Czytam Eksperymenty

Książka jest ważna, czyli dlaczego jestem intensywnym czytelnikiem

Książka w moim domu jest traktowana szczególnie. Być może dlatego jest nam tak trudno się zebrać, by wyczyścić półki z wszystkich tych, do których zbyt długo nie zaglądaliśmy.

Mimo wysokiego miejsca na drabinie wszystkich przedmiotów, które w domu mamy, staram się przeglądać swoją część księgozbioru i raz na jakiś czas oddawać, sprzedawać lub wymieniać dawno przeczytane pozycje. 

Pamiętam, że już będąc dzieckiem dostawałam dużo książek – tych kolorowych baśni z wydawnictwa BWG i tych mniej kolorowych, ale bardzo ciekawych, zazwyczaj przedruków z radzieckich autorów. Uwielbiałam czytać i być może dlatego moje plecy są teraz bardziej okrągłe niż koleżanek, który wolały przeciągać się na trzepakach. Wieloletnie chodzenie na basen nie pomogło, bo lekki plecoskłon w trakcie czytania na łóżku wieczorem utrwalił się na dłużej.

książka dzień książki Nieumiałek

„Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół” z Wydawnictwa Raduga z Moskwy – książka mojego dzieciństwa

W szkolnych latach książkowa oferta w sklepach była już naprawdę szeroka, ale mój Tata zaszczepił we mnie myśl, że beletrystykę lepiej wypożyczyć z biblioteki. Kupić warto dopiero słownik, encyklopedię, atlas czy piękny album. Prawda, że mądre? Wchodząc w dorosłość postanowiłam jednak iść swoją drogą i na osiemnastkę kupiłam kolekcję ośmiu książek Bohumila Hrabala. „Taka piękna żałoba” jest do tej pory moją ulubioną pozycją czeskiego autora, a „Obsługiwałem angielskiego króla” wywołuje łzy śmiechu i wzruszenia za każdym razem, gdy po nią sięgam. Niby beletrystyka, ale wielorazowego użytku, czyli było warto.

Beletrystykę lepiej wypożyczyć z biblioteki. Kupić warto dopiero słownik, encyklopedię, atlas czy piękny album.

Nie zawsze jednak tak dobrze trafiałam. Paulo Coehlo okazał się być hitem jednego sezonu i teraz uśmiecham się w duchu, że ten moment w historii odzwierciedla na półce „Alchemik”. Klasyki literatury światowej, które WARTO MIEĆ, bo reprezentują… klasykę literatury światowej okazały się w wielu przypadkach strzałami jak kulą w płot. Kto nie kupował kolekcji z Gazety Wyborczej na początku lat 2000 po to, by ładnie ustawić ją na regale i myśleć o sobie w kategoriach wybitnego intelektualisty, lecz rzeczywiście wszystko czytał, ma u mnie piwo. Może być bezalkoholowe. „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta czeka, aż znajdę na niego czas. Po dwudziestu stronach i poczuciu niemożebnego zagubienia w książkowej czasoprzestrzeni musiałam odpuścić, bo jak mawiała moja profesor od angielskiego:

Książka nie jest po to, by cię zmęczyć, lecz by sprawić przyjemność z czytania. Jeśli tego nie robi, przerwij, bo czytanie do końca może okazać się stratą czasu.

Proust, książka

Klasyki literatury bywają niełatwym orzechem do zgryzienia. Ale czy lektura musi być zawsze łatwa? 🙂

Jeśli książka nie ma męczyć, warto jest się naprawdę zastanowić, czy czytanie wszystkiego, co się ukaże tylko po to, by być na bieżąco albo bo wypada jest właściwym sposobem na wzbogacenie siebie. Bo to chyba o to w czytaniu chodzi – by się rozwijać, ubogacać, uczyć i …bawić.

Obecnie większość książek wypożyczam z biblioteki. Mam to szczęście, że w Poznaniu jest całkiem zacny księgozbiór, a na osiedlu tuż obok wypożyczalnia zawsze dba o nowości na półkach. Część z książkami dla dzieci zachwyca tytułami z najlepszych polskich wydawnictw. Wolimy pójść razem, pooglądać najciekawsze tytuły, wypożyczyć, a za miesiąc przyjść ponownie.

Te tytuły, których nie znajduję z bibliotece, kupuję w formie e-booka na czytnik. Jest to bardzo wygodna forma czytania wieczorem, gdy światło już ma być zgaszone oraz w podróży, gdy wiele tomów mam na jednym małym urządzeniu.

reportaże, książka, dzień książki

Reportaż to moja ulubiona forma literacka ostatnich lat. Filip Springer i Mariusz Szczygieł plasują się na pierwszych miejscach plejady polskich reportażystów.

Mimo książkowych sentymentów staram się czyścić półki na bieżąco z nieczytanych lub nietrafionych pozycji. Książki można zanieść do pracy i oddać znajomym. W kuchni w moim biurze jest takie miejsce na stole pod ścianą, w którym co jakiś czas trafiają się książki do wzięcia. Taki mini-givebox! Ostatnio znalazłam tam „Slow life” i „Slow fashion” Joanny Glogazy.  To miłe, że chcemy się dzielić dobrą lekturą zupełnie za darmo. Już szykuję mały zbiorek, którym wkrótce i ja się podzielę.

Według klasyfikacji Biblioteki Narodowej, jestem czytelnikiem intensywnym, bo czytam więcej niż 7 książek w roku. Z badań za 2016 rok wynika, że jest nas w Polsce całych 10 procent. Poza nami, co najmniej jedną książkę w zeszłym roku przeczytało 37 procent badanych, co daje nam spadek czytelnictwa o 21 procent w porównaniu z rokiem 2004.

Czy pozbędę się kiedyś kolekcji Hrabala? W końcu to tylko materialne odzwierciedlenie tego, co już poznałam. Na razie chętnie pożyczam, co też jest formą dawania im drugiego życia. Na odcięcie pępowiny jeszcze nie jestem gotowa.

Dziś Światowy Dzień Książki. Warto pomyśleć o tym, w jaki sposób traktujemy czytanie. Co książka nam daje i czy potrafimy się zdobytą wiedzą potem dzielić. Czym czytanie jest dla Was? I czy macie łatwość w pozbywaniu się przeczytanych tytułów? Napiszcie w komentarzach poniżej.


W kwietniu zajmujemy się czytaniem jako tematem międzyblogowego projektu Eksperymentujesz?

eksperymenty, książka, jak nie kupować, grudzień, święta, kupować mniej

Zobaczcie, co o czytaniu myślą:

Julia z Na Nowo Śmieci

Agnieszka z Chatka Baby Jogi

Ula, autorka bloga Pani Strzelec

 

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze