fbpx
Książki

Dlaczego nie warto czytać Marie Kondo

Zaoszczędzę Wam czasu. Nie musicie czytać książki „Magia Sprzątania” Marie Kondo. Nie musicie wydawać 34,90 złotych. Ani marnować cennych wieczornych chwil na te 222 strony. Przekaz jest dość prosty. Może za prosty?


Tak całkiem serio – i uwaga, to moje zupełnie subiektywne zdanie –  książka jest napisana bez polotu, trochę jakby na siłę. Choćby z tego powodu czyta się ją nie najlepiej. Kolejnym jest wrażenie, że autorka nadmiernie elaboruje jeden i ten sam temat. Ile można czytać o tym, że sprzątać trzeba raz a dobrze i że „to jest właśnie magia sprzątania„? Zdanie, które pada już na początku: „Zacznij od wyrzucania rzeczy. Następnie starannie zaaranżuj swoją przestrzeń. Wszystko to powinno odbyć się za jednym razem.” pojawia się dobrych kilka razy.

Sprzątanie totalne

Totalnie źle nie jest, bo gdyby nie czas, który poświęciłam książce, może nie nastąpiłaby w mojej głowie zmiana w kierunki sprzątania totalnego –  tak bym ten sposób nazwała.

Myśl o wyciągnięciu wszystkiego z szafy i położeniu w jednym miejscu, jak zaleca Konmari, trawiłam dość długo. Obawiałam się czasu, który będę musiała poświęcić na rozprawienie się z jej zawartością. Martwiłam się, że jak to wszystko rozgrzebię, to w między czasie Małe Dziecię zdąży się kilka razy obudzić, zakwilić o jedzenie, zabrudzić pieluchę i zabiegać o moją podzieloną już wtedy uwagę. Nie mogę sobie na to pozwolić, na cały dzień z głową w ciuchach – myślałam.

Bałam się też rzewnych łez, które wyleję podczas pożegnań z moimi ulubionymi bluzkami. Esencją metody Konmari jest rozprawianie nad każdą sztuką odzieży z osobna, poświęcenie jej czasu, sprawdzanie, czy nadal przynosi nam radość, a jeśli była nam wyjątkowo bliska, lecz z jakichś powodów już jej nie nosimy, powinniśmy jej podziękować za służbę u nas i pożegnać, wsadzając do worka.

Jak się żegna z przedmiotami?

A jednak, zebrałam w sobie siły i motywację i, nie myśląc długo, zaczęłam wyrzucać wszystko z szafy na łóżko. Zastanowiłam się, gdzie jeszcze trzymam ubrania, i przyniosłam ich drugie tyle z szafy w korytarzu. Powstała sterta ubrań przepełniła mnie przerażeniem. Jak się do tego teraz zabrać?

Moje obserwacje poparte wskazówkami Konmari są następujące.

Bierz każdą sztukę po kolei i zdecyduj, do jakiej kategorii należy:
– do wyrzucenia i nawet się nad tym nie zastanawiam
– zbyt fajne, żeby wyrzucić, ale nie chcę zatrzymać, więc oddam
– zbyt fajne, żeby oddać, więc sprzedam
– zostawiam, bo jest fajne, lubię to, dobrze w tym wyglądam i będę nosić

O dylemacie wyrzucić czy oddać pisałam już wcześniej tu [klik].

Nie zostawiaj ubrań tłumacząc, że będziesz je nosiła po domu. W ten sposób skończysz ze stertą ciuchów, których nie chcesz nikomu pokazywać, a ubieranie ich w domu wcale nie wpłynie pozytywnie na Twoje samopoczucie.

Ubrania, które nosisz w domu, wpływają na Twój własny obraz

Odzież, którą ostatecznie zostawisz, ułóż w szafie wg metody Konmari [klik]
Na pierwszy rzut oka pomyślisz: nie dość, że wkładam taki wysiłek w pozbywanie się nadmiaru ubrań, to jeszcze potem muszę nauczyć się nowego sposobu ich składania . Ja spróbowałam i przyznam, że to działa. Każdą sztukę ułożyłam w szufladzie pionowo, jedna obok drugiej. I już widzę same korzyści:
– ubrania w ten sposób złożone się nie gniotą,
– otwierając szufladę widzę dokładnie, co w niej jest,
– ergo minimalizuję zapominanie o ulubionych ubraniach tylko dlatego, że leżały na dnie pod innymi.

Moja szuflada przed i po sprzątaniu wg metody Konmari

Jak wieszać ubrania?

Marie Kondo radzi powiesić je nie kategoriami, ale według długości, grubości materiału i kolorów.
Jak to zrobić? Wieszaj do lewej do prawej, od najciemniejszych, najcięższych i najdłuższych do najjaśniejszych i najkrótszych. Przyznam szczerze – nie jest łatwo zastosować się do tej metody kompletnie i bezwzględnie. Bo co zrobić z długimi jasnymi sukienkami – przesunąć bardziej na lewo czy na prawo? Albo krótki granatowy żakiet gdzie powinien wisieć? Co z kwiecistymi bluzkami, których u mnie nie brakuje? Jak każda metoda, i ta ma swoje mankamenty i nie jest idealna. A uwieszenie ubrań kolorystycznie powoduje u mnie trudności ze znalezieniem czegokolwiek, bo gładkie granatowe wiszące teraz po lewej zlewają się ze sobą tworząc jedną ciemną całość.

Jak zakończyć proces sprzątania szafy?

Wypełnionych ubraniami worków pozbądź się jak najszybciej. I to jest bardzo ważna zasada: nie pozwól im długo leżeć, bo zaczniesz do nich zaglądać i mnożyć wątpliwości.

Druga zasada: nie pokazuj nikomu z rodziny (lub współmieszkańców), czego się pozbywasz. Będą zadawać pytania, dlaczego akurat tego, przecież to ładne, no przymierz, pokaż, czy pasuje. „Szkoda wyrzucać, przecież to dobre” powiedział mój mąż przy parze jeansów, która wylądowała w worku przy poprzednich porządkach. Zostały, a ja nadal ich nie nosiłam, więc tym razem bezwzględnie wylądowały znów w worku. Na dobre.

Co do ogólnych zasad sprzątania, Konmari radzi, żeby robić to kategoriami wg następującej kolejności (od najłatwiejszych do najtrudniejszych):
1. Ubrania
2. Książki
3. Papiery/dokumenty
4. Rzeczy drobne (jap. komono) – płyty, kosmetyki, AGD itp.
5. Rzeczy o wartości sentymentalnej, w tym zdjęcia

Same ubrania porządkuj następująco:
1. góry (bluzki, marynarki, swetry)
2. doły (spodnie, spódnice)
3. ubrania ‚wiszące’
4. skarpetki
5. bielizna
6. torebki
7. dodatki (szaliki, apaszki, paski)
8. ubrania na specjalne okazje (suknie wizytowe, stroje kąpielowe)
9. buty

Jak sama pisze z rozbrajającą szczerością: „Dlaczego taka kolejność jest wskazana? Nie jestem do końca pewna, ale (…) to działa!”

Magia Sprzątania


A teraz kilka cytatów, które przekażą Wam ducha „Magii sprzątania” Marie Kondo.

„To jest prawdziwa Magia sprzątania”

O zaczynaniu sprzątania od własnych rzeczy:
„Cicha praca nad własnym nieładem jest najlepszą strategią na problem z rodziną, która nie sprząta. (…) gdy ktoś zaczyna sprzątać, wywołuje reakcję łańcuchową”. 

Osobiście nadal czekam na tę reakcję.

O składaniu ubrań:
„Kiedy bierzemy w dłonie jakieś nasze ubranie i je starannie składamy, przekazujemy mu energię, co pozytywnie na nie wpływa.(…) Składając ubrania powinniśmy włożyć w to nasze serce i podziękować im za ochronę naszego ciała.”

I jeszcze:
„Nic nie przynosi większej satysfakcji niż znalezienie tego idealnego punktu [w składaniu ubrania – KW]. Poczujesz, że kształt ubrania jest taki, jaki powinien być, kiedy trzymasz go w ręce. To jak nagłe olśnienie, (…) to szczególna chwila.”

Osobiście potrafię wymyślić na poczekaniu kilka rzeczy, które przynoszą mi jednak większą satysfakcję.

„Ubrania, tak jak i ludzie, rozluźniają się w towarzystwie podobnych do siebie osób, dlatego ułożenie ubrań z tej samej kategorii daje im większy komfort.”

O wznoszącym powieszeniu ubrań:
„…[Gdy je tak powiesisz – KW] poczujesz przyspieszone bicie serca i energię pulsującą w ciele. Ta energia przeniesie się na Twoje ubrania.”

Szokujące dla wszystkich będzie stwierdzenie, że „nigdy, ale to przenigdy, nie należy wiązać rajstop ani pończoch. Nigdy nie wolno też rolować skarpet w kulkę. Dlatego, że czas w szafie to „czas ich wypoczynku.

O dotykaniu ubrań w szafie:
„Taka komunikacja pomaga utrzymać żywotność ubrań i umacnia więź między wami.”

O wyrzucaniu instrukcji domowych sprzętów, w tym telefonów komórkowych:
„O wiele szybciej jest poprosić o pomoc specjalistę niż zmagać się samemu z instrukcją obsługi.”

O wyrzucaniu kabli:

„Szybciej jest kupić nowy”. Serio?

Pytanie bez odpowiedzi

Marie nie zastanawia się nadmiernie, co dokładnie zrobić z rzeczami, których się pozbywamy. Mówi o wyrzucaniu, nie wspominając nigdy o pomaganiu potrzebującym, społecznej odpowiedzialności czy jakiejkolwiek formie recyclingu. Chyba ten egoizm, ta łatwość pozbywania się rzeczy i zaśmiecania reszty świata dla naszej własnej wygody wadzi mi najbardziej.

Poza tym, Konmari nie odpowiada na kwestie związane z bałaganem związanym z posiadaniem dzieci. Nie znalazłam żadnego przykładu odnoszącego się do uporządkowania takiej przestrzeni, a każdy rodzic po przeczytaniu tej książki zderzy się z brutalną rzeczywistością zaraz po odłożeniu jej na półkę.

Pozbywajmy się więc nadmiaru na tyle, na ile jest to dla nas możliwe. W amoku sprzątania nie zapominajmy o naszych dzieciach. I pamiętajmy o tym, by wyrzucając odcisnąć jak najmniejszy ślad na środowisku. 

Nie chcę totalnie krytykować Marie Kondo, bo w pewien sposób i mi otworzyła na pewne sprawy oczy, ale styl „wyrzuć i zapomnij” nie przemawia do mnie i mam poczucie niedosytu. A co Wy o tym myślicie?

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze