Książki Podróże

Mikrowyprawy w wielkim mieście – wyniki rozdania

wakacje lato podróże mikrowyprawy stres korporacja

Prawie dwa tygodnie temu opisałam, czym są mikrowyprawy i jak się do nich przygotować. Moje przemyślenia były zainspirowane książką „Mikrowyprawy w wielkim mieście” Łukasza Długowskiego, polskiego autora, dziennikarza i podróżnika.

Jeśli macie ochotę przypomnieć sobie, dlaczego warto udać się w mini-podróż blisko swojego miejsca zamieszkania, możecie to zrobić przenosząc się do tego artykułu.

***

Pisałam wówczas, że mikrowyprawy to dla mnie kwintesencja minimalizmu. Zachęcałam Was, byście podjęli wyzwanie i opisali swoje pomysły na krótką, acz relaksującą podróż, lub opisali te już odbyte wpisujące się w konwencję szybkiego wyjazdu po naładowanie baterii.

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za udział, wszystkie propozycje były niezwykle inspirujące, czasem zachwycające oryginalnością, innym razem wywołujące uśmiech na twarzy.

Paulina opisywała okolice Chojnic pełne lasów i jezior oraz ulubione dzielnice Berlina.

Anna polecała jednodniowe lub weekendowe wyjazdy do Krakowa, a potem w Tatry lub do Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Ania podała szereg propozycji dla odwiedzających Podkarpacie, w tym wzgórze Magdalenka, Krasiczyn i Łańcut.

Autorka profilu Wildfromthecity podała na Instagramie pomysł na mikrowyprawę dziką Wisłą w pobliżu Warszawy.

Marzy mi się przejście brzegami rzeki. Można też skusić się na wiślaną taksówkę. Może uda mi się zobaczyć bobra albo bielika. Ale tak naprawdę każde zielsko będzie interesujące!

W szczególności chciałabym pogratulować Dawidowi, autorowi bloga mamywyjechane.pl, który otworzył mi oczy na możliwości odkrywania Łodzi. Dawid pochodzi z Pabianic i zdążył już zwiedzić pół świata. Nogi zaniosły go do Azji, gdzie zwiedził Indonezję, był też w Ameryce Środkowej, ale wie, że to, co ma obok siebie może być równie ciekawe. Jak pisze:

Łódź – miasto, które w Polsce raczej nie ma dobrej sławy i mało kto traktuje je jak atrakcję turystyczną – okazuje się, że ma coś, co robi jej reklamę w najdalszych częściach świata. W Indonezji mieszkają ludzie, którzy znają, niestety tylko ze zdjęć, łódzki street art, a konkretnie jej wielkie murale. W Łodzi studiowałem, pracowałem i można powiedzieć, że ją znam. Znam też murale, bo mija się je wszędzie i codziennie. Dopiero jednak pewne indonezyjskie spotkanie skłoniło mnie, aby wybrać się w miasto tylko w jednym celu – aby przyjrzeć się bliżej tej galerii sztuki pod gołym niebem. Czasem trzeba pojechać na koniec świata, aby zwrócić wreszcie uwagę na coś, co ma się pod nosem.

street art łódź grafitti podróże

Street art w Łodzi. Idź śladami pięknych grafik! [źródło]

Lubię street art i pamiętam mój wyjazd do Londynu, podczas którego zwiedzałam miasto śladami Banksy’ego. Kanały Camden Town, mury przy torach kolejowych, centrum przy Old Holborn – szukałam jego murali w najmniej oczywistych dla mnie zakamarkach. Zdarzało się, że były już zamalowane przez jego konkurentów, innym razem odkrywałam jego małą „wrzutkę” w miejscu obok docelowego. Banksy jest aktywny cały czas, dzięki niemu szlaki zwiedzania Londynu stają się ciekawsze i mogą się zmieniać z dnia na dzień. W Polskim miastach bywa podobnie! Jestem ciekawa, czy ktoś z Was zwiedzał inne miasta w podobny sposób.

Czytelniczka podpisująca się jako Konstanty Aniołek (a naprawdę Anna vel Anička) rozweseliła mnie swoją opowieścią o mikrowyprawach szlakiem czeskiego piwa. Mieszkanka Pragi robi jednodniowe lub weekendowe wypady do nieodległych od stolicy miejscowości, odwiedzając lokalne wyszynki serwujące złoty trunek.

Takie nasze mikrowyprawy nie są jak na pierwszy rzut oka może się wydawać pijaczym rejsem. Piwo w Czechach ma moim zdaniem bardziej wymiar kulturowy nie patologiczny i o tym właśnie przekonałam się na własnej skórze. Przesiadując w różnych gospodach w różnych miejscach i niekiedy z różnymi ludźmi przy stole bliżej poznałam tak zwaną mentalność czeską, która do tej pory jest dla mnie nieco zaskakująca. Dodatkowo poznałam okolicę, w której przyszło mi żyć i nie jest mi już obca.

Przyznam, że jej historia urzekła mnie szczerością z lekkim przymrużeniem oka w hrabalowskim stylu. Widać, że Konstanty Aniołek przesiąkła czeską mentalnością w pozytywnym tego zwrotu znaczeniu. Mam w domu piwosza, dla którego liczy się wysoka jakość. Sam warzy piwo we własnym kotle, wykorzystując również czeskie metody produkcji. Dzięki niemu poznałam, jak analizować głębię trunku, jego zapach i smak, na co zwracać uwagę na etykiecie i jak złożony jest proces warzenia piwa bez gotowych ekstraktów. Slow beer dojrzewa w naszej piwnicy i kto wie, może kiedyś wypuścimy własną linię piwa rzemieślniczego. Mamy takie marzenie, które powoli przekształca się w plan.

piwo czechy podróże mikrowyprawy

Wyprawy po lokalne piwo? Świetny pomysł na podróż tematyczną

A gdybyście mieli ochotę na czeską podróż szlakami małych browarów, Czytelniczka poleca następujące: http://www.pivovar-kocour.cz/c…  – przepyszne piwo gypsy porter 19° i w centrum Pragi http://udvoukocek.cz/ serwujące własne ciemne piwo.

Dawid i Konstanty Aniołek otrzymują ode mnie po książce „Mikrowyprawy w wielkim mieście” i wirtualny uścisk dłoni. Prześlijcie swoje dane adresowe na ograniczamsie@gmail.com

Jeszcze raz dziękuję wszystkim uczestnikom i uczestniczkom wyzwania, tym, którzy dzielili się wpisem na facebooku i Instagramie dodając #mikrowyprawykonkurs (było to jednym z kryteriów zakwalifikowania się do konkursu). Mam nadzieję, że lato będzie obfitowało w kolejne pomysły na mini-podróże niskim kosztem. Jeśli taką odbędziecie, koniecznie podzielcie się ze mną, co jakiś czas mogę publikować podsumowania Waszych wyjazdów.

 

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze