Eksperymenty Rodzina

Seks z własną żoną? Przecież to matka moich dzieci!

seks małżeństwo miłość luty walentynki

Gdy myślę o miłości małżeńskiej, nie mogę zapomnieć o wywiadzie, który ukazał się kilka lat temu w Wysokich Obcasach. Była to rozmowa z Małgorzatą Terlikowską, żoną Tomasza Terlikowskiego, redaktora naczelnego Telewizji Republika, a wówczas katolickiego magazynu Fronda. Pani Małgorzata stwierdza:

Katolicka rodzina wie, że nigdy się nie rozstanie. My z Tomkiem jesteśmy na siebie skazani do końca życia. Nieustannie więc pracujemy nad związkiem, chuchamy na niego i dmuchamy, bo po prostu nie mamy wyjścia. Lepszych zabawek już nie dostaniemy. To daje mnóstwo spokoju.

Przedstawia metodę na uniknięcie zdrady:

Jeśli ktoś mi się podoba, jeśli czuję, że podejrzanie mocno lubię z nim rozmawiać, że lubię słuchać jego głosu, to zrywam kontakt.

O dzieciach:

W katolickim wielodzietnym małżeństwie łatwo wpaść w pewien kanał. Scedować wszystkie emocje na dzieci. Na dom. RODZINA JEST NAJWAŻNIEJSZA. I tym sobie tłumaczyć zaniedbania w innych sferach. Są dzieci, które lubią być przytulane, więc usypiam z nim. I potrzebę dotyku mam zaspokojoną. Zaczynam odsuwać męża. Dziecko ląduje w łóżku, bo je łatwiej wtedy nakarmić. Gdzie tu miejsce na bliskość? Na czułą rozmowę? Na seks? Myśmy na szczęście nie mieli sytuacji, żeby przez miesiąc spać obok siebie bez seksu.

Dlaczego odnoszę się do tego akurat wywiadu. Po pierwsze, mimo że to nie moja linia ideowa, uważam Panią Małgorzatę za niezwykle odważną i otwartą osobę, że zgodziła się w tak jawny sposób rozmawiać o szczegółach swojego życia intymnego, i to z dziennikarzem niepopierającej ich ideowo gazety.

Po drugie, to co wybrzmiewa z tego wywiadu jest i smutne, i przerażające. Małżeństwo „po katolicku”, czyli ok. 90% naszych polskich małżeństw, to zgoda na trwanie w związku do końca życia. Jesteśmy na siebie skazani mówi Małgorzata. Ta zgoda implikuje również zaakceptowanie faktu, że do końca życia seks będziemy uprawiać tylko z jedną, wybraną na ślubnym kobiercu osobą. Zgoda na obowiązek pożycia małżeńskiego bez wymówek Nie dziś, boli mnie głowa, bo można skończyć z miesiącami braku jakiejkolwiek łóżkowej aktywności. Terlikowscy dzięki wspólnej dyscyplinie tego nie mają.

Po trzecie, gorzka prawda małżeńskiej rzeczywistości jest taka, że gdy pojawiają się dzieci, potrafią nam przesłonić kawał dorosłego świata. Pomijając pracę zawodową czy wspólne wyjścia z przyjaciółmi na piwo, o seks martwimy się najbardziej. Potrzeba przytulania zostaje zaspokojona przez dzieci, uśmiechamy się głównie do nich, z nimi zasypiamy, budząc się w środku nocy i szukając własnego łóżka. Jak w tak wyglądających realiach wykrzesać z siebie odpowiednią ilość zainteresowania mężczyzną siedzącym tuż obok, na kanapie, w tym samym domu, by emanować seksualnością i by ta emanacja spłynęła również i na niego? Czy trzeba się zmuszać, żeby przetrwać?

Terlikowska mówi prawdę nie tylko o katolickiej rodzinie. Jeśli chcesz mieć udane małżeństwo, musisz współżyć. Jeśli nie współżyjesz, nie masz udanego małżeństwa. To nie jest przymus, to prawda o małżeńskich realiach. I to, że Terlikowscy mają wyznaczony jeden dzień w tygodniu na intymność i się tego trzymają – wali się czy pali – może brzmi źle, ale nie jest takie głupie. Wiedzą, że w ten dzień „to się wydarzy”. I choć – dajmy na to – może jej się nie chce, bo dziecko chore, drugie ma słaby sen, trzecie jeszcze nie śpi, czwarte gra w gry, a piąte idzie po szklankę wody do kuchni – wie, że bez seksu ich małżeństwo nie przetrwa długo w dobrej kondycji. Twarde realia.

macierzyństwo seks miłość dziecko

Autor zdjęcia: Nikolay Omachko

Każdy ma swój domowy kontekst, który określa poziom zaangażowania seksualnego obojga. Moim kontekstem jest dwójka jeszcze małych dzieci i blog. Od urodzenia drugiego dziecka moje libido spadło na dość niski poziom w porównaniu z okresem bezdzietnym. Mówi się, że dzieci spajają związek – być może na dłuższą metę, ale ze współżyciem mają tyle wspólnego, że w jego wyniku powstają, a potem je niszczą. Niestety.

Brzmi to dość depresyjnie, ale wiem, że nie jestem sama w przeżywaniu tego scenariusza. Mam też świadomość, że warto walczyć o własne (współ)życie, by zmieniło się tak, jak tego byśmy chcieli.

Przytoczę trochę żartobliwy tekst kolegi, który usłyszałam po tym, jak skomentował atrakcyjnie wyglądającą dziewczynę na zdjęciu. Na pytanie, dlaczego myśli w kategoriach seksualnych o obcych mu zupełnie kobietach, powiedział: „Seks z własną żoną? Przecież to matka moich dzieci jest!”

Właśnie tak, seks z własną żoną! Być może po randce, na którą razem pójdziecie. Być może po wspólnie obejrzanym ulubionym filmie i lampce ulubionego wina. Być może w trakcie gotowania wspólnej kolacji w kuchni. Być może w trakcie kąpieli. Być może gdzieś poza domem, w chwili dla nikogo niespodziewanej. Scenariuszy jest wiele. Nic tylko je realizować.

W tym miesiącu będę się zastanawiać, jak spajać związek dobrą miłością. Co robić, by przełamać rutynę. I jak zdrowo wspomagać kobiecość i męskość w zakresie miłości fizycznej. Być może poruszę temat zero waste w kontekście miłosnym. Trzymajcie się, może być ostro!

blog eksperymenty luty blogerki polskie

Ekipa eksperymentatorek

Luty miesiącem miłości w międzyblogowych eksperymentach. Zobaczcie o czym piszą one:

Julia z Nanowosmieci

Marta z Veganama

Agnieszka z Chatka Baby Jogi

Ula – Pani Strzelec

Monika z Wielki Kufer

Kasia – Innooka

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze