fbpx
Styl życia Zero Waste

Zero Waste? Naturalny życiowy etap – historia Ani z czeskiej Pragi

zero waste

Ania jest jedną z moich ulubionych inspiracji, ale też strażników jeśli chodzi o redukowanie odpadów. Stali czytelnicy mogą ją pamiętać z historii o mikrowyprawach wokół czeskiej Pragi, za którą została nagrodzona książką Łukasza Długowskiego (przeczytaj tutaj). Dziś wpis wyjątkowy, bo napisany jej rękoma. Zobaczcie, jak życie zero waste wygląda w Pradze!


ZERO WASTE po przejściu na wegetarianizm, drogę przez weganizm, czerpanie z minimalizmu i poszerzaniu świadomości o nas samych i naszych codziennych wyborach było naturalnym życiowym etapem.

Na początku swojej drogi do miejsca, w którym teraz się znajduję było uświadomienie sobie tego, co wkładam do żołądka i jak to na mnie działa. Pięć lat temu w kole życiowych zmian z powodów estetycznych definitywnie zaprzestałam jedzenia zwierząt. Ta decyzja – jedna z najlepszych w moim życiu – zdeterminowała moje dalsze patrzenie na świat. Siłą rzeczy dowiedziałam się o okrucieństwach w przemyśle kosmetycznym i masowych mordach w przemyśle mięsnym (zwierzęcym).

Wyposażona w taką wiedzę i zwykłą ludzką empatię nie mogłam popełniać już takich okrutnych wyborów (kto posiadając taką wiedzę może?). Po zużyciu z  półek w łazience zniknęły produkty testowane na zwierzętach i z substancjami odzwierzęcym, do tej pory nie powróciły (i nie powrócą).

Domową chemię komercyjnych marek zamieniałam na tą rzekomo bardziej ekologiczną.  Nabywając jedzenie zaczęłam zwracać uwagę na jego pochodzenie i produkcję. Będąc przeziębiona w miejsce syntetycznych tabletek i kolorowych syropów z aptecznych półek leczyłam się domowymi sprawdzonymi sposobami (tak jest do tej pory). Świadomie nie nabywałam odzieży, czy butów, gdzie w składzie figuruje składnik typu skóra naturalna (tak jest do tej pory).  Te wszystkie czynniki znacznie wpłynęły na poprawę mojej jakości życia.

Całkiem swobodnie przywędrowały do mnie założenia minimalizmu, które trafiły na – co tu dużo kryć – podatny grunt. Jak człowiek dowiaduje się więcej o otaczającym go świecie, to siłą rzeczy staje się bardziej świadomy (znam takich dla których świadomość jest przekleństwem – uwierzycie?). Zrobiwszy rachunek sumienia (co jest ze mną nie tak, że potrzebuję tyle przedmiotów, czy doprawdy ich potrzebuję?) pozbyłam się wielu, wielu niepotrzebnych rzeczy, które szczęśliwie znalazły nowych właścicieli.

Przeanalizowałam swoje wybory zakupowe, stworzyłam kapsułową garderobę i co najważniejsze zakończyłam nie dające nic znajomości, ograniczyłam brane na siebie niepotrzebne rzeczy do zrobienia i znacznie zniknęłam z portali społecznościowych. Po prostu ograniczyłam posiadanie w łazience, internecie, szafie, kuchni, umyśle (negatywne emocje) itp. I życie stało się jeszcze bardziej komfortowe.

Pewnego razu sfrustrowana ilościami wylewającego się z kosza plastiku (głównie z eko produktów, co za paradoks!) zapytałam się na grupie Polaków w Pradze, gdzie w tym mieście można nabyć produkty typu ryż, kasza na wagę. Szybko otrzymałam wiadomość z namiarami na sklep, a zarazem organizację „Bez Obalu” (w moim prostym tłumaczeniu bez opakowania) i to było jak objawienie.

Tego samego dnia przeczesałam internet w poszukiwaniu wiadomości na temat zw i wpadłam na blog Bei Johnson (http://www.zerowastehome.com/), Laury Singer (http://www.trashisfortossers.com/) i Joanny Gołębiewskiej (http://progg.eu/category/zero-waste/). Te strony zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. W przypływie entuzjazmu zajrzałam do szuflad i szafek w kuchni, na półki w łazience i stwierdziłam, że nie ma tragedii, ale mam nad czym pracować. Co z tego, że ciało myłam zakupionym na sztuki mydłem, skoro włosy raczyłam eko (!) szamponem z plastikowej butli.

Co najważniejsze uświadomiłam sobie wszechobecność plastiku i szeroko pojętych śmieci. Doszło do mnie jak zaśmiecam swoje mieszkanie mające w założeniu być przyjemną przystanią. Doszło do mnie jak marnuję pieniądze (po co osobny płyn do mycia naczyń, do wc i do okien?), zdrowie (przy zamawianiu jedzenia na wynos pakowane jest ono w polistyrenowe opakowanie, które może wraz z temperaturą jedzenia uwalnia pewne związki toksyczne), czas (po co błądzić między półkami w markecie i studiować składy), zasoby naturalne (kiedyś wywalana do kosza natka marchwi stała się integralną częścią obiadu). Przed odkryciem zero waste pokładałam nadzieję w skutecznej segregacji śmieci, po odkryciu stwierdziłam, że lepiej jest nie mieć nic do segregowania, albo znacznie ograniczyć ilość tych śmieci. Małymi krokami zaczęłam wdrażać w życie swoje i swojego partnera zasady Refuse, Reduce, Reuse, Recycle, Rot.

Refuse  odmawiam np. przyjęcia woreczków/reklamówek na zakupach. Reduce  – redukuję ilość posiadanych rzeczy, które są zbędne w życiu. Nie kupuję na zapas. Nabywam tylko to i tylko tyle ile aktualnie potrzebujemy.  Reuse – to co mam staram się ponownie wykorzystywać. Recycle – zwracam niektóre składniki do ponownego obiegu np. resztki jedzenia. Rot – zanoszę resztki jedzenia na kompost.

Mam ogromne szczęście mieszkać w Czechach, a konkretnie w Pradze, gdzie w ciągu ostatniego roku w ogromnym stopniu wzrosła świadomość związana z zero waste. Cyklicznie organizowane są warsztaty, wykłady, spotkania traktujące o zw (tematyka np. kompost, zakupy, recykling, moda, gotowanie itp.). Dzięki temu, że jest tu wiele zaangażowanych jednostek i organizacji Bea Johnson przyjedzie do Pragi drugi raz w tym roku i to na premierę swojej książki, która została przetłumaczona na język czeski.

W Pradze znajduje się pierwszy (lecz nie jedyny) sklep w Czechach „Bez Obalu” gdzie zakupy robi się do swoich pojemników i woreczków. Najfajniejsze jest to, że nie ma tam żadnych kompromisów jak w Nagie z Natury (sorry za prztyczek, ale mnie to razi). W Bez Obalu nie ma papierowych torebek (których  produkcja pochłania hektolitry wody). Tam zakupy możesz zrobić jedynie do przyniesionych przez siebie pomocy, albo możesz kupić woreczek bawełniany na miejscu, albo – i to jest rewelacyjne rozwiązanie – możesz skorzystać z zostawionych przez innych klientów słoików i pojemników.

Nie miałam dotychczas problemu z zakupieniem sera, czy mięsa do swojego pojemnika w mniejszym sklepie rzemieślniczym. W Pradze znajduje się coraz więcej sklepów z produktami z danego kraju (np. sklep grecki, włoski), gdzie bardzo często narodowe specjały są sprzedawane na wagę czy litry. Nie brakuje także rozlewni np. wina, octu, czy oleju.

Jestem bardzo zadowolona, że jest mi dane żyć w kraju, gdzie widzę, że coś się zmienia w zbiorowej świadomości (małymi kroczkami, ale się zmienia).

Jestem rozradowana, że w tak prostych czynnościach jak zakupy nie muszę płacić za opakowanie i po prostu widzę i wiem co kupuję. Na szczęście takich miejsc i w Polsce wcale nie brakuje – bazarki, hale targowe, owocarnie, sklepy ogólnospożywcze itp.. Wystarczy się rozejrzeć i chcieć coś zmienić.

Uczciwie rzecz ujmując, raczej ja i mój partner palacz i zjadacz zwierząt nigdy nie będziemy taką rodziną jak ta z Kalifornii (na ironię nie idealną, bo jednak w nazwie idei jest zero, a słoik rocznie śmieci się uzbiera :-)). Tak czy siak ja osobiście dokładam wszelkich starań, by ograniczyć śmieci wokół siebie (nas), by ich nie wytwarzać, nie sponsorować, nie marnować po prostu. Zero waste jest narzędziem do tego, dzięki niemu chcę być bardziej świadomym i odpowiedzialnym ziemianinem (przy okazji małymi krokami partner też się przekonuje, że warto).

Produkty spożywcze kupuję do swoich woreczków, pojemników, czy nabywam je we szkle. Nie używam kosmetyków w konwencjonalnym tego słowa znaczeniu, piorę orzechami, mam coraz mniej jednorazowych rzeczy zastępując je trwalszymi odpowiednikami lista jest bardzo długa, a wpis ograniczony 🙂 Jeśli ktoś jest ciekawy jak wygląda zw w praktyce w moim wydaniu, to zapraszam na instagram. Tam publikuję zdjęcia z krótkimi komentarzami, które pokazują sukcesy i porażki na drodze do lepszego życia bez śmieci 🙂
https://www.instagram.com/nerada_plytvam/


Anna M. – wege człowiek pochodzący z Wałbrzycha, a od czterech lat ania zero waste czechyzasilający grono emigrantów w Czeskiej Pradze. Na co dzień pracownik biurowy w niewymagającej firmie, dzięki czemu ma czas i energię na swoje zainteresowania, czyli głównie wegańskie gotowanie, grę na perkusji i kino lat 60. XX wieku. Z sarkazmem twierdzi, że razem ze swoim partnerem tworzy zero waste parę sukcesów i porażek.

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

22 komentarze

  • Reply BogusiaM

    Świetny artykuł! Jeśli mnie wzrok (poznaje po tatuażach) nie myli to Ania jest również moją czytelniczką, jednak nie znałam aż tak dobrze jej historii. Ja się staram jak mogę, chodzę do sklepu (warzywniaka) ze swoim słoikiem po kiszoną kapustę, ze swoją ekosiatką po warzywa, owoce, a dalej pani od czasu do czasu wciśnie mi foliówk ‚bo się rozsypie”, „bo się pogniecie” a ja protestuję, bo mam blisko i mi to nie przeszkadza, że zafajda mi siatkę niechcący. Upiorę. Muszę sobie poszyć takie mniejsze woreczki, może ze starej nie używanej koszulki?

    28 października 2016 at 11:54 AM
    • Reply Kasia W | Ograniczam Się

      Ja od jakiegoś już czasu noszę się z zamiarem odkurzenia mojej maszyny do szycia, by poszyć sobie torebki i woreczki. Stary t-shirt czy poszewka na poduszkę nada się idealnie 🙂

      28 października 2016 at 11:58 AM
      • Reply Konstanty Aniołek

        Kasiu, ja tez! Mam maszyne w piwnicy i podchodze do niej jak do nieznajomego jeza. Musze sie ogarnac 🙂

        28 października 2016 at 2:44 PM
        • Reply Kasia W | Ograniczam Się

          Ja w zeszłym roku dużo szyłam. Urlop macierzyński daje trochę czasu na domowe robótki. Teraz ciężko mi go wygospodarować, ale kremy mam czas robić, więc może w listopadzie zamiast kremów pozszywam szmatki 🙂

          28 października 2016 at 3:30 PM
          • Oszczednicka

            Hahaha „chyba Twój” 🙂 To tak jak małe dzieci mówią, żeby nie było 😛 Nadrabiam czytelnicze zaległości u Ciebie! Ach jak ja lubię Twój blog! <3 Inspirujesz na potęgę! :*

            5 listopada 2016 at 8:55 PM
          • Kasia W | Ograniczam Się

            Kojarzę, ja nadal tak mówię 😉 Młodzież jestem!
            Dziękuję, Alicja, za przemiłe słowa :*
            A serio to dopiero drugi urlop macierzyński dał mi trochę czasu na szycie. Pierwszy to szkoła przetrwania 😉

            5 listopada 2016 at 10:13 PM
        • Reply BogusiaM

          Moja maszyna też się kurzy…

          28 października 2016 at 10:53 PM
    • Reply Konstanty Aniołek

      Tak, tak, tak! Bogusiu bardzo lubie Twoj blog, a metoda kopertowa, o ktorej przeczytalem na Twoim blogu zrewolucjonizowala domowe finanse pary sukcesow i porazek 🙂 Trzymam kciuki za Twoje poczynania w kwesti odsmieciowania przestrzeni 🙂

      28 października 2016 at 2:43 PM
  • Reply Konstanty Aniołek

    Dziekuje Kasiu za mile slowa i publikacje. Fajnie sie jest dzielic dobrymi (tak mysle) myslami 🙂

    28 października 2016 at 2:45 PM
    • Reply Kasia W | Ograniczam Się

      Oczywiście, że fajnie i warto! Szczególnie jeśli to wzorce warte pokazania i naśladowania 🙂

      28 października 2016 at 3:30 PM
  • Reply Mała rzecz a cieszy

    Inspirujący wpis, może też się w końcu przekonam do zero waste!

    28 października 2016 at 9:19 PM
  • Reply Madou en France

    Instagram Ani jest mega inspirujący, ja się dzięki niej wzięłam za porządki w zamrażarce i mam zamiar częściej gotować, zamrażać, ZUŻYWAĆ i mieć więcej czasu na inne rzeczy 🙂

    3 listopada 2016 at 5:03 PM
    • Reply Konstanty Aniołek

      Ale super, Twoje wystukane na klawierce literki sa fair trade miodem na moj miesien sercowy 🙂 Sledzimy sie na insta 😀 Serdecznosci i powodzenia 🙂

      3 listopada 2016 at 6:13 PM
      • Reply Madou en France

        Bardzo inspirujesz! Mimo, że do całkowitego zw nie dążę, to lubię podpatrywać takie różne pomysły i powoli wprowadzać je w życie, a u Ciebie pomysłów mnóstwo 🙂

        4 listopada 2016 at 10:44 AM
  • Reply Oszczednicka

    Gratuluję świadomości i samozaparcia Aniu. U mnie (u nas) świadomość się wykluwa… gorzej z pełnym wykonaniem ;/

    5 listopada 2016 at 8:56 PM
    • Reply Konstanty Aniołek

      Zdawac sobie sprawe z pewnych „zeczy” to juz cos 🙂 Trzymam kciukasy za sukcesywnym wdrazaniam nowych rozwiazan 🙂

      6 listopada 2016 at 9:14 AM
  • Reply sieczkarnia

    Bardzo zainspirowała mnie historia Ani. Jednocześnie strasznie żałuję, że w moim mieście nie ma takiego sklepu w którym mogłabym pakować żywność do własnych pojemników. I chętnie przeczytałabym zbiorowy poradnik jak stać się bardziej eko i zero waste u Ciebie na blogu 🙂

    22 listopada 2016 at 9:22 AM
    • Reply Kasia W | Ograniczam Się

      Bardzo ciekawy pomysł, dzięki za inspirację! Może kiedyś taki poradnik powstanie 🙂 W moim mieście (Poznań) też nie najlepiej ze sklepami sprzedającymi produkty na wagę, do własnych pojemników. Trzeba się nieźle naszukać i najeździć…

      22 listopada 2016 at 9:35 AM
  • Reply narentis

    Bardzo, bardzo inspirujący wpis, pomijając już fakt, że od dawna marzę o tym, żeby się do Czech przeprowadzić na stałe.

    3 lipca 2017 at 4:38 PM
    • Reply Kasia W | Ograniczam Się

      Czechy mają w sobie TO COŚ, prawda? 🙂 Też mnie kiedyś korciło, by się tam przenieść. Mówisz po czesku?

      4 lipca 2017 at 10:08 AM
      • Reply narentis

        Nie mówię, ale planuję po wakacjach znaleźć jakiś kurs.

        4 lipca 2017 at 2:40 PM
  • Reply madame raspberry

    o jacie… jak czytam tę historię, to tak jakbym czytała fragmenty o sobie samej;)

    17 lutego 2018 at 3:23 AM
  • Leave a Reply