Rodzina Zero Waste

Wyprawka szkolna w duchu zero waste

W poniedziałek zaczyna się rok szkolny. Trochę myślałam o tym, jak to będzie, gdy moje dzieci za rok, a może dwa będą objęte obowiązkiem edukacyjnym. Z jednej strony będziemy podekscytowani nowym, poważniejszym etapem w życiu, z drugiej cały czas mam z tyłu głowy, w jaki sposób przygotować kompletną wyprawkę szkolną dla dziecka, żeby nie popaść w plastikowe i pstrokate szaleństwo.

Przez ostatnich kilka dni celowo chodziłam po sklepach sprzedających artykuły papiernicze i szkolne, żeby zaktualizować swoją wiedzę na temat tego, co jest w ofercie. Zaobserwowałam kilka faktów:

– większość asortymentu szkolnego zapakowana jest w folię

– plastikowe akcesoria często owinięte są powtórnie w plastik

– nawet plecaki, piórniki, bidony i fartuszki mają na sobie foliowe worki, jakby miało im się coś niespodzianego stać.

Mogłabym wymieniać poszczególne produkty i szok, który we mnie narastał, gdy analizowałam, w jaki sposób są wykonane i opakowane. Zamiast się trwożyć, postanowiłam podejść do tematu konstruktywnie i przygotować kilka sposobów na wyprawkę w stylu zero, a przynajmniej less waste.

 

  1.  Redukować, by dawać miejsce nowemu

Zasada numer 1 jest najważniejsza i stoi u podstawy wszelkich świadomych zachowań konsumenckich: redukować to, co już mamy, a dopiero potem kupować, tak by skupić się na rzeczach najważniejszych. Dotyczy to również dziecięcego pokoju i pomocy szkolnych. Żeby kupić coś nowego, najpierw trzeba znaleźć dla tego przedmiotu zastosowanie i miejsce, a zatem oddać, sprzedać lub wymienić nieużywane czy niechciane przez dzieci rzeczy.

 

  1. Zamiast kupować, poszukam w domu

Zamiast kupować wszystko nowe, warto najpierw przejrzeć to, co już mamy w domu. Może się okazać, że sporo ze szkolnych akcesoriów już mamy. Być może zapomniane przez wakacje kredki, flamastry czy plecak spokojnie mogą nam służyć przez kolejny rok. Wystarczy je odpowiednio odświeżyć – natemperować, wyprać, załatać dziurki, by sprzęt był gotów do użycia.

 

  1. Wybiorę używane

Jeśli nie mamy w domu przyborów, bo dziecko idzie do pierwszej klasy, można rozejrzeć się na rynku wtórnym za plecakiem, piórnikiem czy workiem na zajęcia sportowe. Na pewno znajdzie się coś w second handzie, na OLX, Allegro czy lokalnej grupie sprzedażowej na Facebooku. Wystarczy się rozejrzeć, a czasem wprost zapytać, czy ktoś ma do oddania lub sprzedania plecak, książki czy inne pomoce.

Plecak z naturalnych materiałów [Źródło]

  1. Zrobię własne pomoce szkolne

Są rzeczy, które mogę zrobić sama w domu, by wyposażyć dziecko do szkoły. Gdy dwa lata temu J. szedł do przedszkola, uszyłam mu na maszynie worek na ubrania. Zrobiłam mu też własnoręcznie piórnik na mazaki i kredki, również z materiału. Podobnie mogłabym uszyć fartuszek, jeśli by był potrzebny. Wiele innych rzeczy można zrobić samemu lub z dzieckiem. Taka rzecz daje potem więcej satysfakcji w korzystaniu z niej w trakcie roku! A przynajmniej moje idealistyczne podejście do świata tak każe myśleć.

 

  1. Zamiast plastiku, wybiorę naturalne materiały

Nie chciałabym wyprawiać dziecka w same używane rzeczy, żeby nie poczuło się gorsze od swoich rówieśników. Nie chcę go stygmatyzować, że u nas wszystko musi być z drugiej ręki lub po przeróbkach.

Na pewno zainwestowałabym na początku w porządny plecak, tak by przetrwał więcej niż jeden sezon. Przeglądałam ofertę plecaków z naturalnych tkanin i okazuje się, że rynek może zaoferować ładne torby z bawełnianego grubego płótna. Takie plecaki nie mają kolorowych obrazków z postaciami z bajek, ale kupowanie pstrokatych akcesoriów kłóci się z moim instynktem rodzicielskim, by dziecka nie wychowywać wśród obrandowanych i w dodatku nieestetycznych gadżetów ważnych tylko przez sezon.

Podobnie znalazłam piórniki wykonane z grubego papieru z recyclingu – jest to ciekawa alternatywa do tych bawełnianych, zrobionych przez siebie.

Kredki i piórnik, który poddaje się recyclingowi [Źródło: Sklep Papierniczeni]

  1. Zrezygnuję z foliowych okładek

Książki i zeszyty niszczą się w miarę używania. Szkoły zalecają, by okładać je z zewnątrz, żeby wyglądały schludnie i czysto. Pamiętam, jak za moich szkolnych czasów decydowałam się na papierowe okładki zrobione z kartek wyrwanych z kolorowych magazynów, bo książki w ten sposób obłożone bardziej mi się podobały. Zdziwienie mnie ogarnia, jak słyszę, gdy mówicie, że wychowawcy sami nakłaniają rodziców do używania plastikowych okładek, bo papier się przedziera i zaśmieca klasę. Zapewne gdybym to usłyszała, zadeklarowałabym, że papierowe okładki będę dziecku wymieniać częściej, co nie wiąże się z żadnym wielkim wysiłkiem.

 

  1. Wybiorę kredki w tekturowym albo metalowym opakowaniu

Z tym nie ma większego problemu, bo kredki dostępne w sklepach są w większości pakowane w kartonik. Choć warto się uczulić, by nie kupować kredek wysuwanych z plastikowych osłonek – ja się kiedyś dałam na to nabrać i nie mam pomysłu, co dalej z tymi osłonkami zrobić. Są też bardzo dobre kredki z opakowaniach metalowych, takie jak te tutaj.

 

  1. Opakowaniom po farbkach nadam drugie życie, a pędzle kupię drewniane

Nie znalazłam farb plakatowych ani akwarelowych w szklanych słoiczkach i to mnie bardzo zdziwiło. Za moich szkolnych lat plakatówki były sprzedawane w szkle, jak kocham babcię! Koleżanka podpowiedziała mi, że farby można zrobić samemu, mieszając pigment z mąką ziemniaczaną i wodą, tylko że pigmenty sprzedawane są w folii, więc nie jest to zupełnie bezodpadowe.

Nie ma wielkiego dramaty, bo oczyszczone kubeczki po plakatówkach można użyć jako pojemniczki na maść do ust lub mniejsze elementy w dziecięcym pokoju, np. do posegregowania klocków lego, muszelek czy koralików.

 

  1. Zamiast długopisu wybiorę wieczne pióro

Znów odniosę się do moich dawnych szkolnych lat – gdy zaczynałam pierwszą klasę, dostałam od rodziców chińskie pióro na atrament. Pięknie się nim pisało! Aż nie pojawiła się moda na kolorowe cienkopisy i długopisy, które co prawda miały ten bajer potrzebny, by zaimponować rówieśnikom, ale psuły charakter pisma i szybko się wypisywały. A po wypisaniu lądowały w śmietniku.

Dziś sama szukam odpowiedniego wiecznego pióra dla siebie, więc przy okazji rozejrzę się za odpowiednim dla synka. Mam nadzieję, że doceni jego trwałość i dobrą jakość, choć nie łudzę się, że uleganie modom zostawi całkowicie z boku. Czeka mnie wiele lat tłumaczenia!

 

  1. Drugie śniadanie do pudełka

Wielorazowe pudełka na śniadanie do podstawa. Zamiast papieru czy foliówki, lepiej mieć pojemnik, do którego zmieszczą się kanapki i zdrowe przekąski. Mój synek też nie może się doczekać szkoły, bo wtedy odstąpię mu jedną z moich kanapkowych szmatek More Than A Bag. Te kolorowe wzory bardzo przypadły mu do gustu! A poza nimi na pewno będziemy mieć pudełko typu lunchbox, np. wykonane ze stali nierdzewnej, ponieważ jest trwałe i lekkie.

 

  1. Woda do wielorazowego bidonu

Moje dzieci mają stalowe bidony w delikatne dziecięce wzorki. Unikamy w ten sposób kupowania wody w butelkach jednorazowych i mam nadzieję, że nadal będzie to się udawało, gdy dzieci pójdą do szkoły. Woda z kranu jest zdatna do picia, więc dzieci będą mogły uzupełnić bidon nawet w szkole.

Poza tym jest jeszcze kilka rzeczy, na które warto zwrócić uwagę:

– Zakreślacze można wybrać w ołówku, a nie flamastrze

– Nożyczki można kupić całe ze stali

– Zamiast plastikowej linijki można wybrać stalową lub drewnianą

– Zeszyty kupię z papieru z recyclingu

– Starsze dzieci mogą korzystać z tabletu lub laptopa do prowadzenia notatek, choć nie jest to idealna forma na naukę dla mnie samej – jestem kinestetykiem i wzrokowcem, a zatem jak piszę ręcznie w zeszycie i zakreślam kredką, szybciej zapamiętuję. Jeśli dziecko nie ma z tym problemu, forma elektroniczna notowania jest w tym momencie możliwa. Choć osobiście wybrałabym dla moich dzieci papierowe zeszyty.

 

Poza wymiarem materialnym szkolnej wyprawki, trzeba po prostu z dziećmi rozmawiać. O szanowaniu siebie, innych i miejsca, w którym żyjemy. O odpowiedzialnym korzystaniu z naszych zasobów, czyli wody, powietrza, ziemi. O modach i ich wpływie na środowisko, co mam nadzieję jest osiągalne również w trudnym wieku nastoletnim. A co najważniejsze, warto dawać dziecku dobry przykład na co dzień, tak by wiedziało, skąd ma czerpać wzorce w sytuacjach zwątpienia i zawahania – zarówno w sferze odpadów, jak i wszystkich innych.

Udanego roku szkolnego!

Jestem ciekawa, czy macie swoje patenty na wyprawkę szkolną w duchu zero waste?


Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim z innymi na Facebooku (ikonki poniżej).

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze