Czytam Minimalizm Podróże

Mikrowyprawy  w wielkim mieście – przygoda jest w nas!

mikrowyprawy podroze

Gdy urodziłam pierwsze dziecko, miałam moment załamania. Wiedziałam, że wszystko się zmieni, nie będę już na tyle elastyczna, żeby zwiedzać świat, przeżywać nowe rzeczy, zdobywać ciekawe doświadczenia. Potem dotarło do mnie, że małe dziecko to zdecydowanie większa szkoła życia niż wyprawa do dzikiej dżungli.

Po urodzeniu córki już wiedziałam, że dzieci nie muszą nas wiązać z jednym miejscem i ograniczać w przeżywaniu ciekawych chwil. Nie dość, że same dostarczają nam nieskończonej ilości wrażeń, to w dodatku świat wokół się nie zmienia tylko my sami, a potrzebę przeżywania ekscytujących wydarzeń można dostosować do własnych możliwości. Elastycznie, bez spinania się i wygórowanych ambicji.

Taką możliwość oderwania się od codzienności i przeżycia czegoś nowego dostarczają nam podróże, na które nawet bezdzietnym nie tak łatwo się wybrać. Nie zawsze masz wystarczającą ilość czasu, pieniędzy czy chęci, by jechać w odległe miejsca i stawiać życiowe oszczędności na szali z chwilowym niedoborem emocji. Jest proste, choć dla wielu mało oczywiste rozwiązanie: wybierz się na mikrowyprawę i przeżyj krótką przygodę!

podróże wyjazd wypad za miasto mikrowyprawy

Wypocznij i naładuj baterie!

Łukasz Długowski to prowodyr moich podróżniczych rozważań. Dziennikarz, podróżnik, pasjonat dzikich i odległych miejsc, trudnych terenów i zapierających dech w piersiach widoków. Odkąd został ojcem i dostał stabilną pracę stracił motywację i możliwości do organizowania dalekich i kosztownych wypraw. Nie każdemu uśmiecha się czekać pół roku do kolejnego urlopu, by przeżyć coś niezwykłego. Długowski w swej najnowszej, debiutanckiej zresztą książce „Mikrowyprawy w wielkim mieście. Wypocznij i naładuj baterie!” rozprawia się z ambicją odbywania wymagających podróży w egzotyczne miejsca. Dochodzi do wniosku, że nie warto zostawiać najbliższych na kilka tygodni tylko po to, by samemu móc kolekcjonować wspomnienia. Wystarczy rozejrzeć się wokół, przeanalizować mapę, zebrać chęci i wyjechać w mikro-podróż za miasto.

Czym są mikrowyprawy?

Mikrowyprawy to nic innego jak podróże, które nie wymagają od nas dużego zaangażowania finansowego, czasowego czy nawet sprzętowego. Z założenia są krótkie, gdyż mogą trwać od kilku do kilkunastu godzin, w zależności od czasu, jakim dysponujemy. Cel wyprawy to miejsce niedaleko domu, w odległości pozwalającej na oderwanie myśli od pochłaniającej nas codzienności. Długowski proponuje opcję: wyjść z pracy, zarzucić plecak i pojechać za miasto, choć na jedną noc, a potem wrócić prosto do pracy z naładowanymi bateriami.

Przygoda to nie jest coś, co przychodzi z zewnątrz, to jest nastawienie do życia. Otwarcie się na nie, na niewygody, ryzyko, nieznane. Przygoda jest w nas.

Kto może jechać na mikrowyprawę?

Nie odkryję Ameryki twierdząc, że każdy – młody czy stary, kobieta czy mężczyzna, rodzic czy osoba samotna, bez mała KAŻDY może się wybrać na mikrowyprawę, by sięgnąć po własną przygodę. Można jechać samemu – wówczas zyskuje się zdrowy dystans do zawłaszczających nami spraw codziennych, wprowadza w stan uważności na otaczający nas świat, uwrażliwia na przyrodę i uświadamia nasze w niej miejsce.

nie_potrafimy_wypoczywac

Można jechać z przyjaciółmi – jeśli na co dzień nie ma czasu na umawianie spotkań, omówienie ważnych spraw, pobycie razem z osobami, które się lubi, ale czasem zaniedbuje, warto zorganizować wspólny wypad za miasto, z plecakiem i śpiworem, w miejsce odpowiednie dla wszystkich. Wspólna mini-wyprawa zbliża i daje choćby kilka godzin na rozmowy przy ognisku lub w trakcie wędrówki po lesie.

Można jechać z rodziną – jeśli chcemy wyrwać się z domu, pokazać dzieciom gwiazdy w miejscu odległym od miasta, przeżyć przygodę podczas spania pod namiotem, posłuchać odgłosów natury i zbliżyć do siebie w trakcie tej krótkiej szalonej chwili.

Jaki środek transportu wybrać?

Każdy środek transportu jest dobry, a najlepszy ten, który pomoże wytworzyć wyjątkową atmosferę wokół wyprawy. Intuicyjnie odpada auto, jeśli jest to sposób, w jaki przemieszczamy się na co dzień. Warto wybrać transport publiczny, rower lub …własne nogi. Powolna wędrówka z plecakiem pozwala zauważyć więcej wokół, zrelaksować się i pomedytować. Rytmiczne kroczenie wprawia umysł w stan lekkiego transu, w trakcie którego również wypoczywamy.

Co zabrać na mikrowyprawę?

Autor, jak wspomniałam, jest doświadczonym podróżnikiem. Zjeździł Argentynę, Norwegię, planował zimowe, wymagające wyprawy. Wyjazdy nauczyły go kilku rzeczy, między innymi tego, by spakować się w wygodny, lekki plecak i nie ładować zbyt wiele do środka. Co poleca wziąć to:

  • wygodne buty
  • odzież odpowiednią do warunków miejsca i noclegu
  • śpiwór
  • matę samopompującą
  • proste jedzenie niewymagające wymyślnego przyrządzania
  • wodę
  • worek na śmieci.

Ostatni punkt jest o tyle ważny, o ile bliskie każdemu podróżnikowi powinno być zachowanie odwiedzanego miejsca w nienaruszonym stanie. Wszelkie odpady przez nas wyprodukowane powinniśmy zabrać ze sobą i wyrzucić w odpowiednim do tego miejscu. Nawet jeśli w polskich lasach nie ma wydrukowanych na każdym drzewie znaków, by zabierać ze sobą śmieci, warto przyjąć to jako niepisaną zasadę i jej konsekwentnie przestrzegać.

Dokąd jechać?

Książka zawiera szereg przykładów na ciekawe wypady za miasto, trwające od jednej nocy zaraz po pracy, po kilka dni. Po przeczytaniu wszystkich propozycji stwierdzam, że najciekawszym miejscem w Polsce pod kątem szybkich wypraw jest Kraków. Zazdroszczę bliskiego położenia wzgórz, malowniczych krajobrazów i zabytkowych budowli, w których można się na chwilę zaszyć. Najbardziej niesamowitym miejscem nocowania były skałki niedaleko Krakowa, dokładnie ściana Kramnica, a najbardziej banalnym, lecz ukazującym niezwykłość okolicy – piesza wędrówka z lotniska Kraków-Balice do centrum miasta, na śniadanie. Z walizką na kółkach może nie warto, ale z lekkim plecakiem i prostym prowiantem już jak najbardziej.

Mikrowyprawy to bliskie podróże za miasto

Dlaczego nasze mózgi są zielone?

Wrocławskie podróże to odkrywanie leśnych szlaków z sokolnikami. Łódź to meandrowanie małymi rzekami w bród i wpław. Okolice Katowic do kopalnie, spośród których warto się udać do Guido w Zabrzu. Mieszkańcom Poznania autor poleca między innymi Puszczę Zielonkę, jedno z niewielu dzikich miejsc leśnych w Wielkopolsce. Warszawa to spływy Wisłą na desce SUP (stand up paddle). Wcześniej nie wiedziałam o jej istnieniu, a okazuje się, że w miejscach o niewielkim wietrze z powodzeniem można się nią przeprawiać i mieć bliższy kontakt z wodą. Trójmiasto to surfing po przybrzeżnych falach Morza Bałtyckiego. Wszystkich propozycji jest kilkadziesiąt, od bardziej do mniej oczywistych. Te drugie otwierają nam oczy na to, co mamy dookoła, czego wcześniej być może nie zauważaliśmy.

Jaki jest cel mikrowyprawy?

Przemęczenie, nuda, brak ekscytujących momentów na co dzień, wsiąknięcie w sprawy zawodowe, poczucie bezsensu, braku sprawczości czy wpływu na własne życie – ilu z nas wpada w choć jeden z wymienionych stanów? Mikrowyprawy jako alternatywa do podróżowania od wielkiego dzwonu mają być odpowiedzią na trudne stany emocjonalne dla mieszkańców wielkich miast, zmęczonych procedurami pracowników korporacji, właścicieli wylizanych na połysk apartamentów na grodzonych osiedlach, uczestników wyścigu po materialnie lepsze jutro.

Celem mikrowyprawy jest przede wszystkim oderwać się od codzienności, zrelaksować i naładować akumulatory dawką pozytywnej energii. Można tego dokonać, jeśli zmienisz otoczenie, znajdziesz się w nowym, nieznanym dotąd miejscu, a przede wszystkim pobędziesz dłużej na łonie natury.

Krótki wypad po pracy i powrót następnego dnia rano gwarantują świeże spojrzenie na świat i własne życie. Przewietrzone zwoje neuronów zwiększą swój potencjał, a potrzeba przeżycia przygody się wypełni. Powrót do domu będzie niczym po pielgrzymce do miejsca świętego.

Zalety mikrowypraw

Dzięki podróżowaniu blisko miasta nie wydasz wiele pieniędzy, za to dołożysz całkiem sporą cegłę do budowania własnego szczęścia.  Poznasz nowe miejsce, a zatem poszerzysz horyzonty i zapewne nauczysz się czegoś nowego. Zredukujesz w znacznym stopniu stres, czyli zawalczysz o dłuższe, zdrowsze życie.

Mikrowyprawy są jak medytacje. Stwarzają przestrzeń na to, żeby pojawiły się pytania, które zwykle od siebie odsuwamy: o sens życia, o to, czy jestem szczęśliwy, czy samemu ze sobą jest mi dobrze.

Polemika

Jest kilka elementów, które dodałabym do mojej wersji mikrowypraw. Przede wszystkim zalecany przez autora sposób nocowania to w śpiworze, na karimacie, pod gołym niebem. Osobiście wolałabym postawić niewielki namiot, choć rozumiem, że może on stanowić zbędny balast podczas wędrówki. Poza tym lubię odkrywać ciekawe miejsca, w których można zanocować, niekoniecznie pod chmurką.

A może Wy podpowiecie mi, jakie są Wasze ulubione miejsca blisko miasta na wspólne przeżycie przygody?


Przeczytaj też wywiad z autorem książki, Łukaszem Długowskim.

Previous Post Next Post

Przeczytaj jeszcze

  • Od urodzenia mieszkam na Śląsku, pracowałam w branży górniczej i… nigdy nie odwiedziłam kopalni Guido. Wybieramy się do niej od stu lat i jakoś nie możemy tam dotrzeć. Muszę wpisać na moją listę do zrobienia w tym roku 🙂
    A co do książki – zachęciłaś mnie do lektury. Rozejrzę się za nią.

    • A ja byłam w Guido przy okazji odwiedzin znajomego kilka lat temu. To naprawdę świetne miejsce!
      Książkę warto przeczytać, co prawda nie mam wersji elektronicznej, ale możesz powalczyć o papierowy old-school 🙂

  • Anna

    Mieszkam na podkarpaciu . Ja z mężem i synkiem własnie jeździmy po okolicy i zwiedzamy,obserwujemy i podziwiamy naszą przyrodę i lokalne atrakcje. Ostatnio byliśmy w Pruchniku na wierzy widokowej. Ja trochę bałam się wysokości ale 5,5 letni synek był szczęśliwy i odważnie biegł byle wyżej, a widok na rozległe pola i łąki wynagrodził mi lęk wysokości. Niedaleko nas jest pięknie położony Krasiczyn z parkiem i pałacem a także Łańcut. Lubimy też jeździć do Kalwarii Pacławskiej żeby pochodzić po drużkach i obowiązkowo wejść na górkę „Magdalenkę”. Jeździmy też na Tatarkę w Przemyślu. Ostatnio byliśmy we wsi Pełnatycze oglądać młyn bo chcieliśmy pokazać synkowi jak produkuje się mąkę. W Zarzeczu oglądałam eksponaty w pałacu Dzieduszyckich, także z tak małym dzieckiem nie wydając fortuny można zwiedzać okolicę spędzać miło czas i odpoczywać psychicznie. Bliska jest mi idea tej książki, ponieważ wyznaję podobne wartości. Nie przepadamy z mężem za długimi podróżami tylko szukamy ciekawych miejsc blisko w myśl zasady cudze chwalicie swego nie znacie.
    p.s. Kasiu maseczka doszła jeszcze raz dziękuję, że doceniona została moja wypowiedź na blogu.
    tak jak wcześniej pisałam we wpisie u Ciebie nie mam fb ani instagrama więc tylko komentarz zostawiam. Życzę miłego wypoczynku.

    • Cieszę się, że przesyłka doszła, mam nadzieję, że odpowiada Twojej cerze 🙂 Na Podkarpaciu masz tyle ciekawych miejsc wokół, że nic tylko mikro-podróżować. Wspaniale! Żałuję, że tak daleko mam w ten kraniec Polski.

  • Konstanty Aniołek

    Od czterech lat mieszkam w Czechach, moja przeprowadzko do Pragi była bardziej spontaniczna niż zaplanowana. W Polsce zostawiłam rodzinę, znajomych i miejsca bliższe i dalsze mojemu sercu. W nowym miejscu zamieszkania musiałam się odnaleźć na nowo, że tak to ujmę, bez znajomych i miejsc znajomych, ale za to z kochającym partnerem. To niejako na jego barkach spoczął proces oswajania mnie z nowym otoczeniem. Oboje jesteśmy aktywni zawodowo i w roku przysługuje nam niewiele dni urlopu, na szczęście weekendy mamy wolne i w te dni nie próżnujemy. Połączyliśmy oswajanie mnie z nowym otoczeniem i fajne spędzanie czasu razem w mieście i jego bliskiej okolicy, bez nadwyrężania budżetu i wybierania urlopu. Jako że partner jest zdeklarowanym piwoszem, najczęściej padającym hasłem na cel naszej mikrowyprawy jest Tour de Piwo (ja z piwem również się lubimy). Jedziemy na dworzec (do wyboru mamy kilka) tam jak na każdym szanującym się dworcu kolejowym w Czechach jest gospoda i od niej zaczynamy. Następnie po otwierającej mikrowyprawe konsumpcji wsiadamy w pierwszy lepszy pociąg i jedziemy. Na początku wysiadaliśmy na pierwszej stacji, potem na drugiej, trzeciej itp. i to z kilku różnych dworców i w różnych kierunkach. Z danego docelowego dworca udawaliśmy się (dalej tak robimy) na dworcowa konsumpcję, a potem szliśmy tam gdzie prowadziła droga, czyli zazwyczaj do jakiejś części Pragi, albo już poza nią na wioskę. I tam na dobre rozkręcało się nasze Tour de Piwo. Czechy „na piwie stoją” i podczas naszych mikrowypraw nie było takiej sytuacji, żebyśmy podróżowali o suchym gardle. Dzięki temu rogatki Pragi i nie centrum poznałam dosyć ciekawie. Powrót zawsze wygląda jak początek, czyli po gospodach na dworzec, wycieczka pociągiem i do domu. Takie nasze mikrowyprawy nie są jak na pierwszy rzut oka może się wydawać pijaczym rejsem. Piwo w Czechach ma moim zdaniem bardziej wymiar kulturowy nie patologiczny i o tym właśnie przekonałam się na własnej skórze. Przesiadując w różnych gospodach w różnych miejscach i niekiedy z różnymi ludźmi przy stole bliżej poznałam tak zwaną mentalność czeską, która do tej pory jest dla mnie nieco zaskakująca. Dodatkowo poznałam okolicę, w której przyszło mi żyć i nie jest mi już obca. Bilans zysków i strat: straty: 0, zyski: poznałam wiele ciekawych miejsc, oswoiłam się z potocznym językiem czeskim (to bardzo ważne), wiem jakie piwo lubię a jakiego mam unikać, spędziłam wiele godzin na ciekawych rozmowach z partnerem przy kuflu piwa, w większości przypadkach przebywałam długo na świeżym powietrzu, poznałam ciekawych ludzi, zrobiłam wiele zabawnych zdjęć (np. http://oi67.tinypic.com/2w23s3t.jpg „tankowaliśmy i my tankował i koń” 🙂 ) 🙂 Uwielbiamy mikrowyprawy i polecamy je tak jak napisała autor KAŻDEMU 🙂 Pozdrawiamy A&M

    • Uśmiechałam się, gdy czytałam Twoją wypowiedź 🙂 Lubię Czechy, lubię czeski do życia dystans i ich kulturę picia piwa. Z tego co piszesz, mikrowyprawy też tam całkiem udane wychodzą. Wracacie zawsze tego samego dnia czy zdarza Wam się gdzieś przenocować? Ciekawi mnie też, jakie piwo do tej pory Wam najbardziej smakowało.

  • Anna Połatyńska

    Fantastyczna idea. Mieszkam w centrum kraju ale mimo wszystko nie obcinając niczego z urlopu można fajnie wypocząć w górach. Polecam w sobotę rano wsiąść do pociągu Dragon do Krakowa. Po przyjeździe od razu ruszyć w góry aż do schroniska gdzie bierzemy nocleg. Rano po śniadaniu znów w góry tak aby pod koniec znów znaleźć się w Krakowie, tak gdzieś na późny obiad I Dragonem znów na Mazowsze. Taki weekend potrafi fantastycznie naładować akumulatory przed poniedziałkiem. Do wyboru w okolicach Krakowa jest sporo szlaków i Jura Krakowsko-Częstochowska, gdzie można pokusić się o znalezienie jakiejś skamienieliny w kamieniołomach. Jednym słowem przygodo witaj. Polecam 😉

    • Ach ten Kraków! Brzmi dobrze :)) Z Poznania mam bliżej w Sudety, może kiedyś zrobię podobny szybki wypad.

  • Paulina Mucha

    Pochodzę z Chojnic, jest to śliczna niewielka miejscowość na pomorzu. Niestety odwiedzam je co jakiś czas ponieważ aktualnie mieszkam w Berlinie. Samo miasto jest bardzo urokliwe, mimo, że nie jest za duże zawsze jest co robić. Na moje szczęście nie tylko pochodzę z pięknego miasta ale okolica cieszy jeszcze bardziej! Mamy w pobliżu sporo jezior, piękne lasy, które przemierzamy razem ze znajomymi będąc na miejscu! Nic tak nie relaxuje jak zachód słońca nad jeziorem.
    Mikro wyprawy towarzyszą mi od dziecka! Rodzice zawsze dbali żeby nie było nudno. Planował wszystko tata a mama zajmowała się resztą atrakcji (nie ma to jak pyszne przekąski w trasie i herbata z termosu!). Jeździliśmy w różne miejsca różnymi środkami transportu. Muszę wspomnieć, że zawsze miałamspore problemy żołądkowe, które na szczęście nie zniechecily moich rodziców. Na rowerach przemierzaliśmy wiele kilometrów wokół miasta. Kiedyś jeździliśmy lasami, polami i ulicą a w ostatnich latach powstaje bardzo długa ścieżka rowerowa wokół miasta, która przebiega przez kilka jezior. Berlin też taką ma tylko znacznie większą, zwiedzamy ją z chłopakiem fragmentami, spotykając po drodze urokliwe wioseczki z małymi straganikami przydomowymi, na których można kupić np.ogórki kiszone, warzywa/owoce z ogrodu, soki, jajka itp. Na każdym produkcie jest cena i mała miseczka na pieniążki. Bardzo fajna rzecz! Niedawno nasza rodzinka urosła o dwa małe psiaki, które zostaną wyposażenie w koszyki i będą zwiedzali z nami. To są dopiero odkrywcy! Wracając do moich mikro wypraw z rodzicami, w skrócie:jeździliśmy na rowerach, robiliśmy pikniki nad jeziorem, odwiedziliśmy pewnego czasu wszystkie zamki w okolicy, zwiedziłam ich naprawdę wiele, ruiny również, jeździliśmy do trójmiasta pozwiedzać, na plażę, na Jarmark Dominikański! Jeździliśmy w wiele różnych miejsc w okolicy. Wszystkie te wyprawy były jednodniowe! Następnie jeździliśmy ponad 10lat do Karpacza, które jest moim trzecim miastem! I jak zwykle miasto jak miasto ale Sudety mam zaliczone całe, po Polskiej i Czeskiej stronie, tyle pięknych miejsc i widoków! Jak już wspomniałam obecnie mieszkam w Berlinie, który pokochałam! Tu atrakcją jest dla mnie wszystko, każda podróż metrem, system ścieżek rowerowych też jest bogato rozbudowany, a rowerzystów jest multum! Każde miejsce jest inne! Za dużo opowiadania, polecam odwiedzać, z Polski są bardzo dobre połączenia w niewielkich cenach a mokro wyprawa do Berlina na pewno byłaby wspaniałą wyprawą!
    Podsumowując, dziś piątek, czas zaplanować jakąś małą przygodę w Berlinie bo plany popsóĺy mam wyjazd do Chojnic!

    • Mieszkać w krainie jezior to życie niczym bajka. Uwielbiam kontakt z wodą, jestem pewna, że Wasze mikrowyprawy były relaksujące i skutecznie odrywaliście się od codzienności. Berlin znam i kocham, zazdroszczę Tobie kontaktu z miastem na co dzień. Jakie są Twoje ulubione miejsca, dzielnice, zakamarki?

      • Paulina Mucha

        Ulubione dzielnice to Mitte i Kreuzberg. Mitte za architekturę, bardzo lubię te Stare duże budynki, znając odrobinę historii dodatkowo robią na mnie wrażenie, właśnie wczoraj się tam wybraliśmy. Pod Bramą Brandenburską często są organizowane różne wydarzenia, akurat teraz są to mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Mimo, że nie należę do zapalonych kibiców sprawia mi wielką radość uczestniczenie w tym, w miejscu gdzie zbierają się tłumy i kibicują swoim krajom (a Berlin jest naprawdę wielokulturowy miastem). Przy okazji po meczach można zapuścić się w miasto!
        Kreuzberg jest moim wielkim zakamarkiem, klimat tam panujący całą dobę, czy wybieramy się na spacer, obiad czy imprezę zawsze zostawia wiele pozytywnej energii na następne godziny i dni.
        Poza tym jak już wspomniałam jest to wielokulturowe miasto i spotkanie tych wszystkich ludzi jest wspaniałym doświadczeniem! Dodatkowo kiedy poszłam do szkoły nauczyć się języka trafiłam na klasę, w której nie było żadnych Polaków tylko ludzie z całego świata, z Brazylii, Francji, Rosji, Turcji itd. Przy okazji byli to ludzie, którzy zajmowali się wieloma ciekawymi rzeczami, np. Andrea jest włoskim szkicownikiem, na naprawdę ogromny talent! Lub Daniel gra na Oborze w Mexykańskiej operze! Super przeżycie, które otworzyło mnie na świat, pomogło przełamać wiele barier i wiele mnie nauczyło. Teraz każdemu poleciałabym przeprowadzkę za granicę na kilka lat żeby właśnie coś takiego przeżyć.
        Mówi się, że podróże kształtują i te małe i te wielkie, to jest właśnie moja wielka podróż, dzięki której mam jeszcze większą potrzebę poznawania świata i odwiedzania wielu krajów.

  • Mieszkam w Pabianicach w samym centrum Polski. Podróżuję trochę po Azji, byłem też w Ameryce Środkowej. Ostatnio spędziłem pół roku na stażu w Indonezji. Łódź – miasto, które w Polsce raczej nie ma dobrej sławy i mało kto traktuje je jak atrakcję turystyczną – okazuje się, że ma coś, co robi jej reklamę w najdalszych częściach świata. W Indonezji mieszkają ludzie, którzy znają, niestety tylko ze zdjęć, łódzki street art, a konkretnie jej wielkie murale. W Łodzi studiowałem, pracowałem i można powiedzieć, że ją znam. Znam też murale, bo mija się je wszędzie i codziennie. Dopiero jednak pewne indonezyjskie spotkanie skłoniło mnie, aby wybrać się w miasto tylko w jednym celu – aby przyjrzeć się bliżej tej galerii sztuki pod gołym niebem. Czasem trzeba pojechać na koniec świata, aby zwrócić wreszcie uwagę na coś, co ma się pod nosem.

    • Dawid, piękne życie masz, skoro do tak pięknych krajów udaje Ci się podróżować. Indonezja to mój cel na mapie życzeń „do odwiedzenia”. To rzeczywiście zabawne, jak na drugim końcu świata dowiadujemy się czegoś o naszym własnym – że się po poznańsku wyrażę – fyrtlu. Masz ułożoną trasę po łódzkich muralach jak w Londynie szlakami Banksy’ego?

      • Są w wielu dość odległych miejscach i nie tak łatwo taką trasę opracować, ale może to i lepiej. Aby je wszystkie zobaczyć trzeba trochę po mieście pokluczyć i przy okazji lepiej je poznać.

    • Marta Witaszek

      Ja mieszkam w Kole to jest centrum, trzeba tylko popatrzec na mapę, pozdrawiam 😉

  • Muszę koniecznie sięgnąć po tą książkę, bo od lat jestem fanką takiego podejścia a podróżowanie to jedna z moich największych pasji 🙂

  • Nie wiedziałem, że na takie coś jest nazwa i ideologia (konieczność nocowania na karimacie pod gołym niebem ogranicza czas mikrowypraw do zaledwie trzech, czterech miesięcy). Czy to nie jest po prostu zwykłe zwiedzania najbliższych okolic miasta? Moi rodzice zabierali nas jako dzieci chyba co tydzień do okolicznych lasów. Mnie zostało to przyzwyczajenie i jeżdżę głównie rowerem. Teraz, gdy wokół Łodzi powstała kolej aglomeracyjna, to można się wypuszczać trochę dalej pociągiem i wracać rowerem, mam okazję poznawać więcej miejsc.

    • Czy „ideologia” to nie wiem, na pewno jest to nowy trend w kontrze do wakacji all inclusive w tropikach. Dla mnie to – jak wspomniałeś – zwiedzanie najbliższych okolic, rowerem, kolejką, na pieszo – jak komu wygodnie. Co do nocowania pod chmurką, autor ma swoje sposoby na przetrwanie pod gołym niebem nawet w trakcie mniej sprzyjającej pogody. Z pewnością warto przeczytać.

      • Przeczytać na pewno warto. Użyłem słowa ideologia, ponieważ ostatnio w kilku miejscach na raz zobaczyłem to określenie i zastanowiło mnie, czy to jakaś moda, nowy trend? Jeżeli tak, to dobrze, bo ludzie nie znają swojego otoczenia, uważają, że jest nieciekawe, a na obrzeżach każdego dużego miasta czeka mnóstwo atrakcji. I rzeczywiście masz rację, przydałby się taki przewodnik, jak podróżować z dzieckiem, aby rodzice nauczyli się zaszczepiać pasję swojemu potomstwu. Mój kuzyn tworzył dla swojego syna mapy całkiem zwyczajnych okolic, ale każda, nawet najmniejsza atrakcja na tej mapie nabierała znaczenia magicznego. Otrzymywała też stosowną nazwę inspirowaną Tolkienem czy Harrym Potterem. I ojciec i syn mieli rewelacyjną zabawę 🙂

        • To jest trafiony pomysł! Mam nadzieję, że my też powoli zaczniemy w ten sposób jeździć z naszym 3-latkiem. Będę szukać takich ciekawych miejsc wokół Poznania, dla niego to może być bardzo ekscytujące!

  • Pingback: 12 niecodziennych rzeczy - czerwiec | Droga do minimalizmu()

  • Czytałam fragment tej książki i wydała mi się bardzo interesująca – co zresztą potwierdza Twoja świetna recenzja ! Na pewno w przyszłości sięgnę po tę książkę. Życzę wielu fascynujący mikro-wypraw i pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Bardzo fajny post 🙂 ja lubię wybierać się gdzieś na jeden dzień, zazwyczaj pomysł powstaje wcześnie rano, pakujemy jedna torebkę i jedziemy 🙂 Zdarzało nam się jechać w tą i spowrotem ze Szczecina do Wrocławia, chyba takie spontaniczne wypady lubię najbardziej 😀

    • Spontaniczne wyjazdy bez wielkiego planowania to też coś, co lubię najbardziej 🙂 Ze Szczecina do Wrocławia jest nawet nienajgorsza trasa, prawda?

      • No trasa niestety średnia, ale da sie przeżyć 🙂

  • Koczilla

    Moje ulubione miejsca to wrzosowiska w okolicach Mostówki, właśnie POD WARSZAWĄ ;-), warszawskie leśne uroczysko Wiśniowa Góra, Saska Kępa, której piękne kamienice można poznawać z przewodnikiem SAS, wydanym przez Centrum Architektury. Bardzo lubię też spacery tematyczne po tym mieście(sama kilka lat temu urządziłam spacer po miejscach, które pozostały po warszawskich Żydach – zwiedziliśmy synagogę, Plac Grzybowski, cmentarz na Powązkach i zjedliśmy w koszernej restauracji) a także spływy kajakowe na Wiśle.

  • Ojej, nie wiedziałam, że to, co robimy z dzieciakami (2 i 4lata) od paru lat doczekało się takiego opracowania w postaci książki! Szczerze, to dla mnie trochę odkrywanie Ameryki na nowo, ale dzisiejsze dziwne zabiegane czasy może takich właśnie olśnień potrzebują:)
    Przez prawie trzy lata mieszkaliśmy we Francji (Lyon)bardzo wiele weekendów, albo pojedynczych dni, albo nawet popołudni przeznaczaliśmy na mikrowyprawy (ja mówiłam o wycieczkach) właśnie! Czasem jechaliśmy po prostu na rowery pod miasto, czasem na dwudniowy trekking w Alpy (2 h drogi), czasem na jednodniowy spacer po mniejszych górkach.
    Teraz w sumie robimy to samo, wróciliśmy do Polski, mieszkamy w Lublinie i ponieważ mamy różne ograniczenia (głównie finansowe, ale tez pracowe, no i z dziećmi też trzeba zwracać uwagę na różne rzeczy), bardzo często po prostu szwendamy się po okolicy. Pakujemy maluchy do przyczepki rowerowej i jeździmy po naszym pięknym regionie. Albo idziemy do lasu na spacer,