fbpx
Podróże

Ciemna strona branży turystycznej

Śmieci znalezione na plaży

Według danych UNWTO, Światowej Organizacji Turystyki, co jedenasta osoba jest zatrudniona w branży turystycznej, a dochód przez nią generowany wynosi 9 procent światowego dochodu brutto. Liczba turystów wzrosła globalnie w ostatnich latach drastycznie i przekroczyła 1 miliard osób podróżujących. Podczas gdy gospodarka rośnie, środowisko ulega degradacji, a lokalne społeczności zamiast zyskiwać – często tracą. Jak wygląda ciemna strona branży turystycznej? Jak nasz odpoczynek przekłada się na jakość miejsc, do których jeździmy? I jakie obserwuję trendy w stylu naszego podróżowania?

Jak natura od nas odpoczywa

Mimo wzrostu liczby podróżujących w ostatniej dekadzie, obecny rok przynosi ogromne straty branży turystycznej. Według danych OECD, spadek dochodów z podróży i turystyki już teraz wynosi 60 procent (dane z 2.06.2020), a jeśli okres pandemiczny przedłuży się do grudnia, straty mogą wynieść aż 80 procent. Z jednej strony regionom żyjącym z turystów grozi ekonomiczna zapaść, z drugiej środowisko znacząco od nas odpoczywa. Zdjęcia delfinów w Cagliari, stolicy Sardynii, obiegły cały świat jako symbol obecnej ulgi dla natury. W weneckich kanałach pojawiły się ryby i łabędzie. Emisje CO2 do atmosfery wynikające ze zmniejszonego ruchu lotniczego również maleją. Transport powietrzny odpowiada za 12 procent śladu węglowego całej branży transportowej i już teraz naukowcy obserwują znaczną redukcję emisji.

Tanie podróże dla każdego

Branża turystyczna ma wpisany dwoisty charakter w istotę swojego funkcjonowania. Od zarania istnienia pierwszych biur podróży, zasadą wyjazdów było: uciec w ciepłe i słoneczne miejsce, oderwać się od codzienności i mieć wszystko z głowy. Takie wygody oferowało pierwsze biuro turystyczne Thomas Cook powstałe w 1841 roku w Anglii, które notabene niedawno ogłosiło upadłość (23 września 2019). Wraz z bogacącym się społeczeństwem podróżowanie stało się tańsze, dostępne dla wszystkich, a nie tylko dla elit i arystokracji. Rozwój środków transportu, w tym lotnictwa, sprawił, że daleką podróż można było zaplanować na tydzień lub dwa, a potem spokojnie wrócić do pracy.

Jaki wpływ na turystyka na środowisko?

Branża turystyczna odpowiada za 5 procent emisji gazów cieplarnianych do atmosfery, z czego 90 procent to emisje pochodzące z transportu. Z roku na rok aktywnych podróżników jest coraz więcej, a co za tym idzie, emisje również rosną. Szacuje się, że w 2030 roku wzrost wyniesie 25 procent w porównaniu z 2016, chyba że trend spowolnienia gospodarki, w tym turystyki, utrzyma się dłużej niż tylko w 2020 roku.

Czy wiesz, że żeby nawodnić jedno pole golfowe zużywa się tyle wody, ile potrzebuje 60 tysięcy mieszkańców terenów wiejskich? Do tego dochodzi 1500 kg środków chemicznych, takich jak pestycydy i herbicydy, w skali 1 roku!

Degradacja lasów i wybrzeża

Budowa hoteli w strefie przybrzeżnej w wielu miejscach na świecie, w tym w Meksyku, krajach Azji Południowo-Wschodniej, a nawet w Polsce, przyczynia się do zwiększonej erozji plaż i wycinania cennych dla całych ekosystemów lasów.

W Meksyku 65% lasu mangrowego, czyli namorzynowego, będącego siedzibą wielu rzadkich gatunków roślin i zwierząt, jest zniszczona przez nielegalne budowy wielkich ośrodków wypoczynkowych. Podobne sytuacje mają miejsce w Azji – na Sri Lance, w Wietnamie czy Tajlandii. Jednym z powodów, dla których tsunami z 2004 wywołało tak wielkie straty był brak lasów mangrowych, zniszczonych podczas “oczyszczania plaż” (wycinki lasów pod turystów) i masowych hodowli krewetek.

Chcesz nocować świadomie? Wybieraj małe ośrodki, pensjonaty, agroturystyki, pola namiotowe, prowadzone w zgodzie z naturą.

Plastikowe love

Widocznym i niezaprzeczalnym dziś śladem turystyki na łonie natury są śmieci, w tym najgroźniejszy dla lokalnej fauny jednorazowy plastik.

Władze Malty podają, że średnia dzienna produkcja śmieci przez mieszkańca Malty wynosi 0,68 kg, a przez turystę odwiedzającego Maltę i mieszkającego w hotelu 1,25 kg.

Co roku do mórz i oceanów na całym świecie trafia 10 mln ton odpadów plastikowych. Kraje, takie jak Indonezja czy Filipiny, które mają ogromny problem, by poradzić sobie z własnymi odpadami, zamykają granice dla plastiku z zagranicy, jednocześnie wprowadzając nowe reguły gry dla turystyki. W 2017 roku Kenia zakazuje plastikowych siatek na zakupy. Stolica Indonezji, Dżakarta, banuje niechciane jednorazowe torby 1 lipca 2020 roku. Podobne zakazy ma za sobą Kalifornia czy Południowa Australia. Nikt nie chce znajdywać na plaży plastikowych słomek, mieszadełek do napojów czy jednorazowych widelczyków.

Jakie śmieci można znaleźć na plaży?

Niestety, w miejscach turystycznych, również w Polsce, plastiku zużywa się najwięcej. Opakowania na żywność, kubki na napoje na wynos czy plastikowe pamiątki z wakacji to dylemat również polskich turystów.

Czy możemy go uniknąć? Tak, jeśli będziemy pamiętać o własnych pojemnikach na jedzenie, wielorazowych sztućcach i bidonach, a także, gdy zamiast suwenirów Made in China postawimy na lokalne rzemiosło lub… wspomnienia. To one mają ostatecznie największą dla nas wartość.

Chemia w kosmetykach do opalania

Podróże w ciepłe kraje wiążą się dla nas z narażeniem na poparzenia słoneczne, jeśli nie użyjemy kremu z wysokim filtrem. Co jednak, jeśli pokremowane ciało wykąpiemy potem w morzu? Czy nie zaszkodzimy wodnej faunie i florze?

Popularnym składnikiem kremów z filtrem jest Benzophenone 3, inaczej oxybenzone (pisałam o nim więcej w tym wpisie). Nie pozostaje on bez wpływu na środowisko. Okazuje się, że spłukiwany z naszych ciał przez morskie wody może powodować zaburzenia hormonalne wśród parzydełkowców, tworzących rafy koralowe. Naukowcy badający wpływ tego składnika na Hawajach i Wyspach Dziewiczych dowiedli, że oxybenzone hamuje wzrost larwalny koralowca Stylophora pistillata. W miejscach gęstych od turystów może nastąpić degradacja podwodnych ekosystemów, blaknięcie rafy koralowej i – w efekcie – pogłębienie zmian klimatycznych i ocieplenia klimatu.

Jeśli nie chcemy szkodzić, używajmy kremów z filtrem bez oxybenzonu.

Małe zyski dla mieszkańców

Turystyka uzależnia lokalnych mieszkańców od dochodu sezonowego. Powstają specjalne usługi tworzone tylko pod wakacyjnych gości, często oderwane od realiów życia na miejscu. Tańce beduinów w Maroku to tylko turystyczna atrakcja, a nie codzienny marokański rytuał. Pokazy dzikich zwierząt są ciekawostką dla hotelowych gości, lecz udręką dla trzymanych na uwięzi często zagrożonych już gatunków. Nikt w domu nie trzyma tygrysa, żeby go głaskać przed snem.

To również wyciek pieniędzy z krajów, w których zyski gromadzą głównie firmy organizujące podróżnicze imprezy. Jeśli biuro turystyczne z Europy organizuje wyjazd do Tajlandii, najpewniej ma na miejscu hotel własnej sieci wyposażony w meble i sprzęty zakupione w Europie. W Tajlandii, wg badań ONZ, wyciek wynosi 70 procent tego, co turyści wydali na wakacjach, w Indiach 40, na Karaibach – 80 procent. Jeśli wczasy są all-inclusive, wyciek jest jeszcze większy.

Poza tym, na wczasach all inclusive, goście hotelowi czasem ani razu nie opuszczą murów ośrodka. Mają w nim wszystko, czego potrzebują, a niepewność nowego miejsca ich bardziej przeraża niż ciekawi. Z badania przeprowadzonego przez Tourism Concern, 32,8 procent turystów wczasów w pakiecie nigdy nie wychodzi, by zjeść w lokalnej restauracji, a 34,47 procent gości nigdy nie wybiera się na wycieczkę po odwiedzanym miejscu. Dla lokalnej ekonomii oznacza to, że pieniądze, które potencjalnie mogłyby zasilić budżet mieszkańców, nie zostaną na miejscu wydane.

Dlaczego w domu segregujemy śmieci i oszczędzamy wodę, a wychodząc z hotelowego pokoju nigdy nie gasimy światła? Dlaczego nie pozwalamy własnemu dziecku przyjmować prezentów od obcych, a sami wpychamy słodkości w małe rączki? Nie wypada zadawać takich pytań. Urlop nie jest przecież od myślenia. – Sylwia Kulczyk, Post-Turysta

Lubisz dalekie podróże? Pamiętaj, by uszanować pracę miejscowych i lokalne rzemiosło. Sprawdzaj, o ile to możliwe, kto stoi za usługami, z których korzystasz. Zamiast codziennie jeść w hotelu czy szukać „znajomych” smaków w McDonald’s, wybierz się do lokalnej restauracji i spróbuj miejscowej kuchni.

Seksturystyka

„O ciemnych stronach turystyki mówi się coraz więcej, ale na pewno nie wystarczająco dużo. Zwłaszcza o jej najmroczniejszym obliczu, czyli o turystyce seksualnej” – mówi Sylwia, podróżniczka, autorka bloga Kierunek Norwegia. „Niestety miałam okazję zobaczyć jej najgorsze z możliwych stron. W Azji widziałam przyzwolenie na pedofilię, wykorzystywanie kobiet, osób niepełnosprawnych. Atrakcje turystyczne, które uwłaczały godności innych osób cieszące się niesamowitą popularnością, głównie Europejczyków i Amerykanów. I wcale nie zapuszczałam się w jakieś ciemne zaułki, widziałam to na zwykłych ulicach.

To są obrazy, które zmieniają spojrzenie na wiele spraw, a na pewno na masową turystykę w biednych krajach oraz na to, jak wygląda smutna rzeczywistość w wielu miejscach” – podsumowuje Sylwia.

Według danych International Labour Office (2017), 40,3 miliony osób na całym świecie są ofiarami współczesnego niewolnictwa. 71 procent wszystkich ofiar to kobiety i dziewczynki, z czego 99 procent wykorzystywana jest w branży seksualnej. 21 procent ofiar tej branży to dzieci. (źródło)

Holandia i Tajlandia to miejsca, w których seksturystyka kwitnie najbardziej, choć praktycznie w każdym miejscu na świecie, prócz Antarktydy, zjawisko to występuje. W Tajlandii rynek usług seksualnych jest wart 25 miliardów dolarów, co stanowi 12 procent całego PKB. Kraj ma wręcz strategię promocyjną opartą na… seksie w trakcie urlopu.

Szacuje się, że 250 tysięcy mieszkańców Australii odwiedza Azję w celu prokreowania z nieletnimi. 25 procent wszystkich „seksturystów” pochodzi z USA, a większość z nich to biali mężczyźni z średniej i wyższej klasy społecznej.

Dark tourism

Turystyka przyciąga nie tylko fanów słońca i drinków z palemką, ale też tych, którzy pragną mocnych wrażeń. Dark tourism, czyli czarna turystyka lub tanatoturystyka, to odwiedzanie miejsc dotkniętych wojną lub inną katastrofą – ekologiczną, społeczną lub ekonomiczną. Jedne z najpopularniejszych destynacji to Czarnobyl na Ukrainie, Aokigahara (las samobójców) czy Fukushima w Japonii, Auschwitz-Birkenau w Polsce czy Choeung Ek w Kanbodży (zdjęcie poniżej).

Ciemna strona branży turystyczcznej

Nie byłoby nic dziwnego w odwiedzaniu tych miejsc, gdyby nie społeczny negatywny wpływ niektórych odwiedzających, wykorzystujących tragedię do przechwalania się w mediach społecznościowych czy niski status społeczny odwiedzanej społeczności jako uwypuklenie własnego wysokiego statusu. Postowanie selfie z czaszką w Kaplicy Czaszek czy z głową w piecu w Oświęcimiu jest społecznie szkodliwe i nieetyczne. Fotografowanie biedy mieszkańców brazylijskiej faweli i obnoszenie się z własnym wyższym statusem krzywdzi i jest nie na miejscu.

Jeśli jeździsz w miejsca dotknięte tragedią, uszanuj je, podejdź do nich z refleksją. Zastanów się, dlaczego robisz zdjęcia i jaki mają wydźwięk po ewentualnej publikacji.

Nieetyczne wolontariaty

Chcesz zmieniać świat, więc wyjedziesz na kilka miesięcy na wolontariat do odległego zakątka świata? Uważaj, czy to nie oszustwo. Powstała ogromna gałąź branży turystycznej specjalizująca się w modelowaniem akcji społecznych pod wolontariuszy i wolontariuszki z Zachodu.

Zazwyczaj za taki wyjazd nie otrzymujesz wynagrodzenia, tylko wpłacasz wpisowe, opłacasz transport, a na miejscu dostajesz wikt i opierunek. Jedziesz budować studnię do Tanzanii albo szkołę dla sierot do Nepalu. W międzyczasie zaprzyjaźniasz się z mieszkańcami wioski, empatyzujesz z ich sytuacją, przytulasz osierocone dzieci i w dodatku uczysz ich angielskiego. W geście solidarności wpłacasz datki na dalszą poprawę lokalnej sytuacji. Nie wiesz jednak, że za tym wszystkim stoi wielki przekręt.

W Kambodży 3 na 4 dzieci w sierocińcach ma jedno lub dwoje żyjących rodziców. W Nepalu, drastycznie wrosła liczba dzieci rejestrowanych jako sieroty, co jest nie bez wpływu turystyki wolontaryjnej związanej z odbudowywaniem kraju po trzęsieniu ziemi. UNICEF ostrzega, że krótkotrwały wyjazd na wolontariat z dziećmi może przynieść dla nich więcej szkody niż pożytku.

Jeśli rzeczywiście chcesz zmieniać świat, skonsultuj się z PAH lub UNICEF, które akcje pomocowe rzeczywiście mogą potrzebować Twoich kwalifikacji.


Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj podcastu Działu Zagranicznego „Kiedy turystyka przekracza etyczne granice”.

Szukasz dobrego miejsca na wakacje w Polsce? Sprawdź bazę pensjonatów i gospodarstw agroturystycznych na Slowhop.

Jak podróżować, by nie zaszkodzić?

Jaki jest Twój ulubiony styl podróżowania? Jakimi zasadami się kierujesz?

Podobał Ci się ten wpis? Wesprzyj mnie na Patronite! Pomoże mi to tworzyć więcej zaangażowanych treści w internecie.

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

4 komentarze

  • Reply Aneta

    Małe sprostowanie: Biuro Podróży Thomas Cook upadło we wrześniu 2019 roku, nie miało to żadnego związku z Coronawirusem

    12 sierpnia 2020 at 10:03 PM
    • Reply Kasia

      Tak jest, masz rację! Już wprowadziłam poprawkę 😉

      13 sierpnia 2020 at 10:46 AM
  • Reply Baba Banul

    Jakoś całe życie pomijam biura podróży, planując wyjazdy. W zeszłym roku pierwszy raz skorzystaliśmy z takiej oferty, bo po prostu nie mieliśmy wyboru (takie wakacje albo żadne) i w sumie byliśmy zadowoleni (ja się bardzo cieszyłam, że mam w ofercie 2 posiłki, bo pierwszy raz nie musiałam się o to troszczyć i przez to wakacje były bardziej wypoczynkowe). No, ale to były Włochy, dość kameralny hotelik, większość czasu spędzaliśmy poza hotelem i trochę kasy u lokalsów i tak zostawiliśmy. Na wakacjach staramy się żyć, tak jak w domu, czyli licząc śmieci, które wytwarzamy, ale faktem jest, że więcej się tych śmieci wytwarza. Bo mimo starań, częściej trzeba zabrać coś szczelnie zamkniętego w plastiku, a na miejscu znalezienie opcji zakupowej less waste bywa trudne. Choćby przykład z ostatnich wakacji, wzięliśmy butelki wielorazowe, a na miejscu okazało się, że wody z kranu tam pić absolutnie nie można.

    Od jakiegoś czasu dostaję relacje z pierwszej ręki o tym, jak wygląda praca w biurze turystycznym w Polsce. I jednak najbardziej szokujące jest dla mnie to, że poza tym całym syfem, który ta branża zostawia w dalekich krajach, jak okrada lokalne społeczności, jest jeszcze olbrzymi problem kompletnego nieprzestrzegania jakichkolwiek norm w stosunku do pracowników (tu w Polsce). Pewnie nie wszystkie, ale przynajmniej część tych dużych firm opiera się na oszustwie, wyzysku i złodziejstwie na skalę, która po prostu mnie rozwala. Kolejny powód, by jednak nie wspierać tej branży swoimi pieniędzmi.

    14 sierpnia 2020 at 6:24 AM
  • Reply Anna Drewing

    Bardzo mądry wpis

    25 sierpnia 2020 at 3:32 PM
  • Leave a Reply