Ekologia

Partyzantka miejska czy wygodna kanapa? 10 kroków do zielonego miasta

Partyzantka miejska czy wygodna kanapa

Zeszły tydzień poświęciłam na analizowanie, jak się żyje w polskich miastach, na przykładzie Poznania. Chciałam zrozumieć kilka rzeczy. Pierwsza miała mi uzmysłowić, jak zielone są nasze miasta i co jeszcze możemy zrobić, by kontakt z naturą był dostępny nawet dla mieszkańca blokowiska. Drugi temat związany był z naszymi codziennymi nawykami – jakie czynności pomagają nam, mieszczuchom, żyć bardziej ekologicznie, a z których lepiej zrezygnować. Ciekawi wniosków?

Po co ten sceptycyzm, proszę Pana/Pani

„Zielone życie w miastach to abstrakcja”, „Przecież to się nie da” słyszałam setki razy od osób zagadywanych przypadkiem, gdy opowiadałam o zero waste, o unikaniu plastików i jednorazowych opakowań. „Nie w dzisiejszych czasach, za wygodni jesteśmy.” A właśnie, że w dzisiejszych! Wygoda nie musi oznaczać odmóżdżenia. Chyba że mówimy o wygodnej kanapie.

Ja jak kanapa nie jestem, choć lubię się na niej wylegiwać po pracy. Lubię też zjeść zdrowo, dlatego czasem wolę jednak wstać, wsiąść na rower i pojechać na targ po świeże warzywa. Raz na jakiś czas uzupełniam zapasy produktów sypkich w sklepie BIOrę. Zapisałam się teraz do RWS-u, z którego będę mieć cotygodniowy przydział chrupiącej świeżości prosto z pola. Czy to ponad moje siły? Nie sądzę. Czy Wy sami musicie szukać takich miejsc? Być może. Czy Wasze życie się dzięki temu wzbogaci? A jakże!

Nowa fala, nowy rytm

Nowe nawyki czasem są trudne do wyrobienia, ale zmieniają w miastach wiele. Pomyślcie, co by było, gdyby każdy poznaniak zrezygnował z kupienia jednej butelki wody mineralnej dziennie, a w zamian pił wodę z kranu. Około pięćset tysięcy butelek PET mniej trafi do kosza! I tak każdego dnia. Co by było, gdyby każdy z nas chodził na zakupy z własnymi torbami? Co by było, gdyby każdy choć raz na sezon odpuścił zakupy w sieciówkach, za to udał się do lumpeksu po krzyk mody sprzed kilku sezonów? Warto pamiętać, że z efektów podobnych działań my wszyscy korzystamy.

W zeszłym tygodniu kilka razy zrobiłam zakupy do własnych toreb i pojemników. Nie zawsze było kolorowo. Na targu obeszło się bez problemu, na kolejnym również, w sklepie BIOrę nawet dostałam zniżkę za własne pudełka, a w markecie? Obeszłam się smakiem. Mogłabym zrezygnować i wrócić na „wygodną kanapę”, ale tego nie zrobię. Wiem, jak ważny jest komfort klientów, którzy przełamują swoje obawy idąc pierwszy raz na zakupy zero waste. I jaka satysfakcja z tego, że się udało. Nam nie ma się „udawać”. Nie musimy być wiecznie partyzantką miejską. Nadajemy nowy rytm, do którego mogliby nauczyć się tańczyć również inni.

Zakupy bez folii i picie wody z kranu to pierwsze i bardzo ważne dwa kroki, które każdy mieszkaniec miasta może dla swego miasta zrobić. Zero waste idzie w parze z miastem zielonym, zdrowym, a co za tym idzie, przyjaznym jego mieszkańcom. Co więcej, zero waste to wyzwanie, które porządnie zarządzane miasto mogłoby podjąć jako priorytet działania przenikający każdą inną warstwę życia. Z partyzantki już blisko do wygodnej kanapy, jeśli nie musisz się co krok zastanawiać, „czy tak można?”.

Zielone miasto nie musi oznaczać miejskiej partyzantki. Życie zero waste to też krok w stronę zdrowszego życia w mieście

Rower miejski to świetna alternatywa dla aut i publicznego transportu

Moja (nie taka aż znowu) partyzantka miejska

  1. Piję wodę z kranu – robię to od dwóch lat, odkąd stwierdziłam, że czas skończyć z plastikowymi butelkami. Jedna wskazówka, o której dowiedziałam się ostatnio: jeśli korzystacie z dzbanka filtrującego, warto go trzymać w lodówce, by nie namnażały się w nim bakterie.
  2. Korzystam z własnych toreb, woreczków i pojemników, gdy wybieram się na zakupy – to nie sekret, że zużytych foliówek jako naród produkujemy za dużo (przypominam, statystycznie ok. 460 na osobę na rok!). Nawet gdy wyczuwam sceptycyzm sprzedawców, wolę próbować, rozmawiać z nimi, tłumaczyć powody mojej rezygnacji z plastiku. Jeśli nie za pierwszym razem, za którymś na pewno się uda. Ostatecznie kupuję w miejscach, w których nie mam problemów ze zrozumieniem.
  3. Korzystam z publicznego transportu, gdy potrzebuję się dostać do centrum. Stanie w korkach dobija psychicznie, a tramwaje i autobusy mają w Poznaniu (i w wielu polskich miastach) uprzywilejowaną pozycję.
  4. Częściej niż auto wybieram rower – przyjemnie jest rozruszać rano kości, w drodze do pracy, a po południu oderwać myśli i skupić się na drodze przez park. A rower to najmniej szkodliwy dla miasta środek trasportu!
  5. Wypróbuję carsharing i rower miejski – znam te opcje, choć jeszcze nie musiałam z nich korzystać. W Poznaniu pojawiło się już kilka firm oferujących wynajem auta na minuty, których aplikacje już mam na swoim telefonie. Udało mi się uruchomić jedną, choć wolałabym, by cały proces był trochę prostszy. A rower miejski jest darmowy przy pierwszych 20 minutach jazdy. Appkę też mam, 10 zł na koncie (obowiązkowy warunek uruchomienia), stację rowerów niemal pod blokiem, więc nic, tylko jeździć!
  6. Korzystam z bibliotek – działy z książkami dla dzieci są dla nas wybawieniem. Nie musimy kupować co chwilę nowych pozycji, wystarczy, że pójdziemy do biblioteki i co miesiąc zmienimy zestaw interesujących nas lektur.
  7. Zazieleniam swój balkon lub ogród. W przeciągu ostatniego tygodnia obsadziłam kilka doniczek sadzonkami ziół i pomidorów – samosiejek. Kwiaty kwitną na balkonie od początku maja. Planuję jeszcze więcej ziół, w tym kolendrę, oraz lawendę odstraszającą komary i pachnącą wprost nieziemsko.
  8. Korzystam z ogrodów społecznych w okolicy – po wizycie w ogrodzie na Łazarzu, prowadzonym przez Kolektyw Kąpielisko, ośmieliłam się, by częściej odwiedzać takie miejsca, tym bardziej z dziećmi. Aktywny kontakt z naturą, jak mówi Magda Garczarczyk z Kolektywu, daje o wiele więcej korzyści niż siedzenie w parku. W ogrodzie można pogrzebać w ziemi, ganiać się w labiryncie z traw, obserwować, jak rosną różne typy roślin, wsłuchać się w śpiew ptaków, a przy okazji zorganizować przyjemny piknik.
  9. Jem zdrowe produkty od lokalnych wytwórców – kupuję na targu, w kooperatywie spożywczej, w RWS (Rolnictwo Wspierane Społecznie), w sklepie również, ale bez zbędnej folii i sztucznych składników.
  10. Korzystam z wymienianek odzieżowych i giveboxa, gdy szukam ubrań lub gdy chcę się czegoś pozbyć z moich domowych zasobów.
Zielone miasto nie musi oznaczać miejskiej partyzantki. Życie zero waste to też krok w stronę zdrowszego życia w mieście

Zioła to moja ulubiona uprawa balkonowa

Robię to wszystko nie po to, żeby na siłę uszczęśliwić miasto, ale by ze spokojnym sumieniem móc zasiąść wieczorem na wygodnej kanapie i cieszyć się pełnią życia w coraz lepszym świecie. Tak, wiem, jestem idealistką widzącą wszystko w różowych barwach, śmiejcie się ze mnie, ile chcecie. A ja i tak wiem swoje 🙂 Moja partyzantka niektórym wydaje się przesadna, a ja myślę, że zaraz wszystkim wejdzie w krew i już nikt nie będzie się dziwił. Prawda?

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze