Eksperymenty Rodzina

Seks z własną żoną? Przecież to matka moich dzieci!

seks małżeństwo miłość luty walentynki

Gdy myślę o miłości małżeńskiej, nie mogę zapomnieć o wywiadzie, który ukazał się kilka lat temu w Wysokich Obcasach. Była to rozmowa z Małgorzatą Terlikowską, żoną Tomasza Terlikowskiego, redaktora naczelnego Telewizji Republika, a wówczas katolickiego magazynu Fronda. Pani Małgorzata stwierdza:

Katolicka rodzina wie, że nigdy się nie rozstanie. My z Tomkiem jesteśmy na siebie skazani do końca życia. Nieustannie więc pracujemy nad związkiem, chuchamy na niego i dmuchamy, bo po prostu nie mamy wyjścia. Lepszych zabawek już nie dostaniemy. To daje mnóstwo spokoju.

Przedstawia metodę na uniknięcie zdrady:

Jeśli ktoś mi się podoba, jeśli czuję, że podejrzanie mocno lubię z nim rozmawiać, że lubię słuchać jego głosu, to zrywam kontakt.

O dzieciach:

W katolickim wielodzietnym małżeństwie łatwo wpaść w pewien kanał. Scedować wszystkie emocje na dzieci. Na dom. RODZINA JEST NAJWAŻNIEJSZA. I tym sobie tłumaczyć zaniedbania w innych sferach. Są dzieci, które lubią być przytulane, więc usypiam z nim. I potrzebę dotyku mam zaspokojoną. Zaczynam odsuwać męża. Dziecko ląduje w łóżku, bo je łatwiej wtedy nakarmić. Gdzie tu miejsce na bliskość? Na czułą rozmowę? Na seks? Myśmy na szczęście nie mieli sytuacji, żeby przez miesiąc spać obok siebie bez seksu.

Dlaczego odnoszę się do tego akurat wywiadu. Po pierwsze, mimo że to nie moja linia ideowa, uważam Panią Małgorzatę za niezwykle odważną i otwartą osobę, że zgodziła się w tak jawny sposób rozmawiać o szczegółach swojego życia intymnego, i to z dziennikarzem niepopierającej ich ideowo gazety.

Po drugie, to co wybrzmiewa z tego wywiadu jest i smutne, i przerażające. Małżeństwo „po katolicku”, czyli ok. 90% naszych polskich małżeństw, to zgoda na trwanie w związku do końca życia. Jesteśmy na siebie skazani mówi Małgorzata. Ta zgoda implikuje również zaakceptowanie faktu, że do końca życia seks będziemy uprawiać tylko z jedną, wybraną na ślubnym kobiercu osobą. Zgoda na obowiązek pożycia małżeńskiego bez wymówek Nie dziś, boli mnie głowa, bo można skończyć z miesiącami braku jakiejkolwiek łóżkowej aktywności. Terlikowscy dzięki wspólnej dyscyplinie tego nie mają.

Po trzecie, gorzka prawda małżeńskiej rzeczywistości jest taka, że gdy pojawiają się dzieci, potrafią nam przesłonić kawał dorosłego świata. Pomijając pracę zawodową czy wspólne wyjścia z przyjaciółmi na piwo, o seks martwimy się najbardziej. Potrzeba przytulania zostaje zaspokojona przez dzieci, uśmiechamy się głównie do nich, z nimi zasypiamy, budząc się w środku nocy i szukając własnego łóżka. Jak w tak wyglądających realiach wykrzesać z siebie odpowiednią ilość zainteresowania mężczyzną siedzącym tuż obok, na kanapie, w tym samym domu, by emanować seksualnością i by ta emanacja spłynęła również i na niego? Czy trzeba się zmuszać, żeby przetrwać?

Terlikowska mówi prawdę nie tylko o katolickiej rodzinie. Jeśli chcesz mieć udane małżeństwo, musisz współżyć. Jeśli nie współżyjesz, nie masz udanego małżeństwa. To nie jest przymus, to prawda o małżeńskich realiach. I to, że Terlikowscy mają wyznaczony jeden dzień w tygodniu na intymność i się tego trzymają – wali się czy pali – może brzmi źle, ale nie jest takie głupie. Wiedzą, że w ten dzień „to się wydarzy”. I choć – dajmy na to – może jej się nie chce, bo dziecko chore, drugie ma słaby sen, trzecie jeszcze nie śpi, czwarte gra w gry, a piąte idzie po szklankę wody do kuchni – wie, że bez seksu ich małżeństwo nie przetrwa długo w dobrej kondycji. Twarde realia.

macierzyństwo seks miłość dziecko

Autor zdjęcia: Nikolay Omachko

Każdy ma swój domowy kontekst, który określa poziom zaangażowania seksualnego obojga. Moim kontekstem jest dwójka jeszcze małych dzieci i blog. Od urodzenia drugiego dziecka moje libido spadło na dość niski poziom w porównaniu z okresem bezdzietnym. Mówi się, że dzieci spajają związek – być może na dłuższą metę, ale ze współżyciem mają tyle wspólnego, że w jego wyniku powstają, a potem je niszczą. Niestety.

Brzmi to dość depresyjnie, ale wiem, że nie jestem sama w przeżywaniu tego scenariusza. Mam też świadomość, że warto walczyć o własne (współ)życie, by zmieniło się tak, jak tego byśmy chcieli.

Przytoczę trochę żartobliwy tekst kolegi, który usłyszałam po tym, jak skomentował atrakcyjnie wyglądającą dziewczynę na zdjęciu. Na pytanie, dlaczego myśli w kategoriach seksualnych o obcych mu zupełnie kobietach, powiedział: „Seks z własną żoną? Przecież to matka moich dzieci jest!”

Właśnie tak, seks z własną żoną! Być może po randce, na którą razem pójdziecie. Być może po wspólnie obejrzanym ulubionym filmie i lampce ulubionego wina. Być może w trakcie gotowania wspólnej kolacji w kuchni. Być może w trakcie kąpieli. Być może gdzieś poza domem, w chwili dla nikogo niespodziewanej. Scenariuszy jest wiele. Nic tylko je realizować.

W tym miesiącu będę się zastanawiać, jak spajać związek dobrą miłością. Co robić, by przełamać rutynę. I jak zdrowo wspomagać kobiecość i męskość w zakresie miłości fizycznej. Być może poruszę temat zero waste w kontekście miłosnym. Trzymajcie się, może być ostro!

blog eksperymenty luty blogerki polskie

Ekipa eksperymentatorek

Luty miesiącem miłości w międzyblogowych eksperymentach. Zobaczcie o czym piszą one:

Julia z Nanowosmieci

Marta z Veganama

Agnieszka z Chatka Baby Jogi

Ula – Pani Strzelec

Monika z Wielki Kufer

Kasia – Innooka

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • Konstanty Aniołek

    uhuhaha tErlikowska u Ciebie na blogu.. ostro :d :d :d
    ale tak czy siak fajnie raz na jakis czas poczytac cos co nie jest zwiazane z odpadami 🙂
    Meza bede miec do pol roku, wiec dopiero potem zaczne sie wypowiadac w kwestiach malzenskich (o ile sie cos zmieni w byciu zwiazanym papierkiem) Pozdrawiam 🙂

    • To się nie zmienia od papierka,to życie po prostu zmienia, upływający czas i inne obowiązki, które mamy na głowach. A tam gdzie dzieci, tych obowiązków jeszcze więcej.

    • Ma być ostro, jeśli trzeba. Poza tym ten wywiad serio zapamiętam chyba do końca życia. Również w powodu ich pomysłu na piątki z seksem. A co! Kto im zabroni? 😉

  • Ewidentnie widać, że mężczyzna spostrzega swoją kobietę inaczej po urodzeniu dziecka, przed czy to w związku małżeńskim czy nie wiele w tych kwestiach pewnie się nie zmienia. My dzieci nie mamy, ale to, że taka długoletnia para kocha się rzadziej to nie znudzenie, czy to, że już się sobie nie podobamy. Tylko są inne obowiązki, praca, dom itd. A w małżeństwie to się bardziej rozumie, że mąż może być zmęczony, bo rano musi wcześnie wstać, czy kobieta ma gorszy dzień/tydzień bo zasuwa nie tylko praca ale i większość obowiązków domowych. A wtedy wystarcza nam wieczorne wtulenie się w swoje ramiona i zaśnięcie obok siebie, bo tak czujemy się dobrze ze sobą, bezpiecznie, że nie musimy teraz na siłę nic robić,możemy mieć swoje słabości. Ale mimo wszystko uważam, że dotyk jest ważny, chociaż przytulenie w ciągu dnia, pocałunki, chodzenie za rękę. Sex również, bez tego ludzie oddalają się od siebie, dobrze jest sobie stwarzać do tego okazje, tak jak piszesz na końcu,pójść razem na randkę,czy po prostu szybciej odłożyć komputer/książkę/grę i spędzić czas tylko ze sobą. Nawet jeśli potrzeba to wyjechać gdzieś razem na weekend, by oderwać się od domowych obowiązków, bo tak to wiecznie się patrzy, że pranie nie poskładane, podłoga nie umyta, zlew zapchany itd. I nie da się swobodnie pomyśleć o czystej przyjemności z sexu.
    Dzieci myślę, że też warto od czasu do czasu odstawić, do dziadków, czy nawet do niani jeśli nie ma się blisko rodziny. By pobyć sam na sam. Żona/matka dalej może być sexi, tylko niech nieraz wystroi się typowo dla swojego męża, a nie tylko, wtedy, gdy wychodzi z domu z koleżankami:P

  • Ekologika

    O wypraszam sobie 😀 Jestem mężatką od trzech lat, w związku z partnerem od 10 i stanowczo sprzeciwiam się tezie jakoby seks małżeński przypominal potwora z Loch Ness! Mało tego, między nami jeszcze nigdy nie było tak gorąco jak ostatnio 😍 A tak serio, to wyobrażam sobie ze to właśnie pojawienie się dzieci może namieszać w tej materii…

    • Życzę Wam, by nie namieszały 🙂 I cieszę się Waszym szczęściem <3
      Ej, a może ktoś jednak widział tego potwora? 😉

  • Kocham ten wpis 🙂 Temat-rzeka !

    Rozmawialam z kolezankami (ok, jestesmy raczej 40-to latkami, mamy dzieci w różnym wieku, od 3 latków do nastolatków).
    Z czasem, szczególnie w rodzinach w których są dzieci, stajemy przed pytaniem – na czym zależy nam najbardziej – motyle w brzuchu czy praca nad udanym związkiem, czyli, de facto, radosnym życiem seksualnym.

    No i odpowiedzi są różne – bardzo często spotkałam sie z wyrzutem : przecież chodzi o to żeby było spontanicznie ! Ba, sama tez przez pewien czas tkwiłam w tej pułapce. Ale doszlo do mnie, zeby bylo spontanicznie, to trzeba to sobie wypracować, na przykład umawiając sie – i egzekwując – randki.

    Najczęstszym problemem w parach z małymi dziećmi jest… zmęczenie. Moje dziecko jest juz „duze”, wiec pozwalam sobie z perspektywy czasu podpowiedziec: nie zalujmy srodkow na regularne organizowanie opieki do dzieci, aby mozna bylo sie wyspac. Kiedy jestesmy wypoczete od razu skacze i libido i pojawiają sie pomysły. Niestety – czesto (w moim otoczeniu) kobiety z malymi dziecmi z usmiechem pokazuja perfekcyjnie opanowana codziennosc, starannie tuszujac kropelki gryczy, ktore tam sie zbieraja – rozne frustracje, zawody, niedomówienia.

    W przypadku mojego małżeństwa, dużo frajdy i prawdziwy powiew świeżości stanowia tantra
    https://chatkababyjogi.wordpress.com/2016/05/02/weekend-tantra-dla-par/ oraz kultywowanie, tak, kultywowanie kobiecosci. I nie chodzi mi tu bynajmniej o staranny makijaz.

    Warto być świadoma cykliczności naszych nastrojów, pracy hormonów w naszym ciele i ich wplywu na nasze zachowanie.
    Warto dla siebie – nie dla chwaly czy pieniedzy – robic rzeczy, ktore uwazamy za kreatywne – ozdobic okno lub polke, tworzyc cos (mydlo ?:)) wlasnymi rekami, szukac zrodel tworczosci, ktroe w nas drzemia – nie kazda z nas jest poetka, malarka czy pieknie robi na drutach.
    Warto dbac, szanowac i sprawiac, ze nasza kreatywnosc byla szanowana, nawet jesli przejawia sie ona w estetycznym ustawianiu sloikow na polce w szafce.

    Nastepnie – ogromnie wazna jest akceptacja wlasnego ciala ! te nasze kochane faldki, celulitis i zmarszczki… Wiem, ze czesc kobiet czuje do siebie obrzydzenie lub zniechecenie, kiedy przegladaja sie w lustrze – spojrzcie na fit-grupy: pelno jest tam okreslen : „skatowalam dzis posladki, czuje sie swietnie” (sama tez tak kiedys pisalam). A przeciez nie chodzi tu o „katowanie” ciala, tylko prace nad nim (jesli czujemy, ze tego nam potrzeba).

    Kiedy czujemy sie spelnione w tej tworczej sferze kobiecosci, kiedy jestesmy wypoczete, i akceptujemy wlasne cialo, na pewno ma to wplyw na zycie seksualne 🙂

    No i partner – wiekszosc z tego, co sobie postanawiamy, dzieje sie w naszych glowach. Czasem zapominamy, ze jesli czegos nie wyrazimy werbalnie, jesli nie upewnimy sie ze druga osoba dobrze nas zrozumiała – to pojdziemy w różnych kierunkach… majac przeswiadczenie, ze przeciez partner wie o co chodzi. Moze i ludzie rozumieja sie zawsze bez slow, ale warto od czasu do czasu odswiezyc sobie referencje, bo wszyscy sie zmieniamy i jesli – na przyklad, w nawiazaniu do seksu – uwielbiamy szczegolnie pewna pozycja, moze sie okazac ze po jakims czasie reagujemy na nia mniej, a jesli bedziemy czekac z powiedzeniem o tym partnerowi to po kilku latach moze dojsc do szoku : jak to, nie sprawia Ci to przyjemnosci, przeciez to uwielbiasz ! 🙂

    no, rzeka, rzeka …

    Pozdrawiam i zycze milego eksperymentowania 😉

  • Pingback: #14 – o eksperymentach i kryzysach w związku | Chatka Baby Jogi()

  • Zero waste w kontekście miłosnym – wielorazowe prezerwatywy? 😀 😀 😀

  • Pingback: #13 – O eksperymentach w miłości (dla par w stałych związkach) | Chatka Baby Jogi()

  • Metka

    Oesu, tak. Piszmy o tym i rozmawiajmy. Mam wrażenie, niestety, że to temat tabu wśród kobiet. Mało która przyzna się, że seks w małżeństwie więdnie, dzieci wysysają wszelką energię. Praca stresuje, czasem i inne czynniki na to wpływają.

    Rozmawiajmy, szukajmy sposobów, by temu zapobiec. By ten ogień się palił. Dzięki bardzo za ten temat 🙂

    • Dzięki, Metka! Też uważam, że ten temat jest studnią, która nigdy nie wyschnie. Masz swoje sposoby na utrzymanie płonącego ognia, jak to trafnie ujęłaś?

      • Metka

        No właśnie ciężko, niestety. Po urodzeniu dziecka moje libido sięgnęło dna… widzę problem, szukam sposobów, by znów wszystko wróciło na właściwe tory.

        • Jak duże jest teraz Twoje dziecko? Tak żebym miała zarys tego „dna” (bo wiem, jak to bywa) 😉

          • Metka

            2,5 roku (!)
            Ba, nawet kupiłam książkę „Seks się liczy” Oscho, żeby obudzić w sobie jakieś uśpione myśli i uczucia…

          • I co, warto przeczytać? 🙂 Zastanawiam się, na ile książki zmieniają podejście w tej kwestii. Też mam coś w zanadrzu, jeszcze się TYM podzielę 😉

          • Być może filmy bardziej rozbudzają wyobraźnię 😉

          • Metka

            Hahahaha, taaaaak, to też 😉
            ale ja bym wolała jednakże swoją 😉

          • Metka

            To takie trochę filozoficzne ale bardzo przyjemne rozważania o seksie, jego sensie, wpływie itd. Do poduchy jak znalazł 😉
            Dawaj koniecznie co masz w zanadrzu 😉
            A jak Ty sobie poradziłaś ze spadkiem libido?

  • Dzieci nie spajają związków. Spajają wspólnotę mieszkaniowo-gospodarczą dwojga ludzi, ale nie związek. Idealnie gdyby utrzymać sprawy tak, jak pojawiały się chronologicznie: najpierw była kobietą życia, potem do tego matką dzieci. Czyli być po pierwsze ukochaną/ukochanym, po drugie rodzicem.
    Ale tu już trudniej niż z ćwiczeniem wdzięczności itp., bo trzeba woli dwóch osób, by zauważyć problem i chcieć coś poprawić.

    • A wiesz, że taką „naukę” dostałam od franciszkanina przed zawarciem związku małżeńskiego? Żeby pamiętać, że najpierw jest miłość małżeńska, potem rodzicielska, a potem dzieci do rodziców (my do naszych). I że jeśli się o tym pamięta, to wszystko powinno być prawidłowo.

      Staram się tych zasad przestrzegać. Rzeczywistość jednak weryfikuje wiele – wiem to z opowieści mam małych, wymagających nadmiernej uwagi dzieci. Biologii nie oszukasz. Natomiast fajnie by było, gdyby mężczyzna też poczuł potrzebę przytulasków z żoną, nawet gdy ona w rozciągniętym dresie i poplamionej bluzce, w nastroju odbiegającym od ponętnej seksualności.Niby to ONA ma się starać, a dlaczego ON też nie?

      • U faceta też jest różnica, czy o siebie zadba, czy w dziurawych majtkach i wygniecionej koszulce, nałożonej na lewą stronę 😉 Chodzi też o to, jak się do siebie nawzajem odnosimy, czy jesteśmy „eleganccy” w zachowaniu.
        Też otarłam się o nauki księży, że najpierw miłość małżeńska, a dzieci wręcz masz obowiązek wypchnąć z gniazda w odpowiednim momencie, jeśli się zasiedzą.

  • Kasia Tymińska

    Mój najulubieńszy wiersz o miłości:

    Jacek Dehnel

    Il Sogno

    Te codzienne, conocne, te żmudne ćwiczenia,

    te pasaże pod górkę „bycia-dwojgiem-ludzi”,

    gdzie zmiana każdej nuty bardzo wiele zmienia,

    to budzenie się rano ze ścierpłym ramieniem,

    bo całą noc się spało tak, by cię nie zbudzić,

    te codzienne, conocne, te żmudne ćwiczenia:

    gemmy francuskich kremów, pianek do golenia,

    by mniej drapać policzki, by mniej je utrudzić

    w pocałunkach – a taka zmiana wiele zmienia

    w ulepszaniu techniki – jak szlifu kamienia,

    bo każdy blask się w końcu może nieco znudzić,

    te codzienne, conocne, te żmudne ćwiczenia

    w łagodzeniu – jak spory zręcznie pouziemiać,

    w jak najmniejszej ilości ruchów je obrócić

    na nice lub choć na nice (ton tak wiele zmienia,

    dobór słów, ruchy ramion). Głaskać. Ukorzeniać

    to, co jeszcze kiełkuje, dopiero się budzi

    wśród dziennego, nocnego, żmudnego ćwiczenia.

    I jeszcze ta świadomość, że coś się utlenia,

    bezpowrotnie rozpada, nieustannie studzi.

    Te codzienne, conocne, te żmudne ćwiczenia

    by wszystko, odmienione, mogło się nie zmieniać.

    • Jest piękny! <3 Nie znałam go, a teraz stanie się jednym z moich ulubionych. Dziękuję, Kasiu!

  • Post bardzo ciekawy, temat chwytliwy (bynajmniej dla mnie) Ciężko odnieść mi się do małżeństwa i dzieci, bo dzieci nie mam a męża będę mieć dopiero za 1,5 roku, ale .. gdybym miała przewidywać przyszłość to może nie stwierdziłabym, że seks spaja małżeństwo i jest obowiązkiem aczkolwiek myślę, że jest dobrym pomostem/pretekstem do zgody. Jak by nie patrzeć seks albo ludzi odpręża i są zadowoleni albo „wyżywa” i emocje spadają. Tak czy siak , jak ludzie są dobrzy w „te klocki” to im pomoże. Co do więzi i dzieci to dla mnie stety, (możne dla niektórych niestety ) ale to już jest praca 7 dni w tygodniu przez 24 h. Dla mnie taka praca nad swoim związkiem przychodzi mi z uśmiechem i łatwością. Jednak rozmawiałam już z przyszłym mężem o dzieciach i oboje twierdzimy, że nie interesuje nas związek w którym nie ma czasu” tylko dla nas’. Czy dzieci są czy ich nie ma uważam, że trzeba znaleźć ten czas „tylko dla siebie” bo inaczej nic nam nie wyjdzie.Dzieci są ważne ale nie wyobrażam sobie , aby przysłoniły mi mój związek. Bez związku „mama-tata” rodzina będzie zawsze mieć jakieś nieprzyjemności, których konsekwencje niestety najmocniej odczuwają później dzieci.

  • Ula

    U mnie, gdybym nawet miała w kalendarzu, że „to dzisiaj”, jak mnie będzie boleć głowa – ale tak na serio, bo jestem migrenowcem – to nie dam rady, no nie 🙂 Ale że sama idea głupia nie jest mogę się zgodzić. Z własnymi dziećmi doświadczenia nie mam, ale mówiąc szczerze nie chcę nawet próbować. Bo znam siebie, znam partnera i rodzicielstwo (którego zresztą nie pragniemy) byłoby tylko gwoździem do trumny.

    • Tak też się zdarza i zupełnie rozumiem osoby, które nie chcą się zdecydować na potomstwo. Ja mam wrażenie, że są okresy, kiedy na kobietę bardzo mocno działają hormony i wówczas irracjonalnie podejmujemy się starań „dla przetrwania gatunku”. Być może twierdzimy, że „tego właśnie chcemy”, ale to one za nas decydują. Te hormony.

      I dla jasności, kocham moje dzieci i nie wyobrażam sobie ich nie mieć. Nadają sens mojemu życiu, którego – w tej formie – nigdy bym nie zaznała, gdyby nie one. Pozdrawiam Cię ciepło, Ula!

      • Odwzajemniam Kasiu szczególnie w ten paskudny lutowy czas, kiedy – przynajmniej u mnie – wszystko jest do de.. 🙂 Ja osobiście też nie wyobrażam sobie życia bez dzieci – mojej Siostry. Nazywam je nawet swoimi dziećmi bo raz, żem druga Mama a dwa, że uruchomiły we mnie wszystkie te instynkty jakie mają Mamy choć oczywiście nie w takim stopniu. Choć nie widuję ich na codzień bo mieszkają na drugiej półkuli to biorę sobie na głowę ich przyszłość, a jak jestem tuż obok nich to chucham i dmucham i kocham ponad wszystko. I choć mam świadomość, że brak mi anielskiej cierpliwości i czasem zwyczajnie potrzebuję wstać i wyjść, to nigdy nie zostawiłabym ich sama. Więc jakoś te instynkty mam, choć upatruję ich źródeł raczej w atawistycznych potrzebach ochrony młodych ze swojego stada a nawet gatunku (bo jak widzę obce dzieci chodzące samopas to też mi się włącza instynkt obronny hehe).

        • Atawistyczna potrzeba ochrony gatunku – coś w tym jest 😉
          P.S. Fajnie, Ula, że założyłaś bloga! Czekam na więcej 🙂

          • prowadzenie bloga jest dobre na wszystko, szczególnie na brak kontaktu z językiem 🙂

  • Hmm…ciekawy temat, tez kiedys gdzies slyszalam taki tekst „matka moich dzieci to juz mnie nie kreci” i sie zastanwialam jak to jest…odslaniasz dla mnie temat, ktory jest na razie dla mnie czarna magia poniewaz nie mamy jeszcze dziecka z mezem, ale mysle, ze cos w tym jest co piszesz, trzeba na pewno ta sfere relacji pielegnowac.

  • Tak, tak i jeszcze raz tak. Pamietajmy o sobie nawzajem. To niby takie oczywiste, a jednak poradnie małżeńskie są pełne nie bez przyczyny.

  • Pingback: Bo kocham siebie… – Veganama()

  • Kasia, dlaczego tak smutno? Po pierwsze primo, nie wydaje mi się, by Terlikowska była reprezentatywna dla katolików, Terlikowscy są jednak dość radykalni w swoich poglądach i nie sądzę, by każdy kto miał ślub kościelny musiał się z nimi zgadzać. A dwa, mężczyzna dla którego seks z matką swoich dzieci to już nie seks, omg, słabawo, bardzo seksistowski żarcik, mnie jakoś nie śmieszy.

    Ja bym szukała w innych, bardziej pozytywnych kontekstach. No, jasne, dzieci zmieniają temperaturę związku, inaczej się współżyje w związkach wieloletnich, kiedy w grę wchodzą codzienne obowiązki, praca, nierzadko ponad siły i żywiołowe maluchy. Ale można czerpać radość z tej sfery, można się nakręcać na wspólne bycie razem i mieć wiele z niej radości. To jest wszystko kwestia priorytetów, jak uznasz, że boli cię głowa i nie masz ochoty, bo jesteś zmęczona i zdołowana, to tak będzie. A jak uznasz, że trochę cię wprawdzie boli głowa i jesteś zmęczona, ale przydałoby ci się trochę przytulenia, to bierzesz się za działanie i już. Wszystko jest w glowie, seks także 😉

    • Ależ oczywiście, Marta, wszystko jest w głowie 🙂 Czy smutno – bardziej przewrotnie, bo chciałam odkryć najpierw kołdrę, pod którą przykrytych jest wiele frustracji. I z pewnością można je wszystkie przepędzić, ale najpierw najlepiej je zwyczajnie nazwać, uświadomić je sobie.
      Dzięki za Twój optymistyczny – w tej całej dyskusji – komentarz 🙂

  • Gosia Brzóska

    Nie mam dzieci, więc swoich poglądów na temat dzieci i związku nie będę wyciągać – teoria teorią, a życie i biologia pisze własne scenariusze. W każdym razie nie potrzeba dzieci, żeby bliskość zamieniła się w kohabitację. To przykre i nieromantyczne, ale miłość nie jest jak oddychanie – trzeba ją pielęgnować i ciągle mieć w świadomości. Tylko DOBRY seks spaja związek, a dobry seks to nie (tylko) kwestia orgazmów.
    Ja oprócz kochania, bardzo lubię mojego męża. Nigdy nie patrzyłam na niego pobłażliwie, nigdy nie denerwowało mnie jego zachowanie czy styl bycia. To może zabrzmieć dziwnie, ale warto mi pielęgnować taki związek chociażby dlatego, że mam w mężu najlepszego przyjaciela/kolegę/koleżankę/brata, jakich mogłabym mieć.
    Czekam z ciekawością na więcej wpisów o miłości 🙂

    • To bardzo ciekawe i mądre, co piszesz: „mam w mężu najlepszego przyjaciela/kolegę/koleżankę/brata, jakich mogłabym mieć”. Mówisz mu to? Na pewno by się ucieszył, gdyby to usłyszał 🙂
      Dbanie o relacje nie jest łatwe, szczególnie jeśli wsiąkamy w pogoń za sprawami codziennymi i mało mamy czasu czy chęci na zwykłą rozmowę, oderwanie się od monitorów czy (nawet!) książek. Będę o tym pisać, jak tylko znajdę więcej czasu, bo w głowie mam na ten temat wiele 🙂

      • Gosia Brzóska

        Mówię to i wiele innych rzeczy. Sama też to usłyszałam 🙂
        Właśnie o to chodzi, tak samo jak ze sprzątaniem i gotowaniem obiadów – czasem się nie chce. Można sobie odpuścić, żyć w brudzie i jeść mrożoną pizzę, a można mieć czysto w domu i codziennie mieć pożywny obiad.
        A wczoraj pomyślałam sobie, że lubię walentynki, bo atmosfera sprzyja refleksji na temat związku (zwłaszcza po przeczytaniu takiego wpisu jak Twój, Kasiu). Człowiek sobie przypomina, że czegoś dawno nie mówił drugiej osobie.

  • Pingback: Kobieto, nie bądź facetem! Eksperymentujesz? - Pani Strzelec()

  • Pingback: #13 - O eksperymentach w miłości (dla par w stałych związkach) - Chatka Baby Jogi()

  • Pingback: #14 - O eksperymentach i kryzysach w związku - Chatka Baby Jogi()