Zero Waste

Mięso bez opakowania – czy można?

mięso mięsny bez opakowań zero waste

Niektórym się nie chce.

Niektórym się nie chce pakować w szkło.

Niektórym sprzedawcom się nie chce pakować wybranych przeze mnie towarów w moje szklane pojemniki i wymyślają wymówki.


Ja: Poproszę dziesięć skrzydełek z kurczaka. Wystarczy wytarować wagę i zapakować je do mojego pojemnika.

Ona: Ja pani muszę to w folię włożyć, ale potem to przeładuję. W folię muszę.

Dlaczego pani musi? Wiele razy kupowałam tu do własnych pojemników, a waga była tarowana.

Niestety takie mamy przepisy.

A co to za przepisy? 

Ja nie mogę pani do pudełka bezpośrednio pakować. To nie takie proste. A gdyby tu był Sanepid? Wówczas mielibyśmy kłopoty.

Nie miałaby pani kłopotów. Kontaktowałam się z Sanepidem i pakowanie do własnych pojemników jest przez nich dozwolone.

Niestety, takie mamy przepisy. Nic nie poradzę.

A z kim pani uzgadniała te przepisy? Jeśli z szefową, to chętnie z nią porozmawiam, to dla mnie nie problem.

Nic nie poradzę. (zniecierpliwiona) To co, chce pani te skrzydełka?


Niektórzy sprzedawcy się boją. Myślą, że jestem tajemniczym klientem, który chce ich upupić i wcisnąć rujnującą ich dorobek karę.

A ja tylko nie chcę brać od nikogo foliówek.

I nie podoba mi się, że aby włożyć coś do mojego pudełka trzeba zużyć dodatkową folię oraz jednorazową foliową rękawiczkę.

Nic nie poradzę.


// Oficjalne stanowisko Wielkopolskiego Państwowego Wojewódzkiego Inspektoratu Sanitarnego w sprawie pakowania mięsa i wędlin do własnych pojemników brzmi następująco:

Opisany przez Panią proces pakowania wędlin i mięsa ww. sklepach we własne pojemniki nie jest zabroniony. Należy jednak pamiętać, żeby pojemniki, w których będzie transportowana żywność, były dopuszczone do tego typu czynności oraz żeby odbywało się to w odpowiednich warunkach i temperaturze. Celem takich działań jest zapobieganie zatruciom pokarmowym będących efektem spożycia wędlin czy mięsa dostarczonych do domu w warunkach sprzyjających zanieczyszczeniom i rozwojowi drobnoustrojów chorobotwórczych.

 

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • Konstanty Aniołek

    Można, przyszły mąż jak chodzi ze mną na zakupy to nabywa do naszych pomocy. ALE JAK SIĘ KRZYWIĄ, to wychodzimy i próbujemy dalej 😛

    • Mnie to zastanawia mocno, co i dlaczego zmieniło się w moim mięsnym, że teraz to nagle taki problem. I wydaje mi się, że akurat nowa ekspedientka przyniosła te nowe zasady.
      Jestem ciekawa, co w tym temacie mówi czeski odpowiednik Sanepidu, wiesz może?

  • No właśnie zastanawiałam się czy sprzedawcy nie będą robić problemu z tym by przynosić własne opakowania. Muszę któregoś razu spróbować. Chociaż i tak na razie szukam takich sklepów gdzie pakują wędliny w papier a nie worki foliowe.

    • Papier już lepszy niż folia, wiadomo. Ja potem i tak do pojemników przekładam, więc dla mnie wygodniej pójść z nim od razu do sklepu. Spróbuj i koniecznie daj znać, Monika!

  • Justyna S.

    Cześć, wiem, że to może nie będzie dokładnie na temat, ale duch ekologii i dbania o planetę tak bardzo kłóci mi się z mięsem produkowanym na masową skalę, że mimo wszystko postanowiłam zostawić komentarz. Jest bardzo dużo materiałów na ten temat, ale polecam szczególnie dokument Cowspiracy. Bardzo dużo ciekawych treści i wniosków, szczególnie w temacie wpływu przemysłu mięsnego na środowisko, produkcję metanu, wycinanie lasów oraz zużywanie niewyobrażalnych ilości wody, ziarna i antybiotyków. Z góry dodam, że nie chodzi o żadne sianie fermentu, wywoływanie kłótni itp ale po prostu chciałam się podzielić moją refleksją. Uważam, że sprawa jest godna uwagi, szczególnie jeśli leży nam na sercu dobro Ziemi. O ile nie zmieni to czyjegoś podejścia to warto po prostu wiedzieć i znać kulisy tego przemysłu.

    A co do samej kwestii sprzedaży, to wydaje mi się, że to forma zabezpieczenia. Ty masz akurat szczere intencje, ale wystarczy, że ktoś by zgłosił, że zatruł się mięsem z tego sklepu, przyjechałaby kontrola, zapytaliby o standardowe procedury przechowywania i sprzedaży, okazałoby się, że wydano w pojemniku, zapytaliby Pani ekspedientki czy zweryfikowała atest pojemnika i jego czystość, na co nie byłaby w stanie odpowiedzieć twierdząco, więc przypuszczam, że nie skończyłoby się to dobrze, ani dla niej, ani dla tego sklepu. Wiem jak irracjonalnie to brzmi, ale wiem też jak wyglądają kontrole różnych instytucji, i jak te same przepisy mogą być weryfikowane inaczej w różnych miastach, dlatego taka postawa asekuracyjna mnie nie dziwi. Rozwiązaniem jest chyba kupowanie w małym sklepie, gdzie ktoś Cię będzie znał i kojarzył i po jakimś czasie będzie wiedział, że jesteś stałym klientem a nie tajemniczym, weryfikującym procedury zakładu.

    • Tak, wiem, jak produkcja mięsa jest ekstensywna i szkodliwa dla ogólnego stanu środowiska. I nie zamierzam stać się przykładem na najekologiczniejszą blogerkę w Polsce. Na razie ograniczyłam jedzenie mięsa do kilku razy w tygodniu i nie schodzę niżej.

      Wystarczy mi, żeby nie generować tylu odpadów, ile jeszcze rok temu produkowało moje gospodarstwo domowe. By ograniczyć użycie foliówek i opakowań jednorazowych do zera. By promować wielorazowość i dojść w tym do harmonii z własną sobą, gdy idę nawet po spontaniczne zakupy (bo mleka zabrakło – tak wiem, przemysł mleczarski jest też godny potępienia).

      Dziękuję za Twój komentarz, Justyna, bo wiem, że można żyć lepiej niż ja. Chwała tym, którzy o tym myślą i działają w tym kierunku!

      • Justyna S.

        Lepiej czy gorzej, jak wspomniałam, nie miał to być komentarz oceniający a bardziej skłaniający do refleksji tych, którzy mogą o tym nie wiedzieć. Najważniejsza dla mnie jest świadomość, to dlatego chyba cały czas coś czytamy, poznajemy, badamy, szukamy odpowiedzi. Wydawało mi się, że sporo osób już o tym wie, a spotkałam się już z bardzo różnymi reakcjami na informacje zawarte w tym filmie, włącznie z zaskoczeniem i szokiem, więc choćby z tego powodu uważam, że warto czasem o czymś wspomnieć, w ramach inspiracji.

        Nie oceniam, nie zarzucam Ci koronacji na najekologiczniejszą blogerkę, nie potępiam, a już na pewno nie zamierzam oceniać jak ktoś żyje. Robisz wiele tu na blogu dla polepszania świadomości ekologicznej czytelników, więc to jest super. Sama zresztą tu przecież zaglądam regularnie. Po prostu zobaczyłam ten wpis i chciałam podzielić się czymś co jest dla mnie ważne, co kiedyś mnie zaskoczyło i wprowadziło w prawdziwe zdumienie.

        • Wiem, Justyna, wiem 🙂 Czułam, że muszę się wytłumaczyć. Często ostatnio czuję, że muszę się tłumaczyć ze swojej nie-wegańskiej diety i dziwnie mi z tym. A jednocześnie mam na horyzoncie cel, do którego być może kiedyś dotrę – weganizm właśnie 🙂
          Miło, że tu zaglądasz!

          • Justyna S.

            Tak czułam, że mogłaś to inaczej odczytać, choć zupełnie nie chciałam wywoływać w Tobie akurat potrzeby tłumaczenia się 🙂 naprawdę, szczególnie w kimś kto podejmuje taką pracę aby znaleźć bardziej przyjazne rozwiązania ale czasem trudniejsze, na sprawy, które współczesność załatwia folią, zamiennikami i plastikiem. Ale też rozumiem, sama cały czas szukam różnych sposobów na siebie i swoje życie, sporo czytam i zawsze zdumiewa mnie, jak środowisko ekologiczne czy wegańskie (choć z dla mnie oba powinny być z gruntu mocno empatyczne, jako, że wynikają z miłości do Ziemi czy zwierząt) potrafi być hermetyczne, oceniające, złośliwe i niepomocne. Oczywiście to duże uproszczenie ale wiele razy widziałam jak początkujący weganin czy osoba zainteresowana tym tematem trafia na ostrą krytykę i opór, co skutecznie pewnie niektórych automatycznie zniechęca.

            ps. Co do drogi do weganizmu, moja jest stałym procesem, i trwa już w sumie kilkanaście lat, więc małymi kroczkami ale takimi, z którymi czuję się dobrze i komfortowo. Zmuszanie się do czegokolwiek u mnie z gruntu narażone jest na ryzyko i szybką porażkę. Jakiej byś decyzji nie podjęła, trzymam oczywiście kciuki 🙂

  • Klaudia

    Jestem na totalnym początku „eko” drogi (bo wiadomo – lenistwo, brak czasu, czasami pewnie pomyślunku), ale lubię czytać takie teksty, jak twój. Uczą mnie, że to przecież nic dziwnego, nic trudnego. Kilka lat temu zorientowałam się, jak bardzo brakuje wody na świecie i jakie mamy szczęście żyjąc w Polsce – zaczęłam ją szanować. Jednak z siatkami, workami mam ogromny problem. W 2016 roku kilka miesięcy zbierałam się, żeby poukładać foliówki. Wydawało mi się, że mam ich masę (mimo że już na studiach zaczęłam używać głównie bawełnianych, wielorazowych siatek), a zmieściły się elegancko poukładane do niedużej pufy. Wiem, to mało dla środowiska, ale myślę, że coraz lepiej z moimi nawykami!

    • Małymi kroczkami można za jakiś czas wiele osiągnąć! Działaj i nie przestawaj! Poszanowanie wody jest bardzo ważne, tak jak mówisz – nie mamy tej świadomości żyjąc w kraju, w którym (zazwyczaj) nie ma suszy. Coraz gorzej jednak z jej jakością u nas. Ciekawe, kiedy i tu przejrzymy na oczy. Dzięki, że jesteś, Klaudia!

  • Mi zdarza się kupować śledzie do własnych szklanych opakowań- innych moim zdaniem nie da się później pozbawić charakterystycznego zapachu, ale do mięsnego nie odważyłam się jeszcze udać z własnym pojemnikiem. Nieczęsto tam bywam, ale jednak przyczyniam się wtedy do użycia foliowych woreczków. Warzywniak i rybny ok, ale mięsny wzbudza we mnie opory, bo zwyczajnie brakuje mi odwagi, a wieczna kolejka mi tego nie ułatwia, jeszcze nie mam odwagi zostać atrakcją osiedla w moim małym miasteczku 😉 Jeszce nie wiem jak się przełamać.

  • Mięsny był pierwszym sklepem do którego poszłam z własnymi opakowaniami. W zasadzie oprócz rybnego jest to jedyny sklep do którego zabieram własne pudełka bo oprócz warzyw, które pakuje do moich eko worków nic innego w moim mieście na wagę nie kupię. I nigdy nie spotkałam się w mięsnym z oporami sprzedawczyń odnośnie pakowania we własne pojemniki.

    To w piekarni sprzedawczyni długo ze mną dyskutował gdy poprosiłam o krojony chleb bez folii do mojego worka.

    I pan w zoologicznym jest niereformowalny.

    • Ja raz trafiłam do takiego zoologicznego, w którym karma na wagę była już odważona i popakowana do małych, półkilowych woreczków! Każda jedna.
      Dobrze słyszeć, że w mięsnym nie masz problemów. Moja piekarnia niby przyjazna, ale nie w przypadku długiej kolejki. Dziękuję, Aniu, że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami!

      • Weronika

        Karma na wagę niestety wietrzeje jak nie jest popakowana w mniejsze
        opakowania. Uciekają z niej witaminy i jełczeją tłuszcze. Generalnie
        uważam, że powinno się kupować karmę w oryginalnym opakowaniu
        producenta, a nie na wagę gdyż – nigdy nie mamy pewności co kupujemy,
        nigdy nie wiemy kiedy ta karma została otwarta i tylko ufamy, że jest
        jeszcze dobra, nigdy nie dostajemy składu karmy ani jej zaleconego
        podawania. To tylko pozorna oszczędność – kupując na wagę, kiedy możemy
        kupić większy worek, przepakować go w domu do szczelnych pudełek i
        dawkować sami.

  • Itta

    Zastanawiam się czy można by stworzyć listę sklepów przyjaznych zero waste? Byłaby to reklama dla sklepów szanujacych tę ideę i informacja dla zainteresowanych nieśmiałych, że w tym sklepie nie robia problemów 🙂

    • Oczywiście! Taki jest plan 🙂 Jak tylko znajdę chwilę na kolejny wpis, to z pewnością poruszę ten temat w kontekście Poznania. Masz swoje ulubione miejsca?

  • narentis

    Droga Kasiu i wszystkie inne Panie i ewentualnie Panowie,
    Zwracam się do Was z uprzejmą prośbą o rozsądne wyjaśnienie mi dlaczego prawie każdy człowiek piszący cokolwiek o minimaliźmie koniecznie namawia mnie do tego, żeby zostać weganinem.
    Rozumiem wegetarianizm, sama jem mięsa niewiele, czasem raz w tygodniu, nie więcej niż trzy razy w tygodniu. Co ma minimalizm wspólnego z weganizmem?
    Albo jak się ma ograniczenie w swoim życiu odpadów, plastiku, folii i czego tam jeszcze – co popieram i zaczynam stosować – z weganizmem, który jak przypomnę jest nie tylko dietą ale rezygnacją z używania wszystkiego co wiąże się ze zwierzętami( np nie używa się wełny, skór, jedwabiu). Czy dlatego, że cenię i wprowadzam w życie zasady minimalizmu muszę w zimie marznąć w plastikowej, poliestrowej łatwopalnej kurtce, której wyprodukowanie kosztowało mnóstwo wody i zanieczyszczeń wprowadzonych do środowiska zamiast paradować w wełnianym płaszczu? Dodam, że pozyskanie wełny do produkcji płaszcza nie pozbawia życia owiec, wręcz przeciwnie gdyby się ich nie strzygło po prostu umarłyby z gorąca i ciężaru wełny. Nie rozumiem tego parcia na weganizm i bardzo proszę jeżeli ktoś może wytłumaczyć mi to racjonalnie. O ile wegetarianizm rozumiem o tyle weganizm wydaje mi się być ( bez obrazy dla wegan) dziwaczną fanaberią…