Zero Waste

Dlaczego nie nadaję się do życia zero waste, czyli biuro rzeczy zagubionych

Jak to dobrze mieć ze sobą wielorazowy kubek z zakrętką, szczególnie w podróży, gdy nachodzi ochota na ciepły lub zimny napój. Nie muszę brać kawy w jednorazowym kubeczku z Warsa, zatem unikam śmieciowego problemu.

Podobnie stalowy bidon na wodę – jest stylowy, wytrzymały, wielorazowy, lżejszy niż szkło, sprawdza się na biwaku, jak i w codziennej podróży do pracy. Termos na wodę to bezodpadowy must-have.

Stalowe słomki przydają się na wyjścia na piwo, do restauracji czy na piknik, gdy chcemy wypić napój w wygodny sposób. Są to same niezbędne gadżety, które zawsze mam ze sobą. A w zasadzie… miałam.

 

Zamiast świecić przykładem zero waste, jestem chodzącym niepowodzeniem, bo tak naprawdę zdarzają mi się żenujące wpadki.

Gdzie jest mój bidon?

Stalowy bidon na wodę kupiłam za pieniądze, które dostałam w prezencie. Zgubiłam go kilka tygodni po zakupie na wycieczce w Krakowie, gdy zwiedzałam targowiska na Nowej Hucie. Tak naprawdę jego los jest dla mnie nadal zagadkowy, bo albo sam wypadł mi z plecaka, albo ktoś musiał go z niego wyjąć – być może ta osoba dzięki bidonowi żyje teraz życiem zero waste pijąc z niego wodę w drodze do pracy? Oby. Ja termos straciłam.

Stalowe słomki są takie małe…

Na cztery stalowe słomki kupione dwa miesiące temu, została mi obecnie połowa. Jedną słomkę zostawiłam w restauracji w Poznaniu – przy pakowaniu torby nie zwróciłam uwagi na ten mały element tkwiący w szklance z wodą.

Drugą używałam na pikniku firmowym, na którym miałam również własny kubko-kufel. Gdy oddaliłam się od stolika, by z kimś porozmawiać, kelnerzy wkroczyli do akcji czyszczenia pustych szklanek i nie myśląc wiele zgarnęli również i moje własne szkło z kawałkiem metalu. Udało mi się ich dogonić i odnaleźć kubek, ale słomka przepadła w otchłani śmietnika. (sic!)

Kotlet schabowy z tofu, pyszny wege obiad w Zemście, a w szklance z wodą moja słomka. Czy jest szansa, by ją odzyskać?

Kotlet schabowy z tofu, pyszny wege obiad w Zemście, a w szklance z wodą moja słomka. Czy jest szansa, by ją odzyskać?

Mason jar w podróży

Mój nowy kubek z zakrętką marki Ball był wyczekanym akcesorium, które od razu pokochałam. Był piękny, poręczny, miał uchwyt, dzięki któremu łatwo się z niego piło, a zakrętka pomagała trzymać napój w plecaku bez ryzyka jego wylania. Chodziłam z nim do pubów, na pikniki, zabierałam go w podróż. Jeszcze w piątek sączyłam z niego poranną herbatę w PKP do Torunia relacji Poznań-Olsztyn, pełna dumy, jaka jestem sprytna i przewidująca. Chodzące, a w zasadzie jeżdżące zero waste!

Cały dzień obowiązków zajął mnie bez reszty. Dopiero po 15:00, gdy zbliżał się czas powrotu, zaczęłam wędrować ręką po wnętrzu plecaka, by odszukać mój ukochany mason jar. Nerwowość rosła, gdy żaden z napotkanych przedmiotów nie odpowiadał mu kształtem. Szukałam ponownie, bardziej dokładnie i pod światło. Kubka nie było. Został rano w pociągu i prawdopodobnie szuka teraz swego szczęścia w Olsztynie.

Nie jestem dobrym przykładem życia zero waste. Gubię to, co miało być wielorazowe i trwałe. Równie dobrze mogę nie brać ze sobą pomocy i korzystać z jednorazówek – efekt będzie podobny, a finansowo na pewno wyjdę na tym lepiej. Tylko moralnie byłoby to całkowicie wbrew moim przekonaniom. Zejście z drogi do redukowania odpadów nie jest łatwe – raz obrany kierunek zostaje w nas na stałe.

 

Cały czas zachodzę w głowę, dlaczego przytrafiają mi się takie sytuacje. Czy za mało dbam o moje przedmioty? A może powinnam je nosić przywiązane na łańcuszku albo na specjalnym skórzanym pasie z odpowiednimi szlufkami na: kubki, sztućce, termosy czy słomki. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do dwóch wniosków:

  1. Zmiana nawyków dotyczy również bycia outdoor – muszę się przyzwyczaić, że biorę ze sobą akcesoria i pilnować ich na każdym kroku, by na pewno spakować je z powrotem.
  2. Nie warto kupować drogich gadżetów – nawet jeśli mają być wielorazowe, mogą się kiedyś zapodziać, nie będą więc służyć wiecznie. Być może zamiast drogiego bidonu lepiej mieć zwykły tani sprzęt ze sklepu za rogiem albo nawet szklaną butelkę po soku. Może zamiast słoika mason jar wystarczy prosty, polski słoik, również z nakrętką. A słomki? No cóż, można się czasem obejść i bez nich. Choć wiele napojów pitych przez nie smakuje lepiej.

Pilnujcie swoich cennych zero waste’owych gadżetów, kochani! Chyba że z lekkim sercem potraficie dawać im drugie życie.

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • Może jednak zapytaj o tę słomkę w Zemście:)

    • Zapytam 🙂 To też wynik tego, że ostatnio nie byłam w okolicy i nie miałam jak do nich zajść. Jeśli mają, to na pewno pójdę odebrać.

  • ma.kesz

    Nadajesz się nadajesz, bo biorę z Ciebie przykład. Podejrzewam, że w podobnych okolicznościach też pogubiłabym co nieco:)

    • Dziękuję za miłe słowa 🙂 Najlepiej nie wychodzić z domu, ale tak się przecież nie da 😀

  • Hihi, dlatego tak podziwiam Beę Johnson, bo ja wciąż zapominam tych gadżetów, toreb, puszek… Słomek metalowych nawet nie zabieram na wynos. Też się nie bardzo nadaję do zero waste😜.

    • Uff, czyli nie jestem sama? Dzięki, Kornelia, bardzo mnie pocieszyłaś. Choć szkoda mi tego, co zgubiłam. To były ładne i przydatne rzeczy…

  • Ja mam antybutelkę i póki co jeszcze jej nie zgubiłam 🙂

    • @jamaska:disqus czym jest antybutelka? Zaciekawiłaś mnie 🙂

      • to taka plastikowa (niestety) „butelka” 480 ml, którą po opróżnieniu można zwinąć i zajmuje mało miejsca. ma wygodny dzióbek do picia co przy małych dzieciach jest bardzo przydatne. Widziałam na stronie producenta w jakiejś mało rozsądnej cenie,ale jak kupiłam na wyprzedaży w rossku za 7,99. Pijemy wodę filtrowaną więc wydatek już się zamortyzował wiele razy 😀

  • No cóż, życie ZW do łatwych nie należy, ale nie ma co się poddawać. W końcu kto jak kto, ale jesteś jedną z ambasadorek ZW.

    Może ustaw sobie jakieś przypomnienie w telefonie, żeby pamiętać o swoich sprzętach, bo z łańcuchem u szyi może być ciężko. Zwiększony obwód w pasie ostatnio wygląda podejrzanie, więc też bym sobie odpuścił. Tylko czy alarm co godzina wystarczy? 😉

    • Chyba bym oszalała z takim alarmem i na zawsze wyciszyła telefon 😀 Mam nadzieję, że doświadczenie nauczy mnie by wszystkiego mocno pilnować i mieć oczy dookoła głowy. Bo z ekscytujących sytuacji, w których wszystko gubię, jakoś nie chcę zrezygnować 😉

  • Usiłuję praktykować slow life, uważność, bo mam wrażenie, że to gubienie rzeczy, ten nieogar, ma gdzieś jakąś głębszą przyczynę. Może gubi mnie ilość bodźców. Zdarzyło mi się pójść do pracy w dwóch różnych butach…Może Ciebie też to gubi? Zauważ, w jakich okolicznościach zgubiłaś rzeczy 😉 Nie w samotni, tylko właśnie podczas konferencji, wycieczki, pracowej imprezy… Może to ma znaczenie? A może wtedy skupiasz się właśnie na chwili, chłoniesz ją, co przekłada się na to, że gadżety już przestają być takie ważne? Tak sobie myślę, że te chwile, podczas których Twoje rzeczy poszły w świat, to własnie ważne dla Ciebie momenty 🙂
    Może nie warto się martwić, rozważać, że się nie nadajesz? Nadajesz się świetnie i właśnie pokazujesz, że mimo przeciwności, idziesz do przodu, że przeciwności nie spychają Cię z obranej ścieżki 🙂 Szukasz nowych rozwiązań 🙂

    • Coś w tym jest, Stella. Niby uważność pomaga, ale rzeczywiście – w sytuacjach, w których gubiłam moje gadżety: 1) pierwszy raz od dawna jechałam do Krakowa i spotkałam Olę Niewczas (założycielkę grupy Zero Waste Polska , 2) rozmawiałam ze znajomymi, których dawno nie widziałam, na firmowym pikniku, 3) jadłam obiad z dopiero co poznanymi znajomymi z blogów, które kocham (Julka, Aga, Janusz), 4) pierwszy raz od 16 lat jechałam do Torunia. Tak, gadżety schodziły na drugi plan.

  • Zafascynowały mnie te stalowe słomki <3 Gdzie takie można dostać?

    Kubek termiczny mam od dawna, na uczelni zawsze brałam do niego herbatę. Ciekawe, czy w miejscach publicznych by się dało. A wodę z butelki filtrującej. Pewnie wymiana filtrów nie jest ideałem, ale na razie myślenie o tym jest nieco poza moim zasięgiem 😉