Mój Świadomy Wybór Rodzina

Warto żyć po swojemu

minimalizm rodzina para finanse mój świadomy wybór

Mój Świadomy Wybór to akcja, która niedawno zakończyła się ogłoszeniem wyników i wielkim podsumowaniem. Osobą, która zdobyła trzecią nagrodę, jest Anna. Nadesłała swoją wypowiedź dokładnie w ostatni dzień maja przed północą i zdążyła wywrzeć na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jestem ciekawa, czy podzielacie wybory Anny, bo ja bardzo. Bliskie podróże, wdzięczność za to, co mamy, rozsądne podejście do wydatków to minimalizm w jej wydaniu.

***

U mnie wszystko zaczęło się od jednego świadomego wyboru, który pociągnął za sobą kolejne – równie dobre i mądre. Był to wybór partnera życiowego.

Najpierw kolega, potem przyjaciel, aż w końcu chłopak, narzeczony, a od 3 lat mój mąż. Człowiek niezwykle rozsądny, mający mądre i jasne spojrzenie na świat i życie.

Minimalizm w związku

Wspólna decyzja o ślubie spowodowała, że zaczęliśmy żyć w mądrym reżimie finansowym. Ustaliliśmy datę ślubu, a że żadne z nas nie miało żadnych oszczędności (dotąd pieniądze wydawaliśmy na swoje pasje, o których dziś mówimy, że były tylko zapychaczami), rozpisaliśmy ile w danym miesiącu musimy zaoszczędzić, aby móc zorganizować wesele. Odmawialiśmy sobie wyjść do restauracji czy na sushi, ale spędzaliśmy czas najczęściej w parku. Czasem zabieraliśmy ze sobą książkę albo tak po prostu rozmawialiśmy ze sobą i o sobie. Stwierdziliśmy, że w zwykłym parku jest najpiękniej. Piękniej niż w najbardziej ekskluzywnej restauracji świata.

Udało nam się opłacić wspaniałe wesele, na którym już było sporo rzeczy „po naszemu”. Ograniczyliśmy się do niezbędnego minimum, pamiętając jednak też o tym, że wesele powinno być urządzone w dobrym smaku.

Gdy w tamtym czasie wpisałam w wyszukiwarkę hasło: „minimalizm”, ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to także styl życia. Zaczęłam zgłębiać temat, rozmawiać o tym z narzeczonym. Zgodnie przyznaliśmy, że to jest to, co nam odpowiada. Jest to wprawdzie życie pod prąd, ale to także powrót do korzeni.

W zwykłym parku jest najpiękniej. Piękniej niż w najbardziej ekskluzywnej restauracji świata.

Po ślubie zdecydowaliśmy się na zakup mieszkania. Ponieważ już wiedzieliśmy, że kredyt nie jest dobry, ale w naszym przypadku było to jedyne rozwiązanie, kupiliśmy małe mieszkanie 2-pokojowe, aby płacić jak najniższą ratę. Wszyscy dookoła mówili nam, że powinniśmy mieć przynajmniej 3 pokoje. A my nie żałujemy i powtarzamy to przy okazji spotkań rodzinnych czy w gronie przyjaciół. Mamy małe mieszkanie, ale jego wysprzątanie zajmuje dosłownie 15 minut. Ponadto nie zagracamy się niepotrzebnymi rzeczami. Gdy ktoś zachęca nas do zakupu nowego sprzętu do kuchni, przyznajemy, że żeby go wstawić, musielibyśmy zrezygnować z jakiegoś już zakupionego.

Wszystko w naszym domu musi być praktyczne. Mimo iż obecnie modne są meble z połyskiem, my wybraliśmy mat. Dzięki temu nie widać odcisków  i w naszym odczuciu jest schludniej. W kuchni zrezygnowaliśmy z otwartych półek, aby nie mieć wrażenia ciągłego bałaganu. Sporo u nas drewna, co świadczy o stylu eko. Wszystkie ściany w mieszkaniu wbrew wielkiemu zdziwieniu wszystkich znajomych pomalowaliśmy na biało, bo fantastycznie odpoczywa się nam przy białych ścianach, a mieszkanie dzięki temu emanuje czystością i jasnością.

Finansowa dyscyplina

Od czasu przygotowań do ślubu przywykliśmy do dyscypliny finansowej. Ze starego domu moich dziadków wzięliśmy stary szpikulec i co dnia nakłuwamy na niego każdy paragon. W każdą sobotę od godz. 11:00 spisujemy z naszego „paragonka” wydatki wg kategorii. Mąż tworzy raporty i ustala, ile pieniędzy możemy na co przeznaczyć. Liczymy każdą złotówkę. Śmiejemy się, że spisujemy nawet ofiarę na kościół.
Fantastycznie odpoczywa się przy białych ścianach, a mieszkanie dzięki temu emanuje czystością i jasnością

Od razu w dniu wypłaty uzgadniamy ile możemy zaoszczędzić i te pieniądze odkładamy na lokatę. Mimo iż są to niewielkie sumy miesiąc po miesiącu uskłada się już kwota na wakacje.

Reszta, którą zostawiamy na koncie jest na życie. Co tydzień pozostałą na koncie kwotę dzielimy na liczbę dni, które nam zostały w danym miesiącu. Dowiadujemy się tym samym, że co dnia do końca miesiąca możemy wydać np. 100 zł. Taka informacja świetnie działa na wyobraźnię. Nie mogę zatem kupić sobie kolejnej pary butów za 170 zł, bo to oznaczałoby, że przekroczę budżet. A jeśli nawet kupię, to kolejnego dnia zostaje mi tylko 30 zł!

Dzięki kontroli i kategoryzacji wydatków czujemy, że mamy kontrolę nad pieniędzmi. Omijamy świadomie szerokim łukiem centra handlowe, aby nie kusiły nas witryny. Gdy potrzebujemy nowych ubrań, zamawiamy przez internet i tylko te rodzaje, których potrzebujemy.

Bez chemii

W moim mieszkaniu zrezygnowałam prawie całkowicie ze stosowania toksycznej chemii. Cały dom sprzątam za pomocą octu i sody oczyszczonej. Ze sklepowej chemii jest u mnie tylko płyn do mycia naczyń.
Staramy odżywiać się zdrowo. Warzywa kupuję w warzywniaku, mięso u lokalnego rzeźnika. Przekonałam męża do kaszy jaglanej, gryczanej, jęczmiennej. Robię muffinki, w których przemycam warzywa. Nauczyłam się piec chleb na zakwasie żytnim.
Ostatnio spisałam produkty, które powinnam mieć w lodówce i w zamrażalce. Kartkę wydrukowałam i przyczepiłam do lodówki. Co parę dni zaznaczam jakiego artykułu brakuje. Wystarczy zrobienie zdjęcia i mogę iść na zakupy.
Parę dni temu zrobiłam „aktualizację”- lista jest już podzielona na miesiące, w której są wpisane owoce i warzywa sezonowe. Dzięki temu nic mnie nie ominie i będziemy mogli jeść sezonowo. W tym roku zacznę mrozić owoce, aby także zimą cieszyć się namiastką lata.
Z podróży wybieramy miejsca bliskie. Uważamy, ze w promieniu nawet 5-10 km można czymś się zachwycić. Czasem wystarczy tylko otworzyć oczy…
Doszliśmy z mężem do wniosku, że morze nie jest dla nas. W naszym odczuciu nie pobyt nadmorski nie wiązał się z aktywnością. Było to tylko leniwe smażenie się w słońcu, stragany i lody. Pokochaliśmy góry. W tym roku byliśmy w Tatrach i było niezwykle pięknie. Dlaczego góry? Bo są wymagające. Bo pozwalają zachwycić się krajobrazem. Bo uczą pokory i wytrwałości…

Rodzina najważniejsza

Kolejny świadomy wybór to decyzja o dziecku. Otrzymałam propozycję świetnej posady, ale ważniejsza była i jest dla mnie rodzina. Dlatego propozycję odrzuciłam. Nasza córeczka ma obecnie 3-miesiące. Jesteśmy przeszczęśliwi gdy patrzymy na nią. A firma? Powiedzieli, że zaczekają na mnie aż wrócę z macierzyńskiego.

Córeczka otrzymuje sporo zabawek. Ale my nie chcemy, aby tonęła w morzu bibelotów i już dziś chowamy niektóre z nich, aby jej się nie opatrzyły. Stronimy od gadających zabawek, gdyż wolimy sami mówić do dziecka. Zamiast włączać piosenki, śpiewamy sami, a córeczka patrzy z radością w oczach na nas, otwiera szeroko usta i próbuje nas naśladować. Wydaje dźwięki po swojemu i mamy wrażenie jakby śpiewała z nami!

Ponadto od tygodnia używam języka migowego, aby Maleńka komunikowała mi swoje potrzeby. Już córcia potrafi migać, że chce „mleczko”. Uważam, że bobomigi powinny być promowane przez położne oraz w żłobkach. Fantastyczna sprawa, że 3-miesięczne dziecko nas rozumie i komunikuje się z nami! Szkoda, że tak mało osób wie o takiej komunikacji z niemowlakiem.

Od zawsze wiedziałam, że pragnę karmić piersią. Czułam, że kobieta ma w sobie te moc, aby wykarmić swoje dziecko. Gdy usłyszałam, ze niektóre mamy mają małowartościowy pokarm, ze dzidziuś się nie najada, poczułam zwątpienie, jak to możliwe. Ponieważ zależało mi bardzo na karmieniu naturalnym, zaczęłam zgłębiać wiedzę, dużo czytałam, zapisałam się na grupę wsparcia. Okazało się, że nie ma czegoś takiego, jak nietreściwy pokarm, że gdy dziecko marudzi przy piersi może mieć tzw. skok rozwojowy. Dzięki mojej świadomej decyzji poszerzyłam swoją wiedzę, wiele mi się objaśniło. Mam zamiar długo jeszcze karmić swoje dziecko i mam nadzieję, że będzie mi to dane.

W dzisiejszych czasach ważne są języki obce, ale nie chciałabym posyłam córeczki na dodatkowe zajęcia, bo wolałabym, żeby czas po przedszkolu czy szkole spędzała z nami. Dlatego włączam jednego dnia angielskie piosenki, a drugiego niemieckie, potem znów angielskie. Celem ma być na razie tylko osłuchanie się z językiem obcym.

Mam też uszykowane już dla niej baśnie w j. polskim, angielskim i niemieckim. Gdy skończy 6 miesięcy będę jej czytać i powoli uczyć słówek. Dla mnie będzie to możliwość zastosowania języków obcych, a dla niej nauka przez zabawę. I to zupełnie za darmo.

Powyżej opisałam nasze świadome decyzje, dzięki którym żyje się nam łatwiej i pełniej. Być może kogoś zainspirujemy. Naprawdę nie warto podążać za tłumem, lecz wyrobić w sobie własne przekonania i być im wiernym. Życie jest jedno. Warto je przeżyć po swojemu i w pięknym stylu.
***
Podążasz za tłumem czy wybierasz własne życie?
Zachęcam do lektury pozostałych wpisów z serii Mój Świadomy Wybór. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się tym wpisem z innymi, tak by jak najwięcej osób dowiedziało się o wielkim znaczeniu z pozoru małych wyborów.
Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze