Czytam Łazienka

„Piękno bez konserwantów” – recenzja książki

piękno bez konserwantów kobieta książka recenzja emancypacja

Z zainteresowaniem sięgam ostatnio po książki o tematyce kosmetycznej. Domowe mydlarstwo i robienie kremów (kremarstwo? chyba już nie) stało się około roku temu moim hobby. Od tej pory sięgam po lekturę zarówno blogów pełnych praktycznych informacji na tematy mnie fascynujące, jak i ciekawie wydanych książek . Co cieszy, tych ostatnich pojawia się na rynku coraz więcej, a ich formy potrafią się różnić dramatycznie.

Niedawno skończyłam czytać pozycję pod tytułem „Piękno bez konserwantów. Sekrety urody naszych prababek” autorstwa Aleksandry Zaprutko-Janickiej. Podtytuł wyjawia, że książka będzie traktowała o tym, jak Polki dbały o urodę w dwudziestoleciu międzywojennym – i warto ten przypis wziąć sobie do serca. Dlaczego – o tym za chwilę.

Jest kilka rzeczy, które mnie zaciekawiło szczególnie w tej książce.

Przemysł kosmetyczny w naszym kraju ma stosunkowo niedługą historię.

Pod zaborami niewiele inwestowało się w innowacyjne przedsiębiorstwa. Najbardziej zaawansowane technologicznie fabryki powstawały poza terenem naszych ziem, w centralnych częściach państw-zaborców. Dopiero po pierwszej wojnie światowej, kiedy Polska odzyskała niepodległość, pojawiła się energia inwestycyjna i potencjał rozwoju skoncentrowany na naszych ziemiach i talentach naszych rąk. Powstawały zaawansowane zakłady kosmetologiczne, laboratoria wypracowujące najlepsze metody dbania o urodę Polek i Polaków, choćby Laboratorjum Kosmetyków Higjenicznych Świt dr Julji Świtalskiej, Fabryka Mydła i Perfum J. i S. Stempniewicz Sp. z o.o. w Poznaniu  czy J. Szach z Warszawy. Zakłady te miały się świetnie i mimo braku reklamy internetowej świetnie radziły sobie na rynku.

piękno bez konserwantów książka kosmetyki

Pomadki do ust Szacha – reklama międzywojnia zachwyca!

Istotne i niezwykle ciekawe jest jednak, jak doszło do takiego rozkwitu przemysłu kosmetycznego nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Pierwsza wojna światowa sprawiła, że mężczyzn do tej pory zatrudnionych przy taśmach produkcyjnych zastąpiły ręce kobiece. Podczas gdy mężczyźni walczyli na wojennych frontach, kobiety zyskiwały na niezależności i sile. Teraz od nich zależało coraz więcej, a ich potencjał nabywczy rósł w siłę.

Kobiety zaczęły walczyć o swoje polityczne interesy i równouprawnienie, propagowały edukację seksualną, świadome macierzyństwo, a nawet prawo do rozwodu. Przestały się godzić na sprowadzanie ich tylko do roli żon i gospodyń.

Po wojnie mężczyźni zastali zupełnie nowy porządek społeczny, który musiał uwzględniać już prawa kobiet, ich ambicje i pragnienia. Kobieta międzywojnia zrzuciła sztywny gorset moralno-obyczajowy i zaczęła dbać o swoją urodę.

Piękno bez konserwantów recenzja

Julia Świtalska – guru kosmetologów dwudziestolecia międzywojennego w Polsce

Nowo zdobyta wolność sprawiła, że dbanie o urodę przestało być czymś wstydliwym.

Atrybuty do tej pory przypisywane prostytutkom, takie jak szminka czy lakier do paznokci, weszły do powszechnego użycia u wszystkich kobiet, niezależnie od pochodzenia społecznego. Dbanie o siebie było w modzie. Im piękniejsze dłonie, twarz i ciało, tym większe uznanie społeczne miała międzywojenna dama.

Co wydawało mi się najciekawsze, zanim doczytałam nawet książkę do końca, to domowe metody, które nasze prababki stosowały do upiększania siebie. „Piękno bez konserwantów” jest pełne receptur na kremy, odżywki do włosów, pielęgnację dłoni, ale też walkę z piegami, workami pod oczami czy farbowanie włosów.

Wiele przepisów na domowe specyfiki zawiera naturalne surowce występujące w przyrodzie, takie jak wosk pszczeli, oleje roślinne czy ziołowe napary, które sama stosuję przy wyrobie kosmetyków. Ale to nie wszystko… Receptury pełne są takich składników, do których dziś bym nie uciekła. Łój zwierzęcy, smalec – jako dodatek do kremów, balsamów czy mydeł. Wiem, że niektórzy je nadal stosują, dla mnie są one jednak nie do przejścia w domowej kosmetyce. Kolejnym dodatkiem jest wazelina – kiedyś wydawała mi się najlepszym środkiem na popękaną skórę, dziś jej unikam, gdyż jest niczym innym jak pochodną ropy naftowej zatykającą pory skóry. W tym momencie „Piękno bez konserwantów” warto traktować jako książkę historyczną, a nie współczesny poradnik. Choć niewątpliwie wiele pożytecznej wiedzy można z niej wyciągnąć.

Piękno bez konserwantów książka recenzja

„Po co chować za kartami tak śliczną twarzyczkę?” Reklamy dwudziestolecia międzywojennego urzekają.

W trakcie lektury nie mogłam się oprzeć wrażeniu, jak wiele ówczesne kobiety osiągnęły w tak krótkim czasie! Powojenna emancypacja wiązała się z przejęciem męskich obowiązków, zdobyciem nowych praw, jednocześnie pamiętając o celebrowaniu własnej kobiecości. Być może dbanie o urodę było o wiele bardziej czasochłonne niż teraz, ale dawało poczucie kobiecej samoświadomości i własnej, niepowtarzalnej wartości. Kobiety były piękne, zdrowe i silne.

Z książki o kosmetykach wyszła książka o feminizmie, co dla mnie osobiście jest jak miód na uszy. Warto czytać i podbudowywać własne mniemanie o sobie, drogie panie! Za nami stoi cały wiek walki o nasze prawa, nie zaprzepaśćmy tego!

Pamiętacie „archaiczne” przepisy na kosmetyki domowej produkcji od waszych mam czy babć? Zdarza się wam nadal je stosować? Napiszcie w komentarzu.


Książkę „Piękno bez konserwantów. Sekrety urody naszych babek” Aleksandry Zaprutko-Janickiej wydało wydawnictwo Ciekawostki Historyczne. Można ją nabyć korzystając z tego sklepu lub z listy poniżej.

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze