Minimalizm Rodzina

6 sposobów na praktykę wdzięczności z dziećmi

Zepsuci życiem w szaro-burym kraju narzekamy na potęgę. Z trudnością przychodzi nam docenianie innych, równie opornie wspieramy samych siebie. To nie wynik moich statystycznych badań, ale obserwacji ludzi dokonywanych na przestrzeni ostatnich 34 lat życia. To mi wystarczy.

Czy będąc naznaczoną miejscem urodzenia i kontekstem społecznym mogę wychować dzieci cieszące się życiem i wdzięczne za to, co mają? Czy narzekanie dodaje życiu wartość, a może raczej ją zabiera?

Ostatnio zauważyłam niebezpieczną (z mojej perspektywy) manierę u mojego synka. Zamiast cieszyć się z tego, co ma, narzeka na to, czego nie ma albo co się nie wydarzyło. Zaczęłam się zastanawiać, z czego to wynika i czy mogę coś zrobić, żeby zaszczepić mu inny styl myślenia, nowe podejście do być może dla niego trudnych sytuacji.

Jak to jest z narzekaniem w narodzie? Dlaczego sama narzekam, skoro wydawałoby się nie mam na co? Naturalną odpowiedzią jest dla mnie jedno słowo: OCZEKIWANIA. Jestem osobą wymagającą wiele – od siebie, od innych i od życia. Przeważnie szklanka jest dla mnie w połowie pusta, a nie pełna. Wiem to, dlatego o tym piszę i świadomie mogę podejść do ćwiczenia nowych nawyków na co dzień. Najwyraźniej jednak czasem działa u mnie automatyczny mechanizm wyssany z mlekiem matki w momentach, gdy zauważam niedoskonałości zamiast doceniać to, co jest i jakim jest.

Jestem wdzięczna przyjaciółce, która na poprzednie urodziny wyszyła mi napis: Nie musisz być idealna, by być doskonała. Stoi u mnie w sypialni, tak bym codziennie rano mogła na niego patrzeć zaraz po przebudzeniu. Nie muszę mieć idealnego życia, by odczuwać jego pełnię.

Ćwiczę wdzięczność. Uczę się doceniać to, co mam, zamiast zauważać dziury w całym. Więcej się uśmiecham. Rozmawiam z innymi tak, by czuli się ważni – bo naprawdę są. Teraz jest na to czas, w trakcie pełni życia, a nie pod jego koniec, gdy na łożu śmierci wspomnę setki rzeczy, za które mogłabym podziękować. Dziękuję na gorąco. Za teraz.

Jak wciągnąć dzieci w afirmatywny sposób myślenia?

Bez przykładu od rodzica samo się nie wydarzy. Proste sposoby są najlepsze. Nie wymagają zbyt dużego wysiłku czy długiego czasu, by zastosować je w życiu. Oto kilka z nich, które możesz wykorzystać przy codziennym ćwiczeniu wdzięczności z dziećmi.

1. Uśmiech

Uśmiechaj się do siebie. Uśmiechaj się do innych. Uśmiechajcie się do siebie w domu, patrząc sobie  w oczy. Właściwe spojrzenie sprawia, że druga osoba czuje się ważna, a uśmiech wyzwala produkcję dopaminy, czyli neuroprzekaźnika szczęścia. Uśmiechając się okazujemy wdzięczność, miłość, radość, zrozumienie, spokój, poczucie bezpieczeństwa, dodajemy wiary w siebie, otwieramy się na innych, a inni otwierają się na nas.

Uśmiechajmy się do bliskich i do obcych. Pokazujmy dzieciom, jak okazywać dobre emocje innym.

O uśmiechaniu się i iskierce dobra pięknie napisała kiedyś Marta, autorka bloga Na Wolnym Biegu.

2. „Dziękuję”

Dziękuj i ucz tego samego najmłodszych. „Proszę, dziękuję, przepraszam” to podstawowe formy grzecznościowe wpajane dzieciom. Dziękuję z nich wszystkich ma – według mnie – największą, choć niedocenianą moc.

Never underestimate the power of thank you – uczą internetowe memy. Dlaczego?

Mówiąc „dziękuję” doceniasz to, co robią dla ciebie inni. Sprawiasz, że czują się ważni i chętniej powtórzą to w przyszłości.

3. Wieczorna wdzięczność

Praktykuj wieczorną wdzięczność razem z dzieckiem. Przed snem, opowiedzcie sobie, za co jesteście wdzięczni tego dnia, które wydarzenia były dla Was najmilsze, co najlepiej zapamiętaliście.

Rozmawiam w ten sposób w moim 4-letnim J. i czasem dowiaduję się rzeczy, o których w normalnej rozmowie by mi nie powiedział. Wspólne ćwiczenie wdzięczności buduje relacje, otwiera na pozytywne przeżycia i uczy podsumowywać dzień. Według mnie warto!

4. Słoik wdzięczności

Praktyka wdzięczności może być ciekawa! Jeśli rozmowa nie wychodzi w sposób naturalny albo jeśli chcecie wspomóc się czymś dodatkowo, spróbujcie ze słoikiem wdzięczności. O określonej porze dnia, najlepiej po wspólnej kolacji lub przed snem, zapiszcie  lub narysujcie kilka rzeczy, za które jesteście wdzięczni, i wrzućcie je do słoika. Pod koniec tygodnia wyciągnijcie wszystkie karteczki i razem podsumujcie, co dobrego zdarzyło się z trakcie tych kilku dni.

Potrzebujesz tylko słoika, papieru i czegoś do pisania. Reszta potoczy się sama.

5. Zmiana nastawienia z „należy mi się” na „doceniam to”

O ile masz normalnie funkcjonującą rodzinę bez większych problemów finansowych, stać cię, by zapewnić dziecku wszystko, czego potrzebuje. A może i więcej. Twoje życie, praca, harmonogram dnia podporządkowane są dzieciom, a przynajmniej w znacznej mierze je uwzględniają.

Perspektywa dziecka jest zupełnie inna. Ono nie ma pojęcia, że obiadu może nie być. Nie wie, że inne dzieci nie mają zabawek albo bawią się czymś znalezionym na ulicy. Nie ma pojęcia, że niektórych nikt nie przytula, nie całuje i nie mówi miłych słów na dobranoc. Dziecko dostaje to, czego potrzebuje i żyje w słodkiej nieświadomości, że mogłoby być inaczej. I dobrze. Gorzej, gdy zaczyna myśleć w sposób roszczeniowy i zapominać o tym, co naprawdę ważne.

A Socal Mom we wpisie o wdzięczności zauważa, że problem pojawia się, gdy dzieci tak bardzo przyzwyczajają się do otrzymywania tego, czego chcą, że nie zdają sobie sprawy, jak bardzo są szczęśliwe.

The problem comes when they are so used to getting whatever they want that they take it for granted. The problem comes when they don’t realize how lucky they truly are and assume that they are entitled to everything they own.

Warto zwracać uwagę na to, co się ma, by wyliczyć, za co możemy być razem wdzięczni. Fajnie jest usiąść razem i ucieszyć się na głos, że mamy siebie nawzajem. Powiedzieć to tak, by wybrzmiało, jak ważne są dla nas bliskie osoby. Radość z przedmiotów też jest potrzebna, choć wolę ją równoważyć wdzięcznością za przeżycia.

Podoba mi się pytanie, które przeczytałam u Kasi Kędzierskiej w książce „Chcieć mniej”: „Kim bym była, gdybym niczego nie miała?” Czy dążyłabym do tego, by mieć, czy być?

Moim celem jest sprawić, by moje dzieci miały wszystko to, czego potrzebują i żeby potrzebowały głównie miłości.

6. Nauka minimalizmu

Minimalizm zakorzeniony w moich codziennych przyzwyczajeniach nie pozostaje bez wpływu na całą rodzinę. Podoba mi się, że moje dzieci nie chcą nowych zabawek, tylko zastanawiają się wspólnie z nami, z czego mogą zrezygnować. Cieszy mnie, że w Poznaniu mamy już dwa Giveboxy, w których możemy zostawić nietrafione prezenty lub – po prostu – nadmiar z półek w dziecięcym pokoju. Praktyka wdzięczności pozwala zauważać dzieciom, ile już mają, zamiast skupiać się na brakach i wymagać nowego.

Moje dzieci nie mają pustych regałów, ale ćwiczymy wspólne nawyki, by nie mieć więcej. Chodzimy razem do biblioteki, gdzie co miesiąc wypożyczamy pięć nowych książek i kilka płyt z audiobookami. Regularnie wybieramy zabawkę lub książkę z naszej kolekcji do przekazania dalej. Zamiast kupować zabawkę, bawimy się kreatywnie rolkami po papierze toaletowym lub klamerkami do wieszania prania. Chodzimy do kina zamiast do galerii handlowej. I jesteśmy z takiego stanu rzeczy szczęśliwi.


Z tym polskim narzekaniem jest coś na rzeczy. Być może to brak słońca czyni z nas melancholików, dlatego Pani Strzelec marzy o ciepłych klimatach. Być może boimy się podejmowania nowych wyzwań i zaklinamy rzeczywistość, zanim szansa stanie się (nie daj Boże) namacalnym faktem. Moją świadomą decyzją jest zmiana i regularna praktyka, by wdzięczność i uśmiech stały się częścią nowej świeckiej tradycji w mojej rodzinie. I niech ta tradycja wędruje dalej.

Jak ćwiczycie wdzięczność z dziećmi? Macie sposoby, które się u Was sprawdziły?

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze