Czytam Podróże

Mikrowyprawy z Łukaszem Długowskim – wywiad!

mikrowyprawy, ścianka, Kraków, podróże, Długowski

Niesiona falą zachwytu nad podróżowaniem w stylu mikro postanowiłam porozmawiać z autorem książki „Mikrowyprawy w wielkim mieście”. Interesowało mnie, czy udają się takie wyjazdy z dziećmi, jak wyzbyć się strachu przed dziką naturą i …własnymi myślami.

***

Rozmowa z Łukaszem Długowskim, autorem książki „Mikrowyprawy w wielkim mieście”

Kasia WągrowskaCzy masz propozycje przykładów mikrowypraw z dziećmi?

Łukasz Długowski: Z moim synem, Tymikiem ostatnio wybraliśmy się na mikrowyprawę wzdłuż dzikiego wybrzeża Wisły, ale w centrum Warszawy – od mostu Siekierkowskiego do Poniatowskiego, ok. 3 km. Sama wędrówka w takim miejscu była dla niego ekscytująca: puszczanie kaczek na wodzie, wrzucanie ogromnych klamotów do rzeki, sprawdzanie jakie błoto jest w dotyku, jak głęboko da się wetknąć kij w piasek. Dzieciom niewiele trzeba, żeby przeżyć przygodę. Wystarczy dać im trochę swobody i pobyć w zielonym otoczeniu.

KW:Mam podobne obserwacje z moim niespełna 4-letnim synkiem. Dla niego nawet mała wyprawa do lasu czy nad jezioro jest czymś niesamowitym. Ostatnio byliśmy na rowerach wodnych na poznańskim Strzeszynku, co już było dla niego nie lada przeżyciem.

Uwielbiam podróże, ale nie ukrywam, że odkąd zostałam mamą nie mam możliwości, by wyjeżdżać w odległe miejsca, na inny kontynent czy chociaż do innego kraju. Natomiast Twoja książka „Mikrowyprawy” zainspirowała mnie, by zacząć poznawać miejsca zlokalizowane bliżej domu. I myślę, że takie podróżowanie może być fajnym pomysłem dla wielu osób, które z różnych powodów nie są w stanie wyjechać daleko. A jak u Ciebie było z motywacją? Dlaczego zacząłeś jeździć na mikrowyprawy, a nie na „makro”?

ŁD: Też uwielbiam podróże i chyba nigdy nie będę w stanie z nich zrezygnować, również z tych wielkich. Nie zarabiam dużo, nie mogę pozwolić sobie na częste, dalekie wyprawy. W 2014 r. żeby wyjechać na półtora miesiąca do Patagonii musiałem kilka miesięcy wcześniej zaharowywać się w pracy, żeby zarobić pieniądze, a po powrocie harować dalej, żeby spłacić długi. Dalekie podróże kosztują.

Pieniądze to jedno, a czas, jaki się na nie poświęca, to drugie. Odkąd mam rodzinę, szkoda mi być odseparowanym i nie widzieć moich najbliższych przez długi okres czasu. Mikrowyprawy są dla mnie teraz idealnym sposobem na oderwanie się od codzienności, przeżycie czegoś niezwykłego, posmakowanie emocji, które towarzyszą wielkim ekspedycjom, a jednocześnie rozwiązaniem, które pozwala mi być blisko rodziny i przyjaciół. Nie naraża na zbyt duże ryzyko, nie pozostawia mnie z długami.

mikrowyprawy czytam książka podróże

KW: A propos strachu – w książce wspominasz o tym elemencie, który trzeba w sobie pokonać wybierając się na wyprawę. Potrafię to zrozumieć, że może być ciężko wyjechać komuś po raz pierwszy do lasu, który nocą staje się ciemny, pełen dzikich zwierząt, które chcą nam zrobić krzywdę. Co radzisz takim osobom przed wyruszeniem w drogę? Czy są jakieś sposoby, żeby się jednak przełamać?

ŁD: Myślę, że tak naprawdę nie boimy się tego, co rzeczywiście może nas spotkać w lesie, ale własnych wyobrażeń. Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że wilki, dziki, jelenie czy łosie boją się ludzi i same raczej nie podejdą. Chyba, że będziemy np. zagrażać ich młodym. Żeby dobrze mi się spało w nocy w lesie stosuje sprawdzone metody – na oczy zakładam zaślepki, żeby rano nie budziło mnie słońce, w uszy wkładam stopery, żeby nie dochodziły mnie szmery z zewnątrz i nie odpalały mojej wyobraźni. A jak trzeba to łykam tabletkę melatoniny, która ułatwia przechodzenie w stan głębokiego snu.

KW: Ja w sobie mam obawę przed samotną wyprawą. Bałabym się pojechać sama, wolałabym jednak ze znajomymi. W książce podajesz kilka przykładów na wspólne wypady, w trakcie których można porozmawiać przy ognisku, pośmiać się, po prostu spędzić razem czas w trakcie tygodnia pracy, w którym tego czasu brakuje. Razem można zrobić coś szalonego i dzikiego.

ŁD: Mikrowyprawy są świetną okazją do tego, żeby spędzić czas z przyjaciółmi. Coraz częściej jesteśmy zabiegani, nie mamy dla siebie czasu, trudno nam się spotkać. Właściwie zostaje na to tylko noc, choć kiedyś trzeba też spać. A jakby tak wykorzystać tę noc na spotkanie? To była moja pierwsza mikrowyprawa, którą kilka lat temu zrobiłem z kumplem. Z braku czasu nie mogliśmy się spotkać, więc któregoś dnia, wieczorem po pracy wsiedliśmy w autobus i pojechaliśmy pod Warszawę. Rozłożyliśmy się w śpiworach, gadaliśmy do późnej nocy, a w końcu poszliśmy spać. Rano zebraliśmy się, spakowaliśmy i pojechaliśmy prosto do pracy.

mikrowyprawy wroclaw wywiad łukasz długowski

KW: W trakcie pisania książki odwiedziłeś bez mała kilkadziesiąt miejsc. Zauważyłam, że podróżowałeś o różnych porach roku – nie tylko latem, które jest najłatwiejsze, ale też jesienią i zimą. Którą z wypraw wspominasz najlepiej, której byś nigdy nie powtórzył, a która była najtrudniejsza?

ŁD: Nie ma takiej wyprawy, której bym nigdy nie chciał powtórzyć albo żałował, że się wydarzyła. Każda z nich była dla mnie na swój sposób ważna.

Jeśli chodzi o tę najtrudniejszą, to chyba był wyjazd do Parku Narodowego Ujście Warty. Lało wtedy niemiłosiernie, prawie cały dzień padał niemalże amazoński deszcz, a ja pływałem kajakiem. Trudno było właśnie ze względu na warunki, ale za to niesamowicie pięknie.

Trudny był też nocleg w namiocie ścianowym podwieszonym na skale, 30 m nad ziemią. Mam lekki lęk wysokości i musiałem go pokonać zjeżdżając na linie, wisząc na kilku hakach, mając świadomość, że pode mną jest przepaść. Psychicznie nie było to łatwe, ale za to fantastyczne i w życiu bym z tego nie zrezygnował. W ogóle tego nie żałowałem.

Najbardziej niestandardowa była podróż do Bolimowskiego Parku Krajobrazowego, w którym z kumplem spłynęliśmy Rawką. To rzeczka,  która jest szeroka na 3 metry i w porywach głęboka na 2-2,5 m. Cała wyprawa kosztowała nas 10,80 zł, czyli tyle, ile wydaliśmy na worki na śmieci, do których zapakowaliśmy nasze rzeczy, żeby się nie zamoczyły w wodzie. Tam gdzie było wystarczająco płytko szliśmy, a tam gdzie robiło się głębiej, płynęliśmy. Czuliśmy się absurdalnie głupio, ale jednocześnie byliśmy strasznie szczęśliwi. Robiliśmy coś tylko dla siebie. To była wyprawa, która nic dobrego nie przyniosła światu, nie przyczyniła się do wzrostu PKB, nie rozwiązała żadnego problemu, ona była tylko dla nas. I to było w niej najpiękniejsze.

Rawka, Łódź, mikrowyprawy, rzeka

KW: Co mi się bardzo podoba w Twoim podejściu do podróżowania jest to, że zachęcasz, by nie zostawiać po sobie żadnego śladu w odwiedzanych miejscach. Zawsze przypominasz, by wziąć ze sobą worek i zabrać ze sobą wszystkie powstałe w jej trakcie śmieci.

ŁD: Denerwuje mnie, kiedy nad jeziorem czy rzeką trafiam na obowiązkowy „zestaw wędkarza”, czyli puszkę po kukurydzy, pudełko po robakach i butelkę po setce wódki. To jest tak, jakby naśmiecić u siebie w domu na podłodze i tego nie posprzątać. Sprzątanie po sobie jest dla mnie zupełnie naturalną rzeczą. Uważam, że jesteśmy częścią natury i nie stoimy do niej w kontrze, więc jeśli dbamy o nią, to dbamy też o siebie.

KW: Czytając Twoją książkę, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że mikrowyprawy to jest podróżniczy wymiar minimalizmu.

ŁD: Tak jest, że wybierając się na mikrowyprawę zabieram tylko to, co jest naprawdę potrzebne. Raz, nie ma sensu targać na plecach ciężarów, dwa im mniej tym przyjemniej, tym mniej dzieli nas od natury. Mikrowyprawy mają jeszcze jeden ważny wymiar – medytacyjny. Kiedy jesteśmy sam na sam z naturą i odcinamy się od tego, co zostawiliśmy w domu, w pracy mamy wreszcie czas dla siebie. Na usłyszenie własnego głosu, na własne przemyślenia, na zadanie sobie ważnych pytań, których normalnie być może byśmy nie usłyszeli, np. czy na pewno lubię moją pracę? Może marzyłem o czymś innym? Co chcę tak naprawdę robić w życiu? Może być tak, że usłyszymy odpowiedzi, które okażą się trudne do przyjęcia. Bo jeżeli nie lubię swojej pracy, a wpakowałem w nią ostatnie 10 lat życia, to znaczy, że jestem nieszczęśliwy. Że robię coś wbrew własnej naturze. I to jest ten trudny moment, ale później już jest z górki: jeśli zdecyduję się na zmianę i pracę nad sobą, to jest duża szansa, że moje życie stanie się lepsze, będę z niego bardziej zadowolony, może nabierze większego sensu? Niczego nie mogę obiecać, ale jest taka możliwość.

mikrowyprawy, książka, podróże

KW: Nie ukrywam, że pierwszy raz dowiedziałam się o Tobie czytając Twój artykuł w Wysokich Obcasach jakiś czas temu. Był to wywiad z Alastairem Humphreysem, Anglikiem, wynalazcą mikrowypraw. Zastanawia mnie teraz, czy jest więcej takich osób na świecie praktykujących mikrowyprawy? Znacie się?

ŁD: Alastaire’a poznałem jakiś czas temu, przypadkiem i zakochałem się w jego idei microadventures. Wśród osób, które praktykują mikrowyprawy są moi znajomi, których udało mi się tym pomysłem zarazić, sporo poznaję ich też za pośrednictwem mojego Instagrama i Facebooka, z którymi spotykam się na profilu fb://Mikrowyprawy. Razem inspirujemy się do kolejnych podróży, wymieniamy opiniami o miejscach. Muszę powiedzieć, że to właśnie na tych profilach poznałem większość osób o podobnych zainteresowaniach i dzięki temu mam możliwość wejścia z nimi w bezpośredni kontakt. Dla mnie to bardzo ważne, by obracać się w środowisku ludzi myślących podobnie, inspirujących się nawzajem.

KW: Jakie są miejsca na Twojej podróżniczej wishliście, czyli w którym lesie można Cię teraz znaleźć?

ŁD: Na pewno chcę teraz pojechać do Białowieży, Borów Tucholskich, czeka też ściana wschodnia, którą uwielbiam eksplorować. Samo miejsce docelowego nie jest zresztą tak ważne. Polska ma wiele pięknych zakamarków, na które można trafić przypadkiem. Jadąc pociągiem możemy uważnie obserwować okolicę, a gdy przez szybę dojrzymy miejsce, które nas zafascynuje, wysiąść na stacji pójść się mu przyjrzeć. Polska ma wiele takich małych cudów, które są nienazwane i większości w ogóle nieznane. Trzeba po prostu być uważnym, a wtedy zaczniemy je zauważać na co dzień.

KW: Jako że pochodzisz z Poznania, chciałabym, żebyś polecił kilka miejsc w okolicy miasta, które są Twoimi ulubionymi typami na krótkie podróże.

Na pewno rozlewiska Warty pod Rogalinem, o każdej porze roku, a szczególnie w środku tygodnia, kiedy nikogo tam nie ma i jest naprawdę magicznie. Puszcza Zielonka – im dalej od Poznania, tym lepiej, pola wokół rezerwatu Morasko, wspomniany już Park Narodowy Ujście Warty. Mnóstwo jest też zwykłych miejsc, trzeba tylko umieć zobaczyć w nich piękno.

KW: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i mam nadzieję, do zobaczenia lub usłyszenia wkrótce!

Łukasz Długowski – absolwent filozofii, podróżnik, dziennikarz. Autor książki: „Mikrowyprawy w wielkim mieście”, której partnerem jest The North Face. Swoje przygody relacjonuje na Facebooku i Instagramie: Mikrowyprawy

SUP, Stand up paddle, mikrowyprawy

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • Konstanty Aniołek

    Książka dotarła, odbiorę ją w przyszłym miesiącu 🙂 Wywiad bardzo inspirujący. Fajnie, że jesteś 😉

  • Nigdy nie słyszałam o idei mikrowypraw, ale widzę,że mogą być naprawdę pasjonujące. Świetny człowiek i cudowne podejście do świata i natury! A wywiad czytałam z zaciekawieniem do końca i chciałam jeszcze i jeszcze.

    • Prawda? Na ten temat można rozmawiać godzinami. I nic, tylko jeździć i zwiedzać najbliższe okolice.

  • Monika Piechut

    Świetny wywiad i piękna idea. Ja z moim chłopakiem może nie mamy na swoim koncie wielu mikrowypraw ale bardzo lubimy podróżować po Polsce. Następny przystanek w Bieszczadach, macie jakieś rady? 🙂

    • Osobiście nie byłam w Bieszczadach, ale chętnie zwiedziłabym ten kawałek Polski. Koniecznie daj znać, jak było!

      • Monika Piechut

        To dopiero we wrześniu! Marzy mi się bezcelowe łażenie po górach, mam nadzieję, że się uda 🙂

  • Bardzo fajny i ciekawy człowiek! Też czytałam o nim w WO i przyznaję że nieźle inspiruje do tych minimalistycznych podróży 🙂

  • Bardzo ciekawe podpowiedzi na ekscytujące i niezbyt wymagające podróżowanie! Urzekła mnie fascynacja Łukasza otaczającą nas przyrodą!

    • Łukasza fascynuje przyroda i – co ważne – nie boi się jej, tylko uważnie obserwuje. Uważa, że jestesmy jej częścią, a nie brutalnym zarządcą. Myślę, że to bardzo ważne.

  • Gosia Ślusarek

    Mikrowyprawy to nasza specjalność 🙂 jak tylko zdrowie najmłodszego synka pozwala (bo do tej pory często chorował) uwielbiamy jeździć/chodzić po okolicach Poznania. Na wakacje (już 7 raz z rzędu) wybieramy polskie góry, jednak za każdym razem jesteśmy w innym rejonie. I tak zeszliśmy już ( z trójką dzieciaków) Bieszczady, Pieniny, Góry Stołowe, Góry Sowie, Góry Złote, Góry Izerskie, a w tym roku odwiedzimy Góry Sokole (Rudawy Janowickie) 🙂

  • Nie słyszałam do dzisiaj o idei mikrowypraw, ale właśnie w ten sposób postanowiliśmy spędzić tegoroczne wakacje (głównie ze względów finansowych). Zamierzamy pokręcić się naszym czteromiesięczniakiem po nieznanych nam zakątkach Warszawy, a w ten czwartek jedziemy na parę godzin do Łodzi 🙂

  • Pingback: Oszczędnickie inspiracje & finansowe linkowe party vol.7 - Oszczednicka.pl - Zarządzanie finansami domowymi w praktyce()

  • Właśnie jestem w trakcie lektury Mikrowypraw. Świetny autor, super książka. Uświadomiła mi, że do mikrowypraw trzeba dorosnąć 😉

  • poorgaysonholidays

    Bardzo nam się podoba idea mikrowypraw! Człowiek często zapomina o tych pięknych miejscach tuż obok niego i skupia się na tych oddalonych, zagranicznych. Przyznam, że my też niestety należymy do tych osób i wypadałoby to zmienić 😉
    Natomiast zdecydowanie nie zgodzę się z jednym w wywiadzie: dalekie podróże wcale nie muszą kosztować! My podróżujemy za darmo i zdecydowanie tak się da! 🙂

    • Podróżujecie za darmo za granicę? Jak to robicie?

      • Autostopujemy, używamy couchsurfingu bądź namiotów. Żeby zdobyć jedzenie – dumpster diving albo po prostu zapytanie się na rynkach/w restauracjach (mamy też zazwyczaj jakieś zapasy, np. ryżu czy makaronu). Po drodze zarabiamy też pieniądze na ulicach/dostajemy od ludzi.
        Wszystko zaczynamy pomału opisywać na naszym blogu.
        Natomiast nie byliśmy jeszcze w żadnym kraju, gdzie potrzebna byłaby wiza, a to jednak niestety byłby duży wydatek. Chociaż, prawdopodobnie udałoby nam się zwrócić pieniądze na wizę zarabiając podczas wyjazdu 😉