Zero Waste

Zima kiepska na bezodpadowe życie

zima bez odpadow zero waste

Niska temperatura, śnieżne zaspy (w Poznaniu dość umiarkowane, ale zawsze), krótkie dni – to wszystko motywuje mnie, by jak najszybciej znaleźć się w domu, zjeść ciepły posiłek, popić gorącą herbatą i nigdzie się dalej nie ruszać.

Jeszcze nie tak dawno, bo w listopadzie, w ramach eksperymentu postanowiłam postawić się jesiennemu lenistwu i więcej się ruszać. Mimo że efekty były zaskakująco pozytywne, teraz czuję, że mam największą ochotę zaszyć się w domowych pieleszach.  Zmęczenie projektem łazarskiego Giveboxa też dało mi się we znaki, mam plan skupić się teraz nieco więcej na sobie niż na działaniach miejskich. 

Jak to się ma do odpadów?

Ograniczyłam zakupy z centrach handlowych do minimum – w trakcie ostatnich dwóch miesięcy byłam tam dwa razy i to tylko po produkty pierwszej potrzeby (a wiedz, że mieszkam zaraz obok jednej z poznańskich świątyń konsumpcjonizmu), ale też ograniczyłam wycieczki do oddalonych od domu miejsc, w których dostanę produkty bez opakowań. Mlekomaty stały się pieśnią przeszłości. Nie mam do nich po drodze, a po pracy chcę jak najszybciej znaleźć się w domu. Butelki po mleku stanowią nasz największy plastikowy problem.

Okres świąteczny nie uchronił nas przed zbytkiem niepotrzebnych przedmiotów i opakowań po nich. Te ostatnie wylądowały w koszu na plastiki. Spora część rodziny pozytywnie nas jednak zaskoczyła i ofiarowała dzieciom prezenty z drewna. Chwała im za to!

Podobnie z niektórymi kosmetykami – szampon i odżywka do włosów zajmują stałe miejsce na półce w mojej łazience, gdyż eksperymenty z naturalnymi sposobami mycia włosów czasem kończą się zbyt dużą niespodzianką. Jako „pracownik biurowy” muszę JAKOŚ wyglądać, więc glinki, mąki i octy przesuwam w grafiku na weekendy, a w tygodniu używam sklepowych specyfików. Plastikowe buteleczki siup! idą do śmieci, ale te lepsze zatrzymuję, by kiedyś umieścić w nich domowy szampon albo mydło potasowe.

Kupujemy też więcej lekarstw. Niestety, okres zimowy jest najbardziej chorowitym w polskich żłobkach i przedszkolach. Mimo że dzielnie karmimy dzieci probiotykami, witaminą D i naturalnymi wzmacniaczami odporności, wirusy i tak nas atakują, a obrona przed nimi bywa odpadotwórcza. Weźmy na przykład proces inhalacji przy mocnym, duszącym kaszlu. Ampułki z lekarstwem to malutkie, plastikowe buteleczki, oczywiście jednorazowe i nie nadające się do upcyclingu. Niektóre syropy występują w plastikowych, a nie szklanych butelkach, o czym dowiadujemy się dopiero po otwarciu małego kartonika. Tabletki pakowane są w plastikowe wytłoczki i ze świecą szukać alternatyw w szklanych buteleczkach. Mea culpa, że nie wytworzyłam jeszcze domowego specyfiku, który w stu procentach chroniłby dzieci przed zimowymi chorobami. Tu muszę zachować pokorę i czasem ukłonić się w stronę medycyny konwencjonalnej.

Które nawyki przetrwały?

Na szczęście są też plusy. Jest szereg nawyków, które nadal praktykuję, nie zważając na mrozy, śniegi czy ciemność po 16:00.

Zakupy w sklepie mięsnym mam wyćwiczone niemal do perfekcji. Zawsze noszę ze sobą wielorazową torbę i kilka pojemników. Panie ekspedientki już mnie znają i wiedzą, że nie przyjmuję folii, same się wzajemnie pouczają, żeby starować pudełko czy nie kłaść folijki na wagę. Osoby z kolejki czasem się uśmiechają, ale częściej zagadują zainteresowane przynoszeniem własnych pojemników.

Podobnie w większych sklepach spożywczych, gdzie panuje anonimowość i pośpiech, sprzedający zwracają pozytywną uwagę na moje wielorazowe pudełka i chętnie zaczynają rozmowę, gdy podaję im w ten sposób zapakowane produkty. Konsekwencja i pewność siebie dają mi poczucie, że przynajmniej w tym aspekcie robię coś dobrego, co ktoś inny być może również zacznie praktykować.

W mojej łazience nadal panują domowej roboty mydła i kremy. I już nie tylko w mojej, bo w ramach prezentów świątecznych obdarowałam nimi całą rodzinę i grono przyjaciół. Sama dostałam też słoiczek domowego kremu od przyjaciółki, co sprawiło mi niekrytą radość.

Łazienkę i kuchnię czyszczę bez sklepowej chemii, naczynia i ubrania pierzemy w naturalnych, domowych proszkach.

Warzywa szoruję przed użyciem, a jeśli muszę obrać jeszcze skórkę, umieszczam ją w specjalnym pojemniku w lodówce. Tak zebrane obierki wylądują za jakiś czas w garze, tworząc podstawę odpadkowego bulionu – jak w tym pięknym filmiku od Tasty.

Moich nawyków jest pewnie wiele więcej, niektórych już nie pamiętam lub nie poświęcam im zbyt wielkiej uwagi, z racji tego, że na stałe zawitały w moim życiu (o, choćby chustki do nosa czy kubeczek menstruacyjny).

Co dla mnie ważne to nie załamywać się zimowym marazmem i nie poddawać się w dążeniu do zero odpadów. Lepsze czasy na pewno przyjdą. A determinacja, pozytywna energia i siła własnych przekonań uwolnią się ze zdwojoną siłą w odpowiednim czasie. W to pozostaje mi wierzyć.

Powiedzcie, że chociaż Wam lepiej idzie ograniczanie odpadów tej zimy?

 

 

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • a ja wczoraj w mięsnym poprosiłam Panią o zapakowanie indyka do mojego pojemnika, Pani nałożyła do woreczka, zważyła, wyrzuciła woreczek i przełożyła do pojemnika 😀 Wyjaśniłam o co mi chodzi, a ona bez zrozumienia pokiwała głową 🙁

    • Też odczuwam frustrację, gdy widzę takie sytuacje. Panie tłumaczą się sanepidem, a tak naprawdę biorą folię automatycznie, nawet o tym nie myśląc. Ja już „swoje” panie uczę, żeby powstrzymały się przed tym odruchem i raczej tarowały wagę w moim pudełkiem.

  • Jaki fajny pomysł na bulion, postaram się przygotować. Też zauważyłam, że podawanie sprzedawcom własnych torebek i opakowań witana jest pozytywnie, chociaż z drugiej strony nie robią nic by zachęcać do tego innych klientów. Pewnie boją się, że im uciekną jak nie dostaną od nich darmowej DARMOWEJ folìi

    • W sumie masz rację, że sprzedawcy traktują wielorazowe opakowania jako wyjątek, na który są w stanie się zgodzić raz na jakiś czas. Ciekawe, jak by to wyglądało, gdyby 10 osób w kolejce prosiło o pakowanie do własnych pudełek. Tzn dla mnie jest to wymarzony obraz przyszłości, oby bylo nas – pudełkowych – jak najwięcej!

  • Fajny pomysł z tymi odpadkami. 🙂

  • „Odpadkowy bulion” też chcę kiedyś zrobić, na razie czyszczę zamrażalnik jest tam tyle, że już nic się więcej nie zmieści. Największy problem, duże zamrożone porcje, których i tak nie zjemy na raz:/ więc coś wyląduje w koszu.
    Dalej twardo trzymam się nie korzystania z worków na śmieci, tylko chodzę z kubełkiem i właśnie muszę to uczynić. Później go myję i po sprawie. Na zakupy chodzę ze swoimi siatkami, chociaż jeszcze czasami jestem zmuszona wziąć plastik, ale i tak wolę wtedy wziąć zakupy w rękę 🙂 A jak taka foliowa siatka się trafi to korzystać z niej tak długo aż nie będzie zdatna do użytku.
    Kubeczek menstruacyjny, wielorazowe wkładki higieniczne, wielorazowe płatki kosmetyczne cały czas w użyciu.
    Z części kosmetyków po prostu zrezygnowałam jak krem do depilacji, peeling do ciała. Żele pod prysznic chcę zamienić na kostki – jeśli możliwe to w samym papierowym opakowaniu. Tak też uczyniłam z szamponem więc już o kilka plastików mniej.
    Mam też od kilku dni ściereczki kuchenne i do sprzątania w mieszkaniu ze sznurka konopnego, ale jak się sprawdzą to się dopiero okaże na przestrzeni czasu.

    • Zapomniałam, że też nie używam płatków jednorazowych ani kosmetyków do demakijażu – tylko wielorazowych, bawełnianych płatków i olejków / hydrolatów w szkle.
      Masz sprawdzony szampon w kostce?

      • Tak kostka pięć przemian, piałam o niej na blogu:)

    • Polecam ściereczki ze starych koszulek. Nic się z nimi nie równa w zbieraniu kurzu.

      • Te ściereczki to do mycia naczyń lub łazienkowej armatury, koszulka za miękka i nie lubię tego uczucia, wiem jestem dziwna hehe:P

  • Ania Wyeth

    Kasia, gdybys wytworzyła domowy specyfik, który w stu procentach chroniłby dzieci przed zimowymi chorobami bylabys milionerka! 😉

  • Konstanty Aniołek

    U mnie na opak. Grudzień był rekordowy w ilości wytwarzanych śmieci przeze mnie – 214 g. Zimą bardzo często stołuję się na przerwach w pracy w okolicznych restauracjach i barach, albo nabywam jadło do swoich pomocy. Na zakupy chodzimy raz w tygodniu i czasem zdarza się pójść po coś w tygodniu, ale bardzo, bardzo sporadycznie. Na szczęście nie chorujemy (odpukać) itp. 🙂

    • Podziwiam, Aniu! Mi też żyje się „łatwiej”, gdy jem na mieście, ale z dziećmi jest to nie do osiągnięcia. Dobrze, że zdrowie się Was trzyma – wspomagacie jakoś odporność?

      • Konstanty Aniołek

        To co napisze zabrzmi moze nieprawdopodobnie, ale odkad nie jem zwierzat (5,5 roku) nie bylam ani razu na zwolnieniu lekarskim w zwiazku z choroba, a lekko przeziebiona bylam okolo 3 razy przez ten caly okres. W ogole od tych 5,5 to wielki plus dla mojego zdrowia, bo jako astmatyczka, alergiczka wszystkie chorobska lapalam natychmiast. Suplementuje jedynie b12 i d3 nie wspomagam sie niczym innym oprocz tego i dobrego jedzenia. Moj M. tez niczego nie bierze.

        Dla mnie zostanie matka za jakis tam czas bedzie wialka przygoda i wyzwaniem zero waste 😀

        • Ciekawe, czy rzeczywiście niejedzenie mięsa przekłada się na mocniejszą odporność… Muszę kiedyś spróbować. Ale Twój M. – w tego, co kojarzę – jada mięso, prawda?

          • Konstanty Aniołek

            Niestety jada, ale on nigdy odpukac nie mial problemow zdrowotnych. W szpitalu byl tylko gdy sie urodzil, a w rodzinie tez ma samych zdrowych ludzi. Moze to geny… U mnie znowu wiekszosc chorowita, a ja od malego blakalam sie po szpitalach. Ja czuje na sobie jak zmiana jadlospisu dodala mi zdrowia i sil witalnych 🙂

  • Juatyna Pogo

    Droga Kasiu (moja zimowa inspiracjo)! Może masz ochotę robić dzieciom mleko w domu? Znam kilka prostych przepisów, właśnie je sama testuję, część zawiera nawet wapno np z fig lub migdałów. Ja robię te tanie i szybkie wersje. Polecam! nie zużywasz opakowań plastikowych i co więcej! pomagasz dzieciom szybciej wyzdrowieć 😀 Nasza pediatra twierdzi, że jak dziecko ma gluta to mleko krowie tylko zwiększa powstawanie wydzieliny. Co Ty na to? Spróbujesz?

    • Też słyszałam, że mleko tylko zaśluzowuje organizm. Powinno się jeść produkty osuszające, takie jak kasza jaglana czy marchew. Chętnie bym zrobiła mleko migdałowe albo figowe. Polecisz jakiś przepis? 🙂

  • Kamila Sosnowska

    Witam.Ja podziwiam za realizację planu życia bez śmieci;) Sama powoli wdrażam ten plan w życie…tylko nie wiem czy wystarczy mi samozaparcia…Póki co jestem typową minimalistką.Zaczęło się od minimalizmu w kosmetykach do pielęgnacji ciała i włosów.Przestałam farbować włosy.Jakiś czas posiłkowałam się naturalną henną,ale po czasie stwierdziłam,że przecież mój naturalny kolor włosów jest całkiem przyzwoity;)Używam proste kosmetyki,często wspieram się ziołami.Z kosmetyków do makijażu używam tylko tuszu do rzęs i od czasu do czasu szminki.Mam wielorazowe płatki kosmetyczne.Uwielbiam olej kokosowy i olej lniany(używam ich do olejowania włosów).Od trzech lat używam też kubeczka menstruacyjnego i podpasek wielorazowych.Swoją drogą była to najlepsza decyzja w życiu;)Mieszkam na wsi,Rodzice mają działkę,więc królują u Nas własne warzywa i domowe przetwory.Nie marnujemy żywności.Problemem jest natomiast kupowanie towarów bez opakowań…okoliczne sklepy niechętnie do tego podchodzą.Chciałbym w przyszłości zrezygnować także z jedzenia mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego…póki co to proces który dopiero raczkuje.Muszę się podszkolić co jeść by było zdrowo,a przy okazji przestawić myślenie Rodziny i chłopaka.Wierzę,że podołam wyzwaniom i celom które sobie postawiłam;)Pozdrawiam;)

  • Bedzie dobre, wroci wiosna, zachce sie wiecej byc na zewnatrz:)

    U mnie.. Hm… Nie wiem.
    Z jednej strony – nadal bojkotuje hipemarkety a do dzielnicowych sklepow i na targi chodze z przygotowanymi torbami, wiec moim zdaniem z podstawowych zakupow spozywczych przynosze mniej odpadow.
    Grudzien byl szalenstwem, prezenty, prezenciki… Ale papiery od prezentow ktore otrzymalam poskladalam w jednym pudle i wyciagam je, kiedy potrzebuje cos zapakowac (wypycham za drzwi, mozna by powiedziec, niestety).
    moim najwiekszym „nieszczesciem” jest awaria kranika w „kompostowniku” balkonowym, z ciezkim sercem obierki i skorki trafiaja do worka na snieci a nie do kompostu (a miejsca w dzielnicowym kompostowniku wciaz brak…)

    Powoli, bardzo powoli moja Rodzina odchodzi od mleka krowiego, na rzecz kokosowego lub konopnego. Tu zauwazylam ciekawy proces. O ile, kiedy jedli te chrupki sniadaniowe z mlekiem krowim, zuzywalismy butelke prawie codziennie, o tyle z mlekiem roslinnym jedno opakowanie to 2-3 dni. Niestety, wciaz jest to opakowanie, bo mleka owsianego,migdalowego lub kokosowego mojej roboty nie chca pic:)
    Na ktoryms z pol nalezy ustapic i miedzy odejsciem od produktow odzwierzcym i zero smieci, pierwszenstwo ma weganizm. Zawsze.

    Poza tym, spodobalo mi sie robienie mydel, wiec juz raczej nie bede ich zamawiac w internecie (czasem na jakis targach mozna kupic niezapakowane)…
    Chcialabym, aby zima wyprowadzily sie ode mnie te ulotki, papiery, rozne drobiazgi, ktore sie chyba mnoza przez podzial. NIe wiem skad, ale mam w domu pierdylion niepotrzebnych przedmiotow, starych wizytowek i nowe dokumenty nadciagaja tonami… Cos z tym zrobie 😉

    Pozdrawiam

  • grudzień obfitował w plastik… Zmiany najlepiej zaczynać od małych kroków. Ja do minimum ograniczyłam kosmetyki. Kremów sama nie robię, ale kto wie 🙂 Powiedz mi proszę czy własnoręcznie zrobiony krem zostawia tłustą powłoczkę na skórze? Trudno mi znaleźć odpowiedni do mojej cery i w desperacji gotowa jestem zostać Ireną Eris.

    • Aga, a na czym Ci zależy w kremie? Wczoraj zrobiłam nowy krem – jest lekki, do cery naczynkowej, nie obciąża skóry, ale czuję, że ją odżywia.

      • najlepszy byłby taki cofający czas 🙂 a na poważnie, zależy mi na nawilżaniu i ujędrnianiu. Przy okazji może oczywiście odżywiać. Najgorsze jest to, że każdy (naprawdę każdy) krem zostawia na mojej skórze tłustą powłoczkę. Kupowałam już różne tańsze, droższe i nic.

        • A jaką masz cerę? Tłustą, mieszaną, suchą? Masz problem z wchłanianiem się kremów?

          • skłaniam się ku mieszanej. Co do wchłanialności, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Może faktycznie tutaj należy szukać problemu.

  • No tak, nas jest dwie w domu, a śmieci czasami jak u amerykańskiej rodziny, nie lubię tych folii i foliowych torebek w sklepie i walczę przy kasie, gdy pani chce mi włożyć a to jabłka a to marchew do siateczki 🙂

    • Warto walczyć 🙂 Panie potrafią być wyrozumiałe, jak się im tylko da alternatywę w postaci materiałowych woreczków lub pudełek.

  • No właśnie, szampon do włosów. Też jest moją największą bolączką. Od czasu naszego ostatniego spotkania też wypróbowałam kilka bezodpadowych sposobów. I nic z tego :/ A z bulionem świetny pomysł.