie relacji z klientkami i nie sądzę, żeby to była jej przemyślana strategia marketingowa. Po prostu jest miła i pomocna.

5. 2 rodzaje tkanin kupione w Bławatku – moja pierwsza wizyta od dawna była jak odkrywanie nieznanego. Gdzie leży bawełna, gdzie tkaniny sztuczne, a zamki do wszywania, może filc, no i jak się tu płaci? Tu też czas zatrzymał się w miejscu. Choćby samo zamówienie zapisywane jest na karteczce, którą przekazuje się pani siedzącej w „okienku”, po to, by pani obliczyła jego wartość. Jedynym współczesnym znakiem jest terminal płatniczy na karty zbliżeniowe.

6. Zestaw tkanin różnych dostałam od Dobromiry – przydadzą się do ćwiczenia ściegów, zszywania brzegów i wykonywania prototypów.

7. Stosik magazynów Mollie i Ilustrowany Kurs Kroju i Szycia – również od mojej przyjaciółki. Dzięki nim wiem, jak zorganizować swój „warsztat krawiecki” oraz mam inspirację do moich pierwszych projektów, krok po kroku.

8. Deska do prasowania i żelazko przygotowane, ponoć bez nich nie można zaczynać szycia

minimalistka szyje
Żelazko i deska to mus

Minimalistka szyje

Pozbywam się rzeczy z szafy, by zyskać nową, cenną przestrzeń i skupić się na tym co ważne. A to, czego się pozbyłam, a czego nie chcę oddać ani sprzedać, mogę wykorzystać w moim warsztacie. Niektóre ubrania mają bardzo ciekawą tkaninę albo guziki, którym można dać drugie życie. Internet i pisma krawieckie aż roją się od instrukcji DIY, jak zrobić spódnicę z koszulki albo sukienkę dla dziecka z koszuli męża.

Sama nie mogę się doczekać momentu, w którym i ja dotrę do tego miejsca w trakcie doskonalenia moich umiejętności manualnych. Na razie jednak muszę okiełznać maszynę i sprawić, by nitka nie wyskakiwała z igły, a ścieg dolny nie był luźny.

Szyjcie i zużywajcie swoje stare ubrania! Tylko nie przeklinajcie przy dzieciach, jak kolejny raz trzeba będzie pruć 😉

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze