Styl życia Zero Waste

Zero Waste? Naturalny życiowy etap – historia Ani z czeskiej Pragi

zero waste

Ania jest jedną z moich ulubionych inspiracji, ale też strażników jeśli chodzi o redukowanie odpadów. Stali czytelnicy mogą ją pamiętać z historii o mikrowyprawach wokół czeskiej Pragi, za którą została nagrodzona książką Łukasza Długowskiego (przeczytaj tutaj). Dziś wpis wyjątkowy, bo napisany jej rękoma. Zobaczcie, jak życie zero waste wygląda w Pradze!


ZERO WASTE po przejściu na wegetarianizm, drogę przez weganizm, czerpanie z minimalizmu i poszerzaniu świadomości o nas samych i naszych codziennych wyborach było naturalnym życiowym etapem.

Na początku swojej drogi do miejsca, w którym teraz się znajduję było uświadomienie sobie tego, co wkładam do żołądka i jak to na mnie działa. Pięć lat temu w kole życiowych zmian z powodów estetycznych definitywnie zaprzestałam jedzenia zwierząt. Ta decyzja – jedna z najlepszych w moim życiu – zdeterminowała moje dalsze patrzenie na świat. Siłą rzeczy dowiedziałam się o okrucieństwach w przemyśle kosmetycznym i masowych mordach w przemyśle mięsnym (zwierzęcym).

Wyposażona w taką wiedzę i zwykłą ludzką empatię nie mogłam popełniać już takich okrutnych wyborów (kto posiadając taką wiedzę może?). Po zużyciu z  półek w łazience zniknęły produkty testowane na zwierzętach i z substancjami odzwierzęcym, do tej pory nie powróciły (i nie powrócą).

Domową chemię komercyjnych marek zamieniałam na tą rzekomo bardziej ekologiczną.  Nabywając jedzenie zaczęłam zwracać uwagę na jego pochodzenie i produkcję. Będąc przeziębiona w miejsce syntetycznych tabletek i kolorowych syropów z aptecznych półek leczyłam się domowymi sprawdzonymi sposobami (tak jest do tej pory). Świadomie nie nabywałam odzieży, czy butów, gdzie w składzie figuruje składnik typu skóra naturalna (tak jest do tej pory).  Te wszystkie czynniki znacznie wpłynęły na poprawę mojej jakości życia.

Całkiem swobodnie przywędrowały do mnie założenia minimalizmu, które trafiły na – co tu dużo kryć – podatny grunt. Jak człowiek dowiaduje się więcej o otaczającym go świecie, to siłą rzeczy staje się bardziej świadomy (znam takich dla których świadomość jest przekleństwem – uwierzycie?). Zrobiwszy rachunek sumienia (co jest ze mną nie tak, że potrzebuję tyle przedmiotów, czy doprawdy ich potrzebuję?) pozbyłam się wielu, wielu niepotrzebnych rzeczy, które szczęśliwie znalazły nowych właścicieli.

Przeanalizowałam swoje wybory zakupowe, stworzyłam kapsułową garderobę i co najważniejsze zakończyłam nie dające nic znajomości, ograniczyłam brane na siebie niepotrzebne rzeczy do zrobienia i znacznie zniknęłam z portali społecznościowych. Po prostu ograniczyłam posiadanie w łazience, internecie, szafie, kuchni, umyśle (negatywne emocje) itp. I życie stało się jeszcze bardziej komfortowe.

Pewnego razu sfrustrowana ilościami wylewającego się z kosza plastiku (głównie z eko produktów, co za paradoks!) zapytałam się na grupie Polaków w Pradze, gdzie w tym mieście można nabyć produkty typu ryż, kasza na wagę. Szybko otrzymałam wiadomość z namiarami na sklep, a zarazem organizację „Bez Obalu” (w moim prostym tłumaczeniu bez opakowania) i to było jak objawienie.

Tego samego dnia przeczesałam internet w poszukiwaniu wiadomości na temat zw i wpadłam na blog Bei Johnson (http://www.zerowastehome.com/), Laury Singer (http://www.trashisfortossers.com/) i Joanny Gołębiewskiej (http://progg.eu/category/zero-waste/). Te strony zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. W przypływie entuzjazmu zajrzałam do szuflad i szafek w kuchni, na półki w łazience i stwierdziłam, że nie ma tragedii, ale mam nad czym pracować. Co z tego, że ciało myłam zakupionym na sztuki mydłem, skoro włosy raczyłam eko (!) szamponem z plastikowej butli.

Co najważniejsze uświadomiłam sobie wszechobecność plastiku i szeroko pojętych śmieci. Doszło do mnie jak zaśmiecam swoje mieszkanie mające w założeniu być przyjemną przystanią. Doszło do mnie jak marnuję pieniądze (po co osobny płyn do mycia naczyń, do wc i do okien?), zdrowie (przy zamawianiu jedzenia na wynos pakowane jest ono w polistyrenowe opakowanie, które może wraz z temperaturą jedzenia uwalnia pewne związki toksyczne), czas (po co błądzić między półkami w markecie i studiować składy), zasoby naturalne (kiedyś wywalana do kosza natka marchwi stała się integralną częścią obiadu). Przed odkryciem zero waste pokładałam nadzieję w skutecznej segregacji śmieci, po odkryciu stwierdziłam, że lepiej jest nie mieć nic do segregowania, albo znacznie ograniczyć ilość tych śmieci. Małymi krokami zaczęłam wdrażać w życie swoje i swojego partnera zasady Refuse, Reduce, Reuse, Recycle, Rot.

Refuse  odmawiam np. przyjęcia woreczków/reklamówek na zakupach. Reduce  – redukuję ilość posiadanych rzeczy, które są zbędne w życiu. Nie kupuję na zapas. Nabywam tylko to i tylko tyle ile aktualnie potrzebujemy.  Reuse – to co mam staram się ponownie wykorzystywać. Recycle – zwracam niektóre składniki do ponownego obiegu np. resztki jedzenia. Rot – zanoszę resztki jedzenia na kompost.

Mam ogromne szczęście mieszkać w Czechach, a konkretnie w Pradze, gdzie w ciągu ostatniego roku w ogromnym stopniu wzrosła świadomość związana z zero waste. Cyklicznie organizowane są warsztaty, wykłady, spotkania traktujące o zw (tematyka np. kompost, zakupy, recykling, moda, gotowanie itp.). Dzięki temu, że jest tu wiele zaangażowanych jednostek i organizacji Bea Johnson przyjedzie do Pragi drugi raz w tym roku i to na premierę swojej książki, która została przetłumaczona na język czeski.

W Pradze znajduje się pierwszy (lecz nie jedyny) sklep w Czechach „Bez Obalu” gdzie zakupy robi się do swoich pojemników i woreczków. Najfajniejsze jest to, że nie ma tam żadnych kompromisów jak w Nagie z Natury (sorry za prztyczek, ale mnie to razi). W Bez Obalu nie ma papierowych torebek (których  produkcja pochłania hektolitry wody). Tam zakupy możesz zrobić jedynie do przyniesionych przez siebie pomocy, albo możesz kupić woreczek bawełniany na miejscu, albo – i to jest rewelacyjne rozwiązanie – możesz skorzystać z zostawionych przez innych klientów słoików i pojemników.

Nie miałam dotychczas problemu z zakupieniem sera, czy mięsa do swojego pojemnika w mniejszym sklepie rzemieślniczym. W Pradze znajduje się coraz więcej sklepów z produktami z danego kraju (np. sklep grecki, włoski), gdzie bardzo często narodowe specjały są sprzedawane na wagę czy litry. Nie brakuje także rozlewni np. wina, octu, czy oleju.

Jestem bardzo zadowolona, że jest mi dane żyć w kraju, gdzie widzę, że coś się zmienia w zbiorowej świadomości (małymi kroczkami, ale się zmienia).

Jestem rozradowana, że w tak prostych czynnościach jak zakupy nie muszę płacić za opakowanie i po prostu widzę i wiem co kupuję. Na szczęście takich miejsc i w Polsce wcale nie brakuje – bazarki, hale targowe, owocarnie, sklepy ogólnospożywcze itp.. Wystarczy się rozejrzeć i chcieć coś zmienić.

Uczciwie rzecz ujmując, raczej ja i mój partner palacz i zjadacz zwierząt nigdy nie będziemy taką rodziną jak ta z Kalifornii (na ironię nie idealną, bo jednak w nazwie idei jest zero, a słoik rocznie śmieci się uzbiera :-)). Tak czy siak ja osobiście dokładam wszelkich starań, by ograniczyć śmieci wokół siebie (nas), by ich nie wytwarzać, nie sponsorować, nie marnować po prostu. Zero waste jest narzędziem do tego, dzięki niemu chcę być bardziej świadomym i odpowiedzialnym ziemianinem (przy okazji małymi krokami partner też się przekonuje, że warto).

Produkty spożywcze kupuję do swoich woreczków, pojemników, czy nabywam je we szkle. Nie używam kosmetyków w konwencjonalnym tego słowa znaczeniu, piorę orzechami, mam coraz mniej jednorazowych rzeczy zastępując je trwalszymi odpowiednikami lista jest bardzo długa, a wpis ograniczony 🙂 Jeśli ktoś jest ciekawy jak wygląda zw w praktyce w moim wydaniu, to zapraszam na instagram. Tam publikuję zdjęcia z krótkimi komentarzami, które pokazują sukcesy i porażki na drodze do lepszego życia bez śmieci 🙂
https://www.instagram.com/nerada_plytvam/


Anna M. – wege człowiek pochodzący z Wałbrzycha, a od czterech lat ania zero waste czechyzasilający grono emigrantów w Czeskiej Pradze. Na co dzień pracownik biurowy w niewymagającej firmie, dzięki czemu ma czas i energię na swoje zainteresowania, czyli głównie wegańskie gotowanie, grę na perkusji i kino lat 60. XX wieku. Z sarkazmem twierdzi, że razem ze swoim partnerem tworzy zero waste parę sukcesów i porażek.

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze