Minimalizm

Konsumpcjonizm kobiecy czy męski

Niektórzy myślą, że nawyk lub w skrajnej wersji nałóg kupowania należy przypisać głównie kobietom. Inni nie wieszają suchej nitki na mężczyznach, którym zdarza się kupować rzadziej, ale jednak drożej. Jakie więc są kobiece i męskie zwyczaje konsumenckie? Czy płeć wynikająca z ról, które społeczeństwo nam przypisuje, wpływa na to, jakimi konsumentami jesteśmy? Wg badania, które przeprowadziłam na 127 osobach, 10 proc. mężczyzn i aż 20 proc. kobiet uważa, że ma problem ze zbyt częstymi zakupami. Spośród nich, aż 38 proc. singielek (a tylko 11 proc. singli) uważa to za swoją wadę.
Moc obserwacji
Zacznijmy od płci pięknej. Kupujemy częściej niż mężczyźni, nie da się ukryć. Wg przeprowadzonych przeze mnie badań, to kobiety robią codzienne zakupy częściej (28 proc.) w stosunku do mężczyzn (12 proc.).
Co stoi natomiast za zakupoholizmem kobiet? Kupujemy, ponieważ:
– wyszła nowa kolekcja wiosna-lato, a zeszła wiosna-lato to zupełnie inna historia, inny świat, nie chcemy żyć starym zmurszałym sezonem
– nowa kolekcja obejmuje też dział męski i dziecięcy, w którym nie omieszkamy wybrać kilku sztuk do szafy naszych najbliższych – nie mogą wyglądać gorzej od nas, w końcu stanowimy jednostkę społeczną implikującą spójność myśli, poglądów i wizerunku (w stosunku do mężczyzn, kupujemy 2,5 raza częściej odzież również dla całej rodziny)
– znudził nam się kolor lakieru do paznokci, pozostałych 20 w szufladzie też, więc rubinowa malina z zapachem prawdziwej maliny to hit i strzał w 10, który musimy mieć (kosmetyki są najchętniej kupowanym produktem przez kobiety, kupujemy je częściej niż jedzenie i ubrania!)
– dbamy o gospodarstwo domowe (nadal to w większości my odpowiadamy za codzienne zakupy spożywcze, choć wg deklaracji badanych przeze mnie osób, aż 62 proc. dzieli się nimi po równo), więc lodówka nie może być pusta, szafka z detergentami w łazience musi reprezentować środki do czyszczenia powierzchni wszelakich, domowe sioło musi być wyposażone w sezonowe dekoracje, obrusiki i gadżety, które po sezonie zalegają w szafach
– mamy chandrę – czy muszę coś więcej dodawać?
Mężczyźni też mają jednak swoje konsumpcjonistyczne grzechy, które obserwujemy jednak nie na co dzień, bo są to zazwyczaj zakupy odbywające się raz na jakiś czas (zakupy spożywcze już nie codzienne, ale kilka razy w tygodniu, a nawet kilka razy w miesiącu – wg 5 proc. badanych, dla porównania żadna z kobiet nie zadeklarowała tak rzadkich zakupów). Gdybyśmy jednak podsumowali je finansowo, okazałoby się, że są one równe lub nawet przewyższają kwotą sumę rocznych zakupów kobiecych.

Statystyczny Jan Kowalski idzie na zakupy, bo:
– telewizor za mały i przestarzały (mężczyźni kupują sprzęt AGD i RTV dwa razy częściej niż kobiety)
– w domu brakuje wiertarki z prawdziwego zdarzenia, bo głupio pożyczać (przecież nikogo i tak nie znamy w klatce), a dobrze posiadać swój ciężki i markowy sprzęt
– śrubki, gwoździe, artykuły metalurgiczne też są pożądanym gadżetem do trzymania w szufladzie na specjalną okazję wbijania lub wkręcania (sprzęt remontowo-naprawczy jest 4 razy częściej kupowany przez mężczyzn niż kobiety)
– sprzęt fotograficzny, laptopy i inne związane z nowymi technologiami i  hobby gadżety kosztują nas niemało (sprzęt hobbystyczny mężczyźni kupują 2 razy częściej niż kobiety)
– auto – tu wszystkich akcesoriów nawet nie jestem w stanie wymienić, ale mężczyzna dobrze wie, czego jego auto (a zatem i on sam) potrzebuje (a kupuje w tej kategorii 5 razy częściej niż kobieta!).
Różnimy się nie tylko płcią, ale i zwyczajami zakupowymi. Myślę, że większość par to potwierdzi i z lekko złośliwym uśmiechem wypomni raz czy dwa przy kolejnej rozmowie z partnerem/-ką „tę setną sukienkę” czy „tę bezużyteczną lornetkę ornitologiczną”.
Samodoskonalenie się
Do czego możemy zmierzać to nie dalsze poróżnianie się na lepszych i gorszych zakupowiczów, ale próba polepszenia naszej konsumpcyjnej kondycji.
Kilka kroków jest w tym procesie szczególnie ważnych:
1. Uświadomić sobie, że każde z nas jest konsumentem i ma swoje dobre lub złe zwyczaje (możemy spróbować je samemu nazwać)
2. Przemyśleć, dlaczego te lub inne artykuły kupujemy – czy są one nam niezbędne, czy możemy bez nich żyć
3.  Ograniczać liczbę przedmiotów, które posiadamy, przy każdym nowym zakupie z danej kategorii (dobry zwyczaj to redukowanie liczby ubrań przy każdym nowym uzupełnieniu szafy według zasady: jeśli nie miałam/-em tego na sobie przez ostatni rok/pół roku, widocznie jest mi to niepotrzebne).
4. Robić zakupy z listą – przynosi to nie tylko oszczędności w kieszeni, ale też nie zagraca nam naszej docelowo poukładanej przestrzeni
5. Większe zakupy zapisywać na wspólnej liście i razem z rodziną/partnerem lub samym sobą dyskutować ich niezbędność – jeśli zakup może poczekać miesiąc lub dwa, najprawdopodobniej nie jest nam do życia potrzebny, a my dajemy sobie czas na bardziej świadomą decyzję o rezygnacji z niego.
Te 5 reguł to tylko początek, mały rachunek sumienia, który ma nam wskazać, jakimi konsumentami jesteśmy i jakie są pobudki, którymi kierujemy się w naszych zakupach.
Czy jesteście w stanie dojść do krytycznych wobec siebie wniosków i bijąc się w pierś wejść na drogę do zakupowego samodoskonalenia się? 16 procent z nas już zauważa problem, może warto podjąć rękawicę i zacząć się ograniczać!


Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze