Rodzina Zero Waste

10 rzeczy zero waste, które mój mąż robi (+ 3, których nie robi)

mąż zero waste i chleb

Jeśli zmiana życia na zero waste dotyczy tylko Ciebie, masz problem z głowy. Sam decydujesz o swoich wyborach i tylko na siebie będziesz się wkurzać, jeśli czegoś nie zrobisz, zapomnisz lub po prostu …nawalisz. Zakładając jednak, że masz partnera/partnerkę, męża czy żonę, a w dodatku jeszcze dzieci, poprzeczka, by osiągnąć abstrakcyjny stan zero, podnosi się o kilka poziomów wyżej.

Gdy zastanawiałam się, czy zero waste jest dla nas, mój mąż miał swoje za i przeciw. Z początku nie wyobrażał sobie wędrowania po zakupy z własnymi woreczkami. Czuł się nieswojo prosząc o pakowanie produktów do własnych pudełek. Z kompostownikiem był na bakier, bo uważał, że będzie w domu brzydko pachnieć i zlecą się muchy. Rozmawialiśmy o redukcji śmieci codziennie. Prawda jest taka, że oswajaliśmy temat wszyscy razem, a nazywanie problemów tylko nam w tym pomogło. Mój mąż ma już swoje osiągnięcia na tym polu, które z początku kosztowały go sporo wysiłku, a teraz podchodzi do nich zupełnie inaczej. Jak zaczęłam wyliczać, co dzięki zero waste zaczął robić, to aż się złapałam za głowę, bo w naszym przypadku to bardzo duża zmiana.

10 bezodpadowych sukcesów mojego męża

  1. Zakupy w warzywniaku – nie ma z tym problemu, żeby załadować wszystko do jednej torby z tkaniny. Zazwyczaj pamięta, by nosić ją przy sobie, w razie nieprzewidzianych zakupów. Gdy nie ma torby, szuka alternatywy w postaci kartonu lub innego większego pojemnika. Nie pamiętam, żeby w ostatnim czasie pojawiły się u nas jakiekolwiek foliówki i jestem z tego niezwykle dumna.
  2. Zakupy w sklepie mięsnym – ekspedientka już go zna i wie, że będzie pakowała do przyniesionych przez niego pojemników. Z. przyznaje, że zakupy w mięsnym były dla niego największym wyzwaniem, a teraz są największym sukcesem – za każdym razem udaje mu się uniknąć folii i jest już przyzwyczajony do komunikowania swoich bezodpadowych potrzeb, nawet gdy trafi w zupełnie nowe miejsce. Czy ten sukces będzie miał dla nas większy sens, przeczytasz trochę niżej.
  3. Wyrzucanie obierek do kompostownika – początkowy sceptycyzm przerodził się w zrozumienie istoty procesu kompostowania – jako odzyskiwania wartościowych składników dla roślin poprzez tworzenie kompostu. W pewnym momencie, gdy kompostownik stał w kuchni,  pojawiły się u nas muszki owocówki, wówczas była walka, czy powinien zostać, czy wystawiamy go na zewnątrz. Nie jestem do końca pewna, czy to była wina kompostownika, czy był to okres masowego rozrodu muszek po pierwszych ciepłych tygodniach marca i kwietnia – zdania w domu są podzielone. Na szczęście temperatura była już na tyle wysoka, że dżdżownice mogły spokojnie przeżyć na zewnątrz (dżdżownice kalifornijskie lubią temperatury od 15 do 25 stopni Celsjusza). Kompostownik wylądował więc na balkonie, muszki owocówki zniknęły, a czarne złoto ogrodników tworzy się bez zakłóceń.
  4. Kupowanie chleba do własnego worka – Z. zwykł kupować w piekarni wyłącznie chleb krojony, zapewne z wygody użycia, żeby szybciej przyszykować sobie śniadanie do pracy. Trochę czasu zajęło mu, zanim zaczął brać ze sobą płócienne worki na chleb, a ostatnio nawet kupił chleb niekrojony i wziął go do ręki.  W workach z tkaniny chleb nam zbyt szybko wysychał, ale zmieniło się to odkąd mamy duży Bee’s Wrap (kliknij, by o nim przeczytać) specjalnie przeznaczony u nas do zawijania pieczywa. Teraz nie ważne, czy chleb jest krojony czy nie – owinięty w woskową szmatkę trzyma świeżość i nie pleśnieje.

    mąż zero waste i chleb

    Chleb kupowany w worku przekładamy do woskowej owijki

  5. Sam robi proszek do zmywarki – jak wspominałam w tym wpisie, proszek do prania to moja domena, a do zmywarki – mojego męża.
  6. Rozmawia o ekologii z rodziną i znajomymi, narażając się na emocjonujące dyskusje – rozmowy o zero waste bywają kłopotliwe, szczególnie w środowisku bliskich osób, które nie zamierzają zmienić swoich nawyków. Sama nie wdaję się w emocjonalne dywagacje na tematy dla mnie już oczywiste, tylko wolę pokazywać innym mój styl życia i w ten sposób inspirować zmianę. Z. czuje jednak, że to za mało, że trzeba rozmawiać i uświadamiać wszystkich wokół, by nie śmiecili tyle i tak bezmyślnie. Proste sposoby, by uniknąć foliówek przy zakupach, już mogą dać światu wiele. Jestem z niego dumna, że podchodzi do tematu poważnie i szerzy ekologiczny sposób myślenia tam, gdzie widzi, że są braki.
  7. Jest moim radarem, gdy kusi mnie kupić coś w opakowaniu z tworzywa – mój mąż jest czujny, czasem nawet bardziej ode mnie. Przez to, jak on postrzega odpady, dodaje mi drugiej – szerszej – perspektywy, dzięki niemu uniknęliśmy już kilku zero waste’wych wtop zakupowych.
  8. Kawę pije ze swojego kubka termicznego, który zawsze ze sobą zabiera – kubek był z początku mój, ale Z. oswoił go szybko i ani się obejrzałam, a on już codziennie woził w nim do pracy kawę. Zawsze bierze kubek w podróż służbową, a gdy napój się skończy, na stacji benzynowej prosi o nalanie kawy właśnie do niego.
  9. Pije wodę z kranu – odkąd przeanalizowaliśmy sobie wszystkie za i przeciw wody butelkowanej i przestaliśmy ją ostatecznie kupować, Z. konsekwentnie się tego trzyma. Nie ma problemu, by nalać sobie do kubka wody prosto z kranu, zarówno w domu, jak i poza domem (więcej o tym, dlaczego warto pić wodę z kranu, przeczytasz w tym wpisie). Nasze dzieci również piją kranówkę, a co! Ich do żadnej zmiany nie musieliśmy przekonywać 🙂
  10. Próbuje (razem ze mną) nie jeść mięsa! Nowe relacje sprzyjają zmianom. Tak jest w moim przypadku – odkąd poznałam Agnieszkę, autorkę bloga Hodowla Słów, zdeterminowałam się, by naprawdę nie jeść mięsa. Przez ostatnie dwa tygodnie gotuję na bazie olejów roślinnych i warzyw, sporadycznie zjadam masło i sery, dodaję mleka do kawy, ale mięso już niemal całkowicie wyeliminowałam z diety. Nie wiem, jak długo wytrwam, ale co mnie niezmiernie cieszy – mój kiełbasolubny Z. również nie chce mięsa! Jestem ciekawa, jak nam pójdzie w otwierającym się sezonie letniego grillowania. Oby cukinie, bakłażany i papryki zwyciężyły nad karkówkami i kaszankami.

Wszystko wydaje się piękne i niemal idealne, ale są nadal rzeczy, których mój ukochany na razie nie zmienia.

Czego mój mąż nie jest w stanie odpuścić w imię zero waste

  1. Kupowania papierowych wersji książek – sam się przyznaje, że jest to na pierwszym miejscu rzeczy, których nie jest w stanie zmienić. Nawet biblioteka nie kręci go na tyle, by zrezygnować z kupowania. Co gorsza, ciężko jest mu się potem z nimi rozstać, bo w ambicjach ma zbudowanie dużej biblioteczki, jak sam mówi „takiej wysokiej pod sam sufit, na całą ścianę!”. Nie lubi czytać na Kindlu, papier zwycięża. To jest jego wybór, do którego ma prawo.
  2. Mycia zębów sklepową pastą – nie udało mi się go przekonać, by drogeryjną pastę zamienił na jedną z moich domowych wersji. Przy każdej kończącej się tubce mam cichą nadzieję, że zainteresuje się moim proszkiem z glinki i sody, ale …ten moment jeszcze nie nadszedł. Może kiedyś?
  3. Mycia się mydłem w kostce zamiast żelem pod prysznic – coś, czego nie potrafię zrozumieć i przyprawia mnie o palpitacje serca – gdy skończy się żel do mycia i już mam nadzieję na to, że Z. zacznie wreszcie używać mydła w kostce, w domu pojawia się nowy żel w dużej plastikowej butli. Walka z wiatrakami, mówię Wam 🙂

A jak wasi najbliżsi radzą sobie z życiem bez śmieci?

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • Michal Siwinski

    🙂 aj tam walka z wiatrakami 😛

  • tak z ciekawości. do czego wyrzucacie śmieci? te, które nie nadają się do kompostownika? zwykłe worki na śmieci czy coś wielorazowego? czy do wiader (bo pewnie segregujecie) a później je myjecie?

    • Aktualnie śmieci resztkowe wyrzucamy do kosza wyłożonego gazetami. Czasem warto kupić weekendowe wydanie, żeby mieć potem czym kosz wyścielić 😉

  • Mozesz byc dumna z Męża !
    U nas idziemy kilka kroków do przodu, kilka kroków sie cofamy 🙂 Ale z sukcesów: coraz częściej idzie robic zakupy do sklepów zero waste i lubi chodzic ze mna na zakupy na targ. A to juz naprawde duzo 🙂

    Hodowla Słów to bardzo wartościowy blog i ja bardzo sie ciesze, ze ograniczasz mięso :*

    • Jestem z niego dumna! Bez wspólnego działania ciężko jest osiągnąć niski poziom odpadków w śmietniku 😉 O widzisz, skoro Twój chodzi do sklepów zero waste, to też działa w temacie całkiem konkretnie. Brawo! Odnośnie niejedzenia mięsa, to może być mój kolejny cel na drodze to redukcji odpadów. Zobaczymy, jak pójdzie!

      • Kasia gratuluję podjęcia tylu decyzji. Gdyby popatrzeć na produkcję mięsa pod względem zero waste, to jest to wielkie marnotrastwo, oprócz tego, że samo zło. Będę kibicować, bo nawet najmniejsze zmiany przynoszą czasem wielkie efekty.

    • Aga, dziękuję za te słowa 🙂 pozdrawiam.

  • Niezwykle mnie cieszy punkt o waszych (bez)mięsnych perypetiach! Cudownie! Trzymam kciuki

    • Miło mi, a trzymanie kciuków się przyda! 🙂 Rozumiem, że Ty nie jadasz mięsa?

      • Niestety ryby wciąż goszczą na moim talerzu, bo mama się martwi. Dużo ją kosztuje moja bezmięsna dieta, redukcja śmieci, świadome zakupy i wszelkie inne zmiany, które wprowadzam. Jeszcze trochę, a będę samodzielna, wtedy może przestanie się martwić moimi „skrajnościami”. ; )

        • Oj tak, gdybym ja nie była „na swoim” zapewne miałabym podobne przejścia 😉 Najważniejsze to wytrwać we własnych postanowieniach i wiedzieć, po co to się robi. Reszta się jakoś ułoży 😉

  • Anna Haris

    No pogratulować męża żonie.
    U mnie tak pięknie nie jest. Nadal ja muszę pamiętać, by miałtorby na zakupy w aucie, a i tak traci czujność w sklepie i potrafi przynieść owoce kupione w worku foliowym. Choć przyznać muszę, że w jednym, a nie każdy rodzaj w osobnym. Ale myślę, że nasz problem jest na innym poziomie. Chodzi o sens. Wokół tylu śmieciarzy i tyle śmieci, że dla niego moje postanowienie ma raczej wymiar symboliczny, mało praktyczny. Chyba muszę nad komunikacją popracować.

  • ma.kesz

    Gratulacje, ja czekam cierpliwie na nawrócenie swojego małżonka. Sama wdepnęłam w zero waste na całego i walczę:)

  • Ewa

    Gatuluje konsekwencji.

  • Co do mydła i książek w wersji papierowej, dokładnie rozumiem Twojego męża. Sama też lubię klasyczne pasty, choć staram się wybierać te o lepszych składach. Uwielbiam też klasyczne książki, dużo ich mam i nie potrafię przestać kupować. Osobiście na razie dużo czytam o ZW, ale myślę, że z czasem uda mi się wprowadzić chociaż część zasad.

    • Wiem, ciężko jest zrezygnować z papierowej wersji książek. Osobiście lubię piękne wydania czytać w wersji klasycznej, ale na szczęście jest też opcja korzystania z biblioteki!

  • Iwona Luberda

    Mydło w płynie/żel pod prysznic to nic innego, jak rozrobiona w wodzie kostka z dodatkiem zagęszczacza i ….dodatków. Spróbuj zrobić własnoręcznie mydło w płynie i zaproponuj Mężowi takie do mycia – mnie też kostka pod prysznicem nie odpowiada

  • Brawa dla męża! Oby więcej drugich połówek przekonało się do takiego sposobu życia.

  • Anna Drobniak

    Ale jeśli kupuje książki na Olxie czy innych portalach i potem jak mu się znudzą, to jes sprzedaje/oddaje. To uważam, że to też jest ZERO WASTE 😉

    • Tak, też uważam, że puszczenie w obieg już przeczytanych książek wpisuje się w zero waste. Tylko żeby to jeszcze robić 😉

      • Anna Drobniak

        Haha 😉 Mój uwielbia kupować i dostawać książki które chciałby przeczytać ale.. nie ma na to czasu ;( bo cały wolny czas poświęca mi, nauce do pracy albo sportowi 😉 więc jedynie jak gdzieś jedziemy na wakacje to czyta książki. Ale ma regał wyrzutów sumienia i co na niego patrzy, to podnosi książki i mówi… kiedyś je przeczytam. Ja jestem dosyć stanowcza w pozbywaniu się książek które przeczytaliśmy a były średnie więc chyba tylko dzięki temu jeszcze się mieścimy 😉
        Tym bardziej wielkie brawa dla Twojego Męża!

  • miec mniej

    Bardzo fajna opowieść ułożyła się z tych punktów, która oprócz tego jest nie lada inspiracją. Podejrzewam, że mnóstwo par, które próbują zmienić podejście do życia w kwestiach śmieci, przechodzi wiele przeróżnych perypetii, dlatego bardzo budujące jest, kiedy partner wspiera nas w naszych działaniach. Ja np. nie musiałam namawiać mojego M. do picia wody z kranu, przyjął to jako oczywistość. Mięsny to sklep, w którym nie robimy zakupów, więc problemu nie ma. Zakupy staramy się pakować do koszyka wiklinowego, jeśli akurat nie mamy go ze sobą, to korzystamy z rąk i mojej torebki:) Do zero waste jeszcze nam daleko, bo wiele naszych ulubionych produktów nie da się kupić bez opakowania producenta, ale myślę, że i tak robimy wiele, a poprzez świadomą konsumpcję sporej części produktów nie wpuszczamy do naszego domu, a razem z nimi opakowań, w które są zapakowane:)

    • Brawo dla Twojego partnera! Niestety, wiem, że niektóre wegetariańskie produkty występują w folii, ciężko choćby dostać tofu czy inne sojowe produkty bez opakowania albo w bardziej ekologicznej ich wersji. Też tak masz, że te rzeczy sprawiają kłopot?

      • miec mniej

        Problemem jest dostać nie tylko ekologicznie zapakowane produkty, obojętnie czy są wegetariańskie, wegańskie, czy po prostu przeznaczone do spożycia bez względu na to, kto jakiej diecie jest wierny, równie kłopotliwe jest znalezienie produktów, które nie zawierają całego bogactwa składników szkodliwych, polepszaczy, które niewiele mają wspólnego z naturalnością. A tak zupełnie z innej beczki, to uważam, że gdyby władze samorządowe / krajowe / europejskie stworzyły odpowiednie regulacje prawne, którym musieliby się podporządkować producenci opakowań, żywności i wszystkiego, co powinno być zapakowane, to nie trzeba by się było dwoić i troić w trosce o dobro naszej planety, które i tak pozostaje w centrum zainteresowania zbyt małej ilości osób. Niestety ze wszystkiego obecnie robi się biznes, stąd nawet wywożenie śmieci i szeroko rozumiana gospodarka śmieciowa jest po prostu opłacalna…

  • adastrzyza

    Właśnie odebrałam Twoją książkę, a i bloga podczytuje od niedawna. Jestem pod dużym wrażeniem tego, ile już zmieniliście i super, że wszystko opierasz o polskie możliwości.
    Twojego męża i przywiązanie do papieru w pełni rozumiem, bo dla mnie samej byłoby to wyzwanie. Ale cała reszta świetnie mu wychodzi 🙂 Może i mydło w kostce jeszcze go przekona.
    Pozdrawiam!

    • Miło mi! A męża już przekonało mydło w kostce, jest coraz lepiej 🙂 Nie zawsze rewolucja jest dobra, niektórym bardziej służy ewolucja.