Eksperymenty Rodzina

Emancypacja – przekleństwo wieloletnich związków?

kobiecosc jak komunikowac sie z mezczyzna jak rozmawiac seks malzenstwo

Czy seks może być ekscytujący, gdy jesteśmy ze sobą kilka lat? Jak kobieta powinna rozmawiać z mężczyzną, a mężczyzna z kobietą? Czy emancypacja rzeczywiście nam – kobietom – pomaga?

violetta nowacka seksuolog psychoterapie parW ramach miesiąca eksperymentowania z tematem miłości (polecam tekst Seks z własną żoną? Przecież to matka moich dzieci), podjęłam wyzwanie, by zgłębić temat długoletnich związków. Przeprowadziłam rozmowę z panią Violettą Nowacką, psychoterapeutką specjalizującą się w terapii par, coachingu i konsultacjach seksuologicznych w ramach gabinetu terapeutycznego SELF Przyjazne Terapie. Dziś pierwsza część tego obszernego wywiadu. Lepiej usiądźcie, bo może być gorąco!


K: Z jakimi problemami pary najczęściej zwracają się na terapie?

V: Problemem nieuświadomionym, z którym pary zazwyczaj pojawiają się u mnie w gabinecie, jest zamiana ról albo inaczej: odchodzenie od atawistycznych ról kobiety i mężczyzny. Często wychodzi to dopiero w trakcie naszej wspólnej pracy terapeutycznej.

Uważam, że związki psują się ostatnio nie tylko seksualnie, ale w ogóle przez odchodzenie od naturalnych ról płciowych. Poza tym związki psują się, ale i ratują od kobiet. Kobiety ze swojej natury mają duchowe powołanie do tworzenia więzi. Jeśli kobieta robi błąd w rozumieniu swojej roli żeńskiej, to od niej psuje się też mężczyzna i cały związek. Jeżeli kobieta odnajdzie swój kobiecy pierwiastek, to związek uzdrawia się pięciokrotnie jeśli nie dziesięciokrotnie szybciej niż gdyby uzdrawianie zainicjował mężczyzna. Kobieta to energia serca, mężczyzna to energia działania. Energia serca jest o wiele mocniejsza.

Związki psują się, ale i ratują od kobiet

Kobiety zapominają o swoim pierwotnym sensie działania: o tym, że one są miłością i że mają kochać przede wszystkim same siebie w sposób właściwy. Dziś mamy niestety niewłaściwe pojęcie, co to znaczy kochać siebie. Niektóre kobiety kochają się po męsku. Mam na myśli niezdolność do uspokajania się i do bycia w dobrym samopoczuciu. Jeśli kobieta non stop pędzi, non stop wyznacza sobie zadania, jest przepracowana, nadmiernie samodzielna, czyli przestaje prosić, przestaje być zależna od świata mężczyzn, to pielęgnuje w sobie pierwiastek męski.

Za chwilę jest zestresowana, niezdolna do odprężenia się, a to sprawia, że jest niezdolna, by emanować energią współpracy. W zamian emanuje energią rywalizacji. I wówczas mężczyźni traktują je jako rywalki, zaczynają się wojny. Jeśli to trwa wystarczająco wiele lat, to parnerzy nie mogą być dłużej dla siebie atrakcyjni seksualnie.

Chodzi o zaburzone proporcje: działania do odpoczynku, spokoju do aktywności.

K: Czy to oznacza, że główną przyczyną problemów seksualnych w związkach jest wyemancypowanie się kobiet?

V: To niepopularny pogląd, ale ja go lansuję. Nie dlatego, że szerzę ciemnogród albo żeby utrwalać nierównowagę. Tylko że kobiety zaczęły myśleć, że żeby tworzyć dobre więzi albo być w dobrym położeniu względem mężczyzn trzeba się uśrednić z nimi. Nie da się jednak uśrednić pierwiastka kobiecego i męskiego, tak jak nie da się uśrednić nocy i dnia, wdechu i wydechu. Niewłaściwe, rywalizacyjne podejście i zmienianie aspektów, które pierwotnie nie nadają się do zmiany, by być na równi z mężczyznami, doprowadziły związki do ruiny.

K: Czyli równy podział obowiązków w rodzinie degeneruje związki?

V: Tak. Kobiety są przemęczone, nie umieją się sobą zająć, nie potrafią odpoczywać. Wymagają od mężczyzn, żeby je uspokajali, a oni nie potrafią, oni się muszą uspokoić od kobiety. W związki z czym kobiety zaczynają narzekać albo agresywnie wymagać od mężczyzn. Zaczynają być nadmiernie samodzielne: albo nie potrafią prosić, albo poprawiać po mężczyznach. Mężczyźni się czują bezużyteczni, rywalizują z nimi, więc oddalają się psychicznie, albo idą w zdrady czy nałogi. W wyniku rywalizacji atrakcyjność seksualna musi spaść, więc kobieta z mężczyzną albo stają się wobec siebie obojętni, albo się stają wrogami.

Chciałabym się przebić do świadomości głównie kobiet, które uczą się zdecydowanie szybciej w sprawach damsko-męskich i są zainteresowane uczeniem się. Zatem ten przekaz jest skierowany głównie dla kobiet.

Co jeszcze psuje związki to fakt, że mężczyźni są słabo edukowani albo nie chcą się uczyć o tym, że natura seksualności kobiet jest o wiele bardziej skomplikowana niż męska. Mężczyźni  myślą, że kobieta podobnie jak mężczyzna włącza seks przez ciało i od nich tego oczekują. A kobiety często same się nie orientują jak działa ich seksualność, bo same nie posiadają tej wiedzy o tym, jak są skomplikowane – mówię o połączeniu ciała z emocjami, z umysłem, z duszą.

U mężczyzn powoduje to niecierpliwość, zafiksowanie się na sprawach fizycznych, niezrozumienie szczegółowych potrzeb kobiet. Kobiety żądają, by mężczyzna zachowywał się po kobiecemu, czyli zaspokajał ich potrzeby emocjonalne, mentalne czy duchowe i nie komunikują tego w taki sposób, by mężczyzna je zrozumiał. W wyniku tego powstaje szereg niedomówień, niespełnionych oczekiwań i frustracji.

Jeśli para nauczy się rozumieć różnice żeńskie-męskie, nauczy się komunikacji, która uśrednia te różnice – czyli komunikacji dla porozumienia, to w wyniku tej komunikacji problemy często się rozwiewają.

Dla kobiet komunikacja jest potrzebna w ogóle, przez kontekst psychologiczny, a dla mężczyzn istotna jest komunikacja seksualna. Jeżeli umiemy się komunikować w ogóle, to potem też umiemy się komunikować seksualnie.

K: Która komunikacja jest bardziej istota: werbalna czy niewerbalna? A być może cielesna?

V: Nie chodzi o to, by komuś czytać w myślach. Zaczynamy od nauki komunikacji w słowach, bo w tej sferze najwięcej jest zahamowań, ale i szans, żeby się ludzie zrozumieli. Potem możemy uczyć się mowy gestów czy ustalać kody porozumiewania się fizycznego.

Mówiąc o komunikacji werbalnej myślę nie tylko o asertywności, czyli żeby mówić  “ja” a nie “ty”, żeby nie używać rozkazów, żeby prosić, mówić jak kto się czuje z tym, co by chciał. Potem należy wziąć pod uwagę różnice stylu komunikacji damskiego i męskiego. Na przykład kobiety mówią dużo, o wiele za dużo dla mężczyzny. Kobiety muszą się nauczyć, by mniej załatwiać spraw na raz – po jednej, nie po pięć. Mówić krócej, w pojedynczych zdaniach, bo mężczyźni nie chcą przyswajać wielu informacji na raz. Kobiety mówią językiem emocji i wrażeń, a do mężczyzny trzeba mówić językiem opisów. Komunikat musi przekładać się na zachowanie, bo mężczyzna to jest czyn, działanie. On nie rozumie języka: “Szanuj mnie” albo “Bądź dla mnie romantyczny”. On potrzebuje instrukcji obsługi.

Kobiety muszą się nauczyć, by mniej załatwiać spraw na raz – po jednej, nie po pięć. Mówić krócej, w pojedynczych zdaniach, bo mężczyźni nie chcą przyswajać wielu informacji na raz.

K: Nawet po nauce właściwej komunikacji, praktyka odbioru komunikatów opisujących zachowania może być różna. Mężczyzna często odbiera nasz komunikat nakazowo. Jak to zmienić?

V: Jedną warstwą komunikatu jest treść, a drugą intencje, jakie ma kobieta, która to mówi. Jeśli kobieta domaga się czegoś, nawet jeśli jest to najbardziej asertywna i opisowa komunikacja, to mężczyzna i tak odbierze intencje agresywne. Jeśli kobieta prosząc ma miękkość w głosie i zgodę na to, że może tego nie dostać, to jest różnica w odbiorze. Proszenie to nie myślenie, że „mi się coś należy”, które ma zabarwienie rywalizacyjne, tylko że mogę dostać, ale to zależy od tego, czy on mi da. Warto wspomnieć o pokorze kobiecej, która powinna być intencją w jej sercu.

Jeśli kobieta mówi o czymś cały czas albo w sposób konfrontacyjny, że mowa ciała nie jest miękka, jest daleko od niego, kiedy to mówi, nie dotyka go w trakcie rozmowy, to on wcale nie odbiera tego jako kobiecy przekaz. Będzie z nim rywalizował, postawi się w kontrze. Musimy się zastanowić, czy w trakcie komunikowania się z treścią idzie intencja.


Temat jest dość kontrowersyjny, sama byłam zszokowana w trakcie rozmowy, ale dlatego chciałam poruszyć go wprost i poddać dyskusji. Według Was – emancypacja pomaga czy przeszkadza we wzajemnej dbałości o relacje w związku, w szczególności na płaszczyźnie fizycznej? Czy można „mieć ciastko i zjeść ciastko”?

Dalsza część rozmowy zostanie opublikowana w najbliższym czasie.

 

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • Nawet jeśli przeszkadza, to sorry ale ja nie mam zamiaru być zawsze grzeczna, z sercem na dłoni i głaskać po głowie/ręce samca tylko po to by nie poczuł się atakowany. Dla mnie to śmiech na sali, całe życie kobiety się muszą dopasowywać, a nie chodź w spodniach bo to nie kobiece, nie siedź okrakiem, nie mów za głośno, nie wyrażaj swojego zdania, nie zwracaj uwagi itd. Chodźmy na paluszkach koło mężczyzny by czuł się silny i w ogóle super hiper extra… Nie, ja uważam, że kobieta potrzebuje mężczyzny – partnera, co nie tylko zarobi na utrzymanie, ale po prostu po ludzku również ugotuje, posprząta czy pójdzie z dzieckiem na spacer. Nie z musu i nie dlatego, że kobieta go o to po prosi, tylko dlatego, że w końcu zacznie myśleć! Myśleć jak odpowiedzialny, kochający facet, a nie tylko jak samiec alfa. A po za tym kobiety też lubią sex jako sam sex, fizyczne doznanie, szybki numerek zamiast tych kilkugodzinnych podchodów, kwiatków, romantycznych komedii. Tylko te dziwne wyobrażenia psują związki. Dla mnie jest jedna recepta, rozmawiajmy, mówmy prosto z mostu co nam leży na żołądku, bez dziwnych aluzji i gierek.

  • Justyna

    Dobry wieczór.
    Tezy proponowane w tym wywiadzie i promowane przez psychoterapeutkę (!) są szokujące. Z rozmowy jednoznacznie wynika, że winne problemów w związkach są głównie kobiety („związki psują się (…) od kobiet”), bo nie chcą być tak potulne i uległe jak 50 lat temu i jeszcze, o zgrozo, domagają się równości („K: Czyli równy podział obowiązków w rodzinie degeneruje związki? V: Tak.”)!

    „Kobiety są przemęczone, nie umieją się sobą zająć, nie potrafią odpoczywać.” – To zdanie można odnieść do każdego, nie tylko kobiet. Co to w ogóle znaczy, że kobiety nie potrafią się sobą zająć?

    „Wymagają od mężczyzn, żeby je uspokajali, a oni nie potrafią, oni się muszą uspokoić od kobiety.” – Mężczyźni muszą się uspokoić od kobiety? Kolejna odpowiedzialność na barkach niewiast… Nie za wiele?

    „Warto wspomnieć o pokorze kobiecej, która powinna być intencją w jej sercu.” – Bez komentarza.

    • Pokora to cnota. Zapomniana i przez kobiety i przez mężczyzn. Ale prawdą jest, że pokorą możemy dużo zdziałać. To trochę jak w powiedzeniu „madrzejszy ustępuje głupszemu”.

    • Violetta Nowacka

      Podstawowy kobiecy pierwiastek, a także przeznaczenie- to zdolność do obdarzanie
      siebie i innych miłościa. W takiej kolejności. Kobieta, która nie umie być spokojna
      ze sobą- nie umie kochać siebie i nie może przekazać energii miłości mężczyźnie,
      a tym samym- z łatwością otrzymać od niego pomocy w działaniu.. Kobiety nie
      potrafią się uspokajać- to znaczy, że one przestały czuć się dobrze we własnym
      towarzystwie, jeśli wcześniej czegoś nie osiągnęły. Muszą udowadniać swoją
      wartość ciągłym działaniem skoncentrowanym na cel. One tak jak mężczyżni, wciąż
      stawiają sobie wyzwania, męczą swoje ciała i układ nerwowy (perfekcjonizm jest
      wręcz nałogowy), tak że w finale nie potrafią regenerować się przez prosty
      odpoczynek, albo go sobie skąpią. Narzekają na tzw. życie, albo facetów, że
      podobno im nie pozwalają, bo wszystko na ich głowach. Są stale pobudzone,
      nakręcają się myśleniem lękowym, a potem są agresywne. Ale ja myślę, że kobiety
      po prostu zapomniały, na czym polega kobieca wartość. Powtarzam: to
      bezwarunkowa miłość do samej siebie, zdolność do zaspokajania swoich potrzeb
      zmysłowych, emocjonalnych- szacunek dla swojego ciała, emocji i wartości. To także
      współpraca poprzez kooperację a nie rywalizację, ufność – do samej siebie i do
      innych. Wybaczanie sobie i innym, akceptacja siebie i innych. Zdolność do
      akcentowania i dostrzegania W SOBIE I W INNYCH POZYTYWNYCH STRON, zamiast
      krytyki, ironii i wycofania. Łagodność w egzekwowaniu swoich praw od innych- co
      nie oznacza uległości, ale miękkość w tonie głosu i mowie ciała- bo właśnie to
      sprawia, że mężczyźni chcą nam dawać bez wysiłku. To zdolność do proszenia ze
      świadomością, że kiedy prosimy z miłością do samej siebie, to wtedy w naturalny
      sposób przyciągamy życzliwość mężczyzny i jego chęć by nam służyć pomocą.
      Kobieta, która naprawdę siebie kocha i prosi mężczyznę nie ma lęku czy złości,
      nie ma intencji wymuszenia przysługi. I tu właśnie używam definicji POKORY: Pokora
      nie oznacza bycie gorszą od mężczyzny. Pokora to kobieca mądrość, która oznacza
      zgodę na to co od nas niezależne. A przecież to, czy dostaniemy prosząc- do końca
      nie zależy od proszącej, prawda? Zależy od woli drugiego człowieka. Kobiecość to
      wiec także szacunek do woli drugiego człowieka, szacunek do mężczyzny

    • Jacek Kapral

      Jakiś czas temu widziałem wykład znanego seksuologa – Lwa Starowicza – który również pisał, że ta nowoczesna moda na usiłowanie bycia równymi i likwidowanie podziałów w obowiązkach domowych powodują zanik pożądania między partnerami. To nie są wymysły, to nauka oparta o zbierane dane. Ten „eksperyment” trwa już w wielu społeczeństwach od lat. Zobacz Szwecję, gdzie postępuje totalny rozkład rodziny, społeczeństwo staje się dysfunkcyjne i Kobiety wolą iść do banków nasienia, żeby mieć dziecko, niż „użerać się” z szukaniem faceta.

  • Gosia Brzóska

    No nie wiem… Jest wiele zaradnych kobiet, które potrafią wziąć życie w swoje ręce i jeśli trzeba, to bezwzględnie walczyć o swoje. I dobrze, bo opisany w wywiadzie facet o nic nie zadba! Skoro tyle jest takich kobiet, to chyba nie są jakimś odstępstwem od normy? Wydaje mi się nawet, że to jest kobieca cecha: zdeterminowanie w walce o swoje dobro.
    Czyli według tej pani kiedy pojawia się 5 problemów na raz, to mężczyzna ich nie załatwi, bo nie tak został stworzony. I wtedy ta kobieta chociaż potrafi, to też nic nie powinna robić, bo to niekobiece, tylko będzie patrzyła, jak się wszystko wokół niej wali. Może go poprosić pokornie,żeby załatwił wszystko w swoim tempie i zaczekać. Bo jeśli się weźmie z problemami za bary, to się biedny luby będzie czuł nieużyteczny i nie daj bobrze związek się rozpadnie.

    Jeśli ona się czuje niedoceniona, to nie może mu powiedzieć: „od roku czuję się nieszanowana, szanuj mnie”, bo biedny nie zrozumie, tylko: „kup mi kwiaty i powiedz komplement”, on to zrobi i wszystko jest cacy.
    A przed tymi niedomówieniami, niespełnionymi oczekiwaniami i frustracjami to najwyraźniej też trzeba chronić tylko faceta: seks i proste komunikaty. Nic więcej mu nie mówmy: co nas boli, czego chcemy, bo rozwalimy związek. To, że nasze oczekiwania nie są spełnione, to nieważne – my jesteśmy te świadome i mamy się dostosować.

    A jeśli związek się psuje, bo facet jest nieodpowiedzialny/niedojrzały, to też jest wina kobiety?

    Dla mnie to nie jest wizja udanego związku, tylko wizja posiadania w domu robota, który umie wykonywać proste działania, umie uprawiać seks i reaguje na proste polecenia głosowe, za to wymaga czasochłonnej pielęgnacji. Facet według tej pani jest jak samochód, który trzeba pchać.

    Ja faktycznie w wielu sprawach polegam na moim mężu – nawet nie wiem z jakiej firmy mamy wodę. On się faktycznie gubi, kiedy wiele spraw spada na nas równocześnie, ale wtedy ja przejmuję pałeczkę. I co ważne, potrafimy wspólnie przepracować emocje: te pozytywne i negatywne. Właśnie tak dla mnie wygląda związek partnerski.

  • Kasia Dawid

    Jedno z nielicznych naprawdę szczęśliwych małżeństw z długoletnim (50lat!) stażem to moi teściowie. Kwintesencja związku partnerskiego, choć pewnie o tym nawet nie wiedzą. Oboje pracowali naukowo i dzielili się obowiązkami domowymi po równo (a może nawet więcej było po stronie Taty, kiedy Mama była na kontraktach za granicą). Także tego, nie wiem skąd ta teza, zwłaszcza, że ciężko mi znaleźć naprawdę spełnione małzeństwo z tradycyjnym podziałem ról, za dużo tam frustracji zwłaszcza po stronie kobiet. Tak było w kazdym razie w mojej rodzinie. Nawet to, że związki przetrwały bez rozwodu jeszcze o niczym nie świadczy.

    • Związki partnerskie to dla mnie osobiście jedyne właściwe rozwiązanie w ogóle na związek. Tylko mnie od pewnego czasu intrygują zależności biologiczne, bo nie samą przyjaźnią człowiek żyje. Czy te związki mają udane pożycie? Czy potrafią się sobą ekscytować? Czy ten żar się w nich jeszcze rozbudza? Jak to osiągają?

      • Trudno ludziom zaglądać do łóżka, ale z pewnością można stwierdzić, że ludzie będący ze sobą w dobrych relacjach i zadowoleni z nich, będą chętniej chodzili ze sobą do łóżka. Znam jedną parę z bardzo tradycyjnym podziałem ról, gdzie ona jest wiecznie niezadowolona i jakoś nie wyobrażam sobie, że nagle miałaby stać się boginią w łóżku, chociaż cały dzień chodzi z miną obrażonej księżnej. Bo „poddawać się” to chyba troszkę za mało dla udanego pożycia seksualnego? Chociaż z pewnością wszystko jest kwestią gustu.

        • No może ten mężczyzna jest szczęśliwy i w łóżku, bo przecież u nich łatwo o orgazm, to czy pani zadowolona to już pewnie nie koniecznie. Ale skoro do pani psychoterapeutki za pewne te sfrustrowane panie przychodzą i zaciągają swoich mężów którym „przecież wszystko odpowiada” w związku jest ok, to wina kobiet, no nie?

        • Violetta Nowacka

          Nie pisałam o tym, że uległość i poddawanie się męskiej woli to recepta na udane pożycie. W odpowiedziach na posty powyżej zawarłam tezę, że kobiety, które nie czują się atrakcyjne i szanowane w związkach z tradycyjnym podziałem ról nie są tak traktowane z powodu samej roli i jej charakteru, ale dlatego, że kobieta wchodzi w tą rolę z poczuciem, że jest gorsza, mniej właściwa od mężczyzny. Nie działa w swojej roli z miłością do siebie i mężczyzny, ale z poczucia bezradności, czy strachu. A jeśli robimy cokolwiek bez miłości własnej, nie może do nas wrócić miłość

      • Kasia Dawid

        ok, jasne, ale dlaczego niby miałaby tu być winna emancypacja? a po jej drugiej stronie tradycyjny podział ról, czy nawet na odwrót? po 3 latach generalnie w związkach opada fala namiętności i wydaje mi się, że to ile razy kto lata ze śmieciami do wyniesienia nie ma tu wiele na rzeczy. no chyba że
        problem tkwi w tym, że emancypacja rozbudziła nasze apetyty i chcemy rzeczy, które mogą być nieosiągalne;)

      • Violetta Nowacka

        Jako badaczka płci w różnych dekadach historycznych (zwłaszcza tych bardzo odległych, o głębokich duchowych tradycjach, sięgających czasów, w których kobiety były jak boginie, a mężczyźni- jak bogowie, ponieważ wiedzieli, że męskie i żeńskie złączone razem- dają niepowtarzalną okazje do rozwoju duchowego na ziemi. Znali wiedzę o komplementarności płci, która decydowała o trwałości i seksualnej atrakcyjności. A WIĘC KOBIETY KOCHAŁY ROLĘ, W KTÓREJ panują zasady kobiecości tzn:
        – działanie wewnątrz rodziny/miłość i spokój dla siebie/rodziny
        – siła psychiczna/emocjonalna/intuicyjna
        – opieka
        – bezpieczeństwo, zwolnienie
        – ufność
        – relacje, współpraca
        – spokój, zrównoważenie
        – emocjonalna otwartość i komunikacja
        – wybaczanie i akceptacja (wobec siebie i innych)
        – autentyczność, dążenie do prawdy
        – twórcze działania
        – estetyka, piękno
        Mężczyzna natomiast rozkwita w męskości, gdy może realizować takie role jak:
        – działania na zewnątrz rodziny (zapewnienie bezpieczeństwa, materialnego bytu,
        świadome cele)
        – siła fizyczna, mentalna
        – prowadzenie
        – ryzyko, przyspieszenie, entuzjazm
        -przewidywanie, kontrola
        – indywidualność, rywalizacja
        – ruch, zmiana
        – emocjonalne wycofanie/energia myślenia
        – skuteczność
        – praktyczne działania
        Aspekt kobiecy uruchamia męski, a męski- uruchamia żeński. Jeśli kobita pozwala mężczyźnie realizować działania typowe dla mężczyzny, bo sama dobrze się czuje w działaniach żeńskich, to związek ma stały zapłon rozwojowy i seksualność działającą jak perpetum mobile. Nie ma wtedy mowy o wypaleniu, bo seksualność fizyczna jest tylko odzwierciedleniem ról duchowych/mentalnych/emocjonalnych

    • Violetta Nowacka

      Męskość i żeńskość to dwa bieguny, które nie mogą bez siebie istnieć. Są
      równe w swojej ważności, ale żeby tą ważność w pełni czuć, muszą czerpać
      energię i radość z tych różnić. Żeby się wzajemnie zasilać i uczyć się od
      siebie. Czyli kobieta daje to, co w niej jest kobiece, a mężczyzna dzięki temu
      uruchamia męskość. I odwrotnie. Każdy ma wielką mądrość w ramach swojej płci. Nikt tu nie
      jest gorszy, do nikogo nie trzeba się upodabniać. Wszystko jest
      istotne, ale i ma przypisaną do siebie rolę. Te różnice należy szanować i
      pielęgnować, aby odwieczny rytm życia trwał niezaburzony. Jeśli płcie się do siebie upodobniają, tzn. robią wszystko to samo, po połowie, następuje stagnacja, nie ma przepływu. W parach zaczyna się dziać równa wymiana, ale wtedy właśnie zaczyna spadać seksualna atrakcyjność. Partnerzy mają do siebie szacunek, ale zaczynają żyć jak brat i siostra. To trochę tak, jakby każdy partner zaczynał być obojnakiem- bo zajmuje się żeńską i męską sferą jednocześnie. Nie mówię o tym, żeby dzielić obowiązki skrajnie ortodoksyjnie, ale aby zachować proporcję między działaniami, które wspierają żeńską i męską energię, bo tylko wtedy iskrzy na długie lata, kiedy każda płeć czuje się potrzebna tej drugiej. Kiedy zaczynamy być samowystarczalni, bez pierwiastka zależności- to seksualnie się od siebie oddalamy….

      Co do par z tradycyjnym podziałem ról i zarzutu, że tam nie ma szczęścia. To bardzo ważny temat. Moje spostrzeżenie jest takie: kiedy kobieta spełnia atawistyczne kobiece role w zachowaniu, ale nie robi tego z miłości do siebie i własnej kobiecości, ale np. z poczucia winy, ze strachu, z bezsilności, zależności, obowiązku to NIGDY nie dostanie w zamian od mężczyzny szacunku i adoracji. Poczucie własnej wartości, które idzie w parze z zamiłowaniem do kobiecych ról to gwarancja długoletnich związków i seksualnego spełnienia. W książce, której jestem współautorką pt. KOCHAJ SIEBIE, IDEAL-NIE-DOSKONAŁE, przedstawiam Marzenę Bojanowską (47 lat) i jej historię , w której łatwo zrozumieć, co to znaczy być prawdziwie kobiecą w długoletnim związkui szczęśliwą , także seksualnie

  • czytając ten wpis aż mi skóra cierpła. mam nadzieję, że ta pani nie „edukuje” wielu par, bo to dopiero to może psuć związki przez utwierdzanie mężczyzn w przekonaniu, że od nich tak naprawdę niewiele zależy i to kobieta ma się o związek starać. nie wiem skąd ta pani wzięła takie rewelacje, ale na pewno nie z naszych czasów i na pewno tym gadaniem nie pomaga budować świadomych i opartych na partnerstwie związków.

    a już zdanie o tym, że równy podział obowiązków degeneruje związki sprawił, że spadłam z krzesła. nie wiem czy to powinno być w internecie. serio, nie wiem. a właściwie to raczej nie powinno.

  • Naturalnie mniej

    Witam 🙂 szczerze mówiąc nie do końca zgadzam się z tym co tu jest napisane. Dlatego, że owszem, na początku naszego związku mój jeszcze wtedy nie mezczyzna, a chłopak sam mówił oferował mi pomóc w noszeniu, sięganiu itd. Ja jako osoba niezalezna, potrafiący wykonywać wiele męskich czynności trochę zmieklam przez co często proszę go o pomoc. Nasze relacje nieco się pogorszyły, a on sam przyznał, że zauważył, że sama często sobie nie poradzę. Oczywiście nadal cher nie oferuje mi pomóc. Jednak prawda jest taka, że ja zrobiłam się dużo mniej samodzielna, pewna siebie, a nawet czasem myślę, że gdyby nasze drogi rozeszły się to ja bym sobie nie poradziła. Z osoby pewnej siebie stałam się miękka klucha, bo zaczęłam liczyć na kogoś tak jak na siebie.

    • Naturalnie mniej

      Przepraszam za błędy. Piszę ze słownikiem 🙂

  • Przyznam, że nie jestem zszokowana informacjami, które tu przeczytałam, a niektore sa naprawde swietne. Na przykład zgadzam sie ze stwierdzeniem, „On nie rozumie języka: “Szanuj mnie” albo “Bądź dla mnie romantyczny”. On potrzebuje instrukcji obsługi”. Odkąd zrozumiałam te prosta prawdę, zyje mi sie lepiej i nie zastanawiam sie, jak to brzmi dla ucha postronnych osób 🙂

    Albo ten fragment :
    „Kobiety zapominają o swoim pierwotnym sensie działania: o tym, że one są miłością i że mają kochać przede wszystkim same siebie w sposób właściwy. Dziś mamy niestety niewłaściwe pojęcie, co to znaczy kochać siebie. Niektóre kobiety kochają się po męsku. Mam na myśli niezdolność do uspokajania się i do bycia w dobrym samopoczuciu. Jeśli kobieta non stop pędzi, non stop wyznacza sobie zadania, jest przepracowana, nadmiernie samodzielna, czyli przestaje prosić, przestaje być zależna od świata mężczyzn, to pielęgnuje w sobie pierwiastek męski”. A jeśli przez chwile wszystkie oburzone tym fragmentem osoby szczerze przeanalizują jakiś konflikt w parze przez pryzmat tego tylko fragmentu, to być może, o zgrozo, okaze sie, ze jest w nim dużo racji ?

    „Mężczyźni się czują bezużyteczni”. A sprawdziliście, drogie Panie, jaki efekt wywołuje na waszym Mężczyźnie szczery zachwyt? Osobiscie sie przekonalam – odkąd szczerze sie zachwycam moim Mężem, zyje mi sie po prostu lepiej i milej. I jemu chyba tez.

    Jestem bardzo niezależna osoba – intelektualnie, finansowo, towarzysko, społecznie… I uważam, żebym jednak mogła od czasu do czasu o coś Męża właśnie poprosić – akurat jemu sprawia przyjemność pomóc mi. Oczywiscie nie mowie tu o „pomoz mi w sprzątaniu” (bo czystość w domu to nie pomoc a wspólny obowiązek).

    Szkoda tylko, że komunikacja w związku zostaje sprowadzona do czarno białego świata kobieco-męskiego.
    Bardzo polecam swietna ksiazke Gary Chapmana, 5 languages of Love, w której przeanalizowano o wiele ciekawsza teorie komunikacji 🙂

    Szkoda, ze ten wywiad wywołał takie oburzenie …
    Pozdrawiam.

    • A.

      Z perspektywy (już!) kilkunastu lat małżeństwa – zgadzam się w100% 🙂 po przeczytaniu pierwszego akapitu (i tytułu) tez byłam lekko oburzona, ale po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, ze pani terapeutka ma zasadniczo rację. Pielęgnowanie „kobiecego pierwiastka” w sobie zdecydowanie ułatwia komunikację i życie – nie tylko małżeńskie 🙂 szkoda, ze nie opublikowano całego wywiadu.

    • Zgadzam się!

  • Ekologika

    Tak mi się jeszcze objawiło (jeszcze, bo więcej komentowałam na facebooku), że w mojej opinii ewentualne problemy w pożyciu seksualnym nie wynikają z emancypacji kobiet, tylko z kompleksów mężczyzn. Kiedyś wystarczyło mieć jaja i chromosom Y, żeby zasłużyć sobie na pozycję społeczną i szacunek, bo tak był skonstruowany tamten świat (i chwała bogom, że już nie jest). A teraz nagle się okazuje, że mężczyźni tracą swój piedestał należny im kiedyś z urodzenia, nie wystarczy już być samcem i wpadają w panikę. Wpadają też w panikę dlatego, że tracą kontrolę nad kobietami, które nie są od nich zależne jak kiedyś. I bardzo dobrze. No ale właśnie, czy kobiecą uległością i pokorom mamy leczyć męską trwogę i kompleksy?

    • Myślę, że to co piszesz przekłada się na ogrom problemów związkowych – seksualnych i ogólnie relacyjnych. Bo po co ten najazd na feministki? Że brzydkie, że babochłopy? Byłam na niejednym marszu feministycznym i naprawdę jest tam mnóstwo pięknych kobiet (oczywiście uroda to kwestia gustu), wcale niekoniecznie jakichś subkulturowych czy ubranych i uczesanych „po męsku”. Moim zdaniem to wszystko wynika ze strachu.

    • Ja tylko pozwolę sobie w tym miejscu przypomnieć, ze to MY, kobiety, wychowujemy przyszłych mężczyzn.
      A wystarczy rozejrzeć sie dookoła, w jak bardzo różny sposób wychowujemy dziewczynki i chłopców. W większości przypadków (jestem mama nastolatek, mamy dość sporo „dzieciatych” znajomych, dzieci sa w roznym wieku, ale kiedy moje dziewczyny (13 i 14 lat) potrafia podczas naszej nieobecności, isc do sklepu, za pieniądze z kieszonkowego kupic sobie na obiad składniki (a nie po prostu kebab, pizze czy kanapkę) – w tym na przykład pomidory – i zrobic sobie porządny obiad, ciasto na deser dla nas i w ogole sie ogarnac, tak chłopcy są kompletnie zdani na Pania-Mamę, no bo co oni bez Mamy zrobia, wode w garnku przypala na makaron ? I mowie tylko o pożywieniu.
      W edukacji chłopców maja oni – „dobrze sie uczyć”, „uprawiać sport” i „odpoczywać w międzyczasie”. Gdzie w tym, ja sie pytam, wychowanie przyszłych partnerów?

      Zdarza mi sie widzieć sfrustrowane Mamy chłopców, które niezadowolenie z nieidealnego partnera-męża przekuwają w wychowanie SOBIE idealnego mężczyzny. Tylko ten idealny dla niej mężczyzna, gdy dorosnie, bedzie zyl w świecie kobiet wychowanych na radzące sobie w życiu – emocjonalnie, społecznie i finansowo babeczki, które potrzebują czegos wiecej niz faceta ze świetnym świadectwem maturalnym. No a pozniej ?

      A później czytamy, na roznych forach, jakie to mamy Tesciowe, smakie i owakie. Zapominamy, ze w naturalnym biegu rzeczy same będziemy w przyszłości Tesciowymi – bedziemy musialy podzielić sie „swoim świetnie wychowanym mezczyzna” z inna kobieta, która, o zgrozo, nie będzie mu „prała, prasowala,gotowala” jak u mamy, bo bedzie zajeta innego rodzaju sprawami…
      Doprawdy, mam nadzieje, ze blogosfera będzie trwała jeszcze 50 lat, cobym w przyszlosci podyskutować z innymi Tesciowymi, kiedy już sie nimi staniemy – co najbardziej przeszkadza nam w zonie naszego chlopczyka…

      • Ekologika

        W punkt!

      • Agnieszko, ja nieśmiało dodam, że moja sześcioletnia córka jest o wiele bardziej „ogarnięta” niż jej dwaj starsi bracia w tym wieku. I była taka od, no… powiedzmy że od urodzenia 😉 Chłopcy z głowami w chmurach a ona twardo stąpająca po ziemi. Kwestie charakteru i temperamentu grają dużą rolę.

        • Na pewno:)
          Ale kiedy jestem swiadkiem takich sytuacji : mamy przy autokarze wycieczki szkolnej, dziewczynkom zycza: „baw sie dobrze, kochanie !” i te, które chłopcom mówią: „tylko nie zapomnij umyć sobie zębów, w plecaku masz czapeczkę z daszkiem, jestem taka zdenerwowana, jak ty sobie poradzisz ?” to mysle, ze hodujemy sobie duuuzy problem 🙂 (oczywiscie, tez nie lubię uogólnień.. 🙂

          • Haha! Jakbym siebie słyszała, oprocz tego „…zdenerwowana”☺☺. Ale i tak nie ludze się ze zaczna myć zęby bez przypominania zanim się zakochaja☺.

  • Juatyna Pogo

    Ja myślę, ze podział ról nie ma tutaj głównego znaczenia. Ważne jest aby obydwoje partnerzy wiedzieli czego chcą (także w kontekście swoich ról) i o to dbali, rozmawiali ze sobą językiem pozbawionym przemocy, rozpoznawali swoje potrzeby i mówili o nich otwarcie partnerowi/partnerce. Żeby chcieli być na siebie uwazni, wspierający dla siebie, zeby się kochali. Związki się psują, gdy ludzie nie dbają w nich o siebie i w końcu energia im się wyczerpuje oraz/lub dlatego, że nie umieją ze sobą rozmawiać, być szczerzy wobec siebie, prawdziwi. Nie jest to łatwe. My wciaz się tego uczymy, ale chcemy się uczyć, dla siebie i dla naszych córek. A co do związku z równym podziałem obowiązków? Każdy z nas robi to co mu się uda, ale też to w czym jest dobry, lepszy (każdy ma jakąś specjalizację, pasję , talent) i nigdy w zyciu, na nic bym nie zamieniła tych chwil, kiedy wspólnie gotujemy, sprzatamy, czy „wychowujemy”. Chyba o to wlasnie chodzi w miłość, że się chce być ze sobą, razem działać , przebywać i przeżywać , po kobiecemu i po męsku na raz albo na zmianę ;))

  • Aleksandra Hofer

    No ja boki zrywam. Gratuluję wyboru rozmówcy. A w niemieckich wiadomościach pokazywali właśnie Korwin-Mikke’go w parlamencie europejskim. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy wywiadu.

    • thee

      tak sobie wlasnie myslalam ze ta pani terapeutka to zona idealna dla tego oszoloma.

  • Wybaczcie, że o to zapytam, ale w jakim wieku jest ta Pani? Według mnie to jest „stara szkoła”, która nie ma odniesienie do dzisiejszej rzeczywistości…

    Nie wyobrażam sobie życia w takim nierównym związku… Nie zgadzam się zupełnie z tymi stereotypami i uogólnieniami 🙂 Tak się wzburzyłam przez ten pierwsze odpowiedzi. Chyba tak, jak ostatnio na środowym proteście.

    Być może mam za mały staż i będę płakać w poduszkę za kilkanaście lat, ale w tym roku świętujemy z Oszczędnickim nasze 10-lecie. Od zawsze byliśmy związkiem partnerskim, „aż do bólu”. Oczywiście, jak każde małżeństwo mamy lepsze i gorsze dni, ale w ogólnym rozrachunku uważam, że to najlepsza (dla nas opcja). Zapewne Pani Violetta powiedziałaby, że mój mąż w rzeczywistości wcale nie jest szczęśliwy (bo musi biedny sprzątać w domu, zmywać gary, gotować obiady, i jeszcze o zgrozo w większej części zajmować się naszym synem, bo egoistyczna żona „robi karierę”) i że to nasze partnerstwo wyjdzie mi bokiem… Ale pożyjemy, zobaczymy 😉

  • Alex Fortune

    Whoa. Dawno takich bzdur nie czytałem.

    • Każdy ma prawo do swojej opinii, choć jestem ciekawa, co masz na myśli. Z czym się nie zgadzasz?

      • Alex Fortune

        Pewnie.

        „Uważam, że związki psują się ostatnio nie tylko seksualnie, ale w ogóle przez odchodzenie od naturalnych ról płciowych. ”

        Powiedz mi, skąd wzięłaś „naturalne” role? Masz na myśli pewno podział wykształcony dawno temu, w którym facet musiał utrzymać rodzinę, zapewnić pożywienie, a kobieta musiała zajmować się potomstwem? Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę – ten podział powoli umiera w nowoczesnych społeczeństwach. Wiadomo dlaczego – w końcu nie musisz iść polować by mieć co jeść, tylko idziesz do marketu i kupujesz, co oznacza, że możesz robić cokolwiek i mieć co jeść.

        > Kobiety ze swojej natury mają duchowe powołanie do tworzenia więzi. Jeśli kobieta robi błąd w rozumieniu swojej roli żeńskiej, to od niej psuje się też mężczyzna i cały związek. Jeżeli kobieta odnajdzie swój kobiecy pierwiastek, to związek uzdrawia się pięciokrotnie jeśli nie dziesięciokrotnie szybciej niż gdyby uzdrawianie zainicjował mężczyzna. Kobieta to energia serca, mężczyzna to energia działania. Energia serca jest o wiele mocniejsza. […] Niektóre kobiety kochają się po męsku. Mam na myśli niezdolność do uspokajania się i do bycia w dobrym samopoczuciu

        „Kobiecy pierwiastek”, „roli żeńskiej”, „kobieta to energia serca, mężczyzna to energia działania”. To przykre – przypisujesz komuś to, czym, kim powinien być tylko ze względu na to czy urodził się kobietą, czy mężczyzną. Zakładasz z góry, że skoro – statystycznie – w związku z dawnym porządkiem rzeczy kobiety zachowywały się tak, a mężczyzni inaczej, to tak ma zostać, ignorując zupełnie fakt, że nie przystaje to zupełnie do naszych realiów.

        • Doskonale znam nasze realia. I od kilku lat, czyli od momentu, kiedy urodziłam moje pierwsze dziecko, mocno zastanawiam się, jak „równouprawnienie” wpływa na tak skrajną i rewolucyjną życiową sytuację jak powiększenie rodziny. Owszem, mamy role kobiece i męskie wynikające typowo z naszej biologii, to niezaprzeczalne. Rola kulturowa się zmienia i dostosowuje do naszych czasów, o czym zresztą wspominasz – i świetnie, bo z tym się zgadzam i zawsze zgadzałam. Natomiast przyznam, że poród był w moim życiu skrajnym przeżyciem, a początki macierzyństwa nauczyły mnie pokory wobec całej kulturowej nadbudówki na nasze biologiczne role. I bardzo fajnie, że ojciec może podzielić się urlopem z matką (tylko dlaczego tak rzadko?), świetnie, że pomaga w domu, gotuje obiad, sprząta itp. Ale nie zastąpi kobiety we wszystkim (np. w karmieniu piersią, uspokajaniu, gdy dziecko musi być przy matce i nikt inny temu nie zaradzi) i to jest niezaprzeczalne. Mimo że o tym wiedziałam, poświęcenie się dziecku w rzeczywistości dopiero uświadomiło mi, jak oddalone od ideałów równouprawnienia są realia dla świeżo upieczonej matki.
          Co do kobiecego pierwiastka i energii serca – nie ma tu nic ze statystyki, tylko z psychologii i kognitywistyki. Kobiecy mózg różni się od męskiego, inaczej tworzą się połączenia neuronalne, często inne rzeczy są ważniejsze dla kobiet, a inne dla mężczyzn. Oczywiście każde uogólnienie będzie nietrafione, bo różnimy się od siebie jednostkowo, ale na pewnym poziomie dyskusji trzeba odnieść się do uśrednienia na potrzeby omówienia konkretnego problemu – czyli seksu w małżeństwie z dłuższym stażem, bo tego tyczy się tekst.